Zobacz więcej w kategorii: bezpieczeństwo | internet
producenci: inny
Wyniki matur dopiero wczesnym latem, ale już teraz wiemy, że polska młodzież jest uzdolniona - w każdym razie w dziedzinie informatyki.
W dniu wczorajszym hackerzy postanowili na stronie Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wyrazić swoją opinię na temat obowiązkowego egzaminu maturalnego z matematyki. Zamiast standardowej strony głównej Komisji ukazywał nam się napis "Nie chcemy matury z matematyki" na czarnym tle, a zaraz pod tym prowokacyjne "kto sprawdza matury z informatyki?".

Na chwilę obecną strona internetowa została zastąpiona krótką zaślepką odsyłającą na witryny Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych, gdzie maturzyści (piszący dziś egzamin z języka angielskiego) będą mogli pobrać arkusze i "na spokojnie" porównywać swoje wyniki. Tego typu działania są oczywiście niezgodne z prawem i wobec grupy jawiącej się jako "Nieuchwytni" z pewnością zostaną wyciągnięte konsekwencje... o ile zostaną "uchwyceni", a na to szanse są nieznaczne.
Korzystając z okazji - życzymy połamania piór wszystkim naszym czytelnikom, którzy w tym roku przystępują do egzaminu dojrzałości!
Źródło: CKE
"z pewnością zostaną wyciągnięte konsekwencje... o ile zostaną "uchwyceni", a na to szanse są nieznaczne."
Dokładnie. Więc po co w ogóle pisać o konsekwencjach?
jak się cieszę, że zdawałem maturę rok temu
Nie taka matma straszna jaką ją malują! Bez matmy człowiek by nie umiał nawet budżetu swojego podliczyć. Więc moim zdaniem w życiu przydaje się bardziej niż Polski. Bo na co dzień nie będziemy mysleć "co autor miał na myśli" albo "jaki jest klucz odp do wypracowania by w niego trafić;/
Jak ja musiałem męczyć się z polskim, to czemu humaniści nie mają pisać matematyki?
Też nie mogłem pojąć, czemu egzamin ze ściemniania i bajdurzenia jest obowiązkowy a od logicznego konkretu można się wyśmigać.
A poziom podstawowy można by w zadanym czasie rozwiązać w pamięci (no dobra, ze trzy zadania były ciut upierdliwe i zrezygnowanie z kartki byłoby męczące). Jakby wprowadzono dodatkowe punkty bonusowe za ukończenie przed czasem (np. +5% punktów za każde 10 minut), to bym się nie zdziwił, gdyby po pół godzinie co wprawniejsi zaczęli oddawać w pełni rozwiązane testy zdobywając ponad 80 punktów na 50 możliwych :-) Dopiero na poziomie rozszerzonym były interesujące zadania - czyli takie, których poprawne rozwalenie w pamięci byłoby niejakim wyzwaniem ;-)
Bo poniewaz jezyk polski to nie tylko bajdurzenie, ale tez zrozumienia miejsca i klimatu kraju, w ktorym mieszkasz. Matematyka natomiast nie jest potrzebna w codziennym zyciu. Zajmuje sie komputerami od xx lat. Projektowalem grafike 3D, 2D, CAD, tworze strony internetowe, administruje serwerami, skladam i aktualizuje komputery (hardware), testuje oprogramowanie, i wiele innych. Matematyka NIGDY nie bylam i potrzebna, nigdy jej nie uzywalem, a ewentualne sprawy liczeniowe pomaga mi rozwiazac cos takiego jak kalkulator. Matematyka to zbedna rzecz zupelnie i nie potrzebna nikomu do niczego. Natomiast jezyk polski pomaga sie wyrazac (matematyka tego nie robi). Dlatego tez przedmioty humanistyczne sa bardziej potrzebne. Dodam takze, ze matematyka nei jest logika, a systemem. Logiczne mozeb yc wlasnie budowanie wnioskow na przykladzie tekstu, i przedstawianie alegorii do innych opisow, czy sytuacji zyciowych. Matematyka to system, oparty na abstrakcyjnym podejsciu do istoty rzeczy, stad sprawia ludziom trudnosc. Dlatego osobiscie wywalil bym ja z matur, bo jest zbedna, zwyczajnie sie nei przydaje na co dzien. A mature zdawalem ok 10 lat temu, wiec moge cos na ten temat powiedziec :)
Moim zdaniem to dobrze, że wprowadzili matmę, gdyż wiedza matematyczna i logiczna to podstawa. Ludzie na studiach mają ogromne problemy z logiką na poziomie dla przedszkolaka; nie potrafią samodzielnie myśleć, jedynie powtarzają pewne rzeczy, nie-rozumiejąc skąd właściwie się wzięły i co oznaczają.
W matematyce jest dokladnie tak samo. Masz wyuczone wzory, nie wazne skad sie wziely, po prostu ich uzywasz. Trzeba byc bardzo krotkowzrocznym, badz posiadac umysl scisly (ja je nazywam scisniety), zeby nie zauwazac ze takie myslenie to blad.
zgadza się jak wysłałem ten kawał 12 z 4 zrozumiały. z czego 2 z nich nie były na profilu informatycznym.
<
Żona informatyka wysyła go po zakupy.
- Kup parówki, a jak będą jajka, to kup dziesięć.
Chłopina po wejściu do sklepu pyta:
- Czy są jajka?
- Tak - odpowiada sprzedawca.
- To poproszę dziesięć parówek.
>
Kawał zrozumiałem, ale pomysleć było trzeba, to fakt : ) bardziej by pasowało matematyka, a tak poza tym, to kto mysli rebusami :p
Logika niewiele ma wspólnego z matematyką. Mieszkam ze studentami informatyki i czasem walą niezłe kwiatki. Podejrzewam, że matma dla wszystkich jest zrobiona na takim poziomie, żeby wszyscy mogli ją zdać (skoro już te 5 lat temu matma była prosta).
"Nie myli się ten kto nic nie robi" ,a co do kwiatków to zdanie "logika niewiele ma wspólnego z matematyką" można do nich zaliczyć
Przesadzają, matura matmy była prosta. Chyba tylko ktoś co się nic nie uczył w szkole nie zda. Niektóre zadaPrzesadzają, matura matmy była prosta. Chyba tylko ktoś co się nic nie uczył w szkole nie zda. Niektóre zadania to był śmiech na sali :Dnia to był śmiech na sali :D
w końcu poziom wykształcenia się podniesie, bo to co się działo do tej pory jest żenujące! To, że ktoś nie ma głowy do matematyki nie zwalnia go ze znajomości podstaw! Pójdzie na studia humanistyczne a w przyszłości nie będzie umiał/a obliczyć 13% z danej kwoty xD
tylko ze dalej poziom tej matury jest zenujacy a humanisci juz sobie wymyslaja dyskalkulie(uposledzenie umyslowe inaczej nazwane).
ta matura z matematyki co teraz jest to jakas kpina. polowa materialu wycieta. normalnie poziom nie wiele wyzszy niz gimnazjum. nie ma funkcji wykladniczych, logarytmicznych, nie ma pochodnych, granic, calek, nawet logiki nie ma. osoby ktore protestuja przeciwko tak banalnej maturze sie tylko osmieszaja i ujawniaja swoja glupote.
Przecież to nie harker, który ma tą całą matematykę w jednym najmniejszym paluszku protestuje...
wtf bez jaj to co jest :P
ja rozumiem ze całek nie ma ale granice to sorry kiedyś była 1 sza klasa (z 4 ech)
Ja protestuję właśnie przeciwko tak banalnej maturze. Po co marnować czas i pieniądze na egzaminy jedynie pozorne? Przyjdzie taki z wynikiem 85% na nasz wydział i wyleci po dwóch miesiącach.
Ewolucja metod nauczania matematyki na przykładzie zadań egzaminacyjnych:
http://roflcopter.pl/49/
To nie jest śmieszne, to jest prawdziwe. Aktualnie jesteśmy na etapie:
"Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna wyniósł 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakreśl liczbę 20."
Panie Wulfen - a może wprowadzimy obowiazkową maturę z biologii? W końcu każdy powinien wiedzieć co się dzieje w nas i dookoła nas. A może chemia - też warto by znać parę reakcji, reguł i praw, żeby lepiej poznać świat. Fizyka też powinna być obowiązkowa, żeby wiedzieć, czemu krople deszczu lecą w dół :E
Nie o to chodzi. IMO jeśli mają być pozycje obowiązkowe, to niech matematyka będzie jedną z nich. Albo niech nie będzie żadnych pozycji obowiązkowych, żeby nie robić preferencji t^Hhumanistom.
Własnie, nie o to chodzi. Chodzi o to(jak ktoś napisał powyzej), ze czemu akurat matura z JezykaPolskiego ma byc np obowiazkowa? Poza tym za dużo ludzi idzie na studia(czasami jak widzze jednego z drugim to oczy przecieram ze zdumienia) i to jest jakis tam hamulec, szkoda ze na razie mało skuteczny, bo na niskim poziomie. Co do tej dyskalkulii to smiech na sali.
Kretyni ta dzisiejsza młodzież. Matematykę na takim poziomie każdy powinien znać. Poniższe stwierdzenie pewnie zdziwi niektórych, np. Giertycha z jego zmyślną amnestią, ale: NIE MA OBOWIĄZKU ZDANIA MATURY. NIE WSZYSCY MUSZĄ MIEĆ ŚREDNIE WYKSZTAŁCENIE I IŚĆ NA STUDIA.
Przy takim poziomie matematyki na maturze to Uczelnie muszą mieć niezłą zagwozdkę jak odfiltrować sobie ludzi, szczególnie na kierunkach technicznych i ścisłych. Na studiach tych maturzystów spotka niemiła niespodzianka z zaliczaniem matematyki, ale też innych przedmiotów.
hakierzy debile
informatyk bez warsztatu matematycznego jest jak zolnierz bez karabinu :D
Chyba nigdy z informatyka nie miales nic wspolnego bo piszesz kompletne bzdury.
Po Twoim kolejnym komentarzu nie wytrzymalem...
Wiesz jak dzialaja okna systemu Windows? Czy wiesz, w jaki sposob przenosic sie pomiedzy plaszczyznami w roznej skali i z innymi punktami odniesienia? Wiesz jak narysowac prosta figure plaska? Czy wiesz jak stworzyc model 3D bryly geometrycznej (podpowiedz - w technikach komputerowych silnie wykorzystywane sa macierze wielowymiarowe i obliczenia na nich, tudziez wektorach)? Tworzyles kiedys najprostsza strone internetowa?
Jezeli nie ma matematyki, nie ma calej informatyki, bo operacje na liczbach to podstawa pracy tych systemow. To wynika z ich nazwy. A logika to podstawa zarowno matematyki, jak i systemow informatycznych.
Nawiazujac do wypowiedzi o studiach - niejeden sie juz przekonal, ze ignorancja w tej dziedzinie oznacza szybka wycieczke na inny kierunek studiow. Ja jestem na studiach wieczorowych i po 3 semestrach nie ma juz okolo 70% ludzi, ktorzy rozpoczynali kierunek. Przyczyna matematyka, fizyka i elektrotechnika glownie (zauwaz, ze wszystkie te przedmioty sprowadzaja sie do matematyki).
I zagadka - skad wiedzialem, ze okolo 70% ludzi odpadlo? Raczej nie przeczytalem w eseju o poprawnosci mowy polskiej. ;)
Mysle ze nie rozumiesz slowa informatyka, bo odnosi sie ono do przetwarzania informacji, a nie do matematyki. Stad to co napisales czyli ze zacytuje "Jezeli nie ma matematyki, nie ma calej informatyki, bo operacje na liczbach to podstawa pracy tych systemow. To wynika z ich nazwy." jest jakims nonsensem z logicznego punktu widzenia (i tu Ci matematyka jak widac nie pomogla, mimo ze procenty umiesz liczyc). Oczywiscie ze wiem jak pisze sie programy, wiem jak zbudowane sa strony internetowe, i wiem ze aby zaprojektowac bylejaki procesor potrzeba wiedzy matematycznej. Naprawde swietnie rozumiem ze pod spodem, programisci wsszedzie uzywaja matematyki. Ale wlasnie, informatyka to nie programowanie, ani nie koniecznie projektowanie czegos. To sa zupelnie, inne dziedziny. I na innym podlozu rozwiazuja problemy. Programista-matematyk tworzy narzedzie wlasnei po to, zebym ja matematyka nie zasmiecal sobie glowy, bo nei jest mi potrzebna. Komputer "pod spodem" za mnie wszystko liczy, wiec pytanie, po co mi ta matematyka? Mam wrazenie ze wymagasz od ludzi korzystajacych z GG wiadomosci na temat tego, jak zbudowany jest protokul sieciowy, z ktorego GG korzysta, jakie bity oznaczaja jaka informacje,i jak zamieniane sa znaki na forme cyfrowa, a pozniej w jakiej formie sa przesylane w pakietach. Tylko wiesz, tak naprawde nikogo to nie interesuje poza paroma osobami. I jezeli sa zainteresowani to niech sie dowiedza i poglebiaja temat. Ale reszty, ktorej to nie obchodzi nie ma co szprycowwac.
Cytujac wikipedie:
"Informatyka (łac. informatio - "wyobrażenie", "wizerunek", "pomysł", ang. computer science, computing science, information technology, informatics) – dziedzina nauki i techniki zajmująca się przetwarzaniem informacji – w tym technologiami przetwarzania informacji oraz technologiami wytwarzania systemów przetwarzających informacje. Pierwotnie część matematyki, została rozwinięta do osobnej dyscypliny nauki, pozostaje jednak nadal w ścisłym związku z matematyką, która dostarcza jej podstaw teoretycznych."
To, ze TOBIE wydaje sie, lub chcialbys, zeby rzeczywistosc wygladala w jakis sposob, nie znaczy, ze zacznie tak wygladac gdziekolwiek indziej, niz w TWOJEJ glowie.
Gdybym był obcokrajowcem, znającym język, ale nie nie mającym pojęcia o regułach dotyczących matury, to po tonie waszych wypowiedzi doszedłbym do wniosku, że Polska, to taki kraj, gdzie taką matematykę, albo zdaje się obowiązkowo, albo w ogóle :E Kuffa, pomyślcie, po co historykowi matura z matmy? W codziennym życiu królowa nauk przydaje się tylko na poziomie dodawania, mnożenia, dzielenia, do tego procenty i ewentualnie trochę geometrii. I tyle :E
I macie problemy z "odfiltrowaniem studentów". Przecież to raczej wiadome, że uczelnie będa brać pod uwagę wyniki z rozszerzonej matmy, no nie?
Brak całek, granic itp na podstawie - skandal? W liceum podstawowa matematyka nawet nie zbliża się do całek, pochodnych i granic...
I dyskalkulia to choroba, owszem, nadużywana jak dysleksja, ale jedną i drugą można wykryć za pomocą badań genetycznych :)
problemem pl/polakow jest to ze uczas sie WSZYSTKIEGO po trochu - i potem jest - umie dodawacmnozyc/jakies tam calki cos czai - ALE NIE JEST DOBRY z matmy, to samo z innych przedmiotow!
Tu w UK stosuje sie zasade "lizniecia" kazdego z przedmiotow w podstawowych szkolach - a potem to tylko wybiera sie KONKRETNE przedmioty - i takiego specjaliste od pogody ma GOW*O obchodzic matematyka i inne niepotrzebne przedmioty
przyslowie mowi - jak jestes w wielu rzeczy po trochu dobry - to jestes... DO DU*Y
Byś się zdziwił jak głęboko spec od pogody potrzebuje wniknąć np. w równania różniczkowe cząstkowe. Tylko spec, a nie pogodynka z TV. Wbrew pozorom różne kawałki matematyki przydają się i pielęgniarkom (żeby nie bzdurzyły, że jak dziecko jest na 25-tym centylu, to koniecznie trzeba je podtuczyć) i socjologom (a ponoć to humaniści), czy przy rozliczeniu podatku dochodowego z uwzględnieniem zarobków z zagranicy.
Według mnie niepoważne jest stwierdzenie, że system promujący tylko specjalizacje jest lepszy. W efekcie ze szkoły wychodzą tumany które wiedzą np. jak napisać jakąś porządną aplikacje ale nie wiedzą gdzie jest Polska, ile mamy kontynentów czy ile było wojen światowych juz nie mówiąc o ich przebiegu. Tacy ludzie mają zawężony horyzont poznawczy i nie potrafią się często odnaleźć w zmieniających się warunkach, przystosować do nowych wymagań pracy, porozmawiać na odpowiednim poziomie i ogólnie są w życiu ograniczeni jeśli sami się nie rozwijają. Ogólnie dochodzi do sytuacji kiedy mamy mnóstwo w rzeczywistości mało samodzielnych ludzi, w tym sensie że są zależni od systemu i są mało samowystarczalni. W przypadku zachwiań, zmian, ciężkich kryzysów są bezużyteczni bo nagle ich praca i umiejętności są nie potrzebne, a ich przekwalifikowanie wymagałoby niesamowitych nakładów pracy i czasu, a więc baardzo kosztowne. Ludzie którzy myślą że niepotrzebują "wiedzieć za dużo" to chyba się za dużo filmów naoglądali... wszyscy wybitni tego świata są niezwykle światłymi ludźmi z ogromną wiedzą wielu dziedzin nauki i życia.
Nie chodzi o to że ktoś musi umieć rozwalać skomplikowane całki na śniadanie, jednocześnie znać wszystkie stolice krajów świata i być świetnym fizykiem. Celem jest zaznajomienie się z materiałem i rozwijanie logicznego myślenia. Osobiście też w tym momencie nie potrafię robić całek czy obliczać granic bo już to zapomniałem. Ale potrafię w ciągu jednej nocy przygotować się np. na egzamin ze statystyki i napisać go na jakieś 80-90% bo otwieram zadania, rozpracowuje materiał, przypominam sobie co jak się robiło - wszystko wydaje się dość łatwe. Wielu ludzi na studiach niestety nie potrafi zrozumieć symbolu newtona... żenujące... Człowiek z wyższym wykrztałceniem powinien conajmniej być w stanie rozumieć i robić takie rzeczy, a to że ogromna liczba ludzi na studiach nie jest w stanie czegość zrozumieć bądź przychodzi im to niezwykle ciężko jest żenujące, a winę ponosi niski poziom nauczania w szkołach.
kolega chyba po reformie edukacji jest z tym nie zbliżaniem się matematyki w liceum do limesów czy logarytmów, a tak swoją drogą to po cholerę informatykowi motyw martyrologii w dziadach czy innych pierdołach z JP? zaśmiecanie głowy niepotrzebnymi informacjami osobom potrafiącym kontretne partie informacjii przetwarzać (coraz mniej takich ludzi) zamiast wykuwać na pamięć jakieś bzdety? krótko mówiąc dlaczego matura z polskiego jest obowiązkowa a kluczowym elementem jej zaliczenia nie jest poprawność wypowiedzi i gramatyka a jedynie umiejętność lania wody na zadany temat?
Dyskalkulia czy dyslekcja wymysły osób leniwych i tyle. Nie ma takich chorób to czyste lenistwo ludzi że im się uczyć nie chce. Myślą, że mają usprawiedliwienie tłuki jedne, jak im się nie chce uczyć to byli są i będą uważani za cymbałów, na których kto inny "gra". Ech co za czasy stara matura była trudniejsza i na polskim i na matmie i wychodziło kto jest dojrzały a kto nie. Pomimo, że były słabe osobniki to i tak ogólnie jakoś dawali radę nawet na 2 czy 3. Tylko się cieszę że ta cała chora reforma mnie ominęła. Współczuje tym co tak głośno ryczą odnośnie matematyki. Humaniści... większość z nich kończy te studia i ląduje na zmywaku albo pracuje jako fizol. W moim regionie inżynierom łatwiej o pracę niż humanistą.
Sami spece, kuffa... WHO określiło dysleksję i dyskalkulię jakoi choroby, co więcej choroby, które można wykryć poprzez badanie DNA - czy teraz uznasz, że genom jest leniwy? Owszem, w Polsce za łatwo dostać papierek na dysleksję i zbyt dużo cwaniaków idzie na badanie. Szkodzą przy tym osobom, które naprawdę nie potrafią nauczyć się zasad poprawnej pisowni.
Sam cieszę się, że nie musiałem zdawać matematyki na maturze, pomimo, że nie miałem problemów w szkole. Jeśli w przyszłości spotkam się z problemem matematycznym (niskie prawdopodobieństwo) to, uwaga, pójdę do matematyka :) A jeli ten napotka problem z chemii, to przyjdzie do mnie itd :)
Podziwiam ich, że zdołali się włamać na stronę CKE. Uśmiałem się kiedy pierwszy raz to zobaczyłem na demotach albo komixxach, ale nie chciało mi się sprawdzać czy to prawda. Ogólnie polskie zabezpieczenia są do dupy, ale zazdroszczę innym wiedzy hackerskiej.
To wiedza crackersa a nie hakerska przede wszystkim. Poza tym czesto zleca sie wykonanie takiejs trony w firmie z zewnatrz, i ona to robi. Pozniej sie takiejs trony nie aktualizuje na wystepowanie nowych bledow (bo sie nie oplaca), oczywiscie nie ma winnych, a jezeli juz, to firma, ktora strone zbudowala, bo przeciez nie zabezpeiczyli jej na najblizsze kilka lat...
Dowcip mi się przypomniał a leciał jakoś tak podobnie:
Matematyczna ewolucja
Rok 1980
Treść zadania:
Producent sprzedaje ciężarówkę desek za 100 zł.
Jego koszt produkcji stanowi 4/5 ceny.
Pytanie: ile wynosi zysk?
Rok 1990
Treść zadania:
Producent sprzedaje deski za 100 zł, koszt produkcji wynosi 80 zł, a zysk 20 zł.
Pytanie: ile wynosi zysk?
(instrukcja do zadania: należy podkreślić liczbę 20)
Rok 2000
Treść zadania:
Wycinając piękne drzewa, przedsiębiorca zarobił 20 zł.
Pytanie: jak oceniasz człowieka zarabiającego na życie w ten sposób?
Jak czują się leśne zwierzątka: ptaki i wiewiórki, którym zniszczono domki?
(uwaga! nie ma złych odpowiedzi na te pytania)
Proponuję przeprowadzić maturę próbną wśród członków CKE i wyrzucić wszystkich tych (czyli w istocie wszystkich), którzy ją obleją. Matura jest żałosna i nawet tak prostego egzaminu nie są w stanie odpowiednio przygotować. Ten egzamin nie sprawdza niczego, za to ogłupia przyszłych studentów kierunków ścisłych i ogranicza humanistów do oklepanych wzorców.
ee tam :D jak ktos nie chce znam matmy niech nie zna a ci co chca studiowac na politechnikach i tak sie jej ucza.
Na 1wszym roku i tak nam wykladowca z analizy matematycznej powiedzial "Pamietacie regulki / sposoby rozwiazywania zadan z liceum ? " - "Tak" - "To zapomnijcie o tym bo to jest kompletnie bezuzyteczne zaczniemy sie uczyc matematyki od nowa "
I pozniej to loteria albo sie trafi na fajnego cwiczeniowca co potrafi przekazywac wiedze albo trzeba wszystko samemu ogarniac
parafrazując tekst z basha taki humanista ci nie potrafi wydać reszty w spożywczaku a ty przecież umiesz czytać pisać i mówić po polsku
Jak tak czasami patrzę na fora, to wielu nie umie ;]
Fora to ty zapewne czytasz, przeglądać można obrazki (jeżeli się mylę, to mnie OŚWIEĆ)
Przeglądać jest odpowiednikiem słowa przejrzeć, co oznacza pobieżne zapoznanie się z treścią, nie koniecznie wizualną. Tutaj link do tłumaczenia PWN: http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2510297 .
Mam nadzieje że poczujesz się oświecony ;-)
Nie wiem jaki jest teraz poziom matematyki na maturze ale ja zdając w połowie lat 90-tych profil rozszerzony miałem zadania z pochodnymi i całkiami ale i tak uważam że wtedy matura z matmy była łatwa (chyba było 5 zadań do rozwiązania w 4 godz)
Trudno to dopiero było na egzaminie na studia (nie wiem czy teraz są te egzaminy czy wystarczy matura) 30 zadań do rozwiązania w 4 godz!!!
Nie chodziło o skomplikowanie zadań ale o czas - mi udało się rozwiązać 17 zadań i skończył się czas.
To co czytam, że jest teraz na maturze to śmiech na sali...
Liczyć trzeba umieć a matura nie ma być tylko formalnością.
Jak nie będą umieli matmy to chyba będziemy mieli tylko humanistów po marketingu albo socjologii...
Zdawałem starą maturę 7 lat temu. To to teraz widziałem - dziecko w gimnazjum by zrobiło w 2 godzinki. Licealista który nie osiągnie 30% z tego... Nie chcę bluzgać ale na takich ludzi są pewne określenia.
Tak samo można twierdzić że matematykom niepotrzebna jest matura z polskiego.
Matura nie jest obowiązkiem - nie chcesz to nie musisz zdawać. Zamiatać ulicę też ktoś musi.
A ci wszyscy 'hackerzy' którzy będą chcieli iść na informatykę to się mocno zdziwią jak zobacząile matmy trzeba obczaić że by ich w ogole do kompa dopuścili.
Nie rozumiem czemu niektórzy się tak nadymają. Ja matmy nie zdawałem na maturze a jestem na kierunku informatycznym i jakoś sobie radze. W I semestrze były całki, nigdy ich na oczy nie widziałem a jednak się ich nauczyłem sam. Jednak z drugiej strony dzięki analizie matematycznej skuteczna eliminacja słabych jednostek wynosiła ok 90 % :).
Najlepiej byłoby dla wszystkich jakby humaniści nie zadawali matmy a matematycy nie zdawali polskiego i byłby święty spokój. Każdy musiałby obowiązkowo zadać co najmniej dwie matury: j.obcy, matematyka lub polski.
Wszyscy byliby zadowoleni.
Tylko wtedy, jak i obecnie, byłoby tak: 70% to zadeklarowani humaniści, 30% to matma,
Niestety po 5 latach okazuje się że rynek pracy wygląda tak:
ścisłowcy 90% , humaniści 10%.
I jest płacz ..., bo nikt za tą humanistyczną wiedzę nie chce zapłacić.
Dokładnie o to chodzi! Jeśli zaczniemy okrajać maturę to będą same głąby chodziły po świecie. Kiedyś głąb a teraz humanista, normalnie śmiech na sali. Inteligentny człowiek musi być wykształcony, sprawdzić się w wielu dziedzinach. Tzw. przedmioty humanistyczne według mnie to jest jakiś żart, to mogłoby by być jakimś hobby ale na pewno nie wiązałbym tego z obowiązkowym egzaminem maturalnym. Większość czasu w liceum poświęca się czytanie ogromnych ilości lektur na j.polski. Tylko ułamek ogólnego czasu uczymy się rzeczy pożytecznych. Jeśli mamy obowiązkową maturę z języka polskiego to program musi być drastycznie przebudowany. Powinno być znacznie więcej gramatyki, tak by człowiek po liceum pisał prawie bezbłędnie i ładnie, stosownie się wypowiadał. Natomiast lektury powinny być starannie dobrane, większość wg mnie najlepszych lektur to twórczość zagraniczna. Po co zalewać młodzież beznadziejnymi książkami, tylko dlatego że są "domowej roboty" ? W efekcie młodzież po liceum nie potrafi ładnie pisać ani odpowiednio się wysławiać, nie zna też twórczości najlepszych i najsławniejszych. Za to czytało parę pierdół i pamięta jak nudne i bezsensowne były lekcje j.polskiego... Ktoś może powiedzieć, że nasze lektury wiążą się z naszą historią... ok ale od tego mam lekcje historii a te książki można wrzucić w spis zalecanych materiałów dodatkowych na dodatkowe oceny itp.
Aktualnie takie jest moje zdanie...
co do matury to ja będę zdawał w przyszłym roku, a jestem za tym, żeby obowiązkowo były np. matma bądź polski do wyboru i wszyscy byliby zadowoleni. To, że jest matma obowiązkowa mi nie przeszkadza, bo i tak będę rozszerzenie zdawał, natomiast właściwie jedyne czym się przejmuję to właśnie polski. I jak ktoś napisał matura z polskiego nie ma sprawdzać umiejętności gramatyczne czy językowe tylko umiejętność lania wody. Dlaczego nie umieszczą napisu "nie chcemy matury z polskiego", ha?
a co do analizy matematycznej to ja ją będę miał w tym roku szkolnym, a dodam, że jak już wspomniałem jestem w drugiej klasie liceum ;) szpan ;)
jak to powiedział jeden gość od analizy matematycznej : "za moich czasów jak ktos nie umiał matematyki nazywano takiego głąbem , teraz taka osoba okreslana jest mianem humanisty"
ja tam nic do nich nie mam tylko niech mnie nie zmuszają do mówienia przez 15 minut o jakichś pierdołach ;/
Ja mówiłem przez 15 minut nie o jakichś pierdołach, lecz o języku współczesnej (tj sprzed dwóch lat) polityki, a te 15 minut było raczej niewygodnym ograniczeniem, które obcinało punkty. Nie wierzę, że wśród kilkuset tematów nie znajdziesz czegoś dla siebie. - sam długo nie mogłem się zdecydować.
ciężko mówić mi o czymś co mnie nie interesuje, literatura bądź zawiłości języka polskiego mnie za bardzo nie kręcą ;)
bardzo dobry byłby dla mnie temat np. taki: przedstaw motywy historyczne/filmowe lub co bardziej związane z językiem motywy literackie w grach komputerowych. Swoją drogą zgłosiłbym taki temat np., ale nie wiem czy jeszcze można ;). A tak serio to wcale niegłupi pomysł. :)
Budzi się pytanie: kto więc wpierdzielił się na stronę CKE, jak nie ścisłowcy? Ogólnie informatyk to ścisłowiec, w pojęciu ogólnym, więc co im matma zawiniła, jak to podstawa?
Przede wszystkim do autora artykulu. To portal informatyczny jak rozumiem, wiec przydalo by sie uzywac co nojamniej profesjonalnej terminologii a to oznacza, ze doszlo do crackowania, a nie hackowania strony CKE.
Odnosnie samego tematu to no coz, zdecydowaniu pokazuje to pewny brak wiedzy i zrozumienia ze strony ludzi, kim jest "informatyk". Jakim cudem informatyk, uwazany za scislowca wlamuje sie na strone, i krzyczy ze nie chce nauki scislej. Pragne wiec wytlumaczyc, ze informatyk to nie jest umysl scisly. Niektorzy programisci wykazuja sie umyslami scislymi. Informatyk natomiast to nie programista. Jest to osoba, jak sama nazwa skazuje (jak by scislowcy uwazali na polskim, to by rozumieli niektore slowa...) zajmuje sie przetwarzaniem INFORMAcji. Dla informatyka moze to byc przetwarzanie (w glowie) obrazow, i za pomoca komputera prezentowanie ich, moze to byc analiza dokumentow i wyszukiwanie w ich pewnych informacji, moze to byc takze przetwarzanie informacji na temat zabezpieczen strony WWW, i wykorzystanie tego by owe zabezpieczenia przelemac. Komputerami zajmuje sie od kilkunastu juz lat. Projektowanie grafiki 3D/2D/CAM (publikacje w znanych magazynach), budowanie stron w oparciu o rozne CMSy, skrypty mniej lub bardziej rozwiniete PHP/MySQL, administracja serwerami Unix/Linux (web, bazy danych, poczta, jabber, streaming audio/video) oraz Windows Server (glownie SBS). Swietnie orientuje sie w sprzecie, swego czasu bardzo interesowalem sie kartami graficznymi Matrox...
Domyslam sie ze niewielu maturzystow slyszalo o tym producencie ;-) A udalo mi sie przy wspolpracy z pewnymi osobami przescignac tutaj producenta wydajac sterowniki na Windows XP (zanim on to zrobil). Czy stworzyc sterowniki w jezyku polskim (natywnie nie byl obslugiwany). Teraz po wielu latach, prowadzac rozne dzialalnosci z tym zwiazane moge stwierdzic jedno. Matematyka byla mi w 100% zbedna. Nawet w momencie testowania i debugowania lat bezpieczenstwa nakladanych na OpenBSD (taki wspolny projekt kurtyny dla paru aplikacji systemu i przelacznikow w kernelu). Jedyny raz, kiedy mialem okazje wykorzystywac matematyke, bylo to dostosowywanie czestotliwosci wyswietlania klatek/sek w produkcji filmow wideo 3D (gdzie liczby sa duze). Wtedy pomogl mi strasznie skomplikowany sprzet, o jakim chyba osoby piszace wyzej zapomnialy. Ten sprzet to kalkulator - mozna go za 6zl kupic w biedronce czy kiosku... Stad tez uwazam, ze matematyka nie powina wystepowac na maturze, poniewaz wcale nie uczy logicznego myslenia (to abstrakcyjny system, ktory ludzie sami sobie wymyslili, wystarczy zapamietac wzory i tyle). Nie zapewnia ona tez z biegu dobrej pracy w przyszlosci, jezeli ktos mysli inaczej - chyba jest jeszcze mlody. Matematyka na co dzien ogranicza sie do b. prostych spraw, a te trudniejsze.. No coz, jak juz wspominalem, kalkulator (wiekszosc ma go takze w komorce). Pytanie wiec, po co zmuszac ludzi do uczenia sie czegos, z czego nigdy nie beda korzystac? Mysle ze to bzdura.
@nicrame: używasz w życiu co najwyżej tyle matematyki, ile jej rozumiesz. Czego nie rozumiesz dogłębnie, nie użyjesz. Do pewnego stopnia można opanować liczenie zadań nie do końca rozumiejąc matematykę za nimi, i z tym nie miałeś problemu. Ale nawet żeby z sensem użyć kalkulatora, to odrobina obycia z arytmetyką się przydaje (czyli tego nudnego liczenia różnych rzeczy na lekcjach), choćby po to żeby się w czas zorientować jak się zrobi głupi błąd. Mi tam się zdarzyło używać i pierwiastków i sinusów i paru wzorów z geometrii, tak po prostu, podczas domowego majsterkowania.
Jezeli patrzec od strony, matematyki jako narzedzia, ktorego da sie wykorzystac dopiero kiedy sie je dobrze zna to oczywiscie - masz racje. Tylko pytanie, czy z tej okazji trzeba ja wpompowywac w osoby, ktore nie sa tym narzedziem w ogole zainteresowane? W imie czego? Ludzie sa wolni, powinni miec wolnosc wyboru tego, w jakim kierunku chca sie rozwijac. I to oni sami pozniej ponosza odpowiedzialnosc za to. Jezeli nie maj pracy na przyklad, to tez jest ich problem, bo sami tak zadecydowali.
IMO trochę tej matematyki należy wpompować w ludzi, którzy mają się poruszać we współczesnej cywilizacji mieniąc się ludźmi wykształconymi. I nie należy zapominać że tak samo jak nie każdy musi mieć mgr. tak nie każdy musi mieć maturę. Wciskanie że z matury z matematyki będą inżynierowie to trochę nadużycie - inżynierowie to się IMO brali z absolwentów techników w czasach, kiedy technikum i zawodówkę dzieliła przepaść poziomu nauczania.
Można natomiast dyskutować o zakresie zagadnień - ja np. uważam, że bardziej przydatne w życiu codziennym (życie zawodowe to osobna kwestia) są podstawy statystyki niż pierwiastki równania kwadratowego, choć z tych ostatnich prędzej skorzystam niż z "Lalki" Prusa. A kontrola państwa nad systemem edukacji jest nie po to aby hołubić wolność bycia ignorantem tu i teraz a m.in. po to żeby za 20 lat nie okazało się że 50% społeczeństwa to ludzie absolutnie niepotrzebni dla gospodarki, ale za to gotowi do zrobienia maksymalnej rozpierduchy w imię "sprawiedliwości społecznej", pustego garnka, czy jakie tam ideały przyświecały rewolucjom.
"Wciskanie że z matury z matematyki będą inżynierowie to trochę nadużycie" ja sie tu zupelnie z tym zgadzam, dlatego tez wlasnie nie wydaje mi sie, aby matematyka na maturze musiala byc w jakiejs skomplikowanej formie. Matura moim skromnym zdaniem powinna byc jak sie to ladnie nazywalo, egzaminem dojrzalosci, powinna stwierdzac ze czlowiek, po pierwsze posiada jakies umiejetnosci w stopniu wystarczajacym, aby uzywac ich do samorealizacji, prezentowania wlasnych mysli itp. dlatego przedmioty na maturze powinny byc dowolnie wybierane, i dlatego nie powinno byc zmuszania do matury z matmy, polskiego czy jezykow obcych. Zagadnienia powinny miec szerszy wymiar, z dowolnoscia tematyczna od strony absolwenta, aby mogl wykazac samemu, w czym jest dobry. Ale wlasnie, tutaj trzeba by zmienic koncepcje edukacji na troche inna. Co do kontroli panstwa, to mozna to robic inaczej, niz wymuszac cos na ludziach. Poki co mamy system bardzo mocno socjalistyczny, unia komunizmem traci, a i tak zobacz ilu studentow mamy bez pracy. Na kasie wbiedronkach siedza po "socjologii" itp. Dlaczego w tym kontrolujacym panstwie, dopiero teraz postawiono na matematyke. A nie mozna by uczyc matematyki po prostu na luzie, bez duposcisku, tak zbey ludzie po prostu ja lubieli? Wtedy wiecej osob by sie nia interesowalo i w efekcie bylo by latwiej znalezc specjalistow... Ale lepiej potworzyc mase kierunkow resocjalizacji, komunikacji miedzynarodowej, nauki jezyka hiszpanskiego i nauk pobocznych.
Zaraz. To uczniowie nie chcą matematyki i to oni oblegają kierunki humanistyczne wbrew powszechnemu naganianiu na uczelnie techniczne. Państwo jako organizm działa w dobrym kierunku, ale nie pomoże komuś, kto uparcie tą pomoc odrzuca.
Matematyka jest trudna, to prawda, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Bez wysiłku można co najwyżej na kasie pracować, lepsza posada wymaga wysiłku intelektualnego.
Informatyk co prawda sam nie przelicza stosów równań, ale działanie komputera (ang. computer - maszyna licząca) do tego się sprowadza. Każdy problem ma swą reprezentację liczbową. Do tego posiada jakąś złożoność obliczeniową, zajmuje ileś czasu i pamięci, operuje na wielkiej tablicy liczb, jest częścią sieci o ściśle określonych parametrach. Pewna intuicja matematyczna jest tu potrzebna, o ile aspiracje są wyższe, niż monter / serwisant składający sprzęt w tę i z powrotem.
Warmonger sam dokladnie przedstawiles problem. Do matematyki sie nagania a nie przkeonuje. Poziom jej nauczania jest tak niski, tak zdemoralizowany, i tak traktujacy ludzi jak bydlo, ze ja sie dziwie ze w ogole ktos sie u nas jest w stanie tym zainteresowac. To nie jest wina ludzi, ze zostali przekonani poprzez zlych nauczycieli, ze matematyka to cos trudnego i zlego, za co ciagle byli w dodatku karani niskimi ocenami (ktore przeciez, o czym wielokrotnie mowilem, odzwierciedlaja jakosc nauczycieli a nie uczniow). Mozna zaklinac rzeczywistosc, mowic ze to wina ludzi, ze nie chca, bo sa glupi, i nie nadaja sie, ale prawda jest taka, ze ktos im musial pokazac ze tak to wyglada. Oni tego nie wymysleli. Podobnie jak w reklamach TV, nie wygrywa to co jest madrzejsza/lepsze, tylko to co jest podane w bardziej przyjaznej formie, ktora przekonuje. A w dodatku ja swietnie umiem wykazac na wlasnym przykladzie, ze matematyka mimo szerokiego krego zainteresowan i rozwijania ich, w dziedzinie, ktora w dodatku sie na niej opiera, nie jest praktycznie potrzebna. I nikt nie potrafi udowodnic ze jest inaczej, nikt nie ma argumentow z zycia praktycznego, pokazujacych mi, ze kalkulator nie zalatwi podstaw, i bede potrzebowal tej wiedzy do czegokolwiek. Wlasnich takich rzeczy matematycy nie rozumieja, podobnie jak inne umysly scisle, przykladem na to jest chociazby Linux, ktory mimo swietnych koderow i dobrychr ozwiazan programistycznych nie moze przekroczyc 1% na rynku desktopow.
A i dodam cos jeszcze. 50% naszego spoleczenstwa obecnie wyksztalconego mocno to tez ludzie zupelnie nam niepotrzebni :) A wystarczylo by przestac ludzi mieszac z blotem bo sa humanistami, bo sa scislowcami, bo sa silaczami i dresami :) Pokazac jeden wspolny punkt odniesienia, i powiedziec "macie duzy wachlarz przedmiotow, wybeirzcie te co lubicie, a my pomozemy wam sie rozwijac". Zobacz ile ludzi u nas pracuje w zawodzie, ktorego nie lubi, i nie chce tego robic. Tutaj znowu jest problem gospodarki calej, w ktorej system panstwa po prostu nei nadaza za rozwojem cywilizacji, bo za bardzo probuje wszystko kontrolowac. Mowisz ze chodzi oto aby nie bylo rewolucji. Idz powiedziec o tym grekom w tej chwili :) To system ich tak urzadzil. Zwroc uwage na zadluzenie ZUS-u. I na koniec warto sie zastanowic, jacy ludzie tym wszystkim kieruja. Masa problemow, a niestety naprawa wymaga konkretnym i mocnych zmian, nie koniecznie rozumianych, i do tego kontrowersyjnych.
Podobnie z j. polskim - formula zdawania powinna byc zupelnie inna. Problemem nie jest to, ze ludzie nie ucza sie matematyki. Wrzucenie jej na sile do matur nie sprawi ze ludzie beda madrzejsi. Problemu nie stanowi brak czy obecnosc przedmiotu na tym czy innym egzaminie, a fakt ze caly system edukacji w polsce lezy i kwiczy od lat. Zamiast wrzucac wiec na barki mlodych ludzi (bo tak najlatwiej, bo pozniej znowu wine za niepowodzenie mozna zrzucic na nich) coraz to nowych przedmiotow w szkolach czy na egzaminach, trzeba by przeprowadzic reformy szkolnictwa. Wyrzucic nadmiar zbednych informacji, ktore sa nie potrzebne i nie rozwijaja. Z uczelni wyzszych wywalic profesorow, ktorzy nakazuja studentom czytac wlasne ksiazki, i ucza materialow, ktore byly aktualne 20 lat temu a nie dzisiaj. Moj brat studiowal na politechnice elektroenergetyke bodajze (lub przedmiot pochodny). Wsrod przedmiotow mial... Stosunki miedzynarodowe, historie czegostam, jezyki obce, i inne rownie przydatne elektrykowi przedmioty (co by sobie umial w ambasadach UE poradzic). Naprawde trzeba miec cos z glowa, zeby nie zauwazyc, ze to same uczelnei psuja poziom. Przede wszystkim proceder z zaliczaniem za pieniazki. W stylu, oblewamy wszystkich, bo za poprakwi sie placi... Wiec wszyscy zaplaca, wiec wykladowca juz ma na wyjazd na wakacje. Dla mnie za cos takiego powinni z miejsca isc siedziec do pudla. Ale nikt tego nie rusza... A najwyzszy czas zaczac czyscic to bagno z takich gowien.
Pozniej zajac sie szkolami srednimi. Nie moze byc tak, ze nauczyciel mianowany taki czy inny, jest nie do ruszenia, nawet jezeli nie potrafi niczego nauczyc. W tej chwili panuje taka moda idiotyczna (co swiadczy o jakze niskim poziomie wiedzy samych nauczycieli), ze zanizanie stopni dobrym uczniom, mobilizuje ich - coz za idiotyzm, kazdy kto chociaz odrobine liznal socjologii wie ze to nie ma w ogole nic wspolnego z rzeczywistoscia. Dochodzi wiec do tego, ze zdazaja sie "ogolnie nielubiani" nauczyciele, ktorzy wiekszosci zanizaja straszne stopnie i przez to podobno chca byc tymi porzadnymi. A dla mnie, skoro uczniowi nic nei umieja, to znaczy ze nauczyciel ich nei nauczyl, i powinien byc z miejsca wyrzucony na bruk (ale nie wolno go ruszyc, bo mianowany,s wieta krowa). Wiec kolejne rzeczy do zrobiena w eudkacji mamy. Zmienic trzeba tez programy nauczania, i sprawic aby matura znowu byla egzaminem dojrzalosci, a nie egzaminem glupoty, gdzie paru licealistow, z poziomem myslenia vel podstawowka, klucila sie ze wzgledu na swoja krtokowzrocznosc, o to czy matematyka, powinna byc obowiazkowa, a jezeli nie, to polski tez nie itd. itp.
@nicrame - czuję się niemal jak na twoim blogu :), co do reform to masz rację - przydałyby się zreformować cały system dogłębnie, a nie tak jak to ma miejsce obecnie - dodać kolejny przedmiot obowiązkowy na maturze czy zmienić listę lektur. Co do wpompywania informacji w młodzież to prawda jest taka, że większość z nich nie jest zainteresowana niczym co dotyczy szkoły oraz nauki (zainteresowania), dlaczego - częściowo dlatego, że od większości z nich wyłacznie wymagano, tyle, że nauczyciele (jak to ich nazwałeś świete krowy) niczego ich nie nauczyli poza kilkoma wzorami - młodzież ta nieprzygotowana jest do rozwiązywania jakichkolwiek problemów, inna częsć sądzi, że się to im nie przyda (pomimo, że nikt nie wie co będzie robił w przyszłości) i tacy ludzie, którzy to są "zdemoralizowani" względem nauki negatywnie wpływają na reszte itd. Piszesz, że sami (młodzież) powinni mieć wpływ na to jaką drogę obiorą - ok, załóżmy, że pozwalamy im decydować - tych, którzy już rozpoczęli naukę olewamy, bo oni już liznęli tego złego systemu więc nic się z nimi nie da zrobić (no chyba, że zaczniemy ich uczyć samodzielnośći oraz rozwiązywania problemów, o których wspomniałem wcześniej - no ale przecież to jest nasz problem i aby go usunąć reformujemy szkolnictwo więć jednak nie możemy im pomóc, bo nie potrafimy, czyli jednak ich olewamy) - możliwe, że po 20 latach okazałoby się ,że mamy już dobrą reformę i wszyscy, których objęła od początku są już świetni oraz wyedukowani ...
,ale pojawia się kolejny problem - 20 lat to trochę długo no i przecież olaliśmy miliony ludzi (wszyscy uczniowie w Polsce), czyli jednak nie - ale przecież możemy to zrzucić na nich - dajmy im decydować - (ludzią, którzy są przykładowo w 2 klasie gimnazjum( pozwólmy obrać własną drogę nauki, ale przecież będąc nieprzygotowanym większość z nich nie jest w stanie samemu sobie pomóc - możliwe, że część jest tak bezmyślna, że byłaby w stanie wklepać to w wyszukiwarkę i obrać taką drogę jaką by im doradziła, albo zapytac futrzaka (taki program, który losuje odp. tak albo nie) czyli dalej jesteśmy w miejscu, które nic nam nie daje, bo zrodził się kolejny problem - część z nich źle wybrała - nie potrafią nic praktycznego, bo ich tego nie nauczyliśmy, wiedza natomiast mnostwo zbednych i niepotrzebnych informacji tyle, że tacy ludzie chamują rozwój państwa, a więc działają na jego niekorzyść, bo np. nie potrafią wybrać odpowiedniego prezydenta lub wzrasta przestępczość, bo nie mają co ze sobą zrobić, a marzy im się wyidealizowany świat promowany przez media, w którym to każdy jest piękny, bogaty oraz pseudo-wykształcony (nie mylić z mądry czy też zdolny). Ktoś ma pomysł co z nimi zrobić? Ministerstwo Edukacji chyba też nie ma takich pomysłów no chyba, że jeszcze nie zauważyło, że istnieją takie problemy. Jak już wspomniałeś problemem są ludzie, którzy tym wszystkim kierują, bo przecież większość przeszła tą samą drogę w szkolnictwie, która obowiązuje obecnie.
Wrócę jeszcze do samych nauczycieli i obniżania ocen mocniejszym uczniom, o którym wspomniałeś, sam jestem w szkole średniej i tez to zauwazyłem - jest to raczej wszechobecne w większości, jeśli nie wszystkich szkołach, lecz są jeszcze większe bezsensy (zdarzają się nauczyciele, którzy robiąc np. sprawdzian wymagają informacji, których program nie obejmuje - może pomysł byłby dobry, gdyby te informacje zostały przerobione - tak się jednak nie dzieje i zdobycie wyższych ocen jest niemożliwe gdyż nauczyciel przykładowo na pytanie - "czego mi zabrakło w tej odpowiedzi?" odpowie "nie wiem, czegoś nienapisałem" oczywiście temat został wyczerpany do końca na poziomie na jakim został przerobiony, tyle, że nawet jeśli tych nauczycieli zwolnisz to przyjęcie nowych może być jeszcze gorsze- raz mogą to być osoby tego samego typu, dwa mogą to być ludzie wykształceni w tym samym systemie, którzy niczego nas nie nauczą samemu nie ucząc. Czy zawarłem tutaj jakieś mądre przemyślenia - nie wiem, może do tego stopnia nie jestem samodzielny, że nic nowego nie wniosłem :) Pozdrawiam, zwłaszcza Ciebie nicrame! @Matmak1 : takie materiały masz - (też je mam będąc w technikum) nie dlatego, że ci to potrzebne, a dlatego, że nauczyciele otrzymują pieniądze za godziny i aby mogli zarabiać komuś te godziny trzeba narzucić, wynika to z bardzo dużej liczby nauczycieli,
Widzisz. Zalozyles ze tych ludzi olewamy. I ze za pare lat, nie beda sami mogli decydowac, bo nie beda wiedzieli co wybrac. To ja Ci na to powiem ze.... W tej chwili jest dopkladnie taka sama sytuacja. Mamy miliony mlodych ludzi, ktorzy sa naszpikowani niepotrzebna wiedza, i nie wiedza co robic dalej, ida na studia na kierunki, ktore sie pozniej do niczego nie przydaja i stoja w miejscu. Mowisz ze po 20 latach Ci ludzie beda podejmowali zle decyzje, ze beda glupio wybierac rzadzacych w polityce, ze beda zle postepowac. I widzisz, masz racje. Ale w tej chwili sytuacja jest dokladnie taka sama :) Z ta roznica, ze nikt tych ludzi nie olewa, tylko ryje im psychike stekami bzdur, milionami informacji, ktore w ogole nie przyblizaja im istoty rzeczy, bo sa czysto teoretyczna wiedza, ktora nci nei daje, ktorej nie sa sie zasmakowac, ktora nie pobudza w ludziach checi do dzialania. Pytanie wiec, jaka jest roznic amiedzyolaniem tych ludzi, a pozostawieniem w systemie obecnym? Odpowiedz brzmi zadna. Ja nie chcialbym jednak tych ludzi zostawiac, stworzyl bym systemy kapitalistyczne, ktore sprawily by ze Ci ludzie zostali by wyksztalceni w kierunkach, ktore mialy by dla nich sens, i ktore sprawily by ze stalo by sie fachowcami. Tutaj trzeba by stworzyc odpowiednie przepisy podatkowe, i systemy pozwalajace na latwiejsze gospodarowanie wlasna dzialalnoscia, ale to juz temat zbyt odlegly od matur i ataku crackerow :)
Odnosnie tego co piszesz o nauczycielach, to oczywiscie masz racje. W naszym szkolnictwie jest duzo takich patologii. Przyjrzyjmy sie na przyklad wyborze dyrektora szkoly. Dyrektora wybieraja nauczyciele, wyglada to tak ze jest on odpytywany przez nich, po czym nastepuje decyzja, kto zostanie wybrany. Dyrektor ten pozniej moze w jakims stopniu decydowac o przyszlosci takiego nauczyciela. Ten wiec, by sobie nie zepsuc relacji z przyszlyms zefem ewentualnym, nie bedzi emu przeciez zadawal klopotliwych pytan, tylko grzeczn ei kurjozalne, co by zlapac dobry kontakt. W wyniku czego pozniej dyrekcja nawet w wypadku patologii wsrod nauczycieli nie reaguje (przeciez to dzieki nim ja tu pracuje), a nauczyciele w razie patologii po stronie dyrekcji, tez nic nie robia (to przeciez moj szef). Jest tez jedna baaardzo ciekawa sprawa, ktora bardzo mocno pokazuje, jak zdemoralizowane sa srodowiska nauczycielskie. Zdemoralizowane, to nie pomylka. Kiedy chca miec wiecej pieniedzy w wyplacie iw ieksze przywileje, strajkuja, nie prowadza lekcji, robia demonstracje w Warszawie. Kiedy widza ze program nauczania psuje sie na gorszy, i ma to wplyw na psychike i rozwoj milionow mlodych ludzi (i ich dzieci takze) to protestow nie ma! Nikt nawet nie pisni! Schyla glowy i niczym potulne baranki zgodnie z idiotycznymi zaleceniami beda kazaly mlodziezy sie uczyc debilizmow. A jak pozniej sa problemy, to winni sa politycy lub mlodziez, bo oni przeciez "nic nie zrobili" Pieprzeni hipokryci :) Rozwiazanie:
Rozwiazanie jest proste i sprawdzone na zachodzie w naprawde renomowanych uczelniach. Po pierwsze, nie ma oceniania na stopnie. Raz na jakis czas piszesz prace, wg ktorej zaliczyles lub nie, dogadujesz sie telefonicznie z prowadzacym swoim, i on mniej wiecej mowi ci, co jest wymagane. Dzieki temu ine stresujesz sie, nie martwisz sie odpytywaniem, sprwdzianami, masz czas aby przygotowac swoja prace. Nikt nie martwi sie tym ze praca bedzie z internetu, bo jej temat powstaje podczas "rozmowy na lekcji". Lekcje powiny byc dialogiem, w trakcie ktorego nauczyciel dzieli sie wiedza z uczniami (anie kur#$% zadaje dod omu nauczenie sie czegos, co jest zupelna paranoja). Druga sprawa, ktora baardzo ladnie podnosi poziom nauczania? Od uczniow/studentow zalezy los nauczyciela. Raz na jakis czas uczniowie dostaja "anonimowe" ankiety, w ktorych oceniaja nauczyciela czy wykladowce. Jezeliw iekszosc jest negatywna i zla, nauczyciel wylatuje. I teraz latwo pomyslec, ktos kto jest dobry, ale nie umie przekazac wiedzyw yleci, bo inteligentni uczniowie stwierdza ze ich nic nie nauczyl tylko tracil czas na pogaduszki o zyciu prywatnym. Jezeli sie nauczyciel zle zachowuje, to tez wyleci. Musi wiec i sie umiec zachowac, i przekazac wiedze. I prosze bardzo, problem rozwiazany :)
Do nicrame:
Twoje komentarze, to aż chce się czytać. Szkoda, że tak rzadko można wśród komentujących wyczytać tak dogłębne i mądre przemyślenia.
Skoro już taka ciekawa dyskusja się rozinęła na temat szkolnictwa, a nie hakerów... Z jednym się zgadzam - reforma szkolnictwa być powinna.
Po pierwsze przydało by się powrócić do starego, dobrego (ba, obiektywnie najlepszego na świecie) systemu szkolnictwa.
Po drugie na początku liceum ogólnokształcącego obecnie (czyli po gimnazjum) powinna być możliwość wyboru przedmiotów. Ja jestem licealistą o profilu mat-geo-jęz. I zgadnijcie na co poświęcam najwięcej czasu, nerwów i energii? Na chemię, której szczerze nie cierpię, uważam za zbędną (NA JASNĄ CHOLERĘ MI ZNAĆ JAKIEŚ SPINY NA (C)HOLENDERNYCH ORBITACH ATOMOWYCH?? Uff... musiałem to powiedzieć.) i z której korzystać nie zamierzam. Powinny być klasy z profilami i "pełnymi" planymi lekcji - uczeń by tylko powiedział, na które przedmioty chce chodzić i z tych przedmiotów by się dodatkowo - ze szkoły - rozwijał. Tak, niby to są licea OGÓLNOkształcące, jednak w obecnym systemie nauczenia te absolutne podstawy przedmiotów dodatkowych (kultura i sztuka, chemia, fizyka etc.) niezbędne do w miarę inteligentnej rozmowy "na poziomie, o wszystkim i o niczym" są zapoznane w gimnazjum - więc po piii to jeszcze komplikować, skoro uczeń tego nawet nie tylko nie zapamięta, ale i nie zrozumie?
Poniewaz mamy kupe nauczycieli, ktorych sie produkuja co roku setki, i nie ma co znimi robic, wiec sie kaze mlodym ludziom uczyc, zeby Ci ludzie imeli prace. Nie mysl ze chodzi oto zebys cos umial, po prostu trzeba znalezc miejsca pracy i tyle. Tak naprawde tam an gorze, maja gdzies czy bedziesz cos umial czy nie, dla nim jestes tylko jedna cyferka w statystykach szkolnictwa i koniec. Oczywiscie masz racje co do profilowosci zagadnien. Ogolnie ja bym duzo rzeczy pozmienial, zlikwidowal gimnazja i wrocil do podstawowki (ale 7 klas), a pozniej odrazu szkoly srednie z podzialem na naukowe (gdzie sie poznaje wiedze) licea, i na techniczne (technika jak dawniej). No i zawodowki. Zawodowki sa potrzebne! Sa potrzebni ludzie, ktorych nauczy sie dobrze murowac, spawac, prowadzic ciagnik i lutowac przewody elektryczne!
W wypadku technikow postawil bym na wiecej praktyk (conajmniej 2 dni w tygodniu). W wypadku liceow, wykorzystal bym je do promowania nauki w roznych miejscach. Gdyby pozwolic sie ludizom realizowac wykorzystujac swoja wiedze, to nawet gdyby tych informacji bylod uzo mniej, ludzie chetniej by sie uczyli, i dzielili swoim osiagnieciami, a inni chetniej by tego sluchali.
W porządku, skoro potrzebne są miejsca pracy, to niech robią je w innych miejscach. Przecież nie ma fizyków, którzy by nie kończyli fizyki (potem tylko specjalizacje do nauczania w szkole), chemików, którzy by nie kończyli chemii, itd. Mozna przecież matematykowi zapewnić robotę w jakichś urzędach statystyki, chemikowi gdzieś przy produkcji leków, biologowi w szpitalu etc.. A skoro mają robić fuszerkę i przy okazji psuć zdrowie sobie i innym, to niech lepiej nie robią roboty wcale.
Madness:
Okej,te godziny to są chyba za KLASY, a nie za ilość uczniów chodzących na zajęcia, prawda? (swoją drogą, gdyby tak było, to by nauczyciele dopiero mieli powody do narzekania na pensje).
Więc mój pomysł tą kwestię rozwiązuje - chcesz , chodź i się może czegoś nawet nauczysz. Nie chcesz? Nie chodź, nie psuj sobie nerwów a weź się konkretniej za co innego i bądź w tym dobry.
Tak, tyle, że wówczas sam musiałbyś decydować o tym jakie chcesz przedmioty i pomysł jest częściowo dobry, tyle, że załóżmy, że nieznalazłby się nikt kogo mógłby uczyć taki nauczyciel - co wtedy? - musiałby się przekwalifikować, ale skoro oczekujemy dobrze wykwalifikowanej kadry to pomysł z szybkim kursem jest bezsensu - załóżmy, że wybrałbym sobie jakiś przedmiot - myślę sobie - mam pomysł na siebie, wiem co chciałbym robić - oddaję się w wasze ręce - nauczcie mnie wszystkiego co będzie mi potrzebne w tej pracy i nagle trafiam na tego nauczyciela po kursie, który jest słabo rozgarnięty w temacie zatem swoją niekompetencją szybko zraża do siebie uczniów no i taki uczeń nie miałby ochoty chodzić do szkoły, bo w jakim celu skoro nic się nie nauczy (tj. ten nauczyciel nie będzie mu w stanie czegoś wytłumaczyć samemu tego nie rozumiejąc, będzie mu co najwyżej mógł coś przedyktować z podręcznika lub co gorsza może go wprowadzić w błąd) co wtedy z tymi nauczycielami, którzy uczyliby przedmiotów, które nikogo by nie interesowały? Staliby się niepotrzebni, kto wie - pomysł w tej wersji ma potenciał chociaż jest kontrowersyjny, tyle, że wypadałoby jeszcze ustalić co robimy z właśnie z tymi, którzy nie mają kogo uczyć - nie chcemy przecież, aby źle wpływali na część uczniów swoją niewiedzą.
W duzym skrocie da sie to rozwiazac tak. Otwieramy rynek na duze koncerny. Korporacje wchodza, a my robimy im prawdziwie wolnorynkowe warunki. Niskie podatki, tania ziemie, niskie socjalne, braki zwiazkow zawodowych wewnatrz zakladow (moga dzialac ale z wlasnej kasy na zewnatrz zakladu). Do tego mowimy duzym koncernom - "mozecie to wszystko u nas dostac za umowe, ze wyksztalcicie sobie naszych ludzi do pracy, i pod warunkiem ze wiedz jaka posiada, bedzie pomagala im sobie radzic takze poza wasza korporacja w przyszlosci, jezeli bedzieci to robic dobrze,oddamy wam 10% tego co na to wydacie". Wchodzi IBM, Intel i inne firmy, i one sa w stanie, w ktorkim czasie wyszkolic naprawde dobrych fachowcow, panstwo jako instytucja oszczedza, bo zamiast placic za przeskzolenia pelnej sumy, doplaca tylko te 10% a ludzie zyskuja wiedze. I problem znika. Tylko wlasnie o czym pisalem wyzej, trzeba by umiejetnie i z jajem zarzadzac gospodarkom.
Skoro kolega madness pisał, że jest bardzo dużo nauczycieli, to czy nie lepiej było by, gdyby trochę zrobić przesiew tych nauczycieli. Z tą gospadarką - no cóż, nie sposób się z Tobą nie zgodzić. W mojej szkole - ponoć najlepszej, najstarszej itd. w 30000-osobowym mieście jest może 5 naprawdę dobrych nauczycieli (którzy mnie bezpośrednio uczą) i banda kasotrzepaczy i lektorów podręcznika (i chemiczka, która wpada do jakiejś kategorii mutantów). A SĄ tacy, którzy uczą porządnie - i chcą to robić. Może więc- niech ludzie uczą się i uczą innych mniej, a lepiej?
A i odnośnie matur- po co egzaminy obowiązkowe (gdzie matura jest nieobowiązkowa - kolejny polski paradoks), które gucio sprawdzą?
I egzamin z polskiego to dla mnie nieporozumienie - to powinna być pochodna wiedzy o kulturze (konkretnie literaturze), bowiem polski to gramatyka, interpunkcja, ortografia itd.. A jest egzaminem z umiejętnego lania wody na wypracowaniu.
Poza tym - mój pomysł wygląda tak, że nauczyciele uczą klasy (żeby uczenie się miało ręce i nogi, a nie dla każdego indywidualny program nauczania). Klasa ma plan lekcji - w pon. jeden polski, matma etc. Uczen się tylko z wychowawcą umawia, na które chodzi, a na które nie. Nauczyciele dostają kasę za godziny nauczania klas (nawet jeśli NIKOGO by nie było - przy naszej chorej gospodarce to by przeszło). Wszyscy zadowoleni. Dzisiaj jest podobnie, tyle, że pod koniec roku za wagary są problemy dla obu stron i stres. Mała reforma, a wielu by ucieszyła.
Przesiew jest konieczny, dlatego pisalem wyzej, aby to uczniowie oceniali swoich nauczycieli, iw ten sposob okazalo by sie, ilu nauczycieli naprawde umie czegos nauczyc, a ile sie nie nadaje. Z wiadomych powodow, obecny beton sie na to nie zgodzi, chyba ze ludzie zaczna glosowac w wyborach na niesocjalistyczne partie (czyli pisy, sld, po i podobne odpadaja). Idealna sytuacja jest taka, ze zamiast podatkow pieniadze zostaja mi w lapie, i sam decyduje, w ktorej szkole beda uczylys ie moje dzieci, nie sponsorujac przy tym pozostalych, gdzie nauczyciele sie do niczego nie nadaja - czyli pelna prywatyzacja szkolnictwa. Ale to raczej mroznka, bo trzeba by u nas rozpieprzyc komune, ktora w szkolnictwie siedzi a to ciezka sprawa.
Pełne rozwalenie systemu szkolnictwa tez by było złe IMO. Niestety, są w kraju różne biedne rodziny, ale ze zdolnymi dzieciakami, ktorych nie zawsze stać na żarcie, a co dopiero na podręczniki i comiesięczny haracz dla szkoły.
To jest jeden z powodów, dla których istnieje nasza polska lipna służba zdrowia - są ludzie (i to sporo), których nie stać za płacenie za każde badanie - wolą się ustać w kilkugodzinnych kolejkach.
No, ale to już mały offtop
ogólnie to według mnie nie offtop, ale wyższy poziom abstrakcji xD szkoda, tylko, że to nie zwykłe szablonowe forum, tylko bezpośrednie odpowiedzi, bo aby się połapać kto co nowego napisał to trzeba się nieźle natrudzić zwłascza starając się na to odpowiedzieć
@Matmakk masz racje z tymi dziećmi, jest mnóstwo rodzin, którym naprawdę trudno i, aby kupić podręczniki nieźle się muszą natrudzić - tutaj wdziera się też problem cen podręczników np. do języków, których ceny są chore i nieadekwatne do poziomu jaki zapewniają (przykład ksiązka+ćwieczenia w sumie ok. 250 stron za 60~70 złotych to duże pieniądze) oraz oczywiście dochodzi znowu problem przedmiotów, które są zbedne, a do nich przecież też trzeba kupić podręczniki (nauczyciel może być na tyle chamski, że za jego brak wstawi komuś kilka jedynek itp. az go kupi) tyle, że tu znów problem chorego rządu, które ma z tego kase więc nie widzi w tym żadnego problemu. Co do służby zdrowia to tutaj się nie rozpiszę, bo nie mam zielonego pojęcia jak to naprawić oraz co jest złe oprócz tego, że cała nadaje się do reformy podobnie jak szkolnictwo (w tym momencie zastanawiam się czy tu nie jest potrzebna rewolucja xD (lekki offtop - chyba zarezerwuje sobie nazwę "rewolucja majowa" xD) , tyle, że ona nie prowadzi do niczego dobrego, ew. do tego samego lub jeszcze gorszego, a przydałaby się raczej ewolucja) ,a co do pacjentów, to nie mają oni raczej alternatywy co do stania w kolejkach i czekania miesiącami na badania lub wizyty.
W większości szkół dobry pomysł - tyle, że pokolenie troli, bo tak je można nazwać wychowane przez internet, które to chce każdemu dowalić nie reprezentując nic samym sobą, a takich ludzie rośnie coraz więcej mogłoby wpaść na wielce ambitny pomysł - ktoś każe nam się uczyć? - nie lubimy go, przecież lepiej wiemy co się nam przyda, więc napiszemy, że niczego nas nie nauczył, a niech go wywalą. Tutaj rodziłaby się niepewność i znowu pojawiałyby się przypadki jak obecnie , w których uczeń mógłby równie dobrze skatować nauczyciela, a ten nie mógłby nic zrobić, bo wyleciałby ze szkoły, uniemożliwionoby mu dalszą naukę innych oraz zostałby skazany oraz co oczywiste zostałby zaszczuty przez media jako oprawca (ciekawostka: ostatnio przykład takiej patologicznej szkoły pokazany był w programie UWAGA, gdzie uczniowie terroryzowali nauczycieli, a dyrekcja nic nie mogła z nimi zrobić (ponoć)).
Matmak pelne rozwaleine komuny w szkole, a szklonictwa do wie rozne rzeczy. Jezeli chodzi o prywatnosc szkol, to nie koniecznie musialo by sie to odbywac mocno roznie od obecnej sytuacji. W sensie, szkoly nadal byly by, utrzymywane przez skarb panstwa - ale, pieniadze szly by za uczniem. To znaczy, zapisujac swoja pocieche do szkoly A, pieniadze z ministerstwa na nauczanie leca do szkoly A, a nie do B. W ten sposob biedniejsze rodziny nie musialy by nagle zaczac zarabiac zeby dzieci wysylac do szkol, ale mialy by mozliwosc wyboru szkoly, jaki pelnoprawni uczniowie, na rowni z dziecmi z bogatszych rodzin. Ich decyzja oznaczala by odpowiedzialnosc. Sluzba zdrowia to zupelnie inna sprawa. Tutaj trzeba by zrobic podobny system o jakim pisalem wyzej. Obecnie placi sie ok 900zl ZUS, w tym ok 230zl skladki zdrowotnej co miesiac. Wyobraz sobie, ze zamiast placic tego haraczu masz dowolnosc, ze mozesz sie ubezpieczyc, na dowolna wybrana przez Ciebie kwote, gdziekolwiek chcesz. W swoim osrodku zdrowia, albo w firmie ubezpieczeniowej, ktora ma podpisane kontrakty z siecia osrodkow zdrowia w polsce. Mysle ze za 30zl na miesiac, dostal bys zlota karte, a w wypadku przeziebienia wysylali by helikopter :) Natomiast teraz, placac przez np. 5 lat po te 230zl, odlozyl bys jakies 18 tysiecy z kawalkiem. W ZUS to przypada, w prywatnej firmie beda Cie dobrze traktowac. Trzeba by usunac NFZ, szpitale oddac w rece ludzi, ktorzy tam pracuja. Zaczeli by o nie dbac, i o pacjentow.
Madnes sprawa z podrecznikami to jes pikus ;-) Zrzucamy obowiazek zapewnienia podrecznikow dzieciom na szkoly. Nagle by sie okazalo ze ktos moze zrobic i sprzedac o polowe taniej. Okazalo by sie tez, ze podreczniku nie trzeba wymieniac co rok, i ze slowniki z polskiego czy jezykow obcych nie traca waznosci po roku uzytkowania ;-) Nagle by sie okazalo, ze cwiczenia mozna napisac na tablicy, i ze da sie zrobic szafki w szkolach na nie, zeby dzieciaki nie nosily do domow (bo bali by sie, ze podreczniki juz nie wroca). I swiat stal by sie lepszy, jedna prosta decyzja. Odnosnie pokolenia troli itp. to przeciez, takie osoby, ktore sie ine chca uczyc by sie wcale uczyc nie musialy, nikt by ich nie zmuszal, ktos kopac rowy tez musi. Naprawde, w biedronce na kasie spotykam studentow roznych dzialow, bo ich koledzy co sie ine uczyli, skonczyli edukacje wczesniej, i zajeli ich lepsze miejsca pracy. Przez to wszystko rozwija sie wolniej, a wiedza studentow, z pewnoscia matematyczna takze, wykorzystywana jest doc liczenia rachunkow przy kasie ;-) Poza tym nie moze byc tak ze uczniowie sa bezkarni a nauczyciel nie moze sie bronic. A sprawe naprawde latwo roziazac, kamerka w kazdej klasie i tyle, po zawodach :) Ale nie moze byc tak ze uczen robi co chce. Twarde prawo, ale prawo, jezeli uczen atakuje fizycznie, nauczyciel musi miec pelna mozliwosc odpowiedzi. Jak by paru dresow wylapalo to by sie nagle orzadek zrobil. Naprawde na wszystko sa aprawdzone i dobre metody.Wystarczy je wprowadzic.
Wchodzą wielkie koncerny jak Intel, IBM itd. i pomysł w większości przypadków jest dobry dlatego, że w Polsce nie istnieją firmy, które są w stanie rywalizować z takimi gigantami ,tyle, że wówczas zarządzanie musiałoby być naprawdę dobre, tak, aby firmy, które zaprosimy szkoliły sobie pracowników rozwiązując częściowo nasz problem ze szkolnictwem oraz przynosiły realne zyski państwu, a nie tak aby wychować sobie firmy, które miałyby konkurentów w Polsce i póżniej będac na lepszych warunkach zaczęły ich powoli wykańczać, bo to zrodziłoby kolejny problem, a tak niestety by było gdyby ludzie, którzy obecnie się tym zajmują zobaczyli o jakich tutaj mowa pieniądzach, wyszłoby na to, że kilka gigantów wykończyłoby w kilka lat cały przemysł, albo chociaz mocno go uszczupliło, bo wówczas ludzie, którzy obecnie pracują polecieliby na bruk - realnie skoczyłoby bezrobocie, a to nie prowadzi do niczego dobrego. Pomysł może i się sprawdza, tyle, że na zachodzie - nam przydałby się raczej rząd, który nie boi się wielkich reform, ma na nie dobry plan, a jest jak jest - większość doi kase jak się da, a jeżeli istnieją ludzie, którzy byliby w stanie coś zrobić, aby to poprawić to są pojedynczymi jednostkami. Jak dojdzie do jakichś reform to raczej tak, aby kolejnej rządzącej partii było gorzej. Ostatni pomysł raczej nierealny, więc suma sumarum lepiej, aby obecny rząd kopiował sprawdzone pomysły z zachodu niż wybierał kolejnych nieudolnych ministrów oraz ich doradców.
Ten IBM czy Intel to w sumie przyklad. Tak naprawde w wypadku gospodarki trzeba by ja u nas uwolnic. Pisze uwolnic poniewaz sam prowadze dzialalnosc, i to sie w glowie nie miesci jak to u nas wyglada :) Wszystko treba ksiegowac, miec podpisywane, wypelniane, na wszystkim piecatki, podpisy, nipy, regony, pesele, srele duperele. Kazda sprawa, ktora chce sie zalatwic trwa i trwa. A podatki, to zwykle haracze. Co miesiac kazdy pracujacy czlowiek oddaje panstwu w polsce okolo 80% swoich zarobkow. 19% dochodowy, ZUS to okolo 26% (razem juz prawie 40%), 22% vat (w chlebie, pascie do zebow, papierze toaletowym i internecie), to juz jest kolo 60%. Pozostale to podatki poboczne, jak akcyza za paliwo, fajki i alkohole, podatki od nieruchomosci, podatki od metraza stanowisk pracy, i wyzsze pdoatki za prad przemyslowy i inne glupoty. Jak usprawnic gospodarke? 1)obnizyc WSZYSTKIE podatki, likwidujac przymus oplacania ZUSu. Podatek powinien byc 1 od zarobku, wynoszacy 10% i koniec. Nagle okazalo by sie, ze zamiast 1100zl wyplaty, dostajesz 2000zl. Twoj pracodawca mysli sobie (duzo kasy mi zostalo, zatrudnie jeszcze jedna osobe). Nagle spada bezrobocie, i dopiero wtedy, mozna wpuszczac obce koncerny, kiedy nasze firmy juz dzialaja. I oczywiscie, wpuszczac takie koncerny, ktore nie zniszcza naszych firm, czyli puste sektory, gdzie nic sie nie dzieje (stad np. Intel, nie wydaje mi sie zeby polska firma zaczela nagle produkowac CPU ;-) ).
No ładnie...
Ale jeśli ten gość był dobry z informatyki to nie wiem dlaczego boi się matematyki
Nicrame nie moglbym tego lepiej ujac. Cala biurokracja w tym kraju jest chora, ZUS to najwiekszy finansowy pasozyt jaki tylko jest. Po jaka cholere tylu darmozjadow siedzi w tych wszystkich urzedach (nie tylko ZUS). Choc obnizanie podatkow to droga do nikad (wszystkie kraje z podatkami liniowymi rozlecialy sie podczas tego calego zamieszania zwanego na zachodzie 'credit-crunch'), to usuniecie 1000 zlotowego haraczu do ZUS znacznie poprawilo by kondycje finansowa wszystkich firm. Ja sam chce decydowac gdzie sie ubezpiecze i w jakiej formie. Nie potrzebuje zlodziejskiej instytucji przezerajacej biliony zlotych kazdej dekady.
Ponoc jak pojawily sie komputery to mialy odciazyc te cale papierkowe szamotanie sie. A stalo sie wrecz odwrotnie. Zamiast zatrudnienie w urzedach zminiejszyc sie o 75% to ono wzroslo o wiecej niz 100%. Prosty przyklad z ZUSu gdzie mieszkam. Ok. 1995 w ZUSie byly 3 etaty i 4 pokoje. Teraz ZUS operuje w bylym budynku komitetu PZPR i siedzi tam jakichs 50 lesserow, wszedzie marmury i wszystko na wysoki polysk a na parkingu plejada najdrozszych marek samochodowych na rynku.
Jeden gosc z Gdanska powiedzial, ze zbuduje tu druga Japonie. Hmm w moim odczuciu, nigdy nie dojdziemy do takiego poziomu nie-ingerencji ze strony panstwa jaki jest w Japonii. A tam biurokracja praktycznie nie istnieje. Wszystko jest robione elektronicznie. Zupelnie inny swiat, nie tylko obyczajowo...
Z tym ZUS-em, to macie rację - banda darmozjadów "pracujących" do godziny 15-tej - 16-stej, a na weekendziki wyjeżdżających sobie na wycieczki za krwawicę osób płacących złodziejskie składki. Normalnie nóż się w kieszenie otwiera, gdy tak się nad tym wszystkim zastanowić...
Nie zapominajcie o 13 czy tam 14 w sferze budzetowej "bo im sie nalezy". Hakuren ten Pan pewnie chcial zrobic Japonie, tylko ze w roli prezydenta niewiele mogl. Naprawil nam opinie na swiecie co prawda, pokazal ze zwykly prosty czlowiek moze cos madrze robic, i rozmawiac na rozne tematy, ale w tym samym czasie lewusy z Balcerowiczem (tfu) na czele sterowalo gospodarka wprowadzajac ustawy tak... Ze do tej pory sie nie moze kraj z tego otrzasnac.
Jak informatyka nie ma nic wspólnego z matmą to Obama jest chińczykiem.
Oto definicja z Wikipedii.
Informatyk – osoba, która wykształciła się na specjalistę w dziedzinie nowych technologii, posiadającego wiedzę i umiejętności na temat ogółu metod tworzenia, przetwarzania i przekazu informacji oraz znającego budowę i zasady działania urządzeń komputerowych, a także potrafiącego tworzyć, przekształcać i przekazywać dane za pomocą programów komputerowych, wykorzystujących umieszczone w nich informacje do określonych działań. Zwykle jest to osoba o wysokim stopniu świadomości ogólnych i szczegółowych zasad tworzenia urządzeń i tworzenia oprogramowania, znająca języki programowania i potrafiąca stosować wiedzę teoretyczną w praktyce.
Informatyk musi myśleć logicznie, umieć matmę bo bez matmy ani rusz.
Przykłady:
1. Programista- cały jeżyk programowania to jedna wielka matematyka
2. Administrator- projektowanie baz danych, i zarządzanie.
3. Grafik- wektory, pola, szkielety figur itp.
4. Specjalista od sieci komputerowych- ip, adresy mac, max host, min host, systemy binarne heksadecymalne, przepustowości i inne duperele to także matma.
Jak ktoś umie tylko podstawy matmy i uważa się za informatyka to niech powie co robi.
"My natomiast proponujemy Ci coś znacznie cenniejszego - zrozumienie idei i struktury problemów i aplikacji informatycznych."- cytat ze strony UW
ZROZUMIENIE- a żeby to zrozumieć trzeba umieć matmę!!!
Matematyka jest niezbędna do zrozumienia różnych różności, które siedzą w informatyce, ale nicrame podaje się za przykład, że dogłębne rozumienie tych zagadnień nie jest niezbędne do czesania kasy z niektórych usług informatycznych. I nie mam powodu żeby mu nie wierzyć. Wiele innych jego stwierdzeń nosi niestety znamiona alergii na matematykę, i można by z nimi dyskutować, ale to podwoiłoby rozmiar tego wątku i mało kto by miał chęć to przeczytać.
Dla mnie matematyka jest jednym z języków, którym umiem opisywać nie tylko pewne abstrakcyjne twory, ale też niektóre elementy świata wokół mnie. Matematyka to również język fizyki i innych gałęzi wiedzy, gdzie też się jej używa całkiem sporo. IMHO prawdopodobieństwo świadomego użycia matematyki rośnie wraz ze innowacyjnością tego co robimy - można nie myśleć o matematyce przykręcając śrubki, wdrażając obsługę magazynu w hurtowni materiałów budowlanych czy pokrywając dach blachą trapezową, bo wcześniej parę osób użyło swojej wiedzy matematycznej.
Przede wszystkim jednak w życiu codziennym intuicyjnie posługujemy się różnymi pojęciami, których matematyczna definicja wcale nie jest trywialna - np. punkt, liczba 2, albo gdy narysowany na ekranie prostokąt z napisem i kawałek plastikowej płytki uruchamiającej przełącznik nazywamy przyciskiem (BTW wiele problemów starszych ludzi z obsługą komputerów bierze się z tego, że każdy przycisk "OK" i "Anuluj", to są dla nich zupełnie niepowiązane twory wymagające osobnego zapamiętania).
Nie chodzi mi o fakt pobierania kasy, tylko oto ze da sie wiele rzeczy rrozumeic bez matematyki. Wiem, ze niektorym ciezko to zaakceptowac, ale odsylam wyzej, cracker lamiacy zabezpiecza krzyczy ze nie chce matematyki... Nie mam tez do niej alergii, jezeli ktos chce, niech sobie nawet podklada wzory pod liscie na drzewie, i w ten sposob otrzymuje prawdopodobna ich ilosc, jego sprawa, ale... Mam alergie na narzucanie ludziom na sile tego, co ma ich interesowac. To zwykla komuna, swiat tak nie dziala po prostu. Jestesmy czescia natury, ktora tez na sile nic nie robi, wiec powinnismy tutaj odnalezc pewna analogie. Gdyby bylo inaczej, mlode koty w pewnym momencie, kiedy ktos probuje je topic, nauczyly by sie nurkowania, a hodowla zwierzat na mieso, spowodowala by bunt owych, i kontratak, a jakos sie tak nie dzieje :)
Pobieranie kasy to nie zarzut. Po prostu przyznaję Ci rację, że można robić informatykę zawodowo bez matematyki.
Owszem, da się wiele rzeczy rozumieć bez matematyki, choć czasem jest to IMO trudniejsza droga.
Tekst o alergii wynika z Twoich deklaracji typu "Matematyka to zbędna rzecz zupełnie i nie potrzebna nikomu do niczego". Akurat temu stwierdzeniu potem pośrednio zaprzeczasz.
Matura nie jest obowiązkowa, więc argument o narzucaniu komuś czegoś jest wątły. Mi się dla odmiany nie podobało że aby zaliczyć maturę to nie ma innego wyjścia, jak się wykazać elokwencją w dziedzinie historii literatury, której to wiedzy potem już nigdy i do niczego nie użyłem. Ale dopuszczam myśl że ktoś umie zrobić coś ciekawego za pomocą np. "Lalki" Prusa ;-)
Przykłady o kotach i mięsie nie uwzględniają skali czasowej zmian ewolucyjnych. Można się pobawić matematycznym modelowaniem ewolucji, ale w zasadzie widać że kotom pomogła by jedynie mutacja wykształcająca skrzela jak u kijanek (o ile jeszcze w DNA jest w miarę niepopsuty "firmware" do tego organu). Populacja zwierząt rzeźnych w hodowli jest większa niż byłaby w naturze, więc tu nie ma dużej szansy dla rewolucyjnego impulsu, który miałby odmienić oblicze świata. Chociaż, jakby Ci się nadarzyło wycieczkować po Mauna Kea to tam są znaki "Beware of Invisible Cows" i zasadniczo zaleca się nie wchodzić w drogę rogaciźnie. Jakby zostawić te krowy na parę milionów lat w spokoju to kto wie jaki ciekawy gatunek byśmy tam zastali :-)
No dlatego tez nie chcialbym zmuszac nikogo by te Lalke "musial" omawiac na maturze :) Sam fakt ze matura sama w sobie jest "dowolna" dla mnie nie wystarczy :) Mnie ciekawi w wypadku zmian ewolucyjnych inna rzecz, np. muszki owocowki potrafia ewoluowac przy zmianie warunkow w laboratorium jezeli dobrze pamietam juz w 17 pokoleniu, co w ich wypadku nie trwa zbyt dlugo :) Natomiast inne male organizmy jak oczliki czy rozwielitka, nie zmienia sie od milionow lat :) Ale to juz w ogole chyba watek zbyt odlegly od crackowania stron CKE :P
z ostatnich 30 dni
odsłon: 160051
odsłon: 95296
odsłon: 34517
odsłon: 28509
odsłon: 26471
odsłon: 24810
odsłon: 22676
odsłon: 21716
odsłon: 18839
odsłon: 18640
odsłon: 18185
odsłon: 17255
odsłon: 15868
odsłon: 15639
odsłon: 15464
odsłon: 14928
odsłon: 14532
odsłon: 14333
odsłon: 13482
odsłon: 13449
odsłon: 13079
odsłon: 12403
odsłon: 11718