Internet

Mapy Google zaczynają ostrzegać przed fotoradarami [AKT.]

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2019-05-30

Do polskich użytkowników zaczyna dociera funkcja, dzięki której Mapy Google w trybie nawigacji ostrzegają o fotoradarach na trasie.

Aktualizacja, 30 maja 2019: Informacje o fotoradarach wyświetlają się w usłudze Mapy Google już od kilku dni, ale dopiero teraz amerykański gigant potwierdził, że wprowadza tę funkcję do 40 kolejnych krajów, w tym właśnie do Polski. Zapowiedzi tej towarzyszy dodatkowa informacja, która spodoba się użytkownikom, a niekoniecznie przypadnie do gustu twórcom Yanosika.

Otóż, jak podaje TechCrunch, Mapy Google już wkrótce pozwolić mają na dodawanie informacji o policyjnych kontrolach prędkości, a więc na coś, co teraz powoduje, że nie można polegać na tej aplikacji. Taką opcję otrzymają wyłącznie użytkownicy ze smartfonami Android (choć ich „dopiski” będą dostępne także na iPhone’ach). 


News, 25 maja 2019: Nie są idealne, ale jak na darmową usługę, Mapy Google reprezentują całkiem wysoki poziom. Pomagają kierowcom dojechać do celu sprawnie i bezpiecznie, a teraz dodatkowo zaczynają ostrzegać przed fotoradarami.

Maps radar

Nikogo oczywiście nie zachęcamy do jazdy z prędkością wyższą niż dozwolona. Nie jest jednak tajemnicą, że fotoradary bywają rozmieszczone na przykład akurat na krótkich odcinkach z ograniczeniem. Nawet kierowcom respektującym wszystkie znaki może więc zdarzyć się wpadka na nieznanej trasie i przed takimi sytuacjami właśnie chronić ma nowa funkcja w Mapach Google.

Ostrzeżenia o fotoradarach są bez wątpienia praktyczną funkcją, która może się przydać osobom bez płatnej nawigacji, a okazyjnie wyjeżdżającym w nieco dłuższe trasy. Niestety na razie funkcja nie dotarła do wszystkich użytkowników, a do tego baza nie jest do końca aktualna (nie wszystkie radary są uwzględnione, a niektórych spośród uwzględnionych już nie ma). Brakuje również informacji o tymczasowych lokalizacjach pomiarowych czy o kamerach monitorujących skrzyżowania.

Zatem firma Google przygotowała interesującą funkcję, która może raz czy dwa uratować nas przed niepotrzebnym wydatkiem, ale wciąż pełną niedoskonałości. Pierwsze testy pokazują, że przynajmniej na razie Yanosik nie ma się czego obawiać, a nieprzekonani do jego interfejsu użytkownicy muszą to zaakceptować. Przynajmniej na razie.

Źródło: inf. własna, TechCrunch. Foto/ilustracje: TeroVesalainen/Pixabay (1), Tama66/Pixabay (2)

marketplace

Komentarze

13
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Gdyby radary były rozmieszczane z sensem. Dla dobra kierowców, pieszych, itd.

    Byłabym nawet za zakazem ostrzegania.

    Ale ponad połowa z nich ma wydoić z kasy - tylko i wyłącznie...


    Inna sprawa że Polscy kierowcy jeżdżą jakby mózg w domu został.... W Polsce powoli jeździ się jak w Rosji. I nie jest to komplement....
    Zaloguj się
  • avatar
    Przede wszystkim dobra aplikacja musi ostrzegać przed patrolami i suszarkami. W innym przypadku nie będzie mieć zastosowania praktycznego. Fotoradary stacjonarne są zagrożeniem dla idiotów.
  • avatar
    w sumie to dobrze bo zwiekszy to bezpieczenstwo.
  • avatar
    w dobie Yanosika, niczego to nie zmienia
    Zaloguj się
    -2
  • avatar
    Obecnie mapy Google służą każdemu, tylko nie kierowcy. To jakiś pokemon przeładowany social mediowymi fajerwerkami do niczego nie potrzebnymi. Przecież Google kilka lat temu przejęło Waze. Nie wiem czemu im zajęło tak długo wprowadzenie ostrzeżenia o radarach skoro kupili firmę, która miała gotowe rozwiązania?
  • avatar
    Gdyby była jeszcze opcja pokazywania aktualnego ograniczenia prędkości i aktualną prędkość byłaby bajka. A tak dalej będzie zestaw:
    1. Nawigacja - Mapy google
    2. Ostrzeganie - Yanosik
    3. Pokazywanie prędkości i ograniczen - TomTom fotoradary
  • avatar
    [AKT.] Google jak zwykle koncentruje się na kopiowaniu pomysłów nie potrafi nic sam wymyśleć poza sposobami na inwigilacje.
    Twórcy Yanosika powinni zaskarżyć google że kradną ich pomysł.
    Zaloguj się
  • avatar
    Żeby te mandaty za prędkość stanowiły % wypłat, a nie sztywną kwotę, to też inaczej by to wyglądało. Pomógłby też lekki terror już na poziomie edukacji w szkołach - mechanika klasyczna, a przede wszystkim ruch i oddziaływania z tym związane podbite szczegółowymi lekcjami biologii opisującymi powyższe efekty z całkiem wysokim prawdopodobieństwem nauczyłyby już od małego, co wiąże się z prędkością nieadekwatną do umiejętności i warunków drogowych.