Na topie

Lądowanie Philae na komecie z problemami - próbnik odbił się od powierzchni [AKT.]

Autor:

więcej artykułów ze strefy:
Ciekawostki

Kategoria: Nauka Tematyka: astronomia ESA Na Topie

Mamy pierwsze zdjęcia wykonane z powierzchni komety. Sytuacja lądownika na razie jest jednak nieciekawa.

Centrum kontroli lotów ESA

AA

AKTUALIZACJA: 14.11.2014: W ciągu ostatniej doby niektóre instrumenty na pokładzie Philae zostały uruchomione. Wśród nich MUPUS, spektrometr APXS, a także wiertło z instrumentu SD2. Trwa wyścig z czasem i decyzjami, gdyż wspomniane urządzenia są bardzo ważne dla powodzenia badań powierzchni komety, a zarazem dość energożerne (zwłaszcza wiertło). Nieumiejętne ich użycie może natychmiast rozładować akumulatory. Zrezygnowano również z użycia harpunów. Teraz czekamy na pierwsze wyniki badań.

NEWS: 13.11.2014: W środę około godziny 16:30 CET (potwierdzenie na Ziemię dotarło pół godziny później) na powierzchni komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko osiadł próbnik Philae, który niespełna 7 godzin wcześniej odłączył się od sondy Rosetta. Piszemy jednak o tym dopiero dzisiaj. Dlaczego? Po trosze ze względu na sceptycyzm, który kazał nam tym razem kierować się maksymą - dopóki nie zobaczę, nie uwierzę. A właśnie dopiero przed kilkoma godzinami udostępnione zostały pierwsze zdjęcia wykonane przez kamery próbnika Philae na powierzchni komety. To bardzo duży sukces nauki, ale niestety są też powody do zmartwień.

Aż 10 lat oczekiwania na finał, choć całkiem długi, bo potrwa on ponad rok, to nawet dla astronomów bardzo długo. Nic więc dziwnego, że transmisja z lądowania była przekazywana na bieżąco. A ryzyko było spore. Lądowanie na ciele o bardzo niewielkiej grawitacji, na którym wystarczy mocno rzucić kamieniem by opuścił powierzchnię, to trudne zadanie. Porażka na oczach miliardów nie byłaby wskazana. Dlatego zespół odpowiedzialny za skonstruowanie Philae, przedsięwziął specjalne kroki. Po pierwsze lądownik wyposażono w harpuny, które miały wbić się w powierzchnię komety (wiele zależało od tego jak twarda będzie ta powłoka), a także dodatkowy silniczek zainstalowany u góry, który po włączeniu miał miedzy innymi "dociążyć" lądownik tak by odpowiednio mocno wbił się w kometarny grunt.


Gdyby wszystko poszło po myśli... Philae ląduje.

Nad pełnym sukcesem - wczoraj bezsprzecznym, zbierają się czarne chmury. Chwile grozy, zapewne w umysłach kontrolerów lotu bardziej spotęgowane niż u głodnych informacji internautów, wywołał wspomniany silniczek, który nie zadziałał i lądownik opadał na powierzchnię komety swobodnie. Po odebraniu komunikatu z powierzchni, euforia powróciła, jednak nie na długo.


Zdjęcie wykonane w trakcie lądowania - powierzchnia komety widziana z odległości 40 metrów

Lądowanie na komecie odbyło się nie raz, a trzy razy - ostatecznie o 18:32 CET. Philae bowiem nie osiadł pewnie za pierwszym razem i stracił kontakt z powierzchnią. Następnie, jak to określono odbił się wznosząc na wysokość kilometra, zanim ostatecznie zakotwiczył się w komecie. Skąd to wiemy? Sugerują to dane telemetryczne, a także zdjęcia przesłane z sondy, które pokazują, że miejsce lądowania to nie spodziewana Agilkia. Kontrolerzy lotu pracowali w pocie czoła by określić gdzie ostatecznie wylądował Philae.


Bliżej wylądować się nie da - zdjęcie z powierzchni

Powiecie, odbijał się od powierzchni, to pewnie uległ zniszczeniu. Na szczęście przy takim ciele niebieskim jak kometa, pojęcia odbijania się nie należy rozumieć tak groźnie jak odbijania się od powierzchni Ziemi, a nawet Marsa (co w dramatyczny sposób ukazuje film Czerwona Planeta). Choć zdjęcia i dane z Philae, pokazują, że próbnikowi raczej nic poważnego się nie stało, to niestety jego położenie względem powierzchni jest nieprawidłowe.


Pierwsze zdjęcie panoramiczne z powierzchni - mocno nieprzetworzone. Nałożona pozycja próbnika.

Co dalej? Dziś miał nastąpić wielki dzień dla polskich naukowców, gdyż do pracy miał zabrać się instrument MUPUS. Przypomnimy, że to wielozadaniowy eksperyment, którego jednym z celów jest badanie struktury i własności termiczno-elektrycznych powierzchni komety. Właśnie w celu pomiarów temperatury w warszawskim Centrum Badań Kosmicznych opracowano specjalnie utwardzany młotek (techniką azotowania i nawęglania jarzeniowego, nowatorską jak na pierwsze lata XXI wieku, gdy instrument powstawał) wyposażony w 40-centymetrowy pręt, który ma zagłębić się w powierzchni komety.

Ze względu na problemy z poprawnym zajęciem pozycji na komecie przez Philae, rozpoczęcie badań odłożono w czasie. A tego jest niewiele, gdyż pierwsza faza pracy lądownika ma potrwać jedynie 64 godziny. Ten czas wyznacza pojemność zastosowanych w lądowniku akumulatorów. Będzie możliwe ich doładowanie, to jednak tylko opcja (początkowo wręcz pewnik, obecnie już nie). Wiele zależy od tego czy w nowym miejscu lądowania, nasłonecznienie jest wystarczająco odpowiednie by baterie słoneczne, którymi obłożony jest Philae zadziałały. A doniesienia są niepokojące, gdyż wskazują, że Philae znajduje się w cieniu pobliskiego krateru co utrudnia doładowywanie akumulatorów. I to niezależnie od pozycji w jakiej znajduje się względem gruntu


Planowane miejsce lądowania i prawdopodobna lokalizacja Philae

Tymczasem Rosetta powoli będzie oddalała się od powierzchni komety, jednak cały czas znajdując się bliżej niż 30 km, tak by nie stracić kontaktu z grawitacją komety. Komunikacja z Ziemią obecnie odbywa się z prędkością 28 kbps (w tym dane telemetryczne do 1-2 kbps). Kontakt z Philae, ze względu na obecny kształt orbity Rosetty, nawiązywany jest w dwóch oknach komunikacyjnych przypadających na 24 godziny (dzień na Philae trwa około 12,4 godziny).

Mimo problemów, udowodniono, że potrafimy prawie z zamkniętymi oczami wylądować na tak niewielkim obiekcie. Przyjrzyjcie się powyższym zdjęciom - pokazują one jak kometa wyglądała na tle innych gwiazd w momencie jej odkrycia w 1959 roku. I gdyby tylko ten silniczek nie zawalił sprawy, a harpuny wystrzeliły (nadal nie wiadomo dlaczego tak się nie stało) to Philae mocno wbiłby się w grunt i... byłoby tak pięknie. Choć i tak jest nieźle, bo jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko komety. I jeszcze tam trochę pozostaniemy.


Jądro komety widziane z odległości 7,7 kilometra z sondy Rosetta

Źródło: ESA

Odsłon: 8259 Skomentuj newsa
Komentarze

23

Udostępnij

Ciekawostki w marketplace

  1. Zwierzak
    Oceń komentarz:

    2    

    Opublikowano: 2014-11-13 17:58

    https://www.youtube.com/watch?v=KdhwopvTf18

    Nie ma co narzekać, wiadomo było że łatwo wylądować nie będzie.

    Skomentuj

  2. Author
    Oceń komentarz:

    4    

    Opublikowano: 2014-11-13 17:58

    Mam nadzieje, że nigdy nie przyjdzie nam osobiście oglądać komety z tak bliska

    Skomentuj

    1. Voyciechu
      Oceń komentarz:

      4    

      Opublikowano: 2014-11-13 18:39

      Why, jeśli nie byłby to lot w jedną stronę, to czemu nie.

      Skomentuj

    2. TotallyNormal
      Oceń komentarz:

      -1    

      Opublikowano: 2014-11-13 19:00

      Oczywiście, że nie. Zginiemy zanim będzie w zasięgu wzroku.

      Skomentuj

    3. Zwierzak
      Oceń komentarz:

      22    

      Opublikowano: 2014-11-13 20:09

      Oby tylko nie przed 2086 bo mam prześwietlenie z NFZ

      Skomentuj

  3. soruse
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2014-11-13 18:27

    co to jest "spetycyzm" ? :>

    Skomentuj

    1. Karol Żebruń
      Oceń komentarz:

      4    

      Opublikowano: 2014-11-13 18:47

      to jest efekt kiepskiej klawiatury, która za palcami nie nadąża :)

      Skomentuj

      1. ADiS_
        Oceń komentarz:

        1    

        Opublikowano: 2014-11-14 02:09

        Śmiejecie się a ja mam taką sytuację w Roccat Valo i muszę ją czasami restartować :D

        Skomentuj

  4. rafalddd
    Oceń komentarz:

    9    

    Opublikowano: 2014-11-13 19:00

    Masakra co? Nie ogarniam jak można zaplanować lądowanie na czymś tak małym w przestrzeni, oddalonym o miliardy km, i zapierdzielającym ileś tam tysięcy na godzinę czy tam na sekundę. I jeszcze wyznacza się planowane miejsce gdzie sonda ma wylądować na tym obiekcie ??? Szacun. Dla mnie bajka że oni w ogóle tam trafili. Szkoda tylko że musi to trwać 10 lat!!! Za krótkie jest życie człowieka, będziemy świadkiem tylko kilku takich zdarzeń. Szkoda. Mam nadzieję że dożyjemy lądowania na Marsie człowieka z transmisją na żywo w TV. :))

    Skomentuj

    1. TotallyNormal
      Oceń komentarz:

      3    

      Opublikowano: 2014-11-13 19:02

      Na żywo z Marsa to chyba tylko przez tunel czasoprzestrzenny.

      Skomentuj

      1. kitamo
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2014-11-14 11:04

        praktycznie to nawet obraz który widzisz na żywo własnymi oczami nie jest tak naprawde na żywo bo fotony tez potrzebuja nieco czasu by dotrzec do oka i mozg musi to przetworzyc ;)
        Tak samo telewizja na zywo - opoznienie jest kilku sekundowe lub nawet minutowe a dalej nazywa sie to "na zywo"

        Skomentuj

        1. TotallyNormal
          Oceń komentarz:

          0    

          Opublikowano: 2014-11-14 12:41

          Ale to jest filozoficzne gdybanie dowodzące, że teraźniejszość nie istnieje. Ostatecznie wszystko jest zawsze w ruchu i wszystko jest relatywne, a teraźniejszość to abstrakcyjny koncept i nie ma sensu się nad tym rozwodzić.

          Subiektywnie, kilka sekund to dla mnie "na żywo" jeśli jestem pasywnym odbiorcą, ale ~20min już nie.

          Skomentuj

  5. arcadios
    Oceń komentarz:

    -17    

    Opublikowano: 2014-11-13 19:56

    Pokaż komentarz zakopany przez użytkowników

    Czyli jednym słowem klapa i pieniądze podatników poszły w błoto!
    A tak na poważnie, to zamiast zajmować się takimi bzdurami, bo wszyscy wiemy że życie na ziemi stworzył Bóg! To mogliby przeznaczyć te pieniądze na pomoc biednym i głodującym w Afryce!

    Skomentuj

    1. Zwierzak
      Oceń komentarz:

      10    

      Opublikowano: 2014-11-13 20:11

      Sprzedaj komputer, pieniądze przekaż biednym w Afryce a w niedzielę idź się pomódl zamiast pisać komentarze na BMK

      Skomentuj

      1. gboor
        Oceń komentarz:

        -2    

        Opublikowano: 2014-11-14 19:51

        Trzeba być niezłym kapciem, żeby wierzyć że tzw. "czasy" mają tu coś do rzeczy.

        Skomentuj

  6. irondick
    Oceń komentarz:

    1    

    Opublikowano: 2014-11-13 21:57

    Teraz macie dokładnie zobrazowane jak podbija się kosmos z silnikami spalinowymi. Lot do bliskiego obiektu 10 lat. Pirotechniczne fajerwerki zdechły w międzyczasie i nie zadziałały. Dobrze, że nie spuchła elektronika choć nie jestem pewien...
    Zasilanie piętą Achillesa. Tak więc miernota naszej technologii w całej krasie. Jedyny sukces 100% to nawigacja, tu jest się czym pochwalić naukowcom.

    Skomentuj

    1. gboor
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2014-11-14 19:58

      Silnikami spalinowymi, powiadasz... Dieslami czy benzyniakami? :-D Tak, czołowi naukowcy na świecie specjalnie zamontowali jakiś dwusuw z trabanta, zamiast normalny silnik rakietowy. Następnym razem niech zapytają kolegę "irondick", zamiast się niepotrzebnie błaźnić :-D

      Skomentuj

  7. moorell
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2014-11-14 09:59

    "[...] miernota naszej technologii [...]"

    Daj spokój, nieco ponad sto lat temu wzleciał na kilka chwil pierwszy samolot, a tu masz lot który przeleciał na automacie miliony kilometrów i nie jesteś zadowolony?

    Skomentuj

    1. moorell
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2014-11-14 10:00

      ofc miało być @irondick

      Skomentuj

    2. agnus
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2014-11-14 12:26

      Koledze chodziło o napęd. Oczywiście postęp jest i to gigantyczny, od pierwszych samolotów. Ale obecna technologia jest ograniczeniem - ze spalinową popierdułką kosmosu nie zdobędziemy. Przypominam że nasz układ słoneczny to zaledwie kropla w oceanie tego co jest do zbadania :)

      Ja wiem że łatwo można popaść w SciFi mambo jambo ale bez nadświetlnych, nie potrzebujących paliwa (lub potrzebujących go w znikomej ilości) napędów daleko sobie nie polatamy.

      Skomentuj

      1. verul
        Oceń komentarz:

        1    

        Opublikowano: 2014-11-14 15:01

        Chcac efektywnie eksplorowac cos wiecej niz nasz Uklad Sloneczny trzebaby nie tyle predkosci nadswietlnej co napedu WARP i to najlepiej klasy 9. No chyba ze wlasnie to miales na mysli piszac naped nadswietlny. Z napedem WARP moznaby od biedy eksplorowac jakas czesc naszej galaktyki. Chcac natomiast latac do innych galaktyk to niestety WARP jest zbyt wolny. Potrzebne by byly jakies tunele czasoprzestrzenne.

        W sumie to wszystko brzmi jak s-f ale mysle, ze to raczej kwestia posiadania odpowiedniego zrodla energii. Mysle ze gdyby ludzkosc miala odpowiednio duze zasoby energetyczne i umiejetnosc ih magazynowania to predzej czy pozniej powstalaby technologia zarowno WARP jak i tworzenia tuneli czasoprzestrzennych, zwlaszcza ze fizyka chyba istnienia takowych nie wyklucza. No ale do tego trzebaby miec jakies MPZ'ty rodem z SG-1 ;)

        Skomentuj

        1. dekidekowski
          Oceń komentarz:

          1    

          Opublikowano: 2014-11-15 23:04

          Nie jest tak źle z tym podróżowaniem z prędkością WARP 9 do najbliższej galaktyki.

          Jeżeli się nie pomyliłem w obliczeniach to lecąc z taką prędkością dolecimy w 8,5 roku, więc do przyjęcia.

          A do najbliższej gwiazdy będziemy lecieć zaledwie 2,3 godziny.
          (Obliczenia na podstawie wzorów z wikipedii)

          Ale to przyjemnie się wyobraża, 2-3 godzinki lotu i jesteś w innym układzie planetarnym.

          A idę sobie pooglądać StarTrek-a hehe.

          Skomentuj

      2. gboor
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2014-11-14 20:10

        Na szczęście naukowcy żyją w świecie realnym, a nie w świecie baśni z 1001 nocy i różowych latających kucyków, jak ty, bo nigdzie byśmy nie polecieli. Jeśli znasz jakieś lepsze realnie istniejące obecnie silniki, niż te które zastosowano, to podziel się z nami tym sekretem. A jeśli opowiadasz jakieś dyrdymały o "nadświetlnych, nie potrzebujących paliwa", to marsz z powrotem do gimnazjum i podręcznik do fizyki w garść, bo w 3-4 słowach wykazujesz nieznajomość co najmniej 2 fundamentalych zasad fizyki, cały czas obowiązujących - nieprzekraczalnej prędkości światła i zasady zachowania energii.

        Skomentuj

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!