Foto

Aparat Yashica digiFilm Y35 - z dużej chmury mały deszcz

opublikowano przez Karol Żebruń w dniu 2017-10-11

Legendarna w oczach wielu miłośników fotografii Yashica zapowiadała niespotykany projekt fotograficzny. Istotnie pomysł nietuzinkowy, ale…

Yashica to marka fotograficzna od 1949 roku, którą kojarzą na pewno miłośnicy czasów analogowych. Około 20 lat temu analogowe aparaty Yashica można było kupić w polskich sklepach fotograficznych w cenie dużo atrakcyjniejszej niż Canony czy Nikony. Z czasem ten producent stracił na znaczeniu, nie poradził sobie z transformacją do świata foto cyfrowego, a jego logo zaczęło zdobić również inne sprzęty.

Po latach hasło Yashica znów stało się głośne. Od pewnego czasu firma zapowiadała ciekawy projekt, który realizowany jest obecnie z pomocą platformy Kickstarter. Jego owocem będzie cyfrowy aparat Yashica digiFilm Y35, w pewnym stopniu hołd dla modelu Yashica Electro 35, wprowadzonego do produkcji w połowie lat 60. XX wieku.

digiFilm - najważniejsza cecha Y35

Yashica digiFilm Y35 to bezsprzecznie cyfrówka, do czego jeszcze wrócimy, ale o minimalistycznym wzornictwie, które manifestuje się bardzo małą liczbą elementów sterujących na obudowie. W tym aparacie korzystamy z techniki dalmierzowej do ustawiania ostrości, a parametry pracy, przede wszystkim czułość ISO ustawiamy za pomocą specjalnych wkładów o nazwie digiFilm.

Yashica Y35 digiFilm widok przód góra

Przypominają one klasyczne kasety z kliszą i do pewnego stopnia pełnią tę rolę. Tym razem zależnie od zastosowanej kasety digiFilm możemy mieć do dyspozycji różne ustawienia ISO, kolorów i filtrów cyfrowych. Chcemy je zmienić, musimy załadować inny digiFilm do aparatu. Podobnie jak w analogu, gdzie zmiana ISO była możliwa tylko poprzez zmianę kliszy.

I tutaj wtręt, bo może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, był fakt, że zaawansowane analogowe lustrzanki, które królowały pod koniec XX wieku, pozwalały na wyjęcie kliszy zanim skończyło się wykonywać zdjęcia, a potem załadowanie jej ponowne. Jak to osiągano, by nie prześwietlić filmu, który nawijał się na druga rolkę z tyłu aparatu? Otóż w menu można było wybrać opcję zwinięcia filmu tak, by jego część wystawała tak jak w nowiutkiej kliszy. Dzięki temu kasetę z filmem można było ponownie założyć, a po odpstrykaniu odpowiedniej ilości zdjęć przy zasłoniętym obiektywie, można było kontynuować zabawę z fotografowaniem. Karkołomne to rozwiązanie, ale potencjalnie taka możliwość istniała.

Wróćmy jednak do Yashica Y35. Retro charakter w tym aparacie to nie tylko digiFilm. Nawet przejście do kolejnego zdjęcia jest takie jak w starych analogach. Służy temu dźwignia, która w oryginalnych konstrukcjach służyła do ręcznego przesuwu filmu.

Cztery typy digiFilm

Wspomniane kasety digiFilm na początek dostępne będą w czterech wariantach:

  • ISO1600 High Speed - dla zdjęć z widocznym ziarnem, ale dająca możliwość uzyskania krótkich czasów naświetlania
  • ISO400 Black & White - jak sama nazwa wskazuje, do zdjęć czarnobiałych przy bardzo popularnej czułości ISO 400
  • ISO200 Ultra Fine - uniwersalne nastawy dla wysokiej jakości obrazów
  • 120 6x6 - gdy najdzie nas ochota fotografowania w kwadracie podobnie jak na średnioformatowych filmach z czułością ISO 200

Bez ekranu LCD, bez menu

Wszystkie ustawienia, które wymusza digiFilm można byłoby spokojnie wybrać w menu aparatu, ale właśnie specjalnie zostało to uniemożliwione. By fotografujący Yashica Y35 poczuł się jak użytkownik starego analogowego aparatu. By w jeszcze mniejszym stopniu kusić posiadaczy Y35 do zmian w menu, Yashica wyeliminowała ekran podglądu na tylnej ściance. A skoro nie ma ekranu, to i nie ma menu. Czas ekspozycji wybierzemy pokrętłem na obudowie - jest pięć wartości, 1 s, 1/30s, 1/60s, 1/250s i 1/500s.

Yashica Y35 digiFilm

Tylna ścianka pełni rolę drzwiczek, które zasłaniają komorę kiedyś przeznaczoną na film, dziś mieszczącą digiFilm i 2 paluszki typu AA zasilające aparat.

Czy digiFilm ogranicza liczbę zdjęć, tak jak miało to miejsce w przypadku klisz? Na szczęście (a może niestety) zdjęcia zapisywane są na kartach SD, tak jak w tradycyjnym cyfrowym aparacie. Nie zobaczymy ich dopóki nie zgramy ich na komputer. Brak też możliwości wcześniejszego kasowania, bo i po co, skoro nie wiemy jaki jest rezultat.

Z dużej chmury mały deszcz

Napisałem w tytule, „z dużej chmury mały deszcz”. Bo i tak się stało. Koncepcja digiFilm jest ciekawa, ale podstawowy parametr aparatu sprawia, że przestaje ona być tak interesująca. Tym parametrem jest rozmiar sensora, który w Yashica Y35 to jedynie 1/3,2 cala. Rozdzielczość układu CMOS nie jest może najgorsza, wynosi 14 Mpix, ale rozmiar mówi sam za siebie. Takie sensory znajdziemy w smartfonach. Skoro taki sensor jest w Y35, to trudno spodziewać się lepszej jakości zdjęć niż ze smartfona. Obiektyw o ekwiwalencie ogniskowej 35 mm i jasności f/2,8 wiele tutaj nie zaradzi.

Zyska popularność, czy jednak nie?

Rozmiar matrycy to spora łyżka dziegciu. Pentax kiedyś próbował wypromować bezlusterkowca z tak małym sensorem (seria Q) i nic dobrego z tego nie wynikło (w Europie). Yashica Y35 może z tego samego powodu okazać się bardzo pomysłowym, ale co najwyżej oryginalnym rozwiązaniem. Ostatecznie zadecydują klienci.

Na Kickstarterze sympatyków nie brak

Aparatu w nie tak małej cenie, gdy zamówimy wszystkie rodzaje kaset digiFilm. Zależnie od stopnia wsparcia kampanii Yashica, cena zmienia się od 124 do prawie 500 dolarów. Kampania na Kickstarterze ruszyła 10 października i już po 4 godzinach osiągnęła cel. Cel finansowy i ten jakim jest zainteresowanie osiągnięto. Trudno jednak dziś powiedzieć, skąd biorą się najbardziej hojni sponsorzy. Finalny prototyp aparatu spodziewany jest pod koniec roku, a produkcja już w marcu 2018. Pierwsze dostawy przewidziano na kwiecień.

Źródło: Kickstarter

marketplace

Komentarze

9
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Tytuł artykułu całkowicie chybiony. Mógł go napisać tylko ktoś, kto ma mleko pod nosem i nie pamięta czasów fotografii analogowej (obecnie tak popularnej). Aparat śliczny i bardzo ciekawy. Na pewno znajdzie zainteresowanie na rynku, szczególnie przy obecnym powrocie do fotografii na kliszy. Niewykluczone, że mamy początek nowego podejścia do fotografii cyfrowej, dającej nam namiastkę tego co dawała prawdziwa fotografia na filmie. Ludzie wreszcie dostrzegli, że bezmyślne wciskanie guzika, to nie fotografia, małpa też to potrafi, dlatego mamy teraz taki powrót do kliszy. Poza tym współczesne aparaty biorąc pod uwagę ich wygląd, to jakieś żałosne bohomazy, przy analogowych dziełach sztuki. Fuji wiedziało co robi.
    Zaloguj się
    -6
  • avatar
    Ergonomia tego aparatu woła wręcz o pomstę do nieba. Rozumiem założenia, ale to sztuka dla sztuki, sztuczne kombinowanie w celu upodobnienia się do starych rozwiązań.
    Zaloguj się
  • avatar
    Już ucieszyłem się że zrobili retro aparat na kliszę a tu... wkłady z ustawieniami. Nie no bomba. Nic tylko zacząć sprzedawać czasy naświetlenia na sztuki.