Na topie

Aparat Yashica digiFilm Y35 - z dużej chmury mały deszcz

Autor:

Szef strefy Foto

więcej artykułów ze strefy:
Foto

Kategoria: Foto Aparaty cyfrowe

Legendarna w oczach wielu miłośników fotografii Yashica zapowiadała niespotykany projekt fotograficzny. Istotnie pomysł nietuzinkowy, ale…

  • Aparat Yashica digiFilm Y35 - z dużej chmury mały deszcz
A A

Yashica to marka fotograficzna od 1949 roku, którą kojarzą na pewno miłośnicy czasów analogowych. Około 20 lat temu analogowe aparaty Yashica można było kupić w polskich sklepach fotograficznych w cenie dużo atrakcyjniejszej niż Canony czy Nikony. Z czasem ten producent stracił na znaczeniu, nie poradził sobie z transformacją do świata foto cyfrowego, a jego logo zaczęło zdobić również inne sprzęty.

Po latach hasło Yashica znów stało się głośne. Od pewnego czasu firma zapowiadała ciekawy projekt, który realizowany jest obecnie z pomocą platformy Kickstarter. Jego owocem będzie cyfrowy aparat Yashica digiFilm Y35, w pewnym stopniu hołd dla modelu Yashica Electro 35, wprowadzonego do produkcji w połowie lat 60. XX wieku.

digiFilm - najważniejsza cecha Y35

Yashica digiFilm Y35 to bezsprzecznie cyfrówka, do czego jeszcze wrócimy, ale o minimalistycznym wzornictwie, które manifestuje się bardzo małą liczbą elementów sterujących na obudowie. W tym aparacie korzystamy z techniki dalmierzowej do ustawiania ostrości, a parametry pracy, przede wszystkim czułość ISO ustawiamy za pomocą specjalnych wkładów o nazwie digiFilm.

Yashica Y35 digiFilm widok przód góra

Przypominają one klasyczne kasety z kliszą i do pewnego stopnia pełnią tę rolę. Tym razem zależnie od zastosowanej kasety digiFilm możemy mieć do dyspozycji różne ustawienia ISO, kolorów i filtrów cyfrowych. Chcemy je zmienić, musimy załadować inny digiFilm do aparatu. Podobnie jak w analogu, gdzie zmiana ISO była możliwa tylko poprzez zmianę kliszy.

I tutaj wtręt, bo może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, był fakt, że zaawansowane analogowe lustrzanki, które królowały pod koniec XX wieku, pozwalały na wyjęcie kliszy zanim skończyło się wykonywać zdjęcia, a potem załadowanie jej ponowne. Jak to osiągano, by nie prześwietlić filmu, który nawijał się na druga rolkę z tyłu aparatu? Otóż w menu można było wybrać opcję zwinięcia filmu tak, by jego część wystawała tak jak w nowiutkiej kliszy. Dzięki temu kasetę z filmem można było ponownie założyć, a po odpstrykaniu odpowiedniej ilości zdjęć przy zasłoniętym obiektywie, można było kontynuować zabawę z fotografowaniem. Karkołomne to rozwiązanie, ale potencjalnie taka możliwość istniała.

Wróćmy jednak do Yashica Y35. Retro charakter w tym aparacie to nie tylko digiFilm. Nawet przejście do kolejnego zdjęcia jest takie jak w starych analogach. Służy temu dźwignia, która w oryginalnych konstrukcjach służyła do ręcznego przesuwu filmu.

Cztery typy digiFilm

Wspomniane kasety digiFilm na początek dostępne będą w czterech wariantach:

  • ISO1600 High Speed - dla zdjęć z widocznym ziarnem, ale dająca możliwość uzyskania krótkich czasów naświetlania
  • ISO400 Black & White - jak sama nazwa wskazuje, do zdjęć czarnobiałych przy bardzo popularnej czułości ISO 400
  • ISO200 Ultra Fine - uniwersalne nastawy dla wysokiej jakości obrazów
  • 120 6x6 - gdy najdzie nas ochota fotografowania w kwadracie podobnie jak na średnioformatowych filmach z czułością ISO 200

Bez ekranu LCD, bez menu

Wszystkie ustawienia, które wymusza digiFilm można byłoby spokojnie wybrać w menu aparatu, ale właśnie specjalnie zostało to uniemożliwione. By fotografujący Yashica Y35 poczuł się jak użytkownik starego analogowego aparatu. By w jeszcze mniejszym stopniu kusić posiadaczy Y35 do zmian w menu, Yashica wyeliminowała ekran podglądu na tylnej ściance. A skoro nie ma ekranu, to i nie ma menu. Czas ekspozycji wybierzemy pokrętłem na obudowie - jest pięć wartości, 1 s, 1/30s, 1/60s, 1/250s i 1/500s.

Yashica Y35 digiFilm

Tylna ścianka pełni rolę drzwiczek, które zasłaniają komorę kiedyś przeznaczoną na film, dziś mieszczącą digiFilm i 2 paluszki typu AA zasilające aparat.

Czy digiFilm ogranicza liczbę zdjęć, tak jak miało to miejsce w przypadku klisz? Na szczęście (a może niestety) zdjęcia zapisywane są na kartach SD, tak jak w tradycyjnym cyfrowym aparacie. Nie zobaczymy ich dopóki nie zgramy ich na komputer. Brak też możliwości wcześniejszego kasowania, bo i po co, skoro nie wiemy jaki jest rezultat.

Z dużej chmury mały deszcz

Napisałem w tytule, „z dużej chmury mały deszcz”. Bo i tak się stało. Koncepcja digiFilm jest ciekawa, ale podstawowy parametr aparatu sprawia, że przestaje ona być tak interesująca. Tym parametrem jest rozmiar sensora, który w Yashica Y35 to jedynie 1/3,2 cala. Rozdzielczość układu CMOS nie jest może najgorsza, wynosi 14 Mpix, ale rozmiar mówi sam za siebie. Takie sensory znajdziemy w smartfonach. Skoro taki sensor jest w Y35, to trudno spodziewać się lepszej jakości zdjęć niż ze smartfona. Obiektyw o ekwiwalencie ogniskowej 35 mm i jasności f/2,8 wiele tutaj nie zaradzi.

Zyska popularność, czy jednak nie?

Rozmiar matrycy to spora łyżka dziegciu. Pentax kiedyś próbował wypromować bezlusterkowca z tak małym sensorem (seria Q) i nic dobrego z tego nie wynikło (w Europie). Yashica Y35 może z tego samego powodu okazać się bardzo pomysłowym, ale co najwyżej oryginalnym rozwiązaniem. Ostatecznie zadecydują klienci.

Na Kickstarterze sympatyków nie brak

Aparatu w nie tak małej cenie, gdy zamówimy wszystkie rodzaje kaset digiFilm. Zależnie od stopnia wsparcia kampanii Yashica, cena zmienia się od 124 do prawie 500 dolarów. Kampania na Kickstarterze ruszyła 10 października i już po 4 godzinach osiągnęła cel. Cel finansowy i ten jakim jest zainteresowanie osiągnięto. Trudno jednak dziś powiedzieć, skąd biorą się najbardziej hojni sponsorzy. Finalny prototyp aparatu spodziewany jest pod koniec roku, a produkcja już w marcu 2018. Pierwsze dostawy przewidziano na kwiecień.

Źródło: Kickstarter

Odsłon: 1648 Skomentuj newsa
Komentarze

9

Udostępnij
  1. jarekzon
    Oceń komentarz:

    -5    

    Opublikowano: 2017-10-11 08:29

    Tytuł artykułu całkowicie chybiony. Mógł go napisać tylko ktoś, kto ma mleko pod nosem i nie pamięta czasów fotografii analogowej (obecnie tak popularnej). Aparat śliczny i bardzo ciekawy. Na pewno znajdzie zainteresowanie na rynku, szczególnie przy obecnym powrocie do fotografii na kliszy. Niewykluczone, że mamy początek nowego podejścia do fotografii cyfrowej, dającej nam namiastkę tego co dawała prawdziwa fotografia na filmie. Ludzie wreszcie dostrzegli, że bezmyślne wciskanie guzika, to nie fotografia, małpa też to potrafi, dlatego mamy teraz taki powrót do kliszy. Poza tym współczesne aparaty biorąc pod uwagę ich wygląd, to jakieś żałosne bohomazy, przy analogowych dziełach sztuki. Fuji wiedziało co robi.

    Skomentuj

    1. dzemski
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2017-10-11 14:58

      a niby w czym on jest ciekawy? w marketingowej papce i retrowyglądzie? Matryca tego cuda jest mniejsza fizycznie od większości obecnie dostępnych na rynku smartfonów. 1/3.2 cala to jakaś masakra. Nie łatwiej było zrobić apkę na smartfony?

      Skomentuj

      1. jarekzon
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2017-10-11 16:23

        Każdy nowy projekt zaczyna od czegoś. A co ? pierwsza cyfrówka maiła matrycę wielkości małego obrazka ? Pierwsze aparaty cyfrowe były wyposażona w malutkie matryce, a tacy goście jak ty pewnie wtedy pisali na forach, że to badziew i nigdy się nie przyjmie. Tak samo miał upaść micro 4/3 i inne projekty. Zawsze się znajdzie grupa znawców co to wszystko wie i wszystko krytykuje. Dlaczego to miałoby się nie przyjąć, skoro INSTAX jest taki popularny, to nie widzę przeszkód. Mam nadzieję, że Yashica i inne firmy pójdą tym tropem i za jakiś czas będzie APS-C albo mały obrazek. Mam nadzieję, że ten projekt nie upadnie, bo jest super.

        Skomentuj

        1. efiqsson
          Oceń komentarz:

          1    

          Opublikowano: 2017-10-11 19:11

          Ten marketingowy potworek pseudofotograficzny nazwany "Yashica digiFilm Y35" to jest jakaś ściema, ale oczywiście znajdzie się kilku frajerów albo pozerów, którzy to coś kupią (już się znalazło!).

          Dla ludzi mających sentyment do kliszy na rynku jest mnóstwo prawdziwych, używanych w idealnym stanie, aparatów fotograficznych na prawdziwą kliszę, które są 1000 razy lepsze i dużo tańsze od tego czegoś.

          Jak ktoś lubi retro i pokrętła, ale ceni sobie jakość techniczną zdjęć i wygodę cyfry może również przebierać w ofercie zaawansowanych kompaktów i bezluster np. Fujifilm.

          500 USD za "fotograficzny aparat cyfrowy" z matrycą mniejszą niż w dobrych smartfonach, kiepskim obiektywem, bez ekranu lcd, kilkoma czasami do wyboru i koniecznością wymiany klocków w celu zmiany iso to jest świetny żart ze snobów.

          Skomentuj

    2. laaval
      Oceń komentarz:

      0    

      Opublikowano: 2017-10-11 15:24

      A co on ma wspólnego z kliszą??? Że ma klapkę z tyłu, w której ładujesz moduły. Że mam sobie po każdym zdjęciu przekręcać wajchą? Podziwiam ludzi, którym chce się utrudniać sobie życie w imię nawet nie wiem czego :) Ten aparat nie ma kompletnie żadnej przewagi nad lustrzankami/bezlusterkowacami. Żadnej

      Od aparatu oczekuję ergonomii, a tej tutaj po prostu nie ma

      Skomentuj

      1. jarekzon
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2017-10-11 16:15

        Mam stworzone dla ciebie narzędzie, zwykle bardzo ergonomicznie zaprojektowane. Kup sobie mikser.

        Skomentuj

  2. laaval
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2017-10-11 08:29

    Ergonomia tego aparatu woła wręcz o pomstę do nieba. Rozumiem założenia, ale to sztuka dla sztuki, sztuczne kombinowanie w celu upodobnienia się do starych rozwiązań.

    Skomentuj

    1. jarekzon
      Oceń komentarz:

      -1    

      Opublikowano: 2017-10-11 16:31

      Aparat lepiej zostaw na półce, bo sobie jeszcze oko wybijesz.

      Skomentuj

  3. wiktorn86
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2017-10-12 00:07

    Już ucieszyłem się że zrobili retro aparat na kliszę a tu... wkłady z ustawieniami. Nie no bomba. Nic tylko zacząć sprzedawać czasy naświetlenia na sztuki.

    Skomentuj Historia edycji

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!