Pokrakk | 2009-06-14

Zaspokój swój głód krwi!

kategoria: gry

typ tekstu: recenzja

 

Zawsze lubiłem gry dające poczucie swobody – swobody wynikającej z dowolności eksploracji świata przedstawionego i podejmowanych w nim działań. Do tej kategorii niewątpliwie należą gry RPG, w których często to od naszych działań zależy jak potoczy się akcja, a także jak się ona zakończy. Niestety, ku mojemu ubolewaniu, zdecydowana większość erpegów osadzona jest w szeroko pojętym świecie fantasy – którego szczerze przyznając zupełnie nie trawię. Chlubnymi wyjątkami od tej smutnej reguły są gry takie jak oczywiście Fallout, Deus Ex, System Shock czy Stalker (choć to nie do końca erpeg) oraz przedmiot owej recenzji: Vampire: The Masquerade - Bloodlines.

 

Fabuła zaczyna się od naszych niewinnych (powiedzmy ;-) igraszek z pewną kobietą kończących się pogryzieniem i jak nietrudno się domyślić - przemianą w wampira. Chwilę później nasza towarzyszka zostaje zabita za złamanie kodeksu wampirzej społeczności czyli samowolnego powoływania do (nie)życia innych krwiopijców a my z prostym zadaniem ruszamy w mroczne zaułki Los Angeles. Pisząc „mroczne” mam na myśli nie tylko wszechobecną noc i ciemne alejki pełne potencjalnych ofiar ale także pozbawiony jakiejkolwiek cukierkowatości świat, którego seks, przemoc i wszelka ludzka perfidia są naturalnymi fundamentami. Bloodlines nie jest grą dla niedojrzałych graczy – nie docenią oni bowiem ani ciężkiego klimatu, perfekcyjnych dialogów czy naprawdę dobrej fabuły (Baldur’s Gate się chowa) – w zamian za to zajmować się będą podglądaniem prostytutek przy pracy, spędzaniem czasu w klubach go-go i podziwianiem roznegliżowanych tancerek czy psychicznym znęcaniem się nad rozmówcami (co umożliwiają niektóre opcje dialogowe). W tym miejscu trzeba wspomnieć o człowieczeństwie naszej postaci – otóż za każdorazową śmierć z naszej ręki niewinnej osoby, czy też za wyjątkowo podłe zachowanie tracimy punkty człowieczeństwa, co skutkuje większą podatnością na wpadnięcie w szał w którym to bestia uwięziona w każdym wampirze przejmuje kontrolę nad nami, co przeważnie tylko pogarsza sytuację - zwłaszcza, że jako istoty nadnaturalne musimy ukrywać swoje istnienie przed śmiertelnikami, co szczegółowo opisuje tytułowa Maskarada, której pięciokrotne złamanie kończy definitywnie grę. Ergo - ważnym więc jest by zachowywać się po prostu przyzwoicie, co wcale nie znaczy że jesteśmy dobrzy – dobre postacie nie napadają na przechodniów by wysysać ich krew :-) Stopniowo wchodząc coraz głębiej w świat i orientując się w regułach nim rządzących i zdajemy sobie sprawę, że właściwie nikomu nie możemy ufać tak do końca. Nieraz stajemy przed wyborami, w których obie biorące udział strony przekonywują nas do swych racji diametralnie różnie przedstawiając problem i właściwy wybór (o ile o takim w ogóle można mówić) staje się naprawdę ciężkim orzechem do zgryzienia. Nie raz łapałem się na tym, iż dłuższą chwilę siedzę przed monitorem bezczynnie i główkuję, komu pomóc, kogo oskarżyć i po której stronie barykady stanąć. To świadczy o prawdziwej wielkości Bloodlines, nigdy bowiem aż takich problemów z wyborem odpowiedniego postępowania w innych grach nie miałem. Fabuła i związane z nią zadania są bez wątpienia bardzo silnymi stronami gry i ci, którzy przywiązują szczególną uwagę do tej strony roz(g)rywki będą usatysfakcjonowani.

 

Jeśli chodzi zaś stricte o samą rozgrywkę, to także nie możemy narzekać. Do naszej dyspozycji oddane zostaje siedem wampirzych klanów, z których na początku wybieramy sobie postać. Każdy z nich oferuje odmienne predyspozycje naszego awatara i tak: miłośnik brutalnej siły znajdzie coś w klanie Brujah specjalizującym się w walce wręcz, osoby preferujące bardziej wyrafinowane podejście do walki wybiorą zapewne klan Tremere którego przedstawiciele doskonale władają magią a fani Sama Fishera najpewniej grać będą wampirem z klanu Nosferatu – mistrzem skradania i ataków z ukrycia, co z resztą patrząc na jego paskudną aparycję wydaje się być jedynym sensownym wyjściem :-) Oczywiście pozostałe klany także ofiarują całkowicie inne podejście do rozgrywki, czego przykładem wartym odnotowania są Malkavianie, którymi gra przypomina psychodeliczny trip, jako że są oni po prostu totalnymi czubkami – szepty w głowie, rozmowy z telewizorem, dziwaczne wizje – takie sprawy. Rozwój postaci odbywa się bez sztucznego awansowania na poziomy – za każde wykonane zadanie dostajemy punkty, które przeznaczamy na podniesienie danej umiejętności od razu lub w chwili, gdy nam będzie to potrzebne. Z resztą to samo zadanie może być nagrodzone różną ilością doświadczenia, w zależności od sposobu jego wykonania – jeśli zlecająca nam dany quest osoba zaznaczy że nie che rozlewu krwi a nam się to nie uda i kogoś po drodze zabijemy, to o ile zrealizowaliśmy główny cel – zadanie zostanie zaliczone, tyle że otrzymamy mniejszą ilość punktów doświadczenia. Poza tym często wcale nie trzeba się męczyć osobiście zabawami w skradanie czy otwartą walkę by wykonać jakieś zadanie – jeśli nasz wampir ma „gadane”, to nie raz wystarczy tylko z kimś porozmawiać i przekonać, że to i owo by się nam przydało. Tu swoją drogą należą się twórcom rzęsiste owacje na stojąco za dopracowanie dialogów. Każda postać mówi innym głosem, używa odmiennego – często potocznego – słownictwa a samo prowadzenie rozmowy bynajmniej nie przypomina znanego z innych erpegów schematu „Go to the cave and kill monster!” z krzyżykiem na mapie i gotowymi wskazówkami co i jak (albo czym). Niuanse i niedopowiedzenia często zamazują nam obraz tego, co dany NPC od nas w ogóle chce i nagminnie korzystać musiałem z dziennika by nieco sobie rozjaśnić sytuację. Od razu ostrzegam, że bez dobrej znajomości języka angielskiego lepiej do gry nie podchodzić (chyba że w walorach edukacyjnych – czytaj: słownik, kawa i jedziemy z koksem :-)

 

Przyszła pora na technikalia. Bloodlines pracuje na silniku Source zastosowanym po raz pierwszy w Half Life 2. Tym, co wyróżnia go spośród innych jest w zasadzie jedynie GENIALNA mimika twarzy bohaterów niezależnych. Prowadzenie dialogu i obserwowanie zmian w ich wyrazie twarzy daje niesamowitą satysfakcję. Wszelkie uczucia i stany emocjonalne są odwzorowane po prostu perfekcyjnie, co prowadzi do odnoszenia wrażenia obcowania z żywą istotą. Tego się nie da opisać – to trzeba zobaczyć na własne oczy. Co do dalszych kwestii technicznych, to nie jest już tak różowo. Lokacje są ciasne (podejrzewam że wszystkie główne miejskie etapy zajęłyby razem powierzchnię jednej większej lokacji ze Stalkera), każde wejście do budynku wiąże się z ładowaniem nowego poziomu (co na moim pececie z 1280 MB Ramu trwało poniżej dwudziestu sekund, aczkolwiek w przypadku mniejszych ilości pamięci operacyjnej zapewne trwa dłużej), co biorąc pod uwagę częste wizyty w nich może być irytujące na dłuższą metę. Sama kwestia wydajności też jest problematyczna – w mieście, gdy na ekranie pojawia się co najmniej kilku przechodniów animacja spada sobie do kilkunastu klatek, niezależnie od ustawień graficznych. Budynki są kanciaste (jak graniastosłupy z kartonu), ulice zakręcają łamaną linią i właściwie wszędzie widać, jak programiści chcieli poobcinać zżerające fpsy detale ale im nie wyszło, czego efektem jest agresywny level of detail – zupełnie jak w Crysisie na niskich ustawieniach, gdy elementy otoczenia spawnują się na naszych oczach w odległości dosłownie pięciu metrów. Na szczęście jak już się te szczegóły podoczytują, to nie można powiedzieć by wyglądały biednie – plakaty realnych wykonawców na ścianach, śmieci na ulicy, szczury w kanałach, stada kruków latające nad domami i piękna panorama miasta pełna migających punkcików i świateł samochodów (inna sprawa, że po ich kolorze i kierunku przemieszczania można by wywnioskować, że w USA niektóre ulice służą wyłącznie do jazdy na wstecznym :-) Niestety sama oprawa jest nierówna – przykładowo efekt wody to pierwsza liga światowa i nawet dzisiejsze produkcje mogłyby się go nie powstydzić, nieźle wygląda efekt grubego szkła albo faktura murowanych ścian w podziemiach. Z drugiej strony straszą gołe rozmyte tekstury budynków, ich pustawe nieco sterylne wnętrza czy paskudne drzewa jakby wystrugane z zapałek i odpowiednio powiększone. Zdaję sobie sprawę, że Source czasy swojej świetności ma już za sobą, ale wciskanie shaderów i innych bump mappingów wybiórczo w ten sposób by pokazać „patrzcie - a my tu mamy taki bajer” a jednocześnie pozostawianie innych powierzchni bez jakiejkolwiek podobnej obróbki (ulice, chodniki, ściany) by jednak gra chodziła i na słabszym sprzęcie stwarza widoczny dysonans w odbiorze grafiki – jedno wygląda nieźle, drugie paskudnie i cały czas rzuca się to w oczy irytując każdego, kto choć trochę już w życiu takich „bajerów” widział. Z drugiej strony nawet Half Life 2 nie miał przebijać Dooma III zaawansowaną grafiką a raczej gameplayem. Tak też jest z Bloodlines – to w końcu rpg i techniczne zgrzyty nie powinny nam przesłaniać satysfakcji z rozgrywki.

 

Nigdy jeszcze nie miałem okazji grać w produkcję tak dobrze odzwierciedlającą naszą rzeczywistość, zwłaszcza od tej mniej przyjemnej strony i jednocześnie jej nie gloryfikującej. Tutaj wszystko jest jakby „przy okazji” i na drugim planie. Klimat miasta nocą, jego wszystkich wynaturzeń i obsesji, nierozwiązywalnych problemów, mrocznych sekretów i szaleństwa dyskretnie sączącego się w słowach napotykanych postaci od którego uciec chce się w światło dnia zamiast ukojenia przynoszącego jedynie ostateczną śmierć. Wieczne przemierzanie brudnych ulic w poszukiwaniu pożywienia i dość czasu by poczuć czym jest przekleństwo wampiryzmu – niekończącej się walki o przetrwanie tylko po to by kolejnej nocy znów wyjść na polowanie i znów… i znów… w nieskończoność. Vampire: The Masquerade – Bloodlines jest wspaniałą grą, po której jeszcze długo pozostają w głowie obrazy przeżytych chwil, grą sugestywną i niepokojąco bliską naszych lęków. Mogę ją polecić z czystym sumieniem każdemu, kto czuje się na siłach docenić kunszt jej twórców i ma chęć zagrania po prostu w coś ambitnego. Warto.



odsłon: 3320

mICh@eL

0 + - 2009-06-18 14:55

Za mało screenów, które przydały by się bardzo w akapicie o grafice w grze - dlatego 'tylko' 4. Ale sam tekst jest wyśmienity :D

_nick_

0 + - 2009-06-18 16:29

Przydałoby się dodać trochę formatowania, brakuje też wielu screenów - byłoby czytleniej.

hunio

0 + - 2009-06-18 23:39

Kolego to już trzecia taka recka. Rozumiem jakby pierwsza. Następnym razem pamiętaj o dużej ilości screenów. Ja też daję 4.

baran

0 + - 2009-06-21 01:23

"skriny" screenami, ale mało jest tak dobrze NAPISANYCH minirecenzji. W poniedziałek idę do sklepu po grę :D


Ode mnie 5.

 
zgłoś naruszenie netykiety lub złe
zachowanie

O autorze miniRecenzji

Nick: Pokrakk

Imię: Jordan

Nazwisko: ukryte

Wiek: 30

Status: zwykły

Punkty: 9

Specjalizacje usera:

  • chłodzenie
  • grafika
  • gry

Ulubieni producenci usera:

  • BioWare
  • Chicony
  • Chieftec

  pokaż więcej

Zobacz komputer usera:

  • Paskudny Rzęch
  • Ostatnie miniRecenzje
deamonix1 | 2012-05-22

Niedoceniany przez fora GIGABYTE GeForce GT430OC

kategoria: karty graficzne

Firma GIGABYTE wypuściła GeForce GT 430OC który bazuje na chipie - GF 108 - karta graficzna, która łączy w sobie wysokie osiągi i niską cenę.

 

ocena

1212

odsłon: 2713

HemaN | 2012-05-22

Wycieczka na Cape Verde, czyli Radeon HD7770 okiem użytkownika

kategoria: karty graficzne

Dla każdego entuzjasty sprzętu komputerowego wymiana elementów wychuchanej maszyny do niemalże święto.

 

ocena

220

odsłon: 1765

Diego_90 | 2012-05-21

PC Audio - JBL by Harman Jembe vs Logitech Z-520

kategoria: głośniki

Jak na tle najmocniejszego stereofonicznego zestawu Logitecha wypada najnowszy tego typu produkt JBL-a?

 

ocena

011

odsłon: 1154