Na topie

Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów

Autor:
Jakub Jakubowicz

więcej artykułów ze strefy:
Gry

I wojna światowa wiernie przeniesiona w wirtualny świat byłaby doświadczeniem nieznośnym, toteż Battlefield 1 ją koloryzuje. Zastanawiamy się tylko, jak mocno.

  • Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów | zdjęcie 1
  • Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów | zdjęcie 2
  • Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów | zdjęcie 3
  • Battlefield 1 - wygrzebując prawdę z okopów | zdjęcie 4

96%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- zapierający dech w piersiach klimat I wojny światowej,
- bombardująca adrenaliną kampania dla pojedynczego gracza,
- nastrojowe mapy,
- niesamowite potyczki w trybie wieloosobowym,
- nieźle odwzorowana broń i pojazdy z epoki,
- orzeźwiająca odmiana względem strzelanek osadzonych we współczesności,
- wciskająca w fotel oprawa audiowizualna.

Minusy

- nadmiernie częste sekwencje skradankowe w kampanii dla pojedynczego gracza,
- samotne potyczki przeciw całym batalionom wroga w trybie jednoosobowym,
- krótka kampania dla jednego gracza,
- błędy techniczne,
- mocno naciągany realizm momentami bije po oczach.

A A

Prawda czasu, prawda Battlefield 1

Przyzwyczailiśmy się już do hollywoodzkiej narracji w filmach historycznych i nie dziwi nas to, że jest ona także na potęgę przekładana na język gier. Czasami to bezpośrednia inspiracja, jaką pamiętamy z leciwego Medal of Honor (odwołania do „Szeregowca Ryana”) czy też pierwszego Call of Duty („Kompania braci”), jednak w innych przypadkach chodzi raczej o ogólną konwencję, w której liczy się przede wszystkim porywająca opowieść i zapierająca dech w piersiach rozgrywka. 

Realizm w Battlefield 1 - walka

Tak właśnie jest w przypadku Battlefield 1. Już pierwszy zwiastun tego tytułu dla niektórych nie pozostawiał cienia wątpliwości. Padały nawet przedwczesne, ale wygłaszane z absolutną pewnością, stwierdzenia, że to zaledwie swobodna wariacja na temat Wielkiej Wojny, w której próżno doszukiwać się przysłowiowego ziarna prawdy. Teraz, po premierze hitu od EA możemy zweryfikować te pierwsze wrażenia i raz jeszcze pochylić się nad „historycznością” Battlefield 1.

Na gwizdek ruszamy

Stereotypowy obraz I wojny światowej to wymęczeni żołnierze szukający po okopach kromki spleśniałego chleba, która starczy im za całodniowy prowiant. Mamy przekonanie, że tak właśnie wyglądało ówczesne pole bitwy, a bierne przerażenie tylko od czasu do czasu przerywał rozkaz szturmu na wrogie okopy.

Niechybnie parę groszy do tego wyobrażenia dorzucił jeden z sezonów słynnego brytyjskiego serialu „Czarna Żmija”, opowiadającego o grupce Anglików próbujących w czasie I wojny światowej za wszelką cenę załatwić sobie przepustkę do przytulnego domu. 

To stamtąd pochodzi też znany żart: „Na gwizdek wyjdziemy z okopów i zaczniemy powoli maszerować przez ziemię niczyją. Szkopy nie spodziewają się, że zrobimy dokładnie to samo, co podczas każdego z naszych poprzednich ataków. Weźmiemy ich z zaskoczenia!”.

Realizm w Battlefield 1 - prawdziwe okopy

Odsuwając na bok czarny humor, wróćmy do tragicznej historii z początków dwudziestego wieku. Prawda jest taka, że konflikt z tamtego okresu nie bez powodu jest określany wojną pozycyjną. Przepychanki o każdy kilometr terenu ciągnęły się w nieskończoność, a żołnierze całe dnie modlili się o to, żeby nikt nie kazał im wychodzić z wilgotnych, ale względnie bezpiecznych okopów.

Czy możemy zatem powiedzieć, że Battlefield 1 swoim dynamicznie zmieniającym się polem walki kompletnie rozmija się z faktami? Bynajmniej! 

Realizm w Battlefield 1 - granat

Trzeba pamiętać, że obrona w okopach i samobójcze marsze na umocnienia przeciwnika dominowały przez pierwsze lata Wielkiej Wojny. Sprawy przybrały nieco inny obrót w roku 1918, a przecież w przeważającej mierze wtedy właśnie jest osadzona akcja Battlefield 1.

Na froncie zachodnim walczymy podczas wielkiej ofensywy wojsk cesarskich i uderzenia Amerykanów przybyłych do Europy. We Włoszech również świadkujemy finałowi I wojny światowej, kiedy to linia frontu była znacznie bardziej „ruchoma”, niż w latach wcześniejszych. 

Natomiast pustynne bitwy Bliskiego Wschodu w zasadzie nigdy nie miały takiego samego charakteru, jak europejska wojna pozycyjna.

Realizm w Battlefield 1 - walki na Bliskim Wschodzie

Owszem, Battlefield 1 mocno podkręca tempo walk i serwuje nam wybuchowe sceny o bardzo wątpliwym prawdopodobieństwie, ale w żadnym razie nie można powiedzieć, że do reszty zniekształca pierwszowojenne pole bitwy. A przynajmniej jeśli chodzi o jego najbardziej fundamentalny kształt. Nie znaczy to jednak , że nie znajdziemy diabła tam, gdzie lubi on siedzieć najbardziej, czyli w szczegółach.   

Realizm w Battlefield 1 - gołąb pocztowy

Rambo A.D. 1918

Gry od lat przyzwyczajają nas do tego, że wojny wygrywa się w pojedynkę. Pierwsza odsłona Call of Duty była przełomowa właśnie, dlatego że zrywała z tą konwencją i przydzielała nam rolę „jednego z wielu”. Natomiast Battlefield 1, zwłaszcza w kampanii dla pojedynczego gracza, wpisuje się raczej w ten klasyczny wariant rozgrywki.

I nie byłoby w tym nic złego – bo, tak jak wspomniałem, przywykliśmy już do samodzielnego wycinania w pień całych pułków wroga, - gdyby nie fakt, że Battlefield 1 wprowadza na pole walki sprzęt, który ma uprawomocnić ten stan rzeczy.

Realizm w Battlefield 1 - pole bitwy

Chyba najbardziej rażącym przykładem takiego ekwipunku jest często widoczny na fotosach z Battlefield 1 pancerz. Podczas I wojny światowej eksperymentowano wprawdzie z tego rodzaju osłoną dla żołnierzy, ale była ona stosunkowo rzadko stosowana i jedynie dla stacjonarnych strzelców. Mówiono na nią „lobster armour”,a  swoją nazwę zawdzięczała podobieństwu do tułowia homara. 

Trzeba jednak podkreślić, że tylko w niewielkim stopniu przypominała ona zbroję znaną z Battlefield 1. I chociaż w kampanii dla pojedynczego gracza zastosowanie takiego sprzętu ma swoje narracyjne uzasadnienie (a lepiej pewnie określić to wymówką), to i tak postać ciężkozbrojnego piechura mocno rozmija się z faktycznym stanem rzeczy.

Realizm w Battlefield 1 - pancerz
Realizm w Battlefield 1 - lobster armour

Kolejny element osprzętowienia pierwszowojennego super-żołnierza nie tyle został wymyślony przez twórców Battlefield 1, co cudownie przez nich rozmnożony. Chodzi o karabiny maszynowe, a konkretnie ich ręczne modele. 

O ile ckm-y obsługiwane przez wyspecjalizowane zespoły były na porządku dziennym w czasie I wojny światowej, o tyle przenośna broń automatyczna produkowana na dużą skalę pojawiła się dopiero u zmierzchu tego konfliktu. 

Mimo to, wydaje się mało prawdopodobne, żeby rkm-y były na podorędziu niemal każdego piechura, a w Battlefield 1 są one w zasadzie podstawowym rodzajem uzbrojenia. Drugi zarzut można wysunąć względem ich niezawodności – pierwsze modele były jednak mocno wadliwe, co nie znajduje swojego odzwierciedlenia w grze.

Realizm w Battlefield 1 - rkm
Realizm w Battlefield 1 -ckm

Podobnie sprawy się mają z miotaczami ognia. Ich płomienie sporadycznie rozpalały się na frontach Wielkiej Wojny i przeważnie do ich obsługi zaangażowanych było kilka osób. Zestawy jednoosobowe również istniały w tamtym czasie, ale ich skuteczność bojowa raczej nie była tak duża, jak próbuje nam wmówić Battlefield 1.

Można jeszcze do tej kolekcji dorzucić parę innych elementów, takich jak dźwigane w łapach ckm-y, które w rzeczywistości trudno byłoby zaklasyfikować jako broń mobilną czy też race sygnalizacyjne cudownie wykrywające pobliskich przeciwników. 

Jednak załóżmy na korzyść Battlefield 1, że część z tego jest jedynie bardzo subtelną koloryzacją, a reszta to licentia poetica konieczna dla utrzymania zbalansowanej i harmonijnej rozgrywki.

Realizm w Battlefield 1 -miotacz płomieni

Odsłon: 12940
Komentarze

19

Udostępnij