Call of Duty: WWII – stara wojna nie rdzewieje Gry

Call of Duty: WWII – stara wojna nie rdzewieje

opublikowano przez Jakub Jakubowicz w dniu 2017-11-07

Legenda FPS-ów znów wzywa do broni. Jednak trudno Call of Duty: WWII nazwać przełomem w serii, bo jego twórcy, wracając do korzeni, nieźle się w nie zaplątali.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

- wciągająca opowieść,; - wyraziste postaci, z którymi można się utożsamić,; - niektóre lokacje w kampanii są bardzo nastrojowe,; - wartka akcja, momentami wciskająca w fotel,; - niezła grafika i oprawa dźwiękowa,; - fanom pierwszego Call of Duty może zakręcić się łezka w oku,; - nowa, ciekawa mapa trybu zombie.

Minusy

- tryb wieloosobowy to tylko lekko zmodyfikowana powtórka z poprzednich części CoDa,; - kolimatory przy drugowojennej broni i inne „perły” rozgrywki sieciowej,; - groteskowy tryb „Wojna” dla wielu graczy,; - łudzące podobieństwa do pierwszego Call of Duty i nawracający efekt deja vu,; - brak prawdziwie innowacyjnych zmian względem poprzednich części.

Przedwyborcze obietnice Call of Duty: WWII

Call of Duty: WWII miało być nowym początkiem w barwach II wojny światowej dla flagowca Activision. Czemu by nie? W końcu ostatni miesiąc pokazał, że i nowe początki, i II wojna światowa mogą z powodzeniem przyczynić się do kasowego sukcesu. Starczy przypomnieć, że Wolfenstein II wycisnął z nazistowskich potyczek soczystą strzelaninę o nietuzinkowym posmaku science-fiction, a znowuż Assassin's Creed: Origins wreszcie zdołało tchnąć trochę życia w stetryczałą „cyber-sagę” Ubisoftu.

Call of Duty: WWII - ofensywa w Normandii

Skoro więc tamtym dwóm tytułom się udało, to dlaczego na drugowojennym liftingu miałby polec mocno krytykowany, ale jednak wciąż krzepki CoD? Zwłaszcza, że zapowiedzi najnowszej części bijącego rekordy popularności „shootera” wielu fanom narobiły nie lada apetytu. Już po pierwszych zwiastunach ruszyła śnieżna kula spekulacji. Może będą pojazdy w trybie wieloosobowym! Może zmieni się rozmiar map! Może, może, może...

Koniec końców Call of Duty: WWII to rzeczywiście najlepsza odsłona serii od lat. Jednakże lwia część fanowskich domysłów okazała się nietrafiona, a zapewnienia twórców o rewolucyjnej odsłonie serii okazały się tak wiarygodne jak przedwyborcze obietnice polityków.

Ani kroku w przód!

Żałuję, że nie jestem kilkanaście lat młodszy! Nie, nie, nie myślcie, że ot, tak zebrało mi się na egzystencjalne wyznania. To myśl, która pojawiła się we mnie, kiedy odpaliłem kampanię dla pojedynczego gracza w Call of Duty: WWII.

Mój Boże, co za otwarcie! 6 czerwca 1944 roku, barki desantowe na wzburzonym Kanale La Manche, cekaemowy ogień na pełnych zasieków plażach, wybebeszeni żołnierze i narastająca bezradność w obliczu ukrytego po bunkrach wroga. Widzieliście kiedyś coś takiego?

No właśnie, problem w tym, że ja widziałem. Nie mówię nawet o tym, że byłem lata temu w kinie na „Szeregowcu Ryanie”, który jako pierwszy przedstawił uderzenie na plażę Omaha w takiej a nie innej estetyce, ale też o tym, że ja już raz wirtualny D-Day przeżyłem. Gdzie? Oczywiście, w starym jak świat Medal of Honor (i zresztą później też w Call of Duty 2).

Call of Duty: WWII - lądowanie na plaży Omaha

Call of Duty: WWII - pierwsze misje

Pewnie, że grafika tamtych czasów nijak nie dorównywała dzisiejszej, ale przy tej okazji po raz kolejny wypływa na wierzch stara prawda, że grafika to nie wszystko. Tak, tak, tamte kanciaste bryły z 2002 roku w niczym mi nie przeszkadzały. 
I, prawdę powiedziawszy, to pierwsze, „MoHowe” lądowanie w Normandii zostanie w mojej pamięci na zawsze, a „CoDowe”, jako że wtórne, zapewne zniknie stamtąd stosunkowo prędko.

W dalszej części kampanii Call of Duty: WWII jest zresztą podobnie, bo oto z nielicznymi wyjątkami pojawiają się lokacje dobrze znane i z pierwszego Call of Duty, i z wielu innych drugowojennych gier, a także filmów. Są więc pola Normandii, miasteczka północnej Francji, Ardeny... I tak dalej, i tak dalej. Jest też parę zupełnie oryginalnych miejsc z czasów II wojny światowej, ale o nich nie powiem słowa, żeby nikomu nie zrujnować niespodzianki.

Call of Duty: WWII - przepytywanie przez esesmana

Dość na tym, że uczucie deja vu raz po raz pojawiało się we mnie i, słowo daję, koniec końców nie wiem, do kogo skierowane jest Call of Duty: WWII. Może twórcom chodziło o nastolatki, które nie mają prawa pamiętać pierwszego „CoDa” i w związku z tym wezmą ograne pomysły za „świeżynki”, a może o takich FPS-owych dinozaurów jak ja, którzy konia z rzędem dadzą za sentymentalną podróż w początki dwudziestego pierwszego wieku?

Rzecz jasna, mogę mówić tylko w swoim imieniu. Odpowiem więc, że, owszem, zakręciła mi się łezka w oku na widok, dajmy na to, paska zdrowia przywróconego w lewy dolny róg ekranu i systemu apteczek (lekko tylko zmodyfikowanego względem tego z pierwszego Call of Duty). I, zgadza się, odbyłem sentymentalną podróż. Powiem więcej, była to przeprawa z górnej półki.

Call of Duty: WWII - snajperska osłona z wieży kościelnej

Adrenalina wie swoje

Tak, tak, nie przesłyszeliście się. Najpierw beształem Call of Duty: WWII za powtarzalności, „auto-plagiaty”, a nawet, mówiąc dosadniej, robienie pierwszego „CoDa” de novo. Teraz natomiast piszę, że była to świetna przygoda. Jak się ma jedno do drugiego?

Otóż, za sukces Call of Duty: WWII (a w każdym razie jego kampanii dla pojedynczego gracza) odpowiada przede wszystkim historia, w jaką wciąga się gracza. Widocznie twórcy najnowszej części flagowca od Activision, biorąc niewątpliwie przykład z Battlefield 1, zorientowali się, że najważniejsi są bohaterowie, relacje między nimi i wartka akcja, która właśnie ich dotyczy.

Dość powiedzieć, że to pierwsze Call of Duty od lat, w którym nie tylko bez problemu odróżniałem od siebie poszczególne postaci (a w poprzednich częściach to nie zawsze było łatwe!), ale też miałem ochotę zagłębiać się w ich motywy i targające nimi emocje. W sosie tej drugowojennej opowieści, banalne i do bólu klasyczne zadania (w stylu wysadzania kolejnych dział artylerii) nabierały rumieńców.

Call of Duty: WWII - ofensywa w Ardenach

Niestety, w obszarze mechaniki zabrakło tej innowacyjnej lekkości. Dorzucono raptem parę zdolności grupowych, które pozwalają na uzyskanie od kompanów z oddziału amunicji, apteczek, oznaczenia wrogów, bądź wsparcia moździerzowego. 

Dla strzelców wyborowych dodano też tryb koncentracji przypominający rozwiązanie z serii Sniper Elite, a wielbicieli zadań opcjonalnych obdarowano heroicznymi czynami (drobnymi wyzwaniami do wykonania pod ostrzałem wroga). 

I to w zasadzie tyle! Mechanikę mocno uproszczono względem poprzednich części, faktycznie powracając do korzeni, co może się podobać lub nie. Jest to jednak tak naprawdę kwestia drugorzędna, bo tak jak wspomniałem, nie ten element stanowi o sile Call of Duty: WWII. Liczy się przede wszystkim historia – filmowa, przekonująco opowiedziana i dająca mocnego adrenalinowego kopa. Szkoda tylko, że siłą rzeczy nie można jej wykorzystać w trybie wieloosobowym i bez niej, niestety, zaczynają się schody.  

Call of Duty: WWII - atakujący samolot