Na topie

Extinction – wielkie ambicje, niepewne efekty

Autor:
Artur Cnotalski

więcej artykułów ze strefy:
Gry

W świecie Extinction zagłada już przyszła – potworne olbrzymy, Ravenii, podbiły większą część świata, a ludzkość jest na skraju wyginięcia. Brzmi ciekawie, prawda? Szczególnie, że to my będziemy walczyć z gigantami. Szkoda tylko, że demo gry razi monotonią.

  • Extinction – wielkie ambicje, niepewne efekty | zdjęcie 1

70%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- wielkie potwory do zabicia,
- przyjemna, kreskówkowa oprawa,
- poczucie, że gramy bohaterem,
- w pełni „zniszczalne” miasta.

Minusy

- problemy z kamerą podczas wspinania się na olbrzymów,
- irytujące, powtarzane w kółko kwestie dialogowe mające „motywować” gracza,
- małe zróżnicowanie rozgrywki i oprawy graficznej – wszystkie miasta są takie same.

A A

Extinction - zapowiedź

Na pierwszy rzut oka Extinction może kojarzyć się z Shadow of the Colossus czy serią anime Attack on Titan.  Po trochu jest jednak każdą z tych produkcji. W tej grze akcji, która trafi na komputery i konsole - Playstation 4 i Xbox One, dostajemy monumentalne bestie, niemal niemożliwych do powstrzymania najeźdźców, którym stawić czoła może tylko nasz obdarzony wyjątkowymi mocami bohater. Oglądamy niszczone budynek po budynku miasta i ginących cywilów – zbliża się koniec świata.

Problem w tym, że kataklizm w grze od Iron Galaxy, a przynajmniej ten z wersji demonstracyjnej, którą otrzymaliśmy na kilka tygodni przed premierą, jest dość monotonny. W pierwszych ośmiu misjach kampanii robimy wciąż to samo. Biegamy po miastach, ratujemy cywilów i powoli ładujemy specjalny atak, pozwalający zabić olbrzyma. 

Dopadamy do bestii, niszczymy jej pancerz, obcinamy nogę, by dostać się na plecy i do szyi. Widowiskowym ruchem pozbawiamy potwora głowy… i zaczynamy zabawę od początku. Przynajmniej do czasu, gdy gra w końcu stwierdzi, że plan został wykonany. 

Niestety, w kolejnej misji cała zabawa zaczyna się od nowa. Zmienia się tylko ilość potworów, noszony przez nich pancerz i opcjonalne cele dodatkowe. Czasem musimy zabić stwora, gdy będzie stał na dwóch nogach, innym razem zniszczyć trochę pancerza. Trudno nazwać taką rozgrywkę wyszukaną.

Extinction - olbrzym

Co pan nosi, panie olbrzymie?

Bestie w Extinction różnią się między sobą konfiguracją wyposażenia, które noszą. W praktyce oznacza to, że czasem możemy odsłonić kończynę lub kark jednym ciosem, a kiedy indziej musimy skakać jak pchła dookoła, atakując kolejne kłódki trzymające nagolennik czy hełm na swoim miejscu. Robimy to wojując ze sterowaniem i kamerą, modląc się, by nadlatujący zazwyczaj spoza ekranu cios potwora nie zabił bohatera na miejscu. 

Śmierć nie oznacza tu jednak końca przygody (no może poza dodatkowymi trybami wyzwań). Ginąc, tracimy kilka sekund, odradzamy się w pewnej odległości od potwora i biegniemy do niego znowu, licząc, że odcięta chwilę temu noga nie zdążyła jeszcze odrosnąć. Wielkie stwory w kilkadziesiąt sekund regenerują odcięte kończyny, co zmusza nas czasem do pośpiechu.

Extinction - bieg do potwora

Papierkowa robota

Zgony bohatera Extinction mają nas opóźniać, dawać stworom czas na regenerację. W praktyce są po prostu formalnością, jedna z wielu jakie przygotowali dla nas twórcy. Największą i najbardziej uciążliwą z nich jest zbieranie energii do kolejnego morderczego ataku. 

Działa to mniej więcej tak: za każdym razem, gdy Ravenii zginie z ręki bohatera, jego specjalny cios resetuje się. Jedynym sposobem, by odzyskać moc jest uratowanie paru cywili, zabicie kilku pomniejszych potworów lub… niszczenie pancerza i odcinanie kończyn kolejnemu gigantowi tak długo, aż zapełni się pasek energii.

Extinction - ratowanie cywili

Extinction oferuje szereg ulepszeń bohatera związanych z walką, gromadzeniem energii i ułatwiających poruszanie się po mapie. Kupowanie nowych technik lub podnoszenie siły ciosów nie wydawało się specjalnie potrzebne, bo małe stworki, na których ich używamy nie stanowią przez większość czasu wyzwania.

Z drugiej strony wszystko, co pozwalało gromadzić moc szybciej lub zachowywać jej choć trochę po każdym gigantobójstwie wydawało się wręcz obowiązkowe. 

W pewnym momencie bardziej zaawansowanych misji docieramy do punktu, gdy nie ma już cywilów do uratowania, a małe stworki biegające u stóp olbrzymów dają zwyczajnie za mało energii. Bez ulepszeń jesteśmy wtedy zdani na niszczenie wszystkich elementów pancerza, jakie nosi olbrzym, i okaleczanie go w kółko, by wreszcie, po obcięciu tej samej nogi kilka razy, być w stanie pozbawić go głowy. To chyba nawet bardziej okrutne, niż mordowanie imponujących bestii z Shadow of the Colossus.

Extinction - zabijanie szakali

Pogromcy potworów zawsze w cenie

Absolutnie nie znaczy to, że zabawa w mordowanie Ravenii nie jest fajna – bieganie po olbrzymach daje poczucie, że robimy coś doniosłego, heroicznego. Podobnie jest zresztą z ratowaniem cywili – dopadając do kolejnych magicznych kryształów i często w ostatniej chwili odsyłając ludzi w bezpieczne miejsce, mamy wrażenie, że gramy kimś dobrym.

Do tego dochodzą absurdalne talenty parkourowe głównego bohatera. Bieganie po ścianach budynków, szybowanie w powietrzu, czy wyskoki, by sięgnąć kolejnych kłódek, to niezłe widowisko. 

Kiedy opanujemy posługiwanie się biczem, by wybijać się coraz wyżej, nagle pokonujemy olbrzymie dystanse, nigdy nie dotykając ziemi. Skakanie i szybowanie między budynkami to jeden z silniejszych elementów gry, sprawiający, że ganianie za olbrzymami i ratowanie cywilów jest po prostu przyjemne.

Extinction - bohater gry

Powietrzne akrobacje oglądamy nie tylko biegając z jednego końca mapy na drugi. Wybijanie się w górę z mniejszym ze stworów i zadawanie mu piętnastu ciosów, nim wreszcie obróci się w pył przywodzi na myśl zabawę w Devil May Cry. Jest szybko, dynamicznie i ciekawie. 

Niestety, potem uświadamiamy sobie, że gra nie chce, byśmy robili takie rzeczy, bo zabijanie małych pomagierów Ravenii, Szakali, daje zaledwie ułamek energii potrzebnej, by zabić olbrzyma. Bardziej opłaca się szukać cywilów do uratowania albo do oporu odcinać gigantowi kończyny.

Extinction – co z ciebie wyrośnie?

Po pierwszych paru godzinach rozgrywki ciężko stwierdzić, co ma być istotą zabawy w świecie Extinction. Jeśli jest nią mordowanie olbrzymów, mam nadzieję, że końcowa wersja da nam więcej niż różniące się kolorem i pancerzem potworki, które zachowują się mniej-więcej tak samo. 

Jeżeli ma nią być fabuła, to liczę, że filmiki, takie jak ten zaserwowany przez twórców na zakończenie dema, przewijać się będą w grze znacznie częściej. Ich styl animacji jest naprawdę przyjemny.

Boję się jednak, że Extinction nie chce, pod żadnym względem, być wybitne. Że twórcy są ukontentowani systemem ataków wykorzystujących tylko jeden klawisz myszy, lataniem po planszy jak średniowieczny Superman i biciem ciągle tych samych, różniących się głównie kolorem olbrzymów. 

Obawiam się szczególnie, że bardziej niż z Attack on Titan, inspirację zaczerpnięto tu z Orcs Must Die, łącząc humor i niezbyt wymagającą rozgrywkę, stawiającą na ilość, nie jakość. Cóż, już za miesiąc dowiemy się, czy miałem racje.  Póki co, gra od Iron Galaxy rysuje się jak dla mnie dość przeciętnie.

Extinction - film przerywnikowy

Ocena wstępna gry Extinction:

  • wielkie potwory do zabicia
  • przyjemna, kreskówkowa oprawa graficzna
  • poczucie, że gramy bohaterem
  • w pełni "zniszczalne" miasta 
     
  • problemy z kamerą podczas wspinania się na potwory
  • irytujące, powtarzane w kółko kwestie dialogowe mające "motywować" gracza
  • małe zróżnicowanie rozgrywki i oprawy graficznej - wszystkie miasta są takie same

70% 3,5/5

Odsłon: 7436 Skomentuj artykuł
Komentarze

2

Udostępnij