Fallout 4 – wszystkie apokalipsy są takie same Gry

Fallout 4 – wszystkie apokalipsy są takie same

opublikowano przez Jakub Jakubowicz w dniu 2015-12-13

Postapokaliptyczny gigant powraca w nowej odsłonie. Jednak Fallout 4 wcale nie wygląda na nowość, a jeśli nawet jest kolosem, to takim na glinianych nogach.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

postapokaliptyczny klimat,; bogaty w miejsca do eksploracji Boston,; charakterystyczny dla serii czarny humor,; olbrzymia ilość ubrań i ogromny arsenał do wykorzystania,; możliwość modyfikacji sprzętu, pancerza i budowy swojej własnej bazy,; świetna ścieżka dźwiękowa,; to wciąż stary, dobry Fallout

Minusy

mało wciągająca opowieść i niezbyt oryginalne zadania poboczne,; niedzisiejsza grafika,; ekrany ładowania na każdym kroku,; okrojony system dialogowy,; niewielka ilość innowacyjnych zmian względem poprzedniczek

Bethesda podsycała nadzieję wszystkich zagorzałych fanów popromiennej przygody najpierw świetnym zwiastunem Fallout 4 na targach E3, a później zabawnym i błyskotliwym tytułem na platformy mobilne Fallout Shelter. Pojawia się jednak pytanie, czy nie był to strzał w stopę. Bo oto zamiast hitu powodującego pełną podniecenia tachykardię otrzymaliśmy podrasowanego Fallouta 3, który posiada wprawdzie odpowiedni klimat oraz potrafi rozbudzić nasze zainteresowanie, ale nie wprowadza nowej jakości do rozgrywki. Zagorzałym fanom serii być może ta produkcja przypadnie do gustu, całej reszcie – niekoniecznie.

Fallout 4 - osada

Przepraszam, którędy do przeszłości?

Fallout 4 rozpoczyna się od przepięknej sekwencji osadzonej w przedwojennej rzeczywistości alternatywnych lat pięćdziesiątych. Niestety, jest to najciekawszy fragment gry. Zachwyca możliwość modelowania twarzy naszego bohatera i dobierania jego statystyk, które to klasyczne do bólu elementy zostały niecodziennie wpisane w całość rozgrywki. A co następuje potem?

W kolejnych minutach eksploduje bomba atomowa, a my zostajemy rzuceni na przedmieścia radioaktywnego Bostonu, które wprawdzie mają wspaniały klimat, ale też nadmiernie realistycznie oddają nudę świata, gdzie wszystko zostało zrównane z ziemią. To właśnie takie charakterystyczne dla serii uniwersum pełne cieni przeszłości stanie się sceną odysei, jaką wraz z głównym bohaterem podejmiemy, żeby odnaleźć choć skrawki jego przedwojennego życia. Szkoda tylko, że ta podróż nie jest szczególnie wciągająca.

Kilka miesięcy temu mieliśmy okazję być świadkami premiery gry Mad Max, którą pozwoliłem sobie nazwać pierwszym na świecie symulatorem złomiarza. W Fallout 4 mamy do czynienia z czymś podobnym, a więc z symulatorem śmieciarza. Niby jest jakaś fabuła, która kręci się wokół porwanego syna głównej pary bohaterów, niby stajemy się częścią poatomowej społeczności, ale w gruncie rzeczy wszystko ogranicza się do niekończącej się wędrówki po pustkowiach, której urozmaiceniem bywają znalezione graty.

Dlaczego stanowią one jakąkolwiek atrakcję? Dlatego tylko, że możemy je wykorzystać do modyfikacji naszej broni, rozbudowywania bazy, tworzenia pomocnych chemikaliów, jak również do przyrządzania potraw regenerujących zdrowie oraz poprawiających czasowo nasze statystyki.

Fallout 4 - nocne poszukiwania złomu

Chyba jednak nikogo poza największymi fanami tak zwanego „exploringu” nie będzie podniecał taki sposób konstrukcji rozgrywki, choć ci ostatni rzeczywiście znajdą w Fallout 4 to, co lubią najbardziej. Bo jest po czym myszkować – zrujnowane domostwa, zdemolowane supermarkety, czy wreszcie przerażająco piękne Morze Blasku, którym jest zasnuty radioaktywną mgłą obszar na południu Bostonu. Szkoda tylko, że w tych bądź co bądź urokliwych i bardzo nastrojowych okolicznościach przyrody tak niewiele się dzieje. 

Fallout 4 - postapokaliptyczny Boston

Nigdy nie ufaj facetowi z psem

W marketingu mawia się, że umieszczenie zwierzaka w reklamie produktu znacząco wpływa na jej sukces. Toteż zawsze kampanie z czworonogami w roli głównej budzą moją podejrzliwość. Nie inaczej było w przypadku Fallout 4, którego znakiem rozpoznawczym stał się owczarkopodobny piesek o pogodnym pyszczku. I rzeczywiście, moje przeczucie było uzasadnione, ponieważ podróżowanie z zapchlonym kompanem wcale nie sprawia, że gra się przyjemniej, a już na pewno nie stanowi remedium na samotność.

Fallout 4 - pies naszym kompanem

Zresztą towarzyszów podróży możemy dobierać sobie na bieżąco i przebierać w całym wachlarzu (nie tylko zwierzęcych) postaci.  Choć stanowią oni całkiem interesującą zbieraninę, bo znajdziemy tam zarówno ideologicznie szurniętą dziennikarkę, jak i szlachetnego obrońcę uciśnionych czy też iście chandlerowskiego detektywa, nie wprowadzają oni diametralnej zmiany do jakości rozgrywki. Nie chodzi tylko o ich umiarkowanie rozwiniętą sztuczną inteligencję, ale też o fakt, że Fallout 4 zdaje się w ogóle przykładać niewielką wagę do relacji międzyludzkich.

Fallout 4 - interesujący bohaterowie

Fallout 4 - Hancock

Z jednej strony mamy wspomnianych już kumpli, którzy razem z nami przemierzają radioaktywny Boston, ich mniej lub bardziej dowcipne komentarze dotyczące toczącej się akcji, a także wskaźnik ich sympatii do naszego bohatera. Z drugiej zaś opcje dialogowe w rozmowach z napotkanymi postaciami zostały mocno okrojone, tak że wybieramy spośród kilku enigmatycznie brzmiących pozycji. Jak gdyby tego było mało, nie mamy poczucia, żeby udzielane przez nas odpowiedzi przesądzały o przebiegu fabuły, a co najwyżej, że wprowadzają one jedynie drobne zmiany do opowieści. W dodatku cała część werbalna Fallout 4 tak naprawdę schodzi na dalszy plan, bo w gruncie rzeczy mamy do czynienia ze strzelanką. Wiem, że to wyjątkowo przykry zarzut w kontekście gry RPG, ale trudno go nie postawić, skoro nieważne, jak wiele inwestujemy we wskaźnik Charyzmy i jak bardzo jesteśmy wygadani, prędzej czy później wszystko i tak kończy się wymianą ognia. 

Fallout 4 - uproszczone opcje dialogowe