Halo: The Master Chief Collection – piękny hołd oddany legendzie Gry Xbox One

Halo: The Master Chief Collection – piękny hołd oddany legendzie

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-11-19

Kolekcja Master Chiefa to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów Halo. I to nawet, gdy wciąż cierpi jeszcze na przejściowe problemy z zabawą sieciową.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

Dostęp do 4 produkcji i każdej misji z poziomu jednego menu; zremasterowana ścieżka dźwiękowa dla pierwszej i drugiej części; zupełnie nowe przerywniki filmowe w technice CGI dla Halo 2; 1080p i 60 klatek (z wyłączeniem Halo 2, działającym w 900p)

Minusy

tryb dzielonego ekranu (Split screen) w 30, a nie 60 klatkach; powtarzające się spore problemy z matchmakingiem w trybie multiplayer produkcji

Swego czasu, moim absolutnym królem „remasterów” i wersji „HD” był recenzowany na naszych łamach The Legend of Zelda: Wind Waker. Całkiem niedawno jednak, mający swoje korzenie w Nintendo GameCube Link otrzymał naprawdę solidnego konkurenta. I to takiego ponad dwumetrowego, zakutego w potężny pancerz, uzbrojonego w 60 klatek na sekundę, rozdzielczość 1080p, cztery części swoich przygód i zbiór ponad 100, najlepszych map z diabelnie grywalnego trybu multiplayer. Bez wątpienia, Halo: The Master Chief Collection nie patyczkuje się z konkurencją i w bolesny dla nich sposób pokazuje, jak każda „składanka” i odświeżona wersja wyglądać powinna.

Halo: The Master Chief Collection bohater

117, zgłoś się

W skład Halo: The Master Chief Collection, zgodnie z podtytułem, wchodzą wszystkie gry z serii, w głównej roli obsadzające legendarnego Spartiatę drugiej generacji. Nie znajdziemy tu więc ODST, Reach czy Halo Wars. Jednak w konfrontacji z udostępnionym zestawem i tak nie można narzekać na brak zawartości. I to prawda, że koniec końców spotykamy się tu z jednym, wielkim zbiorem kotletów – dla mnie jednak, przebrnięcie przez wszystkie odsłony w diablo płynnych 60 klatkach na sekundę i podbitej rozdzielczości było niesamowitym i odświeżającym doznaniem. A na tym nowości przecież nie koniec – obecne tu Combat Evolved: Anniversary Edition, razem z debiutującą w HD „dwójką”, doczekało się odświeżonej ścieżki dźwiękowej. Co więcej, wspomniane Halo 2, obchodzące właśnie swoje dziesięciolecie, poraża wykonaniem obłędnych przerywników filmowych. Te stworzone zostały tu w zasadzie od postaw, niesamowicie zwiększając przyjemność płynącą z poznawania tej samej historii enty raz z rzędu, a także dając nam wszystkim pewien przedsmak filmików, które zapewne podziwiać będziemy w nadchodzącej, piątej części Halo.

Co jednak całkowicie wygrywa moje serce w konfrontacji z Master Chief Collection, to bardzo płynne i obejmujące każdą część serii menu, pozwalające w kilka chwil przeskoczyć z dowolnego rozdziału wybranej produkcji do zupełnie innego, i to już od pierwszego uruchomienia. Toporne i przypominające menu filmów na DVD ekrany wyboru z innych reedycji mogą w tym miejscu jedynie schować się w kąt i płakać z żalu nad swoim wyglądem. A do tego fani odnajdą tu jeszcze przecież stanowiący źródło Machinimy tryb Forge (kto oglądał / ogląda Red vs Blue – ręka w górę), przygotowane przez twórców playlisty, pozwalające pokonać szereg połączonych ze sobą misji z różnych części, czy tryb kooperacji na podzielonym ekranie i przez Internet – dla dwóch gracz w jedynce i dwójce, oraz dla 4 w pozostałych częściach.

Halo: The Master Chief Collection namierzanie przeciwnika

Powrót do przeszłości

Jedną z moich ulubionych atrakcji towarzyszących zabawie przy Master Chief Collection była możliwość natychmiastowego przeskoku z odświeżonej oprawy graficznej Combat Evolved i Halo 2 na tę nieco już dzisiaj przedpotopową. Każdy, kto pamięta zremasterowaną dla Xboksa 360 „jedynkę” z pewnością kojarzy, iż tamtejsze przejście ze starej oprawy na nową mimo wszystko trwało kilka chwil przyciemnionego ekranu. Teraz, przejście jest błyskawiczne, a w Halo 2 obejmuje także skok z niesamowitych przerywników CGI, na te zbudowane jeszcze na silniku gry, z oryginalnej wersji tytułu. Innymi słowy, powrót do przeszłości w wersji instant.

Halo: The Master Chief Collection rozmowa

Teabagging

I kiedy to wydaje się, że pyszniej dla fanów już być nie może, Master Chief Collection podrzuca nam jeszcze swój równie opasły co kampania tryb rozgrywki wieloosobowej. Wyposażenie tego zestawu w ponad setkę (!) najlepszych map z całej serii (łącznie z dodatkami i bonusowymi planszami z wersji PC), chyba najlepiej świadczy o przywiązaniu twórców do detali i staraniach w zapewnieniu jak najpełniejszego doświadczenia z „Halo” w tytule. A to jest tu na wyciągnięcie ręki - oczywiście o ile tylko uda nam się dołączyć do jakiejś rozgrywki, bo matchmaking po pierwszych, premierowych problemach w dalszym ciągu płatać potrafi tu niesamowite figle. W nieco bardziej komfortowych warunkach miałem okazję postrzelać po sieci w trakcie ustawionych przez twórców, przedpremierowych meczy, jednak o dość kryzysowej sytuacji po „dniu D” zapomnieć mi nie wolno.

Halo: The Master Chief Collection przeciwnicy

Kiedy to jednak uda nam się wskoczyć już do sieciowej rozgrywki, nie sposób nie docenić pieczołowitości i smaczków, upchanych przez autorów w trakcie składania Master Chief Collection w jedną całość. Jeśli bowiem kogoś taka wola, dostępne mapy z powodzeniem uruchomić można na ich starym silniku - wliczając w to pamiętane przez graczy błędy z tamtych wersji. Jeśli miałbym być jednak do bólu szczery, wielkich zmian w fizyce otoczenia czy sposobie prowadzenia postaci pomiędzy starym a nowym trybem nie odczułem. Wyjadacze z pewnością jednak wyłapią takie detale i z miejsca docenią oddany im wybór, bo wyrobione w ciągu dekady istnienia trybu wieloosobowego w Halo przyzwyczajenia ciężko byłoby zastąpić teraz czymś nowym. Nieco zbyt potężne snajperki z jedynki czy garść glitchy – wszystko to jest tu na miejscu. Jeśli ktoś nie przepada jednak za aż tak sentymentalną jazdą, z pewnością spodoba mu się obecność sześciu całkowicie odrestaurowanych map z dwójki, w nowym wydaniu wyposażonych w kilka dodatkowych bajerów, jak np. atak w postaci uruchomienia bomby EMP.

Halo: The Master Chief Collection walka

Master Chief nie oddaje fartucha

Jeśli więc obecnie strzelać gdzieś na całego, to zdecydowanie w Master Chief Collection – przynajmniej wśród posiadaczy Xbox One. Ta wyjątkowa produkcja to trochę taki promyk nadziei w temacie przyszłości reedycji maści wszelakiej, bo pokazująca, iż nie każdy tytuł z tej kategorii musi z miejsca wpaść do worka gier odświeżanych na skróty i byle jak. W chwili, której piszę te słowa, w drodze jest już patch łatający największy w moim odczuciu problem tego wydania, a więc nie do końca działający multiplayer – a przecież twórcy swoje nowe dziecko wspierać mają dalej, chociażby za sprawą filmowych materiałów i serialu, integracji z Twitterem i streamami prosto na Twicha. Mające pojawić się także Spartan Ops z czwartej części to w ogóle wisienka na tym i tak przepysznym już torcie, którego konsumpcję polecam każdemu posiadaczowi nowej konsoli Microsoftu. Bez względu na to, czy Halo jest Waszemu sercu bliskie, czy też i nie.

Moja ocena:
Grafika:
 dobry
Dźwięk:
 dobry plus
Grywalność:
 dobry
Ogólna ocena: 

 

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Choć dla wielu seria Halo jawi się jako pstrokata strzelanina z pokracznymi przeciwnikami nie sposób odmówić jej ogromnego wpływu na to jak obecnie wyglądają strzelaniny, a już szczególnie ich tryby sieciowe. Kto nie wierzy może teraz z powodzeniem sprawdzić to samemu właśnie dzięki odświeżonej kolekcji pierwszych czterech części tego cyklu. Tak niesamowicie bogatego i pieczołowicie przygotowanego zestawu nie było bowiem od dawna. Kapitalne wprost menu dające „od ręki” dostęp do całej niemal zawartości, oszałamiające przerywniki filmowe i cała masa przeróżnych dodatków podkręcających zabawę z miejsca mnie „kupiła”, chociaż przyznam szczerze nie jestem wielkim orędownikiem odświeżania wszystkiego co tylko kiedyś świetnie się sprzedało. Ale Master Chief Collection to coś znacznie więcej. Tu cieszą nawet takie drobiazgi jak znany już z poprzedniej wspominkowej odsłony pierwszego Halo ciekawie ulepszony patent z przełączaniem się pomiędzy starą a nową wersją gry, któremu towarzyszy również „muzyczne” cofnięcie się w przeszłość. I gdyby tylko nie ustawiczne problemy sieciowe to byłaby to jedna z najlepszych produkcji w jakie dane mi było zagrać na konsoli.
Moja ocena: 4,3/5

marketplace

Komentarze

15
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Hmm liczyłem na jakąś galerie z każdej zremasterowanej części przy takim artykule. Swoją drogą ale ten czas leci, to już ponad 10 lat, jak zagrywałem się w te dwie gierki na xboxie 1, ale te gry robiły wówczas wrażenie :)
  • avatar
    Ja jestem szczesliwym posiadaczem XO od jakis dwoch miesiecy, nigdy w Halo nie gralem i pomyslalem ze sproboje, chyba najlepiej wydane £38 w moim zyciu :)
  • avatar
    skoro za halo stoi microsoft to mogliby wydać wersję dla windowsa :P Halo to jedna z niewielu gier w jakei baaardzo chciałbym zagrać ale po prostu nie rozumiem grania w fps na padzie :/
    Zaloguj się
    -4
  • avatar
    "1080p i 60 klatek" ...taaaa....mhhhhmmm......przez 10% czasu grania chyyba....
    Zaloguj się
    -6