Poznań Game Arena 2014 – redakcyjna relacja z imprezy Wydarzenia

Poznań Game Arena 2014 – redakcyjna relacja z imprezy

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-11-02

Nasze wrażenia po trzech dniach spędzonych na targowych halach poznańskiego PGA. Jak było, co wypadło świetnie, a co wymaga jeszcze poprawy?

Przed wyruszeniem w stronę hal targowych w piątkowy poranek nie mogłem pozbyć się wrażenia, iż najnowsza odsłona PGA ma w tym roku bardzo dużo do udowodnienia. I nie chodzi tu wyłącznie o pokazanie, że takie targi w sercu Wielkopolski w dalszym ciągu mają rację bytu, ale i również, że kontynuacja przyjętego przez nie profilu (z sekcją studiów niezależnych na czele) może być równie atrakcyjnym wabikiem na odwiedzających, co i wszelkie, zastosowane wcześniej pomysły i rozwiązania – łącznie z możliwością zabawy w paintball. Od zakończenia PGA 2014 minęło już nieco czasu, więc razem z innymi członkami redakcji na chłodno przyjrzeliśmy się całej imprezie. Co nam się spodobało, a co niekoniecznie?

Przede wszystkim, nie ma raczej powodu, bym dłużej owijał w tym miejscu w bawełnę – rekordowa liczba odwiedzających to wystarczający sygnał, że taka impreza jak PGA jest naszym rodzimym graczom dalej potrzebna. Ile w tym faktycznej zasługi nowoprzybyłych deweloperów indie, a ile pojawiających się tu i tam sławnych YouTuberów, może wnikać już nie będę. Fakt pozostaje jednak faktem – jeśli w sobotę o 14:00 bramki zostają czasowo zamknięte z powodu zbyt dużej ilości odwiedzających i straszliwego, potencjalnie niebezpiecznego ścisku na halach, o braku zainteresowania mówić już raczej nie wolno. Zresztą zerknijcie tylko na statystyki prezentujące ilość sprzedanych biletów w tym, jak i poprzednich latach istnienia PGA. Liczby mówią już same za siebie:

  • PGA 2004 – 20-23 kwietnia – brak danych.
  • PGA 2005 – 25-27 lutego – 11 tys. odwiedzających.
  • PGA 2006 – 25-26 listopada – 14 tys. odwiedzających.
  • PGA 2007 – 24-25 listopada – 17. tys. odwiedzających.
  • PGA 2008 – 22-23 listopada – 25 tys. odwiedzających.
  • PGA 2009 – 16-18 października – 28 576 odwiedzających.
  • PGA 2012 – 26-28 października – 35 tys. odwiedzających.
  • PGA 2013 – 18-20 października – 41 200 odwiedzających.
  • PGA 2014 – 24-26 października – 59 400 odwiedzających.

Zaistniały stan rzeczy upatrywać można sobie w wielu elementach – łącznie z dobrze przeprowadzoną kampanią reklamową i zainteresowaniu ze strony mediów. A jednak to sama impreza i tak całkiem nieźle broniła się repertuarem dostępnych atrakcji, na które ostatecznie kręcić nosem nie bardzo się dało. Obszerne stoisko Xbox One pozwoliło na własnoręczne wypróbowanie takich gier jak Forza Motorsport 5, najnowszy Horizon 2, Sunset Overdrive czy Assassin’s Creed: Unity, a i obecność Nintendo stanowiła jedną z najbardziej przyjemnych zaskoczeń. Dość powiedzieć, że właśnie w tym miejscu spędziłem najwięcej czasu, zakochując się po uszy w Yoshi’s Woolly World, plastelinowym Kirby, wypróbowując niesamowicie grywalnego Splatoon, czy też dostając łupnia w Super Smash Bros. – zarówno na Nintendo 3DS, jak i Wii U. Był też Captain Toad: Treasure Tracker, Bayonetta 2, Hyrule Warriors czy nawet następca Monster Huntera 3, dzięki czemu żaden fan Nintendo nie odszedł od tego stanowiska niezadowolony. Tak oto „Big N” zabrało na poznańskie targi wszystkie z posiadanych przez siebie ciężkich dział, co dobrze wróży przyszłej działalności tego producenta na terenie naszego kraju. Co więcej pokazuje również, że ich dystrybutor na Polskę - Conquest Entertainment - poważnie podchodzi do powierzonego mu na terenie Europy zadania. Jedyne, czego w tym miejscu faktycznie zabrakło, to możliwości zakupu dostępnych już tytułów bezpośrednio na stoisku. Mam też nadzieję, że rekordowa frekwencja przełoży się także na obecność takich wystawców jak PlayStation czy Ubisoft na przyszłorocznej edycji targów. Rozumiem, że PGA to nie Gamescom, jednak w tym roku zdecydowanie było się komu „pokazać”. Techland ze swoim Dying Light nie omieszkał skorzystać z okazji.

Jeśli chodzi zaś o zakupowe szaleństwo, w pełni pozwalał na nie Giermasz cdp.pl, organizowany ściana w ścianę ze stoiskiem Wiedźmina 3. I skoro już o Białym Wilku mowa - szkoda, że największą atrakcją w była tym miejscu duża szklana gablota prezentująca edycje Kolekcjonerska nadchodzącego „Wiecha” w wydaniu na Xbox One. Marzył mi się pokaz nowego fragmentu rozgrywki (o możliwości położenia swoich rączek na grze nawet nie wspominając), zadowolić musiałem się zaś spóźnioną prezentacją polskiej wersji i koncertem na żywo w wykonaniu zespołu Percival Shuttenbach – twórców ścieżki dźwiękowej do wymienionej wyżej produkcji. Koniec końców to bardzo przyjemne w odbiorze wydarzenie, ale o ile mnie pamięć nie myli, odbyło się grubo po planowanym przez organizatorów i wystawcę czasie.

Ciekawie działo się również w obozie "Zielonych", czyli NVIDII. Można tam było znaleźć stanowiska z tabletami NVIDIA SHIELD, można było zagrać w Dying Light na komputerze od Komputronika z dwoma kartami GeForce GTX 980 w SLI i monitorem G-SYNC. Nie zabrakło też turniejów w Titanfall i Borderlands: The Pre-Sequel. Nudy nie było.

Swoją drogą, spóźnienia i lekki chaos obecny na minionych targach to chyba największa ze szpil, jaką w tym miejscu wbijam w zakończona niedawno edycję Poznań Game Arena. W pełni rozumiem, iż na wskutek wszechobecnego hałasu komunikacja pomiędzy sceną główną a poszczególnymi halami jest niemożliwa, ale kiedy nikt z obsługi targów nie jest w stanie podać mi godziny następnego wydarzenia (bo „wszystko pływa”), nie świadczy to raczej zbyt dobrze o organizacji niektórych, całkiem ciekawie zapowiadających się atrakcji. W ten oto sposób, jeśli na jakiekolwiek wydarzenie miało ochotę się dotrzeć, przez większość czasu należało trzymać się sceny jak rzep psiego ogona. Trafienie samemu, ot tak na mające miejsce w czasie targów prelekcje i prezentacje o bardziej akademickim charakterze również do łatwych nie należało – na przyszłość przydałaby się bardziej widoczne oznaczenia i „drogowskazy”.

Żadnych problemów z dotarciem nie było zaś na Zjazd Twórców Gier, umiejscowiony w hali deweloperów indie. To unikatowe miejsce w całym tym natłoku gości zdawało się żyć własnym życiem i podążać równie autorskim rytmem, przez co dla mnie (jak i zapewne dla wielu innych osób odwiedzających tegoroczne PGA) stanowiło ostoję i sposób na ucieczkę od zgiełku panującego w pozostałej części targów. Nie oznacza to jednak, że brakowało tam zainteresowanych – w strefie gier retro ciężko było trafić na wolne miejsce (Donkey Konga na SNES się nie doczekałem), większość krzeseł ZTG również była obsadzona przez cały czas trwania tamtejszych dysput i wykładów, a ludzi oddających się zabawie z „drobiem” zawsze było pod dostatkiem. Moim prywatnym zwycięzcą tegoż miejsca w dalszym ciągu pozostaje kącik Mikołaja Kamińskiego, znanego bliżej jako Sos Sosowski. Jeśli ktoś szukał definicji pozytywnego szaleństwa i czystej frajdy płynącej z rozgrywki, bez wątpienia odnalazł ją właśnie u tego wystawcy. Walenia głową w kasku o klawiaturę za dosłownie 3,50 zł w rytm muzyki w celu nabicia jak największej ilości punktów, czy też szaleńczego dreptania po tanecznej macie tylko po to, by zagasić „kiepa”, zapomnieć po prostu nie sposób. I warto w tym miejscu dodać, iż obecność Sosa (jak i wielu, wielu innych twórców niezależnych), zapewniła świetna inicjatywa organizatorów PGA na PolakPotrafi. Właśnie zebrane tam pieniądze „wykupiły” stoisko i obecność wszystkim niezależnym deweloperom, którzy pojawili się w tym roku na targach, przez co wspomniana zbiórka pozostaje dla mnie jedną z najpiękniejszych inicjatyw rodem z „polskiego Kickstartera”.

Pisząc o minionym PGA nie można zapomnieć także o godnym podziwu biciu rekordu Guinessa w najdłuższym graniu w grę komputerową, w wykonaniu Huberta "Gordona" Blejcha. Hubert rozpoczął swój maraton wraz ze startem targów, kontynuując swoje zmagania (i zbiórkę pieniędzy dla fundacji wspierających dzieci walczące z nowotworem) dodatkowe sześć dni po jego zakończeniu. Ostatecznie, cel został osiągnięty – „Gordon” dorzucił do rekordu 48 minut i 20 sekund. I chociaż początkowo zakładano dotarcie do pełnych 150 godzin, zmęczenie rekordzisty nie pozwoliło na kontynuowanie rozgrywki. Co więcej, w trakcie najdłuższej na świecie zabawy w Sniper Elite III: Afrika Hubert uzbierał 2,4 tys. euro. Kwota ta w pełni zasili fundację RAK-OFF oraz organizację charytatywną Child's Play. O „marnowaniu czasu przy grach wideo” mówić się więc tutaj nie da.

Targowy misz-masz

Tak się składa, iż Poznań Game Arena to nie tylko „gierki” – wśród wystawców odnaleźć można było również przedstawicieli Virgin Mobile, Go Pro wraz z ich latającymi dronami do kamer, Asusa, Hamy, Creative’a, Enermaxa, Genesis, Steel Series, Roccata i wielu przedstawicieli firm produkujących sprzęt dla graczy. W ten oto sposób, chyba już każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie.

Jeśli zaś ktoś w świecie e-sportu czuje się jak ryba w wodzie z pewnością ucieszył się z możliwości spotkania na tegorocznym PGA mistrzów oraz wicemistrzów z określonych lat, powiązanych z poszczególnymi produkcjami, obecnymi tu i tam na wybranych stoiskach (na ten przykład - Jakuba „kubena” Gurczyńskiego, ex-członka Złotej Piątki CS 1.6). Oczywiście nie zabrakło też samych turniejów – od Leauge of Legends po Wargaming.net Leauge, w ramach którego to odbyły się elektryzująco brzmiące zawody Rumble in the West. Pod jego sztandarem najlepsi wirtualni czołgiści z USA i Europy stanęli naprzeciw siebie w całodniowych potyczkach, których to zwycięzcą okazał się zespół Schoolbus. I nawet jeśli kogoś ta forma „sportu” zupełnie nie interesuje to i tak trzeba przyznać, że rosły puchar i 25.000 dolarów nagrody (a więc 82 500 PLN) potrafi pobudzić wyobraźnię.

O samym tym wydarzeniu udało nam się zamienić kilka zdań z Nicolasem Passemardem – szefem działu e-sport w Wargaming i pierwszym z listy odpowiedzialnych za Rumble in the West. Jako doświadczony na tym polu weteran, Nicolas opowiedział co nieco o swojej pracy… i jej początkach. Komu osobiście kibicuje twarz „czołgowego” e-sportu oraz jak wspomina finały mistrzostw świata World of Tanks w Warszawie – tego dowiecie się z naszej krótkiej rozmowy poniżej, w pewnej chwili brutalnie przerwanej przez rozpoczęcie rozgrywek. No cóż – wychodzi na to, iż czołgi zaiste atakują znienacka.

Benchmark.pl: Na wstępie, czy mógłbyś powiedzieć nam co nieco o swojej pracy na stanowisku głównodowodzącego w esportowej sekcji Wargamingu?

Nicolas Passemard: No cóż, na pierwszy rzut oka nie wygląda to zbyt emocjonująco. Mój dzień pracy spędzam bowiem przede wszystkim przed komputerem, dopinając terminy, sprawdzając pocztę i ogólnie rzecz ujmując dbając o to, by w e-sportowym świecie Wargaming sporo się działo. W istocie to jednak to świetne zajęcie, dostarczające mi mnóstwo wyzwań i nowych doświadczeń.

Benchmark.pl: Niemniej jednak, na miejsce przybyłeś już chyba w jakiś sposób przygotowany, prawda? W 2010 roku, po pięciu latach pracy, zakończyłeś swoją przygodę z Blizzard Entertainment. Strzelam, że obejmowane tam stanowisko w jakimś stopniu przygotowało Cię do wyzwań serwowanych przez Wargaming.

Nicolas Passemard: I tak, i nie. W Blizzard obejmowałem przede wszystkim stanowisko Comunity Managera, co nauczyło mnie interakcji z społecznością, pewnej koordynacji działa i systematyczności. Nie jestem jednak pewien, czy jakiekolwiek stanowisko może w pełni przygotować człowieka na przygodę serwowaną przez Wargaming. W szczególności, gdy moim pierwszym zadaniem okazała się organizacja finałów w Warszawie.

Benchmark.pl: Widzę, że z miejsca wrzucili Cię na głęboką wodę. Co więc ze wspomnianych finałów utkwiło Ci w pamięci?

Nicolas Passemard: Pamiętam, że gdy po dotarciu na miejsce znalazłem się w tym pomieszczeniu, pełnym splotów kabli i prawdziwej góry walizek i toreb na sam widok zaniemówiłem, w duchu myśląc sobie tylko: „Cholera. To dzieje się naprawdę. Bierzmy się do roboty”.

Benchmark.pl: No cóż, i udało się! Przeskakując jednak do bardziej aktualnych wydarzeń – czy wśród ligowych zespołów masz jakiegoś faworyta?

Nicolas Passemard: Szczerze mówiąc, obecnie na polu bitwy jest tyle godnych uwagi drużyn, że aż ciężko wybrać swoich ulubieńców. Ale jeśli miałbym wskazać na kogoś palcem – Na’Vi poczynają sobie ostatnio całkiem nieźle.

Benchmark.pl: A czy ostatni sezon Wargaming.net Leauge wymusił na was wprowadzenie pewnych zmian i poprawek, w szczególności w grze?

Nicolas Passemard: Absolutnie tak. Zauważyliśmy, że przy okazji ostatnich rozgrywek zdarzało się zbyt wiele remisów, ”kampowania” - walki nie były też tak intensywne, jak oczekiwaliśmy. Ciągle jesteśmy na etapie testów, ale uważam, iż nowe poprawki sporo zmienią w tym temacie przy okazji nadchodzących rozgrywek. Obiecuję, że gra stanie się bardziej widowiskowa i emocjonująca. Więcej akcji, mniej zakończeń rozgrywki z faktycznym końcem czasu wydzielonego ma jeden mecz.

Benchmark.pl: Brzmi obiecująco. Tymczasem, trzymamy kciuki za dzisiejsze wydarzenie.

Nicolas Passemard: Wielkie dzięki – będzie się działo. Nie tylko dziś, ale i w przyszłości!

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Tegoroczna odsłona targów PGA była jedną z najlepszych w burzliwych dziejach tej imprezy. Widać naprawdę dużą poprawę i to cieszy. Nadal nieco mało jest tu wydarzeń związanych z szykującymi się właśnie premierami (jakby nie patrzeć okres przedświątecznej gorączki już się zaczął), ale jak widać dystrybutorzy muszą na powrót przekonać się, że warto jest pojawić się w Poznaniu. Świetnie byłoby zagrać w te najbardziej oczekiwane produkcje. I tu ukłon i wielkie brawa należą się Microsoftowi za świetne stanowisko Xbox One, Ubisoftowi – za przedpremierowy pokaz AC Unity oraz, co jest wielką, ale jakże miłą niespodzianką – Nintendo, za miejsce, w którym faktycznie można było poczuć klimat imprezy dla graczy. Bardzo szkoda, że CD Projekt RED nie wziął z nich przykładu ograniczając obecność trzeciego Wiedźmina do kilku wejść na głównej scenie i konkursów polegających na układaniu wieśkowego puzzle. Niezwykle cieszy za to spory awans PGA na arenie esportowej za sprawą zorganizowanych przez Wargaming rozgrywek ligowych pod szyldem Rumble in the West. Wydarzenie te miało oprawę godną najlepszych tego typu imprez. Szkoda natomiast niewykorzystanego potencjału sceny głównej, na której miały odbywać się różne zapowiedziane wcześniej pokazy. Niestety coś tu wyraźnie nie zagrało, bo plan udostępniony na stronie PGA w wielu miejscach nie zgadzał się z tym, co aktualnie działo się na scenie. Poza tym brakowało jakichś odgórnych informacji dla wszystkich zwiedzających co lub kto za chwilę tam zagości. Mimo to tegoroczne targi oceniam bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że było na czym oko zwiesić (mam tu na myśli oczywiście gry i rozgrywki turniejowe), ale i dlatego, że ogromna frekwencja w tej edycji może stanowić ten bodziec dla branży, na który wszyscy czekaliśmy.

 

Marcin JaskólskiTekknologicznym okiem
Marcin Jaskólski

Prawie 60 tysięcy zwiedzających. Nie jest to jeszcze katowicki IEM, którego ostatnia edycja ściągnęła około 70 tysięcy fanów e-sportu, ale widać ogromny progres poznańskiej imprezy. W tym roku wystawcy dopisali, chociaż dało się zauważyć pewne braki. PGA to dla dziennikarzy również świetna okazja do spotkania ludzi z branży. Szczęśliwcy, którym udało dostać się na VIP day (piątek), mogli spokojnie zapoznać się ze wszystkimi atrakcjami. W sobotę i niedzielę panował już potężny ścisk i często trzeba było sporo samozaparcia, by dostać się na upatrzone stanowisko. Jedną z nowości technologicznych z pewnością była premiera mini PC ASUS ROG GR8. Komputerek ten może się pochwalić procesorem Core i7 oraz kartą graficzną NVIDIA GeForce GTX 750 Ti, a na PGA można było sprawdzić jego możliwości. Jedyne czego żałuję, to że CD Projekt RED nie zdecydował pokazać się nowych fragmentów rozgrywki Wiedźmina 3. BTW cena koszulki z logo Wiedźmina 3 powaliła mnie na posadzkę na blisko kwadrans...

marketplace

Komentarze

8
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Byłem na imprezie w sobotę. Tłumy ludzi właściwie uniemożliwiały korzystanie z przygotowanych atrakcji (tu pochwała dla nintendo - było fajnie). Może trzeba trochę zmienić organizację. Skoro impreza odbywała się na czterech halach może warto byłoby podzielić hale np. w jednej indyki i retro (taka hala był w tym roku) w drugiej sprzęt i akcesoria dla graczy w trzeciej prezentacje gier reszta dla esportu.
    Zaloguj się
  • avatar
    deel77 ma 100% racji. Byłem na targach również w sobotę. O godzinie 12 kolejka do kasy miala ze 300m. 30 min wycieczka do Empiku na Placu Wolności okazała się zdecydowanie szybszym rozwiązaniem. Dlaczego było otwartych tak mało kas?
    Niedostępność biletów to był pryszcz w porównaniu do tego co było później - okazało się że są bilety dla równych i równiejszych - przy wejściu do hal PGA ochrona kontrolowała na zasadzie "masz logo PGA - wchodzisz, nie masz loga nie wchodzisz". Oczywiscie zero informacji na ten temat wcześniej. Ludzie z biletami drugiej kategorii wpuszczani byli partiami (do 13:30, potem już hurtem jak leci).
    W pewnym momencie doszło do tego wstrzymano sprzedaż biletów ...
    Nie wspomne juz ze nie dało się kupić biletów elektronicznie (probowalem w piątek rano kupić na sobotę). Komunikat "nie ma możliwości dostarczniea biletu" sugeruje ze organizatorzy wysyłają te bilety analogową pocztą. Ciekawe ze na inne imprezy targowe da sie bez problemu kupic e-bilet..
    Gdyby przenaczono 100% wiecej miejsca na PGA nadal było by tłoczno. Jedyną halą w ktorej było odpowiedni stosunek miejsca do liczby ludzi była część ze sceną cosplaya. Cała reszta to był raj dla ocieraczy.
    Strona PGA z informacjami wygladala na wydziergana na kolanie w 10 min przed eventem. Nie chodzi tu juz nawet o jej szatę a o informacje w środku.
    Chcieliśmy przejść się w sobotę na turniej SC2 ale na stronie PGA informacji o tym praktycznie nie bylo. Bilet na piątek (VIP day) to 100zl, na sobote/niedziele 17. Informacji czy do wejscia na sam turniej trzeba miec vip day nigdzie nie bylo. Zestawienia "eventów" też nie było - były w treści wystawców...
    Generanie same targi fajne, organizacja jeszcze kuleje.
  • avatar
    Film kompletnie nie ciekawy. Wygląda jak otwarcie Media Markt w Sosnowcu.
    Zaloguj się
  • avatar
    "co nauczyło mnie interakcji z społecznością, pewnej koordynacji działa" tak trochę błąd, koordynować działa nauczył się później w wargamingu
  • avatar
    Najlepsze były stare PGA przed kilkoma laty 2005-2008
    roboty, tuning pc, dobra muza i hostessy i dobre gifty ;)

    Teraz to jakaś gimbo.zjebo.hajso.atrakcja