• benchmark.pl
  • Gry
  • STALKER Czyste Niebo. Wrażenia z gry i testy kart graficznych
Gry

Katastrofa, która zmieniła świat

opublikowano przez Ewa Stiller w dniu 2008-10-17

Pełny tytuł:
S.T.A.L.K.E.R.: Clear Sky
Gatunek:
First Person Shooter (z elementami RPG i survival-horroru)
Ranking PEGI:
16+
Wersja językowa:
Rosyjska z polskim lektorem/angielska z polskimi napisami
Producent:
GSC Game World
Wydawca:
Deep Silver (Koch Media)
Dystrybucja w Polsce:
CD-Projekt
Minimalne wymagania sprzętowe:
Microsoft Windows 2000 (SP4)/ XP (SP2)/Vista; Procesor Intel Pentium 4 2.0 Ghz/AMD Athlon XP 2200+; 512MB RAM; 10GB wolnego miejsca na dysku; 120 MB karta graficzna wspierająca DX8.0 obsługująca sprzętowo technologię Pixel Shader 1.1 (nVidia GeForce 5700 lub ATI Radeon 9600)
Zalecane wymagania sprzętowe:
Microsoft Windows XP (SP2)/Vista; Procesor Intel Core 2 Duo E6400/AMD Athlon 64 X2 4200+; 1.5 GB RAM, 10GB wolnego miejsca na dysku; 256MB karta graficzna wspierająca DX9.0c obsługująca sprzętowo technologię Pixel Shader 3.0 (nVidia GeForce 8800GT lub ATI Radeon HD 2900XT)

Katastrofa która zmieniła świat

Wszyscy chyba kojarzymy z grubsza tę datę, 26 kwietnia 1986 roku, dzień w którym doszło do największej katastrofy w historii atomistyki, katastrofy w radzieckim reaktorze atomowym numer 4 w Czarnobylu. Przyczyny tego wypadku są całkiem niewinne. Wszystko zaczęło się od standardowego testu, który w zasadzie powinien zostać wykonany co najmniej dwa lata wcześniej zanim elektrownia została oddana do użytku. Test jednak zaważyć mógł na terminowym oddaniu elektrowni do użytku, więc z powodu braku czasu odłożono go na później...

Eksperyment ten, to właściwie próba bezpieczeństwa wynikająca z pewnych nieprzetestowanych wcześniej zmian w projekcie budowy reaktora. Chodziło o awaryjne zasilanie systemów kontrolnych oraz, urządzeń niezbędnych do kontroli pracy pomp systemu chłodzenia reaktora. Każdy segment w elektrowni wytwarzał swoja własną energię, którą potem sam zużywał. Niemniej jeśli zaistniała by potrzeba awaryjnego wyłączenia tego systemu zasilania, system chłodzący reaktora miał być zasilany z zewnętrznych źródeł, w tym przypadku agregatów prądotwórczych lub innych bloków elektrowni.

Podczas budowy okazało się jednak, że agregaty prądotwórcze dopiero po minucie od włączenia zyskują odpowiednią moc aby zasilać system chłodzenia, a w tym czasie umieszczony w reaktorze turbogenerator może go chłodzić zaledwie przez 15 sekund od momentu odcięcia dopływu prądu. Zapewniam Was, ze reaktor atomowy nie może pracować bez chłodzenia nawet przez 45 sekund :). Zaistniała więc potrzeba wprowadzenia modyfikacji systemu, tak aby turbogenerator działał dłużej. Nigdy ich jednak nie przetestowano, a z powodu goniących terminów oddania elektrowni, test ciągle pszesuwano w czasie.

Nieszczęśliwiej kwietniowej nocy na potrzeby testu systemu chłodzenia zmniejszono moc reaktora a następnie wyłączono cześć systemów kontroli jego pracy. W tym system automatycznego wyłączenia reaktora w razie awarii, aby  sprawdzić czy turbiny chłodzące rzeczywiście będą pracować dostatecznie długo aż włączy się system zasilania awaryjnego. Pech chciał że nałożyło się kilka czynników, które po zsumowaniu ostatecznie doprowadziły do katastrofy.

Pierwszy: Reaktory zastosowane do budowy elektrowni w Czarnobylu posiadały pewien defekt konstrukcyjny. Z powodu dodatniej reaktywności dla pary stawały się niestabilne przy niskiej mocy a na domiar złęgo absorbujące neutrony pręty kontrolne posiadały grafitowe końcówki, które zmniejszały tarcie ale w początkowej fazie opuszczania drastycznie przyspieszały reakcje w reaktorze. 

Drugi: W skutek nagłych rozkazów z Kijowa, test mający się pierwotnie odbyć w dzień, został przesunięty na noc. W efekcie nadzorowała go o wiele mniej doświadczona nocna zmiana. Zamiast planowanej, wykwalifikowanej kadry dziennej.

Trzeci: Nadzorujący eksperyment Anatolij Diatłow, zastępca naczelnego inżyniera elektrowni nie traktował nocnej kadry jak pełnoprawnych współpracowników i z tego powodu ignorował ich zastrzeżenia.

Przebieg zajścia: Podczas operacji zmniejszania mocy reaktora niedoświadczony operator zbytnio ją zredukował doprowadzając do „zatrucia” urządzenia. Zmusiło to obsługę do wyciągania kilku prętów kontrolnych z reaktora aby przywrócić jego stabilną pracę. Gdyby tego nie uczyniono, reakcja całkowicie by wygasła. Dodatkowo aby skompensować ewentualne problemy z systemem chłodzenia, zwiększono obieg wody chłodzącej. Jak się później okazało zwiększenie efektywności system chłodzenia doprowadziło do wychłodzenia reaktora a w konsekwencji do jego niestabilnej pracy. Dlatego usunięto jeszcze kilka prętów kontrolnych aby jeszcze bardziej zwiększyć moc reaktora. W teorii miało to wystarczyć, aby bezpiecznie przeprowadzić zaplanowany test.

Niestety odcieńcie prądu do testowanego systemu chłodzenia spowodowało zatrzymanie przepływu chłodziwa,  nagły wzrost ciśnienia pary w reaktorze i w konsekwencji całkowicie zdestabilizowało pracę reaktora. Około 1.30 w nocy sytuacja stała się tak poważna że jeden z inżynierów próbował ponownie awaryjnie włączyć system kontroli reaktora. Niestety do tego czasu wysoka temperatura doprowadziła do skrzywienia kanałów które wprowadzały do reaktora pręty zatrzymujące reakcje łańcuchową, przez ich wsunięcie było niemożliwe. Woda z kanałów paliwowych zaczęła się rozkładać na tlen i wodór, a po zniszczeniu cyrkonowych osłon je pokrywających, zetknęła się z rozżarzonym grafitem z prętów kontrolnych. Spowodowało to gigantyczny pożar. Ilość energii produkowanej przez reaktor wzrosła prawie stukrotne ponad dopuszczalny poziom, ponownie wzrosło też ciśnienie znajdującej się w reaktorze pary wodnej. Tego nie mogła wytrzymać już konstrukcja.

Najpierw wybuchł system chłodzenia dosłownie rozrywając przy tym ważącą blisko 2000 ton osłonę biologiczną, a chwilę później w wyniku drugiej i poważniejszej eksplozji niemal doszczętnie zniszczony został budynek reaktora numer 4.  Spekuluje się, że przyczyną drugiego wybuchu był zmieszany ze sobą wodór i tlen - powstałe z rozkładu termicznego wody. To właśnie wtedy do atmosfery uwolniło się najwięcej promieniotwórczych izotopów, w większości z kontrolujących prace rdzenia prętów, które uległy stopieniu.

Reszta to już historia. Zrzucanie kilku tysięcy ton piachu, boru, dolomitu, gliny oraz ołowiu by ugasić pożar reaktora, ewakuacja pobliskiego miasta Prypeć, śmierć tysięcy strażaków wezwanych do gaszenia palącego się przez 10 dni grafitu, oraz w końcu, utworzenie wokół reaktora, ściśle kontrolowanej przez wojsko Strefy Ochronnej o średnicy 30 km, zamieniając całą strefę w ponure miasto duchów.

Nic dziwnego, że to właśnie ta historia, razem z książką Arkadija i Borysa Strugackich  "Piknik na skraju drogi" posłużyło twórcom GSC Game World jako tło gry S.T.A.L.K.E.R.: Cień Czarnobyla. Teraz prawie rok po wydaniu gry, ponownie pozwalają nam oni powrócić w okolice osławionego reaktora w samodzielnym dodatku.

 

Wspomnienia z przyszłości

Czyste Niebo jako produkt, trudno właściwie zakwalifikować. Nie jest to następna odsłona serii, bo w gruncie rzeczy wciąż mamy do czynienia z tym samym , tyle, że po lekkim liftingu. Spotkamy te same potwory, zwiedzimy te same miejsca i skompletujemy podobny sprzęt. Nie jest to też taki standardowy dodatek, bo akcja Czystego Nieba dzieje się dokładnie rok przed wydarzeniami znanymi z Cienia Czarnobyla. Można więc uznać, że jest to swoisty prolog, przybliżający okoliczności drugiej katastrofy w Czarnobylu, która później pośrednio skłoniła Naznaczonego - bohatera poprzedniej odsłony gry, do pogoni za stalkerem imieniem Strielok. 

Mimo wszystko jednak, Czyste Niebo nie jest tylko bezmyślną kalką swojego poprzednika. Świat do którego przyzwyczailiśmy się poprzednio jest zupełnie różny od tego z czym przyjdzie się nam zmagać teraz. Zona wydaje się trochę bardziej przyjazna, co wcale nie znaczy, że jest ani odrobinę mniej niebezpieczna. Stare kąty poznać trzeba będzie na nowo, a postacie które już kiedyś spotkaliśmy, teraz będą nam wrogie i nieufne. Najbardziej jednak charakterystyczna zmianą, która natychmiast rzuci się w oczy każdemu graczowi, jest tytułowe czyste niebo. Piękny, w większości przypadków pogodny nieboskłon towarzyszyć nam będzie prawie przez całą przygodę, przypominając jak sytuacja w Zonie pogorszy się w ciągu następnego roku. Tak prosty wydaje się zabieg, a tak diametralnie potrafi zmienić atmosferę gry.

Niestety jednak, to co w serii S.T.A.L.K.E.R. nie uległo zmianie, to tendencja do zarzucania użytkownika masą upierdliwych błędów. Rozpoczynanie gry bez zainstalowania najnowszego patcha jest właściwie szaleństwem, bo bardzo szybko znajdziemy się w sytuacji, gdzie poważny błąd uniemożliwi nam dalszą grę. To jednak nie koniec kłopotów, bo nawet jeśli zdecydujemy się w końcu zainstalować najnowszy patch, czeka nas niespodzianka. Zaktualizowanie gry do nowej wersji, sprawia, że wszystkie poprzednie save'y stają się z nią niekompatybilne, przez co zabawę trzeba zaczynać od początku. Warto więc, dla dobra własnego zdrowia psychicznego, od razu obejrzeć się za najnowszą łatką i oszczędzić sobie frustracji. A i tak gracz spodziewać się będzie mógł niestabilnej i wieszającej się często gry.

Pochwalić należy z kolei naszych rodzimych wydawców. Nie tylko ze względu na bardzo ładne wydanie, które staje się już wizytówką CD-Projekt, ale przede wszystkim z powodu jakości przygotowanego przez nich tłumaczenia. Rzadko zdarza mi się wychwalać polskie przekłady gier, ale w tym przypadku mogę powiedzieć, że zostałam mile zaskoczona. Gra przetłumaczona jest w dość nietypowy sposób, mianowicie do wyboru są dwa warianty: angielska wersja językowa z polskimi napisami, która raczej nie wzbudziła mojego entuzjazmu, oraz, co ciekawe - oryginalna wersja rosyjska z polskim lektorem.

Posiadacze Cienia Czarnobyla rozpoznają zapewne głos Mirosława Utty, który teraz ponownie czyta dialogi w grze. Przyznam, na początku pomysł wydawał mi się dziwny, a przyzwyczajenie się do postaci mówiących głosem jednej osoby było bardzo trudne. Szybko jednak, pomysł zaczął mi się bardzo podobać. Pana Utty słucha się przyjemnie, a gra wiele dzięki niemu zyskuje. Jego charakterystyczny, stonowany głos pasuje do specyficznej atmosfery świata, a kwestie które czyta odtwarzane są z zaangażowaniem i sercem, co od razu się czuje. Co jednak najważniejsze, lektor nie stara się stylizować tekstu według własnego uznania, co często zdarza się w lokalizacjach, a nie zawsze wychodzi z zamierzonym skutkiem. Trudno też przyczepić się do samego tekstu w Czystym Niebie. Nie zauważyłam zbyt wiele wpadek, jest spójny, dobrze napisany, a zdania nie wydają się sztucznie skonstruowane ani koślawe. Tak trzymać, oby jak najwięcej tak dobrych i solidnie przygotowanych tłumaczeń.