Gry komputerowe

Geralt daje w palnik

opublikowano przez Jakub Jakubowicz w dniu 2015-06-08

Wiadomo powszechnie, że wiedźmina z polskim budowlańcem łączy to, że przed robotą musi się napić. Choć Geralt w alkoholach także się lubuje, tym razem mowa, rzecz jasna, o eliksirach. Podczas wykonywania licznych zleceń zażywanie mikstur pozwala na uzyskanie znaczącej przewagi nad przeciwnikiem. Zanim udało mi się zebrać składniki niezbędne do przygotowania Kota, przemierzanie jaskiń było prawdziwą zgrozą. Gdyby nie Grom, niejeden golem przeniósłby mojego Geralta na łono wiedźmińskiego Abrahama. Puszczyk pozwalał mi na szybsze wykańczanie upiorów. Nie wspomnę już o Jaskółce, która jest podstawowym trunkiem podczas każdej walki.

Nie przypadkiem napisałem „podczas walki”, ponieważ w nowym Wiedźminie eliksiry można zażywać również poza stanem medytacji. Nie jest to może w stu procentach zgodne z tym, co o zwyczajach zabójców potworów pisał w książkach Sapkowski, ale zdecydowanie pozytywnie wpływa na rozgrywkę. Jest to więc powrót do rozwiązania z pierwszej części gry, które w Zabójcach Królów zostało porzucone na rzecz znacznie mniej praktycznego systemu.

Zresztą, nie tylko eliksirami nasz wiedźmin może raczyć się w trakcie bijatyki. W każdej chwili można przekąsić pieczone udko kurczaka, wątrobę wilka, kanapkę z szynką, a nawet strzelić sobie piwko. Z realizmem nie ma to wiele wspólnego, ale za to regeneracja zdrowia w czasie walki stała się znacznie mniej uciążliwa.

A skoro już o eliksirach mowa, wykonywanie wiedźmińskich zleceń wiąże się także z pozyskiwaniem unikalnych składników z ciał potworów. To pozwala na tworzenie tak zwanych odwarów, które są szczególnie silnymi miksturami i pozwalają na spore zwiększenie umiejętności naszego bohatera. Zręczna żonglerka tymi niecodziennymi substancjami oraz regularnymi eliksirami pozwala stawić czoła nawet najtrudniejszym przeciwnikom. Nie trzeba też szczególnie oszczędzać, ponieważ te specjały są uzupełniane regularnie w oparciu o znajdowany alkohol. Po raz kolejny CD Projekt RED odstępuje od realizmu na rzecz bezproblemowej rozgrywki. I po raz kolejny trudno na to narzekać.

Jasny Gwint

Pisząc o Wiedźminie 3, nie sposób nie wspomnieć o Gwincie. Między jednym a drugim wymagającym zadaniem warto zajść do karczmy, żeby tam zagrać partyjkę w karty. Zwykle minigry są przykrą koniecznością lub zbędnym dodatkiem. Czy ktoś pamięta jeszcze, że w GTA IV można było pograć w Tetrisa? Jednak ta zasada w żadnym razie nie dotyczy Dzikiego Gonu. Stworzonej przez CD Projekt RED karcianki Gwint nie tak łatwo zapomnieć.

Sama budowa tej minigry przypomina takie kultowe marki jak Magic: The Gathering lub Star Wars. Jej zasady są stosunkowo proste, a jednocześnie pozwalają rozwinąć skrzydła wytrawnym taktykom i hazardzistom. Dodatkowo możemy składać swoje własne talie, kupować karty od kupców lub wygrywać je od znamienitszych postaci, jakie przyjdzie nam spotkać na drodze. Chyba nigdy wcześniej nie stworzono gry w grze, która sprawiałaby aż tyle frajdy i była tak bardzo angażująca.

Gwint jest rozbudowany do tego stopnia, że nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby twórcy nie opublikowali go jako osobnej gry. Tym bardziej należą się polskim deweloperom wyrazy uznania, że nie dali się skusić Mamonowi i wprowadzili tę karciankę do świata najnowszego Wiedźmina. Nie wszyscy odważyliby się na taki ruch, tym bardziej, że można byłoby z tego zrobić dobre „Free-2-Play”.

Nowe szaty Radowida

Wiele mówiło się i wciąż mówi o grafice Wiedźmina 3. Rzeczywiście, jak już zostało to zauważone, warstwa wizualna finalnej wersji nie prezentuje się tak dobrze, jak na wcześniejszych zwiastunach czy zdjęciach. Co ciekawe, najbardziej widoczne jest to w kontekście roślinności czy też innych elementów środowiska. Nieporównywalnie lepiej sprawy mają się w przypadku bohaterów. Twarze napotkanych postaci są wyraziste i zdaje się, że każda z nich jest na swój sposób odmienna. Niezwykłe wrażenie robi także mimika. Zapada w pamięć dialog, podczas którego Triss i Geralt zerkają na siebie znacząco. Nie w każdej grze bohaterom udaje się wyrazić tak wiele bez użycia słów.

Na szczególną uwagę zasługuje tu również technologia NVIDIA HairWorks. Mogłoby się wydawać, że włosy nie są tym, na co zwracamy uwagę. Drobna poprawka: nie zwracamy na nie uwagi, jeżeli nie są przygotowane w oparciu o HairWorks. Zarówno ludzkie fryzury, jak i sierść oraz grzywy bestii zachwycają. Aż żal zabijać napotkane wilki, bo wtedy ich futro przestanie się tak ładnie poruszać. Chciałoby się je podziwiać bez końca. Nic dziwnego, że jeden z wypuszczonych dodatków pozwala uczesać wiedźmina na różne sposoby.

Podobnie jest zresztą z tkaninami. Szaty niektórych postaci są bardziej realistyczne, niż jakikolwiek inny element stworzonego REDów świata. Patrząc na ubranie króla Redanii Radowida V nieomal czuje się pod palcami fakturę materiału. Ta troska o szczegóły sprawia, że osoby napotykane nawet w najdrobniejszych zadaniach i misjach są niezwykle charakterystyczne, a ich wygląd skutecznie przekłada się na wrażenie, jakie robią na graczu.