Historie myszą i padem pisane: Wspominamy Elder Scrolls III: Morrowind Gry komputerowe

Historie myszą i padem pisane: Wspominamy Elder Scrolls III: Morrowind

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-04-19

Jest taka miejscówa, w której za beztroskich czasów gimnazjum przebywałem więcej niż na własnym podwórku. Zapraszam na ostatni statek do Vvardenfell!

"Każde wydarzenie poprzedza Przepowiednia.
Ale bez Bohatera nie może być wydarzenia"

Zarin Artełas Król - Cień

Leniwie przecieram zaspane i mocno załzawione oczy. Powolnym i pełnym zmęczenia krokiem przedzieram się przez gęstą niczym włosy Wodeckiego mgłę, z utęsknieniem wypatrując jakiejś ostoi cywilizacji. Wiem, że już świta a ja nie zaznałem jeszcze snu, ale nie mogę teraz przerwać – nie po takiej podróży. Dotrę do jakiejś karczmy, zjem, zapiszę rozgrywkę i wtedy walnę w kimono. W końcu jest – z oddali słychać już sentymentalne zaciąganie Łazika, na horyzoncie zaznaczają się pierwsze zarysy drzew i budynków. Seyda Neen stoi dokładnie tam, gdzie ją zostawiłem. W roztrzaskanej kościanej zbroi, poobijany i z tuzinem chorób przytarganych od dzikich Ogarów i jeszcze dzikszych Skrzekaczy, włóczę stopami marząc o odpoczynku. Najważniejsze jednak, że moja piesza wędrówka z Sadrith Mora przez dziewicze Pastwiska, a następnie w kierunku Suranu opłaciła się. Co prawda część złupionego z grobowców i dwemerowych ruin złota przeznaczyć będę musiał na leczenie i naprawę sprzętu, ale i tak sporo zostanie w mojej kieszeni. Jeszcze więcej jednak pozostanie w mojej głowie, bo takiej historii nie tworzy się codziennie. Historii, którą z przyjemnością wspominam w 12 lat od premiery ukochanego Morrowinda.

ElderScrolls III: Morrowind wróg

„ Podobno dopłynęliśmy do Morrowind. Teraz pewnie nas wypuszczą.”

Jedna z najlepszych gier w mojej egzystencji trafiła na półki sklepowe kolejno 1 maja (PC) i 6 czerwca (Xbox) 2002 roku. Będąc kontynuacją (nie)sławnego Daggerfalla (przez liczbę błędów w finalnym kodzie powszechnie znanego jako Buggerfall), z lotu przyciągnęła atencję żądnej wypraw gawiedzi. Pomimo niepojętej liczby baboli w poprzedniej odsłonie serii marka ElderScrolls rosła bowiem w siłę, stając się pewnym wyznacznikiem zacnej przygody i wielkiego świata fantasy do zwiedzenia. I chociaż sam Morrowind nie mógł pochwalić się terenem gry o rozmiarach Wielkiej Brytanii – bo taki, mniej więcej, był obszar generowanego losowo Daggerfalla – udostępniona w nim wyspa już na zawsze pozostanie jedną z najbardziej charakterystycznych i klimatycznych lokacji w historii elektronicznej rozrywki.

ElderScrolls III: Morrowind wioska

Żadna część Starszych Zwojów nie byłaby oczywiście sobą, gdyby rozgrywka na „dzień dobry” nie wrzucała nas w skórę więźnia. Nie inaczej jest i w przypadku Morka, który standardowo wykorzystuje ten fakt i przekształcała go w zgrabnie wpleciony w rozgrywkę samouczek. Po nocnych majakach z Azurą (lokalnym bóstwem) i dziwnymi przepowiedniami w roli głównej, budzimy się na statku, a znany każdemu fanowi Elder Scrolls Jiub pyta nas o imię. Po zejściu na ląd trafiamy do swoistego biura rejestracji, gdzie w dalszym ciągu określamy kim tak naprawdę jesteśmy, przebierając w zestawie charakterystycznych dla tego uniwersum ras, znaków zodiaku i profesji. I piękne to były czasy, w których wszelkie dialogi było trzeba sobie czytać, a cała walka opierała się w zasadzie na trzech animacjach machnięć (pchnięcie, cięcie, uderzenie). Dajcie chwilę, zgarnę tylko łzę spływającą mi po policzku.

ElderScrolls III: Morrowind postać

Pod pozbawioną wówczas jeszcze finiszerów i bardziej wyszukanych animacji walką ciągle kryła się jednak niesamowita głębia, swoje fundamenty opierająca na niekończących się statystykach, wyliczeniach i szansach na trafienie. Sama liczba umiejętności potrafiła tu przytłoczyć – Akrobatyka, Bieganie, Długie Ostrze, Krótkie Ostrze, Włócznie, Alchemia, Ciężki Pancerz, Średni Pancerz, Lekki Pancerz – mogę tak prawie w nieskończoność. Skok na wyższy poziom umiejętności wymagał tu znalezienia wygodnego łóżka (legendarne „Prześpij się i przemyśl swoje osiągnięcia”), a każda rasa cechowała się lepszymi predyspozycjami do konkretnych klas. Jeśli kogoś była jednak taka wola, naszego orka-barbarzyńcę w trakcie rozgrywki powoli acz skutecznie przerobić mogliśmy na specjalizującego się w kradzieży i włamaniach dumnego członka Gildii Złodziei. Nic bowiem nie opisuje Morrowinda lepiej, niż wyrazy „wolność” i „swoboda”.

Balmora, eksploracja, taka sytuacja.

Cóż więcej napisać można tu o produkcji, której średnia ocen w serwisie Metacritic sięga 89% (i to także wśród samych graczy) i do której to świetną ścieżkę dźwiękową napisał sam Jeremy Soule? A chociażby to, iż w moim odczuciu jest to gra niosąca za sobą pewien paradoks. Z jednej strony chciałoby się o niej opowiadać w nieskończoność – o zapadających w pamięci lokacjach, o postaciach, dialogach, historiach, które piszą się same i które w związku z tym zapamiętuje się o wiele bardziej, niż bomby atomowe wybuchające 2 kilometry od gracza, gdy ten odlatuje helikopterem z pola bitwy. Z drugiej zaś, nie chcę wam już więcej mówić absolutnie nic, bo wszystko to, co w The Elder Scrolls III: Morrowind najpiękniejsze, powstaje na naszych oczach, gdy tylko sami całkowicie zanurzymy się w świecie gry. I w tym miejscu szczerze Was do tego zachęcam!

avatar
Dodaj
  • avatar
    Moja ulubiona gra wszechczasów, nie chodzi o grafike, ale to jak ta gra wciągała i fabuła przechodzila wszelkie granice:)
    ps. druga to pewnie SKYRIM .
    Zaloguj się
    12
  • avatar
    Powstały i wciąż powstają modyfikacje graficzne do tej gry, więc jest nieźle :) Osobiście wolałem Gothica (:P) gdyż sam kupiłem pełną wersję, jak tylko wyszła. Niemniej, grałem W MIII, mam gdzieś nawet pudełko z płytkami, ze wszystkim co tam wyszło. Każdemu kto kocha fabułę polecam.
  • avatar
    Buty niewidzialnej szybkości, zadanie od boga na zabicie Netcha przy pomocy widelca i ta radość kiedy włócząc się bez celu natrafiamy na jaskinię, w której znajdujemy jakiś legendarny przedmiot. To była gra.
    Zaloguj się
  • avatar
    Stare dobre czasy pamiętam jak mi to nie za dobrze chodziło na moim geforce'ie 256
    Zaloguj się
  • avatar
    Dobre czasy. Najlepsze zbroje pochowane w jakiś szafach w głębinach, lewitacja która trollowała wszystko i te animacje...
  • avatar
    A dlaczego "Na 7 Bóstw – klimat, klimat i jeszcze raz klimat!" Zawsze myślałem, że jest ich 9 :)
  • avatar
    Najlepszy RPG w jaki grałem, długi, klimatyczny i wymagający odrobiny szukania i myślenia nie to co dziś, a przede wszystkim wciągający! No i był sprzedawany w fajnym dużym kartonowym pudełku a w środku walały się płyty i instrukcja od boku do boku :D Ach te normalne czasy z dobrymi grami, dziś to już nie to samo... a szkoda.
  • avatar
    Warto tutaj wspomnieć o projekcie OpenMW, czyli praktycznie przepisaniu gry na otwarty silnik. Projekt ten uzyskał aprobatę twórców Morrowinda, więc jest ciekawie. Ta seria nigdy nie umrze :)
    Zaloguj się
  • avatar
    Morrowind - aż się łza w oczku zakręciła. Gra od której tak naprawdę zaczęła się moja przygoda z serią The Elder Scrolls. I ta przygoda trwa po dziś dzień. W trójkę grałem głównie u kumpla gdyż jeszcze wtedy nie posiadałem na tyle dobrego sprzętu, zaś już Obliviona odkrywałem na swoim pierwszym laptopie (fakt iż na bardzo niskich detalach, ale ważniejsza była rozgrywka aniżeli podziwianie ogromnego świata gry). Dziś posiadając Radeona HD7870 mogę cieszyć się przepięknym światem gry Skyrima, ale i tak na pierwszym miejscu zawsze była, jest i będzie rozgrywka.

    Benchmark dzięki za tek artykuł, dzięki wam znowu mam ogromną ochotę odkryć Morrowinda na nowo :-)
  • avatar
    Teraz tylko czekać na Skywind, boję się tylko, że jak zagram w takiego odpicowanego morka to już do starego nie wrócę.
    Zaloguj się
  • avatar
    Morrowind nie był zły, ale Gothic był znacznie lepszy! W Morrowind, przeszkadzało mi to że świat nie żył. Npc to tylko stojące kukły. W Gothic Npc pracowali, gdy było ciemno szli do domów spać, albo przy ognisku siedzieli.
    Po za tym w Morrowind mapa była za duża i przez to szybko gra się nudziła. Ile raz można było wchodzić, do podobnych do siebie jaskiń, które strzegły groźne potwory i bandyci, a w skrzyniach zamkniętych w 100% skomplikowania zamka, kryły się łyżki i widelce!
    Do tego jeszcze ten skalowany świat. Gracz uzyskuje nowy poziom doświadczenia, a wraz z nim potwory!
    Nie rozumiem tego zachwytu nad ta serią. W Gothicach rozgrywka i świat gry były bardziej przemyślane.
    Zaloguj się
  • avatar
    Zagral bym jeszcze raz ale nie w moderska wersje a reedycje Hd z Dubbingiem pl , lubie dubbingi w grach bo mi sie tak jakos przyjemniej gra , angielskie wykonanie czasem lepsze ale to nie to samo , imersja inna .... Mam tak tylko z grami filmy ogladam bez dubbingow ale bajki to inna historia ...Skyrim jest swietny , tylko ma jeden problem jak sie troche pozwiedza to wyczowalna jest mala ilosc rzeczy jakie mozna uslyszec od ludzi w miescie i stanowczo za malo roznorodnych glosow , wolal bym ludzi z lapanki na ulicy nizeli aktorow , mogli by nagrac linijki tekstu na jakiejs Gambleriadzie a fani gier by sie cieszyli , albo dac ogloszenie w Secret Servisie ze beda nagrywac to ludzie za darmo by przyszli ...
  • avatar
    Wychowałem się na gothicu i morrowindzie, obie gry stawiały na troszkę inny typ rozgrywki i za to kochałem je obie :D

    Skyrim jest świetny na swój sposób ale nie może równać się z legendą.
  • avatar
    W Morrowind nie było zamkniętych miast, był czar lewitacji, a dialogi były pisane przez co nie wyglądały jak wyjęte z telenoweli, tylko zawierały głębię i klimat. Przeciwnicy nie byli skalowani do naszych możliwości i wchodząc do pierwszej z brzegu jaskini spotykaliśmy przeciwnika, który rozwalał nas na dzień dobry...

    A, i interfejs był normalny a nie w wersji konsolowo-infantylnej (cztery pozycje na ekranie zamiast 40)...

    Ale te czasy już nie wrócą...
    Zaloguj się
  • avatar
    O kurde, jak to wygląda... Może lepiej niech te tygodnie w Morrowind pozostaną w pamięci bo wspomnienia się zepsują.
    Pamiętam pierwsze odpalenie i to woooooww. Odkrywanie wszystkiego, potem kolejne dodatki.
  • avatar
    Pamietacie liste ciosow do Mortal kombat 2 w Secret Service , wlasnie trzymam ja w rekach miodzio ...
  • avatar
    Tylko morrowind miał jeden problem przez co nie ukończyłem, główny wątek fabularny się gdzieś zatracał po parudziesięciu godzinach grania i potem już sam nie pamiętałem co miałem zrobić, skończyłem na odwiedzeniu jakichś wodzów plemion i zrobieniu dla nich jakiegoś pomniejszego zadania, miałem żone znaleźć któremuś, ona się gdzieś przy podróży zawiesiła i zniknęła czy ją coś ubiło i już dalej nie wiedziałem co robić :D
  • avatar
    Na ostatnim screenie Vivek bóstwo. Pamietam jak długo się meczyłem ale go zabiłem ( tak z ciekawosci :) i zostalem przeklety przez swiat Morrowind.