Internet

Afera Facebook i Cambridge Analytica [AKT. - komentarz Zuckerberga]

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2018-03-22

Informacje na temat użytkowników Facebooka w niekontrolowany sposób trafiały do Cambridge Analytica, a tam mogły być wykorzystywane do siania propagandy i wpływania na wyniki głosowań. To poważna afera, która może mieć różne zakończenia.

News, 21 marca 2018: Facebook i Cambridge Analytica to nazwy znajdujące się teraz na stronach głównych wszystkich największych serwisów informacyjnych. W sieciach społecznościowych nie brakuje zaś wpisów opatrzonych wymownym hashtagiem #deletefacebook. O co w ogóle chodzi? Wyjaśniamy, bo sprawa jest dość skomplikowana.

[AKTUALIZACJA: Pojawił się już komentarz Marka Zuckerberga w tej sprawie. Szczegóły pod głównym newsem!]

#deletefacebook, czyli afera Facebook i Cambridge Analytica – o co chodzi?

Cała sprawa dotyczy tego, jak wykorzystywane są informacje, które pozostawiamy po sobie w Internecie i czy coś takiego jak prywatność może w ogóle istnieć w erze mediów społecznościowych. Zanim przejdziemy do szczegółów warto jednak przedstawić głównych bohaterów historii. Facebooka przybliżać raczej nie trzeba, Cambridge Analytica zaś jest firmą zajmującą się analizą danych.

Co to jest Cambridge Analytica

Głównym zadaniem tego przedsiębiorstwa jest takie zbadanie zgromadzonych danych, by możliwe było utworzenie grup użytkowników połączonych w taki lub inny sposób (np. zainteresowaniami lub poglądami). Dzięki temu przedstawiane im treści mogą być spersonalizowane i tym samym zwiększana jest szansa – czy to na kupienie przez nich promowanego towaru, czy też ...zagłosowanie na odpowiedniego kandydata.

użytkownicy
Ilustracja: geralt/Pixabay (CC0)

Firmie Cambridge Analytica przypisuje się istotną rolę w powodzeniu co najmniej dwóch kampanii, o których w ostatnich latach było głośno: pierwszą był Brexit, drugą – wyścig Donalda Trumpa o fotel prezydenta USA. Gdzie jednak ta afera? Właśnie dotarliśmy do tego tematu. Otóż…

W 2015 roku dr Aleksandr Kogan z University of Cambridge zachęcał użytkowników Facebooka do pobierania „aplikacji badawczej wykorzystywanej przez psychologów” o nazwie „thisisyourdigitallife”. Około 270 tysięcy osób, które się na to zdecydowały, wyraziło zgodę na dostęp programiku do danych osobowych. I choć autor miał zapewniać firmę Zuckerbega, że dane będą zbierane anonimowo i wykorzystywane tylko do celów badawczych, jedno i drugie okazało się nieprawdą. Co więcej, pobierane były także informacje o znajomych.

Miliony użytkowników w bazie wyborców

Jak informują zagraniczne media, Cambridge Analityca potrzebowała jednak większych zasobów i znalazła na to sposób. Postanowiła oferować zainteresowanym 1 lub 2 dolary za wypełnienie internetowej ankiety – haczyk polegał na tym, że do uzyskania pieniędzy trzeba było jeszcze pobrać „odpowiednią” facebookową aplikację i wyrazić zgodę na dostęp do informacji na temat miejsca zamieszkania czy też polubień. Innymi słowy: w ten sposób kupowane miały być dane potrzebne do prowadzenia skutecznych kampanii.

Jak donosi New York Times, w efekcie tych rozmaitych działań udało się zebrać informacje na temat ponad 50 milionów użytkowników, zapewniając Facebooka o naukowym charakterze działalności. W efekcie tworzona była olbrzymia baza wyborców dla Cambridge Analytica i całego Strategic Communications Laboratories (SCL).

profil
Ilustracja: geralt/Pixabay (CC0)

Jak wytłumaczył były szef działu badań Cambridge Analityca, Chris Wylie, w rozmowie z Observerem, „wykorzystaliśmy Facebooka, aby pozyskać profile milionów osób. Na ich podstawie zbudowaliśmy modele. Mając konkretne informacje na ich temat i znając ich wewnętrzne demony mogliśmy tworzyć skuteczne przekazy polityczne. To był fundament tej firmy”.

W tym miejscu historia jednak wcale się nie kończy, bo jest jeszcze coś, co wymaga wyjaśnienia. Otóż dla reklamodawców i twórców aplikacji nie są dostępne wszystkie te informacje, które na temat użytkowników Facebooka uzyskała firma Cambridge Analytica. Nie musi to jednak oznaczać udziału społecznościowego giganta w całej sprawie – niektórzy spekulują, że informacje zostały uzupełnione na podstawie innych danych (takich jak wiek, lokalizacja czy właśnie polubienia). 

Odpowiedzialność Facebooka

Trudno jednak powiedzieć, że Facebook jest bez winy. Okazuje się bowiem, że kierownictwo nie zrobiło nic w tym kierunku, by przeszkodzić firmie Cambridge Analytica w gromadzeniu informacji na temat ich użytkowników. Mark Zuckerberg ma być wkrótce przesłuchany w tej sprawie.

Facebook
Logo Facebooka

Warto bowiem zaznaczyć, że o tej działalności Facebook miał się dowiedzieć już w 2015 roku i nic konkretnego z tą wiedzą nie zrobić (poza grzecznym upomnieniem). Dopiero gdy sprawa zaczęła wychodzić na jaw (to znaczy, gdy pojawiły się informacje o tym, że wyciekły informacje kilkudziesięciu milionów użytkowników – rozdział I afery) firma Zuckerberga zablokowała Cambridge Analytica i SNL oraz zażądała usunięcia zgromadzonych informacji. Nawet jeśli tak się stanie, na podstawie tego, co wie już dzisiaj, firma analityczna będzie w stanie prowadzić skuteczne kampanie przez wiele lat.

Firma Cambridge Analytica – wpadła czy nie wpadła?

Oczywiście przy założeniu, że będzie mogła normalnie kontynuować działalność, bo dyrektor generalny firmy Cambridge Analytica, którym jest Alexander Nix, został we wtorek zawieszony na czas trwania śledztwa.

Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że to właśnie jego (potajemnie zarejestrowane) wypowiedzi „pomogły” w wypłynięciu sprawy na wierzch (rozdział II). Była to prowokacja, w której dziennikarz Channel 4 News podawał się za bogacza ze Sri Lanki, mającego konkretne preferencje co do wyników nadchodzących wyborów.

Przedstawiciele Cambridge Analytica twierdzą jednak, że do spotkania doszło z innego powodu. – „Ocena legalności i ryzyka utraty reputacji przy nowych projektach jest dla nas kluczowa. Dlatego podejmujemy rozmowy z potencjalnymi klientami, aby spróbować pozbyć się wszystkich nieetycznych lub nielegalnych intencji. Spotkanie było zachętą dla klienta do ujawnienia jego intencji. Poważne obawy sprawiły, że nie doszło do ponownego spotkania”. Firma zapewnia więc, że nie pomaga w taki sposób w wygrywaniu wyborów.

Właśnie wokół wyborów, tyle tylko że w Stanach Zjednoczonych, kręci się cała sprawa. Nie jest bowiem tajemnicą, że sztab Donalda Trumpa mocno inwestował w cyfrową kampanię, a ta była prowadzona przez Cambridge Analytica. Znajomość preferencji wyborców mogła więc pomóc w kierowaniu do nich odpowiedniego przekazu, a to zaś bezpośrednio mogło przełożyć się na sukces.

Facebook ma teraz poważny problem

Ten sukces może jednak doprowadzić do klęski Facebooka. Po wycieku danych akcje giganta spadły o kilka procent, a kolejny rozdział afery przyniósł kolejne spadki. Jeszcze dwa dni temu wyceniana na prawie 185 miliardów dolarów firma dziś warta jest nieco ponad 165 miliardów. Finanse to jednak tylko jeden z jej problemów – przedstawicie kolejnych krajów domagają się wyjaśnień i grożą poważnymi konsekwencjami.

W najlepsze trwa też akcja #deletefacebook, w której zachęca się użytkowników Facebooka do usuwania kont. Przyłączył się do niej nawet Brian Acton – jeden ze współzałożycieli WhatsAppa, który sporo zarobił na sprzedaży tego produktu właśnie firmie Marka Zuckerberga. 

Z oskarżaniem kogokolwiek na razie trzeba się jednak wstrzymać – sprawa jest w toku i najpewniej prędko się nie skończy. Niemniej jednak nie wygląda to dobrze: ani dla Facebooka, ani dla Cambridge Analityca, ani dla nas, użytkowników. Tym bardziej że jest to tylko jedna sytuacja, o której usłyszeliśmy, a rynek gromadzenia i analizy danych ma się wyśmienicie.

 

Aktualizacja, 22 marca 2018: Mark Zuckerberg przerwał milczenie i skomentował sprawę. Dyrektor generalny Facebooka nie przeprosił wprost 50 milionów użytkowników, których dane trafiły w niepowołane ręce, ale przyznał, że „na nas spoczywa odpowiedzialność za ochronę waszych danych i jeśli nie jesteśmy w stanie tego zapewnić, nie zasługujemy na to, by wam służyć” – napisał.

„Pracowałem, aby zrozumieć, co dokładnie się stało i jak sprawić, by mieć pewność, że taka sytuacja się nie powtórzy” – kontynuował Zuckerberg. – „Ostatecznie to ja jestem odpowiedzialny za to, co dzieję się z naszą platformą”.

Co dokładnie zamierza zrobić Zuckerberg? – „Najpierw przebadany wszystkie aplikacje, jakie miały dostęp do dużych ilości informacji […] i przeprowadzimy pełny audyt każdej aplikacji z podejrzaną aktywnością – zablokujemy dostęp każdemu programiście, który nie zgodzi się na taki audyt. Zablokujemy również tych, którzy naruszają zasady” – wytłumaczył.

To jednak nie wszystko – „Jeszcze bardziej ograniczymy dostęp programistów do danych użytkowników, aby zapobiec innym rodzajom nadużyć. Na przykład odetniemy im dostęp, jeśli użytkownik od 3 miesięcy nie będzie korzystał z ich aplikacji, zredukujemy liczbę przekazywanych informacji i wymusimy na autorach podpisywanie umowy, jeśli będą chcieli uzyskać dostęp do bardziej szczegółowych danych” – dodał. 

Co do samej sprawy, Zuckerberg twierdzi, że firma Cambridge Analytica w 2015 roku zapewniła go, że usunęła uzyskane informacje na temat użytkowników. – „W ubiegłym tygodniu dowiedzieliśmy się od redakcji The Guardian, The New York Times i Channel 4, że prawdopodobnie nie usunęli jednak tych danych. Natychmiast zakazaliśmy im korzystania z naszych usług” – zapewnił i dodał, że trwa w tej sprawie śledztwo.

„Pragnę podziękować wszystkim, którzy nadal wierzą w naszą misję i chcą budować tę wspólnotę. Wiem, że uporanie się z wszystkimi tymi problemami zajmie dużo czasu, ale obiecuję, że przejdziemy przez to i stworzymy lepszą usługę” – zakończył swój wpis Mark Zuckerberg. 

Źródło: The Next Web, Business Insider, Engadget, The New York Times, Observer, BBC, Quartz. Ilustracja: geralt/Pixabay (CC0)

marketplace

Komentarze

11
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Dlaczego robia z tego afere, poniewaz teraz kazda wieksza korporacja czy jakikolwiek kapital "zagraniczny" jest w stanie ustawic wybory czy ogolnie wplynac na to co ludzie sobie mysla w tych swoich glowkach.

    Kiedys monopol nalezal do telewizji oraz prasy lokalnej. Z jednej strony krytykuje sie ze w Rosjii na kartach do glosowania jest 2 kandydatow i oboje nazywaja sie Vladimir Putin. Ale jak telewizja i prasa sieje propagande a ludzie glosuje nie na program partii tylko na to ktory kandydat "fajniej" sie prezentuje - to jest zupelnie OK

    Jedyne dobre co z tego moze wyjsc to jakis akt ktory zmusi korporacje do usuniecia naszych danych jezeli o to poprosimy. Ale czy te dane naprawde zostana skasowane ? niewydaje mi sie. Od dawna wiadomo ze w przyrodzie nic nie ginie :)
  • avatar
    Ojjjj..... Jak mi przykro:D
  • avatar
    Nie rozumiem, dawno już było wiadomo, że facebook messenger korzysta z mikrofonu w tle i podsłuchuje użytkowników, a dopiero przy tym wybuchła afera?
    Zaloguj się
  • avatar
    Nie rozumiem o co tyle szumu. Firma gromadziła dane o użytkownikach facebooka ale tylko tych którzy wyrazili na to zgodę (aplikacja, regulamin do zatwierdzenia i nawet płatne ankiety) Nic nie ukradli nigdzie się nie włamali. Dane wykorzystali do tworzenia spersonalizowanej reklamy w tym wypadku spotu wyborczego. Nadal nie widzę tu żadnej podstawy do nazywania tej sprawy aferą. Nie mam mowy o żadnym manipulowaniu wynikami wyborów bo oni tylko wysłali spoty wyborcze ludziom. Czym to się różni od wrzucania ulotek wyborczych do skrzynek pocztowych? Niczym, poza skutecznością bo najpierw wytypowano zainteresowanych. Nikt nikomu nad urną nie przykładał pistoletu do głowy. A samo stwierdzenie o dbaniu przez FB o prywatne dane użytkowników to dopiero oksymoron, skoro cała zasada działania tego internetowego wysypiska śmieci polega na cyfrowym ekshibicjonizmie użytkowników. Ludzie z własnej woli udostępniają od groma danych a potem się robi larum że na podstawie tych danych ktoś wysłał reklamy przedwyborcze? Litości.
    Zaloguj się
  • avatar
    Dziwi mnie żę ludzie tak chętnie sprzedają swoje dane jak dzi**a pod latarnią.
    Zaloguj się
  • avatar
    "W sieciach społecznościowych nie brakuje zaś wpisów opatrzonych wymownym hashtagiem #deletefacebook." - ludzie naprawdę są takimi idiotami że myślą że te inne sieci społecznościowe nie robią dokładnie takich samych rzeczy?