Drony

DelivAir, czyli dostawa dronem do rąk własnych - ciekawe, ale nierealne

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2017-10-05

Zagrożenia są niestety zbyt duże, by można było myśleć o realnych korzyściach płynących z wdrożenia rozwiązania, takiego jak DelivAir.

To, że w przyszłości to drony będą pełnić funkcję kurierów, jest całkiem prawdopodobne. Propozycja firmy Cambridge Consultants ukryta pod nazwą DelivAir jest już jednak zupełnie oderwana od rzeczywistości. Co wcale nie czyni jej mniej interesującą.

Wyobraźcie sobie, że zamawiacie przesyłkę, a ta dociera do was. Nie do waszego mieszkania, lecz prosto w wasze ręce, nawet jeśli znajdujecie się poza domem. Wszystko to dzięki systemowi opartemu na GPS-ie. Brzmi ciekawie i wygląda zresztą też…

...ale problemów z tym pomysłem jest co najmniej kilka i to nawet wtedy, gdy pominiemy podstawowy (czyli konieczność ciągłego korzystania z lokalizacji GPS). Weźmy chociaż kwestię akumulatorów, które w latających bezzałogowcach nie wytrzymują zbyt długo, co jest problemem w typowych warunkach, a co dopiero podczas ścigania się po mieście z użytkownikiem.

To ewentualnie można by rozwiązać za pomocą mocno rozwiniętej sieci stacji ładowania / wymiany akumulatorów. Podstawowy problem dotyczy jednak bezpieczeństwa. Ze względu na bezpieczeństwo właśnie, przepisy na całym świecie zabraniają latania dronami tuż przy ludziach i w terenie zabudowanym. To zaś (przynajmniej na razie) przekreśla szanse DelivAir na powodzenie.

Mimo to praca inżynierów z Cambridge Consultants nie musi iść na marne. Nawet jeśli ich pomysł nie zostanie wykorzystany w handlu, to może przyspieszyć prace nad dostarczaniem ekwipunku medycznego na miejsce wypadku lub innych produktów w sytuacjach kryzysowych.

Źródło: The Verge, Cambridge Consultants

marketplace

Komentarze

1
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Dziwne rozwiązanie, np. jestem gdzieś dalej od domu na spacerze, a tu dron przyleciał mi dostarczyć nową kartę graficzną. I co, przez pół miasta paraduję z pudełkiem pod pachą? Może to spisek taksówkarzy, żeby wtedy taryfę prosto do domu zamawiać :>