• benchmark.pl
  • Foto
  • Bardzo dobry wizjer elektroniczny i ekran LCD w aparacie - to może być pułapka
Foto

Bardzo dobry wizjer elektroniczny i ekran LCD w aparacie - to może być pułapka

z dnia 2018-01-06
Karol Żebruń | Redaktor serwisu benchmark.pl
12 komentarzy Dyskutuj z nami

Tytułowe stwierdzenie można odczytać jakie krytykę zbyt dobrej jakości tych elementów w aparatach fotograficznych. Takie rozumowanie to jednak także pułapka. Poprawa jakości wizjerów elektronicznych i ekranów podglądu jest wskazana, ale trzeba wiedzieć jakie są tego konsekwencje.

Korzystać z nowoczesnych technologii trzeba umieć, podobnie jak trzeba umieć rozsądnie wydawać pieniądze na jej zakup. To pogląd, z którym nie ma co dyskutować, jednak gdy sięgamy garściami po nowoczesne rozwiązania możemy zagubić się i przestać zwracać uwagę na konsekwencje jakie niesie ich stosowanie. Z tego też powodu stawiam tezę, że zbyt dobry wizjer elektroniczny czy ekran podglądu w cyfrówce może przesłonić nasze faktyczne umiejętności, albo zwyczajnie ukazać świat zbyt wyidealizowany.

Wizjery elektroniczne i ekrany podglądu - jak to się zmieniało

Fenomen fotografii cyfrowej wziął się nie tylko z faktu natychmiastowej (w porównaniu z fotografią analogową) dostępności gotowych zdjęć, ale też z faktu łatwości ich podglądu jeszcze w aparacie. Możliwość obejrzenia zdjęcia, upewnienia się, że widać na nim to co chcemy (nie chodziło jeszcze tutaj o to czy zdjęcie jest dobrze naświetlone i inne z tym związane sprawy) była tym o czym marzyli użytkownicy aparatów analogowych.

W szczególności pstrykający małpkami amatorzy, którzy dopiero w salonie foto po odebraniu koperty z odbitkami przeżywali zadowolenie lub rozczarowanie (gdy okazało się, że zdjęcie nadaje się do śmieci).

Pierwsze ekrany podglądu były niewielkie i równie niewiele można było wywnioskować z wyświetlonego na nich zdjęcia. Ale też przyczyniły się do narodzenia trendu fotografowania z podglądem na żywo (stało się to wręcz jedynym możliwym sposobem kadrowania w aparatach amatorskich) i zmieniły nasze podejście do oceny zdjęcia, która zachodziła już tuż po jego wykonaniu.

Canon Powershot G3 i G3X
13 lat ewolucji - od Canon Powershot G3 do Canon Powershot G3X

Z czasem ekrany podglądu stawały się coraz lepsze. Rosła przekątna wyświetlacza, rozdzielczość, zmieniała się technologia wykonania. Za przełomowy moment można uznać dzień, gdy pojawiły się ekrany o rozdzielczości około 920 tysięcy punktów, czyli o rozdzielczości VGA. Na ekranie komputera niewielkiej, ale w aparacie dającej wysokiej klasy podgląd zdjęć.

Ten artykuł pochodzi ze strony benchmark.pl

Ekran cały czas potrafił oszukać, na przykład podczas fotografowania nocą. Oglądany na nim obraz wydawał się jaśniejszy niż był w rzeczywistości. Powoli zaczęliśmy przyzwyczajać się do analizy histogramu, który potrafił dużo więcej powiedzieć o prawidłowości ekspozycji niż nasze oko.

Dziś ekrany podglądu mają przekątne co najmniej 3 cali. W lustrzankach najczęściej to 3,2 cala, ale spotykane są jeszcze większe przekątne. Największe w aparatach, które w zasadzie są smartfonowymi hybrydami - tam nawet 5 cali nie zaskakuje. Możemy liczyć na mocno nasycony barwami obraz i jego detaliczność - rozdzielczość około miliona punktów, a w przypadku lepszych modeli nawet 1,4-1,6 miliona, to coś normalnego. Ekran poniżej 3 cali i rozdzielczość mniejsza niż wspomniane 920 tys. punktów to wyznacznik sprzętu z bardzo niskiej półki.

Ekran podglądu menu
Ekran podglądu wspomaga też menu aparatu

Wizjery elektroniczne rozpoczęły swoją karierę w fotografii cyfrowej dużo później, choć w branży konsumenckiej z elektronicznym podglądem obrazu zetknęliśmy się już w czasach kamer wideo. Przez pierwsze lata wizjery elektroniczne zbierały cięgi od wszystkich. Mizerna jakość wyświetlanego obrazu czyniła je jedynie ciekawostką i trudno było z tym polemizować.

Z czasem jednak amatorów wizjerów elektronicznych przybywało. Gdy pojawiły się bezlusterkowce wiadomym było, że wizjer elektroniczny musi wyewoluować do formy akceptowalnej nie tylko przez pierwszego lepszego amatora, ale i wymagającego użytkownika. I tak się stało, producenci w końcu opanowali technologię sprawnego odświeżania obrazu w wizjerze tak by wyglądał naturalnie, doprowadzili rozdzielczość do poziomu, który sprawia że dość trudno odróżnić obraz cyfrowy od obrazu naturalnego jaki widzimy przez wizjery optyczne.

Zmieniły się też rozmiary wizjerów. Zamiast rozmiaru klatki mikrofilmu mamy dziś wizjery tak duże jak w najlepszych lustrzankach, a nawet większe.

Wizjery elektroniczne zostały w końcu docenione za niewątpliwą zaletę, jaką jest możliwość modyfikacji wyświetlanego obrazu. Podczas kadrowania w trudnych warunkach możemy sztucznie rozjaśnić obraz, by lepiej widzieć szczegóły. Możemy nanieść na niego dodatkowe dane informacyjne w sposób wygodniejszy niż czyniło się to w wizjerze optycznym.

Można powiedzieć, że wizjery elektroniczne i ekrany podglądu przeszły długą drogę i dziś stanowią znakomitego towarzysza fotografującego. W tej doskonałości (z którą nadal można przecież polemizować) jest jedno poważne „ale”.

Wizjery elektroniczne i ekrany podglądu - gdzie ta pułapka?

Pewnie nie raz widzieliście fotografa, który co zdjęcie zerka na ekran podglądu, by ocenić fotografię, a i sami nie potraficie często uwolnić się od tego nawyku. Szczególnie w towarzystwie, gdy znajomi chcą jak najszybciej zobaczyć jak wypadli na zdjęciu, albo po prostu co na nim widać.

W tym momencie do głosu dochodzi sprzęt. Teoretycznie uważna inspekcja histogramu i przegląd zdjęcia w powiększeniu pozwoli wydać właściwy werdykt - kasujemy lub nie. Teoretycznie, bo w praktyce towarzyszące fotografowaniu emocje i mimo wszystko niewielki rozmiar ekranu podglądu, potrafią nas oszukać. A gdy jeszcze w aparacie mamy włączone funkcje poprawy wyświetlania kolorów na ekranie, zwiększoną jasność wizjera i dodamy do tego jego kontrast, który odstaje od naturalności, to… mamy zafałszowany, wyidealizowany obraz rzeczywistości, który po przeniesieniu do komputera, a nawet wyświetlony na ekranie smartfona nie musi koniecznie już tak idealnie się prezentować.

Szczególną uwagę powinni zwracać fotografujący w RAW-ach bez uciekania się do JPEG-ów. To co widzą na ekranie podglądu może kompletnie nie przystawać do tego co prezentuje sobą plik RAW. A w komputerze doprowadzenie RAW-a do takiej samej postaci jak ma plik JPEG wcale nie musi być betką.

Ekran LCD fotografowanie

Im mniejszy ekran tym trudniej wykryć ewentualne kłopoty z ostrością, bo wszystko wydaje się dużo wyraźniejsze niż na dużym formacie. Znajomi zachwyceni naszymi zdjęciami poproszą o pliki, a my możemy boleśnie się przekonać, że wydające się ostrymi fotografie są w istocie nieostre.

Powyższe problemy w żadnym wypadku nie są regułą, ale warto pamiętać, że to co widzimy na ekranie aparatu nie musi równie zachwycać na ekranie komputera.

W przypadku wizjera elektronicznego pokutuje czasem przekonanie, że zdjęcie będzie stopklatką z tego co widzimy wizjerze. Faktycznie, wizjery elektroniczne potrafią bardzo sprawnie symulować wygląd zdjęcia już przed jego wykonaniem, ale w sytuacjach gdy fotografujemy w trudnym oświetleniu czy z włączonymi polepszaczami obrazu wizjera, prawda będzie odbiegać od tego co ujrzymy na ekranie.

Paradoksalnie, to nie rozdzielczość, ale właśnie fakt przetworzenia obrazu (wizjer elektroniczny wyświetla obraz, optyczny tylko go przekazuje z odbicia) jest cechą, która zawsze odróżni wizjer elektroniczny od optycznego (póki co).

Rozsądne użytkowanie sprzętu - recepta, która zawsze się sprawdza

Wspomniane przeze mnie pułapki to problemy, których nie musimy dostrzegać codziennie, ba nawet możemy kompletnie nie zdawać sobie z nich sprawy, a ich występowanie będzie dla nas nieistotne. Jednak, gdy kiedyś zrzednie Wam mina, bo przecież miało być tak fajnie, a wyszło jakoś przeciętnie, wiedzcie, że to niekoniecznie tylko wina fotografa czy słabej optyki albo sensora, ale też bardzo dobrego wizjera czy ekranu podglądu.

Nie piszę zbyt, bo byłoby to zaprzeczeniem potrzeby posiadania takowego. Sam cieszę się, gdy producenci poprawiają parametry wizjerów i wyświetlaczy. Lecz staram się też cały czas pamiętać, że piękny obraz na ekranie i w wizjerze może być mocno udoskonalony. Rozsądek w aktywowaniu polepszaczy obrazu, manipulowaniu jasnością wyświetlaczy, a także zdobywane doświadczenie i pewien sceptycyzm są nieocenioną pomocą w drodze do pełnego zadowolenia z wykonywanych zdjęć.

Fotografia smartfonowa

Bo jak by nie było, ekrany podglądu czy wizjery w aparatach to nie najlepsze miejsce na przeglądanie zdjęć w większym gronie. Innego zdania mogą być użytkownicy smartfonów i zgodzę się z tym poglądem. Fakt, że zdjęcia wykonane smartfonem często na nim pozostają sprawia, że tak bardzo dobrze urządzenia mobilne zadomowiły się w branży fotograficznej.

Źródło: Inf. własna

marketplace

Komentarze

12
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy - tak można by streścić treść artykułu, a ten zamiast narzekać na poprawiacze obrazu, mógłby uczyć pseudo-fotografów odpowiednich technik, choćby wiedzy jaką i w jakich warunkach dany aparat ma czułość, jakie generuje szumy, czy jakie ma opóźnienie obrazu. Najlepiej na kilku przykładach.
    A sugestia dla osób używających RAWów, jakoby sobie z nimi nie radzili, bo trudno uzyskać taki sam efekt jak na podglądzie... chyba autor nie używał żadnego z programów wywołujących RAWy producenta aparatu? Słabo autorze, słabo...
  • avatar
    Aż musiałem napisać komentarz tutaj pierwszy raz od bardzo dawna. Teza przedstawiona na początku jest błędna. Ekran i wizjer elektroniczny w aparacie nie może być "zbyt dobrej jakości". Ma wyświetlać kolory zgodnie z przestrzenią barwną (np. sRGB) i z odpowiednią krzywą gamma (2.2). Jeśli wyświetla kolory zbyt nasycone, lub zbyt kontrastowe to nie jest "zbyt dobrej jakości" a marnej jakości.
    "Pewnie nie raz widzieliście fotografa, który co zdjęcie zerka na ekran podglądu, by ocenić fotografię, a i sami nie potraficie często uwolnić się od tego nawyku. "
    Nie rozumiem czemu ktoś miałby się od poprawnego nawyku uwalniać. Dzięki szybkiemu zerknięciu, możemy ocenić czy pomiar światła zbyt się nie pomylił (szczególnie ważne w lustrzankach) i czy AF trafił tam gdzie trzeba, czy ktoś nie zamkną oczu. Zależnie od sytuacji, jeśli coś będzie nie tak możemy zdjęcie wykonać jeszcze raz, później przed komputerem już nie mamy takiego komfortu.
  • avatar
    W RAW-ach zdjęcia robią tylko 'świadomi" użytkownicy aparatów, reszta może jakieś 90% wali setki zdjęć w jpg i to im wystarcza. Sam mam lustrzankę, taką średnią i co dla mnie najważniejsze w podglądzie wykonanego zdjęcia to naświetlenie i czy trafił w ostrością w punkt, potem segregacja i obróbka każdego pozostawionego zdjęcia. Ale jestem w tych 10% pstrykających, pozostali moi znajomi na moich na przykład z jakiegoś wypadu mam powiedzmy ok 30 zdjęć to oni po 300 i jak dla mnie w większości albo za mało ostre czy niedoświetlone a zostawiają bo na ekranie ładnie wyglądało.
  • avatar
    Przecież gdy robimy do Rawa to taki Raw ma ustawienia takie jak jpeg. Można je zmienić w parę sekund. Ale klikając na Rawie zgranym prosto z aparatu klawisz "wywołaj" to dostaniemy dokładnie takiego jpeg-a jak z aparatu.

    Nie wiem... może w innych aparatach jest inaczej. Ale Canony zapisują w Raw-ie takie ustawienia jakie miał aparat. Czyli takie nasycenie kolorów, kontrast itp - jak w jpegu. Potem można to suwakami w wywoływarce rawów zmienić na inną wartość.
    Ale nie klikając nic mamy dokładnie to, co jpeg.


    Oczywiście jest tak gdy stosujemy wywoływarke do zdjęć Canona.
    w Lightroomie już nie. Ale bez przesady. 3 suwaki dosłownie wystarczy zmienić by zdjęcie wyglądało jak z jpega w moim aparacie.

    Zaloguj się
  • avatar
    Komentujący zapominają o tym że większość ludzi robi zdjęcia dla wspomnień, jakość nie jest najważniejsza... Dla mnie i wielu liczą się emocje jakie wzbudza dane zdjęcie, ma być w miarę ostre i tyle... Jak chcę zdjęcie artystyczne to bardziej się przykładam. Nie ma sensu porównywać właścicieli zwykłych pstrykadeł do profesjonalnego sprzętu.
  • avatar
    VGA ma 640x480 = 307 200 punktów. 900 tys. to jednak trochę lepiej :)
    Zaloguj się
  • avatar
    Ale i tak bez dobrej podglądówki ani rusz - wizjer ani wyświetlacz wbudowany nigdy tego nie zastąpi, tym bardziej że w podglądówce możemy ingerować we wszelkie parametry obrazu, nie mówiąc o pomocnych narzędziach.