To nie badania, naukowe prognozy i inne statystyki, a - póki co - jedynie pobożne życzenie Linusa Upsona, wiceprezesa giganta odpowiedzialnego za system Chrome OS. Trzeba jednak przyznać, że w rozmowie z New York Times był bardzo pewien swego.
Najważniejszy ma być aspekt wydajnościowy. Zdaniem Upsona system będzie tak prosty w obsłudze, że przedsiębiorstwa zaoszczedzą masę czasu poświęconego dotychczas na biurokrację, przekopywanie się przez sieciowe zakamarki czy inne problemy z komputerami. Co więcej - wszystkim zajmie się Google, więc etaty firmowych administratorów staną się poważnie zagrożone.
Twórcy wierzą, że prostota i oczywistość interfejsu zmieni sposób postrzegania systemów operacyjnych. Użytkownik odpalający internetową przeglądarkę ma nie zastanawiać się nad tym, co ta w sobie zawiera, jak jest szybka i czy aby konkurencja nie przygotowała czegoś lepszego. Ma korzystać z niej, bo jest idealna, prosta i doskonale dopasowana do jego potrzeb. Tak, jak i cała reszta systemu.
Jeśli już Google przekona do swojego systemu firmy, to muszą one wiedzieć, że system od początku tworzony jest tak, by umożliwić szybką ucieczką z Windowsa. Nawet zaawansowane korporacje szybko przeniosą więc swoje dane i "na stałe zmienią warunki swojej pracy na lepsze".
Na samym końcu czytamy elementy debaty na temat relacji Chrome OS i Androida. Upson wierzy, że oba systemy prędzej czy później połączą się w jedną, doskonałą całość. Z drugiej strony Eric Schmidt stojący na czele Google póki co uważa, że Chrome jest idealny dla klawiatur, a Android - dla paneli dotykowych. Póki co czekamy na nowe dziecko giganta - premiera w pierwszej połowie 2011 roku.
Źródło: TechSpot