Silnik graficzny - rewolucja ?!
FIFA 09 w wersji dla pecetowców zapowiadana była jako totalna rewolucja. Wprawdzie na sporej części graczy tego typu obietnice z ust Electronic Arts nie robią już najmniejszego wrażenia, jednakże tym razem rzeczywiście miało być inaczej – przede wszystkim w kwestii wizualnej. Oprawa graficzna komputerowej wersji najsłynniejszej gry o piłce nożnej na świecie od kilku dobrych lat prezentowała się słabo, przywodząc na myśl raczej największe hity minionego tysiąclecia, a to z kolei skutecznie zniechęcało do zabawy. Rzeczywiście – EA Sports nie kłamało i tym razem jest dużo lepiej. Ale to wcale nie znaczy, że nowa FIFA jest świetna. Co więcej, to nawet nie znaczy, że jest dobra.
Z FIFA 09 po raz pierwszy zetknąłem się już w lipcu tego roku, kiedy na specjalnym pokazie prasowym udało mi się zabawić przy niej nieco ponad godzinę, a przy tym porozmawiać z Paulem Hossackiem, człowiekiem odpowiedzialnym za pecetową wersję gry. Pierwsze wrażenia nie były szczególnie pozytywne, jednak twórcy zapewnili mnie, że do czasu premiery wszystkie drobne błędy zostaną wyeliminowane. I tak oto nadszedł październik, a do polskich sklepów trafiła w końcu długo oczekiwana produkcja. Biorąc pod uwagę wciąż niezbyt wielką popularność konsol w naszym kraju, to właśnie ta odświeżona, pecetowa edycja adresowana jest do większości rodaków.
DLA CIEBIECyfrowy Polak - Wykluczenie cyfrowe
A szkoda, bo tajemnicą nie jest, że wersja przygotowana z myślą o posiadaczach Xbox 360 oraz Playstation 3 to prawdziwe arcydzieło. Już od kilku lat EA Sports wyjątkowo przykłada się do produkcji adresowanych na rynek next-genów, gardząc przy okazji tymi pecetowymi. O konwersjach (co wydawałoby się najprostszym i najbardziej logicznym rozwiązaniem) mowy być nie mogło, bowiem – wedle zapewnień twórców – jedynie kilka procent graczy byłoby w stanie odpalić taką FIFĘ na swoich komputerach. Dlatego też w tym sezonie otrzymujemy wersję po sporym liftingu, ale wizualnie i jakościowo nadal wyraźnie odstającą od tego, co dostali konsolowy.
Ta mała rewolucja to między innymi rozbudowanie obsługi większych rozdzielczości, poprawienie wirtualnej murawy – tym razem jest ona w pełni trójwymiarowa, zdecydowanie większe nasycenie otoczenia żywymi kolorami, a także kilkanaście innych, drobnych korekt. Między innymi publiczność przestała w końcu przypominać wyciętych z papieru potworków, choć nadal jest im daleko do w pełni ludzkiej formy.
Ostatecznie cała ta gama zabiegów sprawiła, że przestarzała FIFA złapała drugi oddech. Efekt jest taki, że w końcu oprawa wizualna nie odpycha do monitora na tyle mocno, by nawet nie zagłębiać się w to, co oferują bogate możliwości rozgrywki. Edycje 07 i 08 zbierały za to solidne lanie i niskie noty od recenzentów. Trudno jednoznacznie określić czy grafika jest lepsza niż w całkiem ładnym (przy maksymalnych detalach) Pro Evolution Soccer 2008. Na pewno obie gry mocno się od siebie pod względem oprawy różnią. Zależy to więc od indywidualnych upodobań, chociaż FIFA jest chyba nieco bliższa temu, co oglądamy w transmisjach telewizyjnych, między innymi przez wyraźnie podkreślone zmienne warunki pogodowe czy cykl dnia/nocy.
Niestety sielanka trwa tylko tak długo, jak zatrzymujemy się na etapie porównań z poprzedniczkami. W konfrontacji z teraźniejszością nowemu dziecku EA Sports idzie znacznie gorzej. Oprawa cały czas nie zachwyca, zwłaszcza jeśli widzieliśmy możliwości edycji konsolowych. Na dodatek regularnie przytrafiają się jej różne błędy, takie jak na przykład znikające części ciała, zmieniająca się fryzura czy „obiekty widmo” sporadycznie goszczące na stadionie. Całe szczęście, że nie ma to znaczącego wpływu na zabawę.
Cieszy natomiast, że twórcy zadbali o to, by komputerowi piłkarze przypominali swoich rzeczywistych odpowiedników. Niezwykle podobni do samych siebie są wirtualni Rooney, Ronaldinho, ale i nie lansowani na główne gwiazdy produkcji Ibrahimovic albo Mancini. Niestety ta dbałość o szczegóły tyczy się tylko najbardziej znanych piłkarzy, dlatego w innych wypadkach zdarzają się pomyłki typu źle dobrany kolor włosów, fryzura, rysy twarzy. Takich wpadek jest na szczęście niewiele, a i chyba tylko największym miłośnikom detali może coś takiego przeszkadzać. Na pocieszenie dostali jednak wiele różnych rodzajów butów i piłek.
Maksymalny poziom detali.
- Minimalny poziom detali.
Maksymalny poziom detali.
- Średni poziom detali.
Minimalny poziom detali.
Tajemnicze widgety. Tryb rozgrywki
FIFA 09 jest swoistą rewolucją na arenie menusów – i to nie tylko w historii serii, ale i gier komputerowych w ogóle. Twórcy postawili na system widgetów, coraz popularniejszych przy tworzeniu stron internetowych. Poszczególne elementy interfejsu możemy poustawiać sobie w dokładnie takiej kolejności, w jakiej mamy ochotę, co – trzeba przyznać – jest dość praktyczne. Szybko bowiem okaże się, że część z oferowanych przez EA ramek kompletnie nas nie zainteresuje.
Pierwsza, to historia naszego dotychczasowego dorobku, a więc porcja statystyk i zestawień, zawierająca w sobie także malutki system „achievementów” – między innymi odblokowane stadiony czy wykonane zadania. Jest to tak naprawdę jedyny w pełni przydatny i praktyczny widget. Wszystkie pozostałe w sporym stopniu połączone są z internetem, bez którego w FIFA 09 ani rusz. Jeden z nich pobiera wiadomości związane z tematyką piłki nożnej. Niestety – choć zdarzają się bardzo interesujące nowinki – jako jedyny element gry są one w języku angielskim. Szkoda, że polski wydawca nie pokusił się o podpisanie stosownych umów z lokalnymi dostarczycielami newsów ze świata futbolu.
Pozostałe dwa widgety związane są z naszymi osiągnięciami w trybie multiplayer (na jego temat kilka słów w dalszej części recenzji), zaś na samym końcu piąty i ostatni patent tego typu – „Sezon Live Adidas”. I nie będę ukrywał, że wzbudził we mnie ambiwalentne uczucia. To urządzenie pobiera z serwera EA informacje na temat aktualnej formy zawodników i na podstawie tych informacji generuje nowe statystyki. Przykładowo – Adriano z Interu (któremu nie wiodło się najlepiej) w ciągu kilku dni podskoczył z 80 do 85 oczek (na 99 możliwych) określających parametry typu szybkość, technika, etc.
Jest to świetny patent i moim zdaniem pierwszy krok do tzw. „FIFY nowej generacji”, kiedy za grę będziemy płacić abonament dostając w zamian liczne aktualizacje silnika/składów, a nie rokrocznie kupować nową edycję. Póki co jednak, pewien niesmak budzi we mnie fakt, że w ramach zakupionej gry dostajemy jedynie jedną ligę z możliwością aktualizacji, a pięć pozostałych... możemy dokupić za kolejne blisko 60 złotych. Jakkolwiek w dżentelmeńskiej recenzji tak bezpardonowym czasem być nie wypada, tym razem nie ma co do tego wątpliwości – to czyste zdzierstwo i „Sezon Live Adidas”, choć fajny, na pewno nie wart jest jakichkolwiek dodatkowych pieniędzy.
Tryb rozgrywki
W ogólnym rozliczeniu menusy są atrakcyjne wizualnie – zmienne, ciemne tło zdecydowanie lepiej prezentuje się od serwowanych dotychczas, rażących w oczy, jasnych krajobrazów. Pomysł z widgetami również wydaje się być trafiony, aczkolwiek zdecydowaną większość z nich twórcy upchnęli na siłę. Z menu głównego przenosimy się również do kilku trybów rozgrywki. Jest ich bardzo dużo, ale w gruncie rzeczy są dość wtórne. Tylko niektóre zasługują na szczególną uwagę.
Pierwszym z nich jest Tryb Menedżerski, w którym możemy pokierować losami... menedżera klubu piłkarskiego. Wybieramy ofertę słabej drużyny, a następnie prowadzimy ją przez ciężką drogę rozgrywek ligowych, pucharowych i turniejów międzynarodowych. Wraz z jej sukcesami rośnie prestiż naszego menedżera, dzięki czemu może się on ubiegać o lepsze stanowiska. W trakcie zabawy decydujemy o ustawieniu drużyny, transferach, polityce kontraktowej, stosunkach z kibicami i zarządem klubu, a przede wszystkim kierujemy jej poczynaniami na boisku.
Niestety do zabawy bardzo szybko przedostaje się nuda na co wpływ ma kiepski gameplay, ale też i mały poziom powiązania ze sobą skutków wykonywanych czynności. Pewne akcje budzą często reakcje ze strony kibiców czy zarządu, ale w gruncie rzeczy nie przynosi to wymiernych rezultatów. Również sprowadzani gracze nie są w stanie dostarczyć zespołowi zbyt wiele radości. Jedni są szybsi czy mają mocniejszy strzał, ale nie jest tak jak w Pro Evolution Soccer, gdzie każdy z nich miał „duszę”. Tutaj piłkarz jest tylko marionetką, liczą się jego parametry, natomiast nie ma czegoś takiego jak styl gry czy umiejętność wpasowania się w drużynę. Każdy pasuje, byle szybko biegał... Po drugim ukończonym sezonie nuda zaczyna się potęgować, brakuje ciekawych wyzwań, większość wydarzeń staje się wtórna i choć tryb dla menedżerów zaplanowano na wiele lat... dwa sezony to maksimum grywalności ile da się z niego wycisnąć. I to też tylko przy użyciu opcji „szybkiej symulacji” spotkań.
Drugi firmowy tryb w FIFA 09 to „Zostań gwiazdą” czyli znany nam już z poprzednich części system kierowania losami tylko jednego piłkarza. Realizując określone zadania zdobywamy punkty pozwalające rozwinąć umiejętności zawodnika, który ze zwykłego szaraczka szybko może przeistoczyć się w rozchwytywaną gwiazdę. Niestety i tu towarzyszy nam straszna nuda. Tryb ten należy traktować jako ciekawostkę, bowiem w gruncie rzeczy szybko zaczyna brakować interesujących perspektyw do rozwijania naszego futbolowego tamagotchi. A twórcy jak na złość postanowili wydłużyć czas wirtualnej kariery o dodatkowe sezony! Pokusili się także o zupełnie inne ujęcie kamery niż zastosowany w poprzednich edycjach. Tam poczynania naszego piłkarza obserwowaliśmy ze standardowych ujęć. Tym razem „Zostań gwiazdą” doczekał się nowej, a przy tym naprawdę świetnej kamery. W końcu przez cały czas trwania meczu możemy obserwować poczynania prowadzonego zawodnika i nie znika on tak często z ekranu.
Ambitną ciekawostką jest „Tryb wyzwań”, który do gry wprawdzie nie wnosi niczego rewolucyjnego, jednak będzie prawdziwą rękawicą rzuconą w twarz wszystkim fifowym wyjadaczom. Trafiamy na głęboką wodę – na przykład w połowę przegrywanego 0:3 meczu – gdzie musimy poprowadzić zespół do zwycięstwa. Przeciwnicy są bezlitośni, poziom trudności zostaje nam narzucony, a kontekst często bywa dramatyczny niczym finał Ligi Mistrzów z 2005 roku (Liverpool-Milan z kapitalnym Jurkiem Dudkiem w bramce angielskiej drużyny).
Najsłabsze ogniwo. Myszką i padem
Gameplay, czyli esencja, bez której FIFA jest niczym. Niestety to właśnie za niego gra srogo oberwie w ostatecznym podsumowaniu. Na nic bowiem kolorowa otoczka, poprawiona grafika i świetne tryby rozgrywki, gdy to co jest absolutnie najważniejsze totalnie kuleje! Poczynania wirtualnych piłkarzy na boisku to pokaz drewnianych kukiełek, pozbawionych jakiejkolwiek zwrotności czy umiejętności wykorzystywania indywidualnych atrybutów.
EA Sports zapowiadało świetny system kolizji – czyli wszystko miało być w porządku gdy dwumetrowy napastnik tratował drobnego obrońcę i odwrotnie – a tymczasem przesadnie nie odczuwamy go w trakcie zabawy. W Pro Evolution Soccer 2008 wygląda to dużo lepiej, choć nie przypominam sobie, by twórcy specjalnie się tym afiszowali.
Podobnie zresztą z zakresem ruchu piłkarzy, grą ciałem, umiejętnością kontrolowania piłki czy wykorzystywania indywidualnych atrybutów. Dacie wiarę, że w FIFA 09 piłkarz o maksymalnych możliwych umiejętnościach (99) jest tylko nieznacznie lepszy od ligowego średniaka (60 punktów)? Ani szczególnie nie podkreśla to realizmu, ani nie sprzyja dobrej zabawie. Zawodników się po prostu nie czuje, brak tam indywidualizmu, nie ma charakterystycznych postaci typu mały Japończyk o niezwykłej technice i prędkości, który wprawdzie nie ma szans w pojedynku na główki, ale i tak mało kto jest mu w stanie dorównać w ataku... W PES 2008 każdy piłkarz miał duszę, być może to świadczyło o geniuszu tej gry. Tutaj mamy obiekty biegające, kopiące po ściśle określonych trajektoriach.
Niestety ten cały schematyzm to kolejna gigantyczna bolączka gameplay’u. Strzelenie bramki to sprawa wręcz banalna i to z kilku powodów. Przede wszystkim bramkarze swoim intelektem dorównują chyba tylko naszym politykom. Sytuacja sam na sam zawsze (lub prawie zawsze – napastnik musi być jednak wyjątkowym beztalenciem) kończy się bramką.
Drugim powodem łatwości w zdobywaniu goli są właśnie te schematy. Mocny strzał zza pola pod odpowiednim kątem również zawsze kończy się sukcesem. Co jednak ciekawe – z drugiej strony w FIFA 09 totalnie leży (i dogorywa!) gra na skrzydłach. Zdobycie bramki z dośrodkowania w powietrzu lub po ziemi jest zdecydowanie za trudne. Irytują także błędy komputerowych partnerów. Wirtualni napastnicy z naszej drużyny regularnie wystawiają się na pozycjach spalonych, psując przy tym wiele z przeprowadzanych akcji.
Zmiana ustawień taktycznych nie ma wielkiego wpływu na grę prowadzonej ekipy. Wprawdzie możemy je szczegółowo modyfikować, nawet co do milimetra boiska, jak to miało miejsce we wspomnianym już kilka razy PES 2008, jednakże wydaje się, że tak naprawdę fakt czy gramy ustawieniem 1-4-5 czy 3-4-3 nie ma większego wpływu na zabawę.
Myszką i padem
Gameplay FIFA 09 to całkowita porażka. To, co dzieje się na boisku kuleje pod prawie każdym możliwym względem – zawodników się nie czuje, są oni bezpłciowi, ich sztuczna inteligencja wprawia w zażenowanie, a na dodatek akcje są na tyle schematyczne, że wszystkie bramki wyglądają dokładnie tak samo. Nic zatem dziwnego, że już po kilku pierwszych spotkaniach to wszystko staje się przeraźliwie nudne i nie pomaga ani podniesienie poziomu trudności, ani kombinowanie z dostępnymi kontrolerami.
Pad i klawiatura to w końcu standard. A słyszeliście o tym, że FIFA 09 oferuje także możliwość zabawy za pomocą myszki? To kolejna z rewolucji marketingowców EA. Niestety na tym się skończyło, bowiem gracze z całego świata – a ja ich z całego serca popieram – uznali to rozwiązanie za totalną porażkę. Miało oferować lepszą precyzję podań, strzałów, itp., ale w gruncie rzeczy jest to rozwiązanie niewygodne, niepraktyczne i totalnie zbędne. Na domiar złego EA postanowiło wprowadzić nam nową, domyślną klawiszologię. Trudno mówić czy jest ona dobra czy zła, ale po kilkunastu latach z układem WASD nie ma sensu przeprowadzać zmian tego typu. Na szczęście da się to szybko odkręcić w menu rekonfiguracji.
W obliczu tak kiepskiego gameplay’u ironią byłoby doszukiwanie się jakiejkolwiek przyjemności z rozgrywki w trybie dla wielu graczy. Od strony technicznej zrealizowano go naprawdę perfekcyjnie. Możliwe są rozgrywki różnego typu, na przykład rywalizacja rankingowa z FIFOmaniakami z całego świata. Rzeczywiście – nic tak mocno nie ratuje gry jak multiplayer. Wprawdzie zabawa cały czas jest sztywna i koślawa, ale cudownie udaje się uniknąć schematyczności, a żywy przeciwnik dostarcza znacznie więcej radości niż komputerowe AI. Niestety zabawie towarzyszą regularne problemy z połączeniem, a także wszędobylskie w nowej edycji błędy. Jeśli jednak już szczęśliwie rozpoczniemy spotkanie – przeważnie przebiega ono bez większych komplikacji.
Technikalia. Polonizacja. Podsumowanie!
Wraz z usprawnieniem oprawy wizualnej urosły także wymagania sprzętowe. Z całą pewnością nie do końca proporcjonalnie do oferowanej jakości. W każdym razie do tej pory serię FIFA charakteryzowały raczej niskie oczekiwania od naszych komputerów. Tym razem są... po prostu adekwatne do tego, co te maszyny w roku 2008 oferować powinny.
Przy najwyższych możliwych detalach w rozdzielczości 1024x768 lub wyższej gra prezentuje się naprawdę nieźle. Mniejsza rozdzielczość – 800x600 to niestety konieczność znoszenia dziwnych błędów związanych z wygładzaniem tekstur postaci. Antialiasing w tym wypadku wyraźnie kuleje. Na szczęście różnice w wymaganiach nie są na tyle duże, byśmy byli zmuszeni do tak gwałtownego obniżania rozdzielczości, choć to właśnie jej zmiana (a nie cienie czy wygładzanie) najlepiej wpływała na poprawę wydajności i w przypadku ewentualnych problemów to właśnie od tego powinniśmy zacząć.
W artykule znajdziecie materiały filmowe kręcone w rozdzielczości 800x600 oraz 1024x768 prezentujące możliwości gry. Screeny dla porównania zostały wykonane przy różnych ustawieniach poziomu detali, natomiast wszystkie w rozdzielczości 1024x768. Wizualnie wersja „minimalna” nie różni się praktycznie niczym od tej z poprzedniego roku, choć jakość animacji (np. po strzeleniu bramki) wyraźnie poszła w górę.
Wymagania sprzętowe to 1 GB Ram (mile widziane 2 GB), karta graficzna Nvidia 6600-7800 lub ich odpowiednich, ważne by były z obsługą Pixel Shader 3.0. A także procesor od 2,4 GHz w górę. Naturalnie system Windows Vista wymaga raczej mocniejszej wersji sprzętu. Komputer spełniający powyższe wymagania powinien sobie poradzić z FIFA 09 nawet na najwyższych detalach.
Polska wersja gry została przygotowana bardzo solidnie, a ewentualne wpadki są bardzo nieliczne. Można jedynie karcić za to, że są to te same błędy, które krytykowaliśmy już w poprzedniej edycji, typu „Klub Polska pokonał klub Włochy”, itp. Absolutnym hitem lokalizacji jest tradycyjnie duet Szaranowicz-Szpakowski, który – niezależnie od sympatii do obu panów (czy też jej braku) – wciąż daje radę. Wiadomo, że komentarz nie w pełni oddaje boiskową sytuację, a także niektóre odzywki potrafią być irytujące, ja jednak będę stał za pracą zespołu polonizującego murem – to mimo wszystkich defektów nadal jest kawałek dobrej roboty. Wkurzać może jedynie nadmierna miłość do samogłosek „ą” i „ę”. No i fakt, że część odzywek towarzyszy nam niezmiennie od FIFA 06. Z drugiej strony – dograno też całkiem sporo nowych. Za FIFA 09 musicie zapłacić blisko 140 złotych w sklepie, plus kolejne sześćdziesiąt przez internet, jeśli zdecydujecie się na uruchomienie usługi „Sezon Live Adidas”.
Troszkę zawodzi też ścieżka dźwiękowa. Wprawdzie dobrano ją tradycyjnie z gustem i nijak nie przeszkadza w trakcie zabawy, ale tym razem zabrakło czegoś wyjątkowego, co w pada w ucho i na długie lata zostaje symbolem tej konkretnej edycji. Takich emocji dostarczały nam przecież w przeszłości utwory Fatboy Slima, Moby’ego, Chemical Brothers czy Malibu Stacy.
Ślicznie opakowana, z masą licencji (m.in. na ligę polską), doczekała się nawet nowej grafiki (którą daje radę, choć jest daleka od rewelacji), kilku nowych opcji, wielu trybów rozgrywki i porcji nowości. Wydarzenia z boiska nie pozwalają jednak traktować tej gry jako produkt wart swojej bardzo wysokiej ceny. Nuda, schematyczność, sztywność, niegrywalność to zespół przykrych cech, na które cierpi najnowsza produkcja EA Sports.
Pro Evolution Soccer 2009, które będzie miało premierę pod koniec tego miesiąca już pół roku temu, przed pojawieniem się jakiegokolwiek grywanego dema czy materiałów prasowych, zostało okrzyknięte „zakalcem”, który nie będzie miał szans z nową FIFĄ. Nie wiem ile w tym prawdy, a ile marketingu ze strony EA, ale nawet jeśli tak się stanie, werdykt na temat najlepszej gry piłkarskiej dla posiadaczy pecetów będzie prosty – PES 2008. A EA? Ma szansę wygrać tę wojnę najpewniej tylko wtedy, gdy dokona w końcu konwersji next-genowej FIFY. Ona jest bowiem kapitalna nie tylko w sloganach reklamowych.
- Orientacyjna cena gry w dniu publikacji recenzji: do 140 zł