Ciekawostki

Czy auta ze skrzydłami są przyjazne środowisku? Latające samochody a ekologia

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2019-04-13

Czy latające samochody elektryczne rzeczywiście są bardziej ekologiczne niż te, które poruszają się na kołach? Naukowcy z University of Michigan sprawdzili to, na zlecenie firmy Ford.

Miało być tak pięknie. Latające samochody elektryczne miały być rozwiązaniem wielu problemów w ruchu miejskim, między innymi tych związanych z ekologią. Ford sfinansował nawet badania, by wskazać potencjalne korzyści dla środowiska, …ale wyniki nie są szczególnie pozytywne.

Latające samochody elektryczne a ekologia – badanie

Sponsorowane przez amerykańskiego producenta, a przeprowadzone przez University of Michigan badania miały wykazać potencjalne korzyści dla środowiska, wynikające ze stosowania (zdolnych do pionowego startu i lądowania) latających samochodów elektrycznych (e-VTOL) zamiast klasycznych pojazdów – czy to z silnikami spalinowymi, czy też elektrycznymi właśnie. 

Naukowcy postanowili podejść do tematu rzetelnie i wziąć pod uwagę między innymi ten fakt, że energia elektryczna potrzebna do działania tych samochodów będzie pochodzić raczej z konwencjonalnych elektrowni, a nie ze źródeł odnawialnych. Dokładnie przyjrzano się też zaprezentowanym do tej pory prototypom, by określić ich realistyczną masę czy zapotrzebowanie na energię podczas poszczególnych etapów lotu.

Latające „elektryki” są eko, ale tylko na długich trasach

Można przypuszczać, że Ford miał nadzieję na uzyskanie broni w walce z krytykami przekonującymi o dużej szkodliwości latających „elektryków” dla środowiska naturalnego. Efekt ten uzyskał jednak tylko częściowo. Okazało się bowiem, że, owszem, takie maszyny są bardziej ekologiczne od ich przywiązanych do lądu sióstr z silnikami spalinowymi, ...ale tylko wtedy, gdy trasa jest dłuższa niż 35 kilometrów. 

Problem w tym, że większość wykonywanych przez Amerykanów podróży samochodami, to trasy krótsze o połowę. I o takich też myślało się, gdy szukało się zastosowań dla latających aut elektrycznych. Można jednak patrzeć w przyszłość optymistycznie i dobrym pomysłem może okazać się zmiana podejścia do tematu, ponieważ…

Rozwiązanie? Długie loty i pełne wypełnienie auta

Gdy wydłuży się trasę do 100 km i załaduje latającą taksówkę do pełna (czyli 4 pasażerami), to będzie ona emitowała o 52 proc. mniej gazów cieplarnianych niż samochód z silnikiem spalinowym, w którym jedzie statystyczne 1,5 osoby oraz o 6 proc. mniej niż auto elektryczne z takim samym obładowaniem. 

O komplet pasażerów zaś ma być nietrudno, choćby ze względu na skrócenie czasu przedostawania się z punktu A do punktu B, a będzie to efekt braku ograniczeń infrastrukturalnych czy konieczności stania w korkach. 

Wygląda więc na to, że rzeczywiście istnieje pewna nisza dla latających samochodów elektrycznych: współdzielenie przejazdów (czy może: przelotów) na dużych dystansach. Mogą sprawdzić się również w szczególnie zatłoczonych obszarach oraz w miejscach, gdzie trasa łącząca punkty na lądzie jest wielokrotnie dłuższa w porównaniu do linii prostej. 

Źródło: Nature Communications, University of Michigan, New Atlas, Popular Science. Ilustracja: Dave Brenner/University of Michigan School for Environment and Sustainability

marketplace
avatar
Dodaj
  • avatar
    Jak tak obserwuję ekologów, to mam wrażenie że to taki nowy XXI rodzaj prostytucji.

    Nie dotyczy to wolontariuszy którzy chcą naprawdę zbawiać świat, ale tzw. działaczy....

    Wystarczy posmarować że coś stało się nagle ekologiczne, albo odwrotnie konkurent został nagle wrogiem ekologów.

    Ale to może tylko moje wrażenie.......

    Może..........
  • avatar
    Latanie wymaga znacznie więcej energii niż toczenie się po ziemi. Im więcej energii potrzeba by przemieścić każdy kilogram masy, tym więcej trzeba jej zdobyć ze środowiska. Porównywanie wypełnionych po brzegi latających pojazdów do pustego samochodu jest trochę nieuczciwe. W dodatku z tego wcale nie wynika, że najlepiej zbudować samochody latające, tylko, że należy wypełnić samochody jeżdżące po ziemi. Poza tym trzeba uwzględniać nie tylko różnice w zużyciu paliwa, ale również trwałość, surowce do produkcji czy chociażby niezbędną infrastrukturę. A jak jeszcze UE nałoży normy bezpieczeństwa na latające samochody, a kilka koncernów będzie trzymało w garści kluczowe patenty, to już się mogą przestać opłacać, z jakiegokolwiek punktu widzenia. Wtedy oczywiście pojawią się dopłaty unijne lub rządowe, co jeszcze bardziej podniesie koszty. Bo żeby latające taxi mogło się przemieścić o 100km, to rolnik będzie musiał przejechać traktorem w polu 200km, by zapracować na tą dopłatę. No ale żeby dopłaty zgarnąć trzeba się najpierw wykazać, zgodnie ze współczesną ideologią, że jest się bardziej "eko". I stąd te badania.
    Odpowiedz
  • avatar
    Czyli zbadano latające samochody, które nie istnieją. Gdzieś tam najwyżej latają sobie prototypami z manekinami na króciutkie dystanse...