Gadżety

Ta butelka ma swój akumulator - po co?

opublikowano przez Wojciech Kulik w dniu 2018-08-18

Projektanci odpowiedzialni za Lyd twierdzą, że nadszedł już czas na butelkę nowej generacji – wiecie, taką, którą będzie trzeba od czasu do czasu naładować. W jakim celu i jaka wiąże się z tym korzyść?

Jeśli czegoś ma nam w najbliższym czasie zabraknąć, to prawdopodobnie będą to wolne gniazdka elektryczne. Już dzisiaj (poza smartfonem czy laptopem) ładujemy jeszcze słuchawki, drony, kamery, głośniki czy elektryczne pojazdy, a do tego powoli dochodzą jeszcze zegarki, okulary czy buty. Lyd to kolejny gadżet będący ulepszonym produktem, który do tej pory świetnie radził sobie bez akumulatora. Po co mu on?

Lyd to butelka (wielokrotnego użytku) nowej generacji

Akumulator w butelce Lyd (którą można by też nazwać termosem) ma pojemność 1600 mAh. Może być naładowany do pełna w jakieś cztery godziny i ma pozwalać na dwa tygodnie regularnego użytkowania. Do czego potrzebna jest ta energia? Ano do zasilania czujnika dotykowego i automatycznego systemu „odkręcania”. 

Lyd biuro

Jaką użytkownik ma z tego korzyść? Przede wszystkim ma wreszcie być w stanie w wygodny sposób uzupełnić płyny w sytuacji, gdy dysponuje tylko jedną wolną ręką – podczas jazdy samochodem czy treningu  na świeżym powietrzu. Wystarczy, że zbliży usta do krawędzi butelki, a wówczas pokrywa się uchyla i ...można pić. Oczywiście działa to tez w drugą stronę – po odsunięciu ust, butelka się zamyka.

Lyd auto

Efekt: picie z butelki jest tak wygodne jak ze szklanki, ale równocześnie nie ma opcji żeby coś się wylało. No dobrze, a co w sytuacji, gdy butelka się… rozładuje? Producent pomyślał o tym i – zgadliście! – istnieje możliwość otwarcia jej ręcznie. 

Lyd ognisko

Producent kończy prace nad swoimi butelkami, które jesienią mają trafić do pierwszych użytkowników. Cena mniejszej (385 ml) została ustalona na 69 dolarów, a większej (500 ml) – na 79 dolarów. Jeśli jednak weźmiecie udział w zrzutce na Kickstarterze, to swoje egzemplarze będziecie mogli mieć za odpowiednio 42 lub 48 dolarów.

Lyd – wideo z Kickstartera:

Nie jest to może najbardziej rewolucyjny gadżet ostatnich lat, ale ciekawa propozycja – bez wątpienia. Z opinią na temat jakości trzeba jednak wstrzymać się do momentu rynkowego debiutu, który – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – odbędzie się w listopadzie. 

Źródło: New Atlas, Kickstarter

marketplace

Komentarze

11
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Serio? Ewidentnie sztuczna próba stworzenia potrzeb do produktu, a nie produktu na potrzeby...Śmiech na sali...

    Ja rozumiem wygoda, ale to ewidentnie nie ma nic wspólnego z wygodą, to jest już lenistwo, bo nic nie zmienia w samej formie picia ani czasu nie zaoszczędzisz na tym.

    No i sam akumulator(bardzo małą pojemność swoją drogą) przy temperaturach skrajnie zimne i gorące może być failem(szybsze rozładowywanie i szybsze zakończenie jego żywota)

    To kiedy samowycierający papier toaletowy?
    Zaloguj się
  • avatar
    Zabawne, mój syn ma butelke z której może pić bez odkręcania a mimo to nic sie z niej nie wylewa i nie kosztuje majątku oraz nie wymaga zaawansowanej technologii.
    Zaloguj się
  • avatar
    żadnych ciemnoskórych naukowców w reklamie, przecież to rasizm..
  • avatar
    Czyli to taki przekombinowany bidon?
  • avatar
    Pamiętacie takie pseudo reklamy w telewizji co kiedyś leciały (mogą nadal lecieć), nazywało to się chyba Mango czy jakoś tak. Tam też sprzedawali ludziom kompletnie niepotrzebne rzeczy w chorych cenach i wmawiali im że bez tego nie da się żyć.
    Z 90% akcji na kickstarterze przypomina mi to Mango.
  • avatar
    Zawsze o takim marzyłem. Niech jeszcze zrobią możliwość ładowania smartfona z butelki :D
  • avatar
    Słabe to. Nie ma Wifi i samo się nie napełnia.

    A tak na poważnie to czy jak ktoś już takie coś potrzebuje, to nie da się zrobić jakiegoś spustu otwierającego zawór palcem grzebalcem lub chociażby po podniesieniu kubka ze stołu? Tak mamy kolejny produkt z którym nie wiadomo co zrobić po zakończeniu jego cyklu życia. Taki sam elektro-śmieć jak świecące buty z ledami lub znicze na bateryjki.