Technologie i Firma

Komu należą się prawa do dzieł sztucznej inteligencji?

z dnia 2017-08-16
Wojciech Kulik | Redaktor serwisu benchmark.pl
7 komentarzy Dyskutuj z nami

Czy prawo autorskie powinno należeć do sztucznej inteligencji, jej autorów czy może do nikogo? To skomplikowany i złożony temat.

Wolnym krokiem dochodzimy do niebezpiecznego momentu, w którym sztuczna inteligencja potrafi wykazywać się swego rodzaju kreatywnością – tworzyć scenariusze, pisać wiersze, komponować muzykę czy malować obrazy. Do kogo należą jednak prawa autorskie do tych dzieł?

Prawnie jest to kwestia nierozstrzygnięta. Absurdalne wydaje się jednak przyznawanie praw samej sztucznej inteligencji. Wystarczy bowiem zastanowić się nad tym, po co artyści chcą je mieć, a odpowiedź brzmi: po to, by możliwe było wygenerowanie takich lub innych korzyści. Maszynie czy oprogramowaniu raczej na tym nie zależy.

Co innego autorzy tejże sztucznej inteligencji, a tę ostatnią można by traktować nie jako „autora”, lecz jako jego „narzędzie” – takie samo jak długopis, pędzel czy komputer. Prawnik Eran Kahana pyta retorycznie: czy jeśli oprogramowanie w komputerze poprawi literówkę w tekście autora lub zaproponuje dokończenie wyrazów, to czy będzie autorem lub współautorem dzieła?

Dochodzimy jednak to kolejnego problemu. Otóż sztuczna inteligencja jako taka właściwie nic nie tworzy, lecz na swój wyjątkowy sposób łączy elementy, które zostały jej „wstrzyknięte” – podstawą rozwoju tej technologii są bowiem uczenie maszynowe i analiza big data (czyli dostarczanie potężnych ilości danych do przetworzenia). Tylko że raz jeszcze: czy człowiek też czasem nie tworzy w oparciu o dokonania innych i czy nie nazywamy tego inspiracją?

Jednak problem sięga dalej, bo jeśli człowiek za bardzo się zainspiruje (czyli: dopuści się plagiatu), można go podać do sądu. Ze sztuczną inteligencją jest większy problem, więc co najwyżej można skierować sprawę wobec jej autora. To dość mocny argument za tym, by rzeczywiście konieczne było przyznawanie praw autorskich właśnie producentom SI.

Dlatego też dopóki sztuczna inteligencja nie będzie osobą prawną (a do tego – jeśli kiedykolwiek – nieprędko dojdzie), jej twórczość powinna należeć do jej autora. Tak jak poprawiona przez komputer powieść do pisarza, a opracowywane przez pracowników produkty do firmy. Najważniejsze jednak, by te ramy prawne w ogóle powstały – dla korzyści każdej ze stron.

Ten artykuł pochodzi ze strony benchmark.pl

Źródło: Quartz. Ilustracja: Google DeepDream

marketplace

Komentarze

7
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Oczywistym jest, że właściciel jednostki z SI.
    Zaloguj się
  • avatar
    Dopóki nie okaże się, że owa SI zaczęła być prawdziwą I i zauważy, że w historii ludzkości różne grupy społeczne też tak miały pod górkę, a zmiany blokowały wąskie grupy interesu, więc podejmie daleko idące kroki...
  • avatar
    Jeśli SI osiągnie poziom silnej SI to tak, powinna wtedy posiadać osobowość prawną w tym prawa autorskie do tworzonych utworów. Poniżej tego SI jest tylko odwzorowaniem zachowania się zbioru neuronów i rozważanie nad kwestiami przyznania jej praw autorskich jest tak samo bezsensowne co ich przyznawanie swojemu chomikowi tylko za to, że z dostarczonych wiórów ułożył sobie legowisko.
    Zaloguj się
    -1
  • avatar
    Jak zawsze chodzi o to aby kilku mialo wiecej kasy niz cala reszta. Czy przecietny kowalski moze sobie zbudowac sztuczna inteligencje na dzien dzisiejszy niebardzo - gdy sam w Photoshopie poczaruje ktos powie iz dokonal plagiatu.

    Czas wykonania pracy, o ile czlowiekowi namalowanie obrazu zajmie w najlepszym wypadku kilka dni a nieraz zajmuje lata o tyle AI wykona to zapewne w czasie krotszym niz godzina.

    Jaki z tego wniosek - takie twory Sztucznej inteligencji sa w stanei zalac rynek artyrtyczny jak obecnie chinskie tanie produkty zalewaja rynki Europy zachodniej

    I teraz komu naleza sie prawa do takich "tworow" - wlascicielowi maszyny - KASA MUSI SIE ZGADZAC
    tutaj nikt sie nie martwi o "biologicznych artystow"