Assassin’s Creed: Liberation HD – uroczo, tanio i…monotonnie Gry komputerowe

Assassin’s Creed: Liberation HD – uroczo, tanio i…monotonnie

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-01-24

Odświeżone przygody kobiecego Asasyna z pewnością nie są hitem na miarę Black Flag. Aby nie skazywać tego tytułu na wieczną banicję wystarczy jednak dobra cena.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

pierwszy kobiecy bohater w serii Assassin's Creed, znacznie ulepszona oprawa graficzna względem "przenośnego" pierwowzoru; poprawione elementy rozgrywki; efektowna możliwość eliminacji grupy oznaczonych wrogów

Minusy

irytujące błędy techniczne; słaba fabuła; nudne i powtarzalne misje; przerysowana gra aktorska większości postaci

Na długo przed przystąpieniem do tej recenzji zastanawiałem się, czy Assassin’s Creed: Liberation HD ocenić w kontekście zmian i poprawek, jakie ten multiplatformowy port wnosić miał względem przenośnego oryginału z PlayStation Vita, czy też do przygód młodej Aveline przysiąść niczym do zupełnie nowej, „dużej” produkcji z assasyńskim logo w tytule. Po kilku godzinach rozgrywki stało się jednak dla mnie jasne, że wcześniejsze rozważania były całkowitą stratę czasu. Nie ważne bowiem, czy Liberation traktujemy niczym świeżą przygodę w uniwersum Assassin’s Creed, czy też decydujemy się na oszacowanie jego wartości względem pozytywnych zmian w stosunku do wersji „właściwej”, nowa odsłona kobiecej Asasynki jest tak samo nudna i najeżona błędami jak ta z 2012 roku. Wspomnianych zmian jest tu tyle co Templariusz napłakał, a wśród listy obecnych i tak brak najistotniejszych z poprawek.

Ubisoft nakruszył

Przykra, szara i jakże smutna rzeczywistość jest taka, iż Liberation HD to dokładnie ta sama produkcja, podczas której to dane mi było na przemian ziewać i zgrzytać zębami nad niewielkim ekranem PS Vity. Ponownie wcielamy się tu w owoc miłości francuskiego szlachcica i czarnoskórej niewolniczki, bierzemy udział w najnudniejszym wątku fabularnym jaki widziała seria, śmiejemy się z przyjmujących komiczne pozy martwych strażników i plujemy jadem na gubiącą się podczas wspinaczki bohaterkę. Plus jest taki, że wszystko to odbywa się w ulepszonej oprawie graficznej, z teksturami w wyżej rozdzielczości, większą liczbą klatek animacji na sekundę, poprawioną mimiką twarzy postaci czy ładniejszą grą świateł. Wciąż jednak jest nudno, irytująco i strasznie „sucho” – pomimo wszechobecnych bagien i wilgotnego klimatu Luizjany.

Nim jednak na dobre rozpocznę mój maraton narzekań i kręcenia nosem, garstka pozytywów. Po pierwsze, brawa dla Bułgarów z Ubisoft Sofia za modyfikacje dokonane przy wizualnej stronie gry. Co prawda nie jest to poziom Black Flag czy też nawet trzeciej odsłony serii, ale śmiało przyznać mogę, iż Liberation HD w kwestii grafiki mistrzowsko kamufluje swoje „przenośne” korzenie i zgrabnie wtapia się w tłum produkcji na stacjonarny sprzęt do grania. Nowy Orlean wreszcie potrafi oczarować, a otaczające go bagna nie odstraszają już monotonną paletą barw obejmującą głównie odcienie szarości i zgniłej zieleni. Facjaty pojawiających się na ekranie postaci również nabrały życia i chęci do większej ekspresji, jednak w tym przypadku skok nie jest już aż tak powalający – posmak Vity wciąż jest wyczuwalny.

Za jeden z większych plusów tytułu uznać należy również jego bohaterkę – pierwszego kobiecego protagonistę asasyńskiej serii. Dobroduszną Aveline ciężko jest nie polubić. Szkoda tylko, że otaczająca ją narracja, jak i wplecione w nią postacie drugoplanowe za żadne skarby nie pozwalają rozwinąć skrzydeł naszej asasynce i tłamszą w zarodku wszystko, co w niej najciekawsze. Niczym za karę oglądamy więc, jak kryjąca spory potencjał postać bierze udział w drętwych dialogach (doprawionych absolutnie tragiczną grą aktorską większości postaci), oraz ładuje się w szereg monotonnych misji, opierających się głównie na emocjonujących inaczej podróżach z punktu A do punktu B, kradzieżach i banalnych zabójstwach. Większość kluczowych wątków nigdy nie nabiera odpowiedniego tempa, a całość, pomimo szczerych starań i chęci, kończy z etykietą najgorzej rozpisanej, a w dodatku niesamowicie poćwiartowanej narracji w historii „zakapturzonej” serii Ubisoftu. Sytuację ratuje nieco krótki epizod w ośnieżonych okolicach Nowego Jorku, lecz obecność stoickiego Connora to nie do końca najlepsze antidotum na nudę i monotonię pozostałych sekcji gry. Za to wielki plus należy się twórcom za motyw ukazania całości jako rozrywkowego produktu Abstergo, skrywającego dodatkowo jeden bardzo ciekawy, fabularny twist, którego wolałbym jednak tutaj nie zdradzać.

Dajcie popić…

Co gorsza, obok pozbawionej pazura opowieści ułomnie kuśtyka jeszcze mocno niedoszlifowana rozgrywka. W tej kwestii Liberation próbuje zabłysnąć za sprawą swojego systemu „person” – trzech różnych wcieleń lubującej się w przebierankach Aveline. Poza standardowym wdziankiem członków Bractwa mamy tu zatem elegancką suknię damy oraz strój niewolnicy. Każdy z wymienionych kostiumów to różne sposoby radzenia sobie z przeciwnościami i konkretne ograniczenia nałożone na postać. I tak odziana w skórę asasynka targa ze sobą pełen zestaw narzędzi mordu, ale łatwo wpada strażnikom w oczy. Niewolnica wspina się po okolicy z równą łatwością co i skrytobójczyni oraz kryje się w grupkach innych zniewolonych, lecz nie „ugryzie” już wroga na tyle różnych sposobów. Z założenia najatrakcyjniejsza (w podwójnym znaczeniu tego słowa) ma być tutaj dama, jednak w istocie rozgrywka w tym konkretnym wcieleniu była dla mnie okrutną męczarnią. Piękna kreacja służy tu przede wszystkim do bajerowania strażników oraz uwodzenia naszych głównych celów. Brakuje w niej jednak możliwości sprintu oraz wspinaczki, przez co czułem się niczym splątany grubym sznurem. Urodziwa panna przyciąga dodatkowo niepożądaną uwagę włóczących się po okolicy drabów, których do porządku doprowadzić musimy zupełnie sami. Cóż więc ze strażnikami? Ci z drugiej strony, po wykonaniu zalotnego uśmiechu, przepuszczą nas na teren strzeżony, jednak jego opuszczenie wiązać będzie się już z wykroczeniem, bez wyjątków karanym tutaj śmiercią. Oczywiście gra zmusza nas przy tym do częstego żonglowania fatałaszkami (zdarzy się, że nawet i w trakcie jednej misji), od czasu do czasu dając nawet namiastkę swobody w określeniu swojego podejścia do konkretnego zadania. Dzieje się tak jednak zdecydowanie zbyt rzadko, a same spacery do „przebieralni” to już sztuczne wydłużanie zajmującej ok. 12 godzin rozgrywki.

Absurd całej zabawy w przebieranki polega tu na tym, iż ta zamiast rozszerzać możliwości gracza w temacie podejścia do konkretnego wyzwania, tak naprawdę ogranicza go i ciska kłodami pod jego bezbronne nogi. Wiele z misji przejdziemy tu bowiem tylko i wyłącznie tak, jak zażyczyli tego sobie twórcy, a zaimplementowany, trzywarstwowy system poszukiwań (osobny na każdą „postać”) tylko utrudnia poruszanie się po mieście pomiędzy misjami. Sposoby na obniżenie poziomu zainteresowania straży oczywiście też są aż trzy (ponownie, po jednym na wcielenie) co sztucznie i zupełnie niepotrzebnie komplikuje rozgrywkę.

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa
Maciej Piotrowski

Początkowo odświeżone Liberation mile mnie zaskoczyło. Niezła, bogata w szczegóły graficzka, sprawna mechanika walki i przemodelowane misje dodają przygodom Aveline de Gandpré wyraźnego blasku. Szczególnie jeśli wcześniej miało się styczność z przenośnym pierwowzorem na PS Vita. Niestety przeprowadzka na inne platformy nie była w stanie zmienić tych elementów, które najbardziej kulały w tej odsłonie serii Assassin’s Creed. Nadal mamy tu więc prostą, wręcz wydmuszkową fabułę, słabe postaci drugoplanowe i dialogi miejscami tak drętwe, że aż bolą zęby. No cóż, najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. Mimo tego zabawa w Nowym Orleanie potrafi być przyjemna. Trzeba tylko przymknąć oko na pewne niedoróbki i ograniczenia. Może to wydawać się dziwne, ale dla mnie osobiście ciekawsza wydawała się oryginalna wersja Assassin’s Creed Liberation. Bo choć lista jej wad była znacznie dłuższa niż ta obecna to jednak dużo łatwiej było mi je wybaczyć na przenośnym urządzeniu wyposażonym w niewielki ekran i kilka ciekawych patentów dotyczących sterowania. W przypadku dużych konsol czy pecetów takiej taryfy ulgowej już nie ma. Zwłaszcza po genialnym Black Flag. Moja ocena: 3,5/5

Pucharu nie będzie

Chciałbym, by lista doskwierających mi w Liberation HD rzeczy kończyła się dokładnie w tym miejscu. Nie mogę jednak pominąć wspomnianych na początku problemów z odnajdywaniem drogi podczas miejskiego parkoura, powolnej i skupiającej się niemal całkowicie na kontrach walce (chłopaki normalne uderzenia blokują tu aż miło), czy też ścieżki dźwiękowej, której powtarzalność utworów wręcz nie przystoi zawsze słynącego ze świetnego OST’u Assassinowi. Nie da się ukryć, iż moja niechęć do Liberation wynika w dużej mierze z faktu, iż na opisanej produkcji zawiodłem się już drugi raz. Co prawda moje oczekiwania względem tego multiplatformowego portu nie były zbyt wygórowane, jednak spodziewałem się chociaż doszlifowania tych technicznych bolączek, które tak bardzo kaszaniły rozgrywkę na PS Vita. Przebudowa, ułatwianie czy też kompletne pozbycie się niektórych misji to jednak nie ten rodzaj zmian, których delikatnie wypatrywałem. Jeśli jednak przygoda rodem z południa wolnej Ameryki nie jest ci jeszcze znana bądź jakimś cudem czujesz niedosyt po Black Flag i dodatkowym Freedom Cry, za obecną cenę Liberation HD i tak warte jest wypróbowania. Przynajmniej można jakoś zabić czas w oczekiwaniu na kolejną część serii.

Moja ocena:
Grafika:
zadowalający plus
Dźwięk:
słaby plus
Grywalność:
zadowalający
Ogólna ocena: 
Orientacyjna cena w dniu publikacji testu: 57,90 zł
 
marketplace

Komentarze

14
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    57 zeta ?
    Zobaczymy jak szybko stanieje do 9,99
  • avatar
    Nie wiem czego wszyscy się spodziewali. Kolejne odsłony Assasina nie różnią się znacząco systemem walki, eksploracji świata oraz zadaniami. Każdy tasiemiec czasami zaczyna gryźć własny ogon. Dla każdego fana sagi będzie to dodatkowa historia wprowadzona do trylogii. Warto jednak UBISOFT'owi pogratulować konwersji na HD, która wypada bardzo okazale w porównaniu z innymi przykładami przekładu rozdziałki na HD.
  • avatar
    Pewnie już 10 lutego w Biedronce : D
  • avatar
    Maszynka do robienia pieniędzy. Co z tego że jest słaba. Seria Assasin Creed tak sie już zareklamowała że widząc nową grę sięgamy po nią i płacimy nawet jeżeli to są śmiechu warte. Ubisoft Po co to ? Nie lepiej zrobić coś porządnego jak Black Flag niż wpychać w rynek te niedoróbki ? To tak jak człowiek czeka na płyte swojego ulubionego zespołu a okazuje sie że robili go tydzien i jest chłamem.
  • avatar
    AC Liberation HD oceniłbym na 0 gwiazdek.
    Szajs, szajs, szajs.
  • avatar
    "pierwsza kobiecy bohater" po polskiemu to?
    Zaloguj się
    -3
  • avatar
    flaki z olejem.. tylko nie wiem czy z przewagą flaków czy oleju ?
  • avatar
    Chwila, przecież to było wiadome że nie wydadzą Black Flaga na Vite. Zrobili więc to "coś". To że wyszło na pc i konsole to takie oczko w stronę graczy. Teraz każdy ma okazje zagrać w tą grę bez konieczności stosowania emulatorów które i tak nie dały by takiego efektu jak zoptymalizowane dzieło ubisoftu. Kolejny odcinek AC. To może być dobry wybór dla mniej wymagających graczy, osób ze słabszym sprzętem albo po prostu dla tych którzy uwielbiają serię AC - chcę się dowiedzieć czegoś więcej a temat bractwa. Mogli nas olać - a jednak chciało im się to doprowadzić do porządku.
    Zaloguj się
  • avatar
    Dla mnie osobiście Assasin Creedy to bezmózgowe kaszaneczki i nie powie ci tego każdy na ulicy ale powie ci to każdy stary gracz który nie przedkłada grafiki nad fabułę. Mam kolesia w bramie co się jara tego typu grami i szczególnie serią AC'ów. Jest takim typowym fredem pryszczatym który jara się byle błyskotką i animacją czy screenem z gry. A nie mówiąc już o tym że gra zawsze na najniższych poziomach trudności.