Na topie

Blood & Truth – danse macabre w wirtualnej rzeczywistości

Autor:

Szef strefy Gry

więcej artykułów ze strefy:
Gry

Trochę to trwało, ale wreszcie jest – szykowany na VR-ową perełkę Blood & Truth trafił w końcu na półki sklepowe. Czy warto było czekać? Tak, choć efekt końcowy nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. Ale tak czy inaczej – jeśli jesteś fanem PS VR, powinieneś w to zagrać.

  • Blood & Truth – danse macabre w wirtualnej rzeczywistości | zdjęcie 1

80%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- solidna, gangstersko-szpiegowska opowieść,
- świetne zrealizowane strzelaniny,
- animacje stojące na najwyższym poziomie,
- przyzwoita długość rozgrywki + znajdźki i dodatkowy tryb wyzwań,
- bezkonkurencyjna „fizyczność” przedstawionego świata,
- garść znakomitych VR-owych patentów.

Minusy

- fenomenalny efekt rujnowany dziwacznym systemem poruszania się postaci,
- początek gry nieco zbyt przegadany,
- mocno ograniczone interakcje z przedmiotami w świecie gry,
- dziwaczne problemy ze śledzeniem kontrolerów - przeładowywanie broni w „gorących” momentach bywa mocno utrudnione.


A A

Nietrudno zgadnąć skąd wziął się pomysł na Blood & Truth – połączenie przygodowej gry akcji z szybką, bezpardonową strzelaniną w wirtualnej rzeczywistości. Chyba każdy kto już od jakiegoś czasu bawi się PlayStation VR zapewne posiada w swojej kolekcji PlayStation VR Worlds, zestaw minigierek mających pokazać potencjał kryjący się w wirtualnej rzeczywistości

Jedna z nich – London Heist, przyniosła szereg zaskakujących wówczas rozwiązań – od wyciągania magazynków z samochodowego schowka podczas dynamicznej strzelaniny po słynne palenie cygara. I gdyby tylko ten tytuł był nieco dłuższy z pewnością trafiłby do naszego zestawienia najlepszych gier na PlayStation VR.

Blood & Truth - wywodzi się z London Heist
London Heist

Patrząc z perspektywy czasu London Heist to była jedynie przystawką przed daniem głównym. Blood & Truth nie tylko rozwija bowiem wszystkie widziane tam pomysły i dodaje garść nowych, ale też dorzuca do tego intrygujące tło fabularne i całą masę doskonałego, wyjątkowo efekciarskiego strzelania. Miało być zaskakująco, dynamicznie, wybuchowo i krwawo – i dokładnie tak jest. 

W niektórych momentach Blood & Truth ogląda się wręcz niczym przygody Jamesa Bonda, Jackie Chana albo Nathana Drake’a, w wirtualnej rzeczywistości. I gdyby tylko nie kilka irytujących problemów tytuł ten byłby chyba najlepszą wizytówką PS VR.

Ty to też dobry jesteś. Jak ta twoja matka, siostrunia i braciszek 

Choć Blood & Truth mocno zanurzone jest w gangstersko-szpiegowskich klimatach, wszystko obraca się tu wokół zemsty. Nie da się zaprzeczyć, że to najlepszy impuls do działania…i znakomity sposób na to by emocjonalnie wciągnąć gracza w rozgrywkę. Trzeba tylko wzbudzić w nas to uczucie. 

Twórcom Blood & Truth całkiem nieźle się to udaje. Gdy tuż po bliskowschodnim, mocno wojskowym wstępie, powracamy do Londynu by opłakiwać zmarłego ojca naszego bohatera, pierwsze rodzinne spotkanie zakłóca pewien wyjątkowo gburowaty jegomość z propozycją z gatunku tych „nie do odrzucenia”. Już samo to w jaki sposób wparował on do firmowego penthouse’a zdradzało, że nie są to przelewki.

Blood & Truth - wróg nr 2

Biedak nie mógł jednak przewidzieć, że oto trafiła kosa na kamień. Nasza wspaniała rodzinka, jak się zresztą okazuje również mocno „umoczona” w gangsterskie interesy, szybko bierze sprawy w swoje ręce. A że po przeciwnej stronie barykady powszechnie przyjętym sposobem negocjacji jest nabój 9x19 mm, z miejsca rozpoczynamy bezpardonową i krwawą vendettę, w którą w pewnym momencie wmiesza się nawet CIA.

I trzeba przyznać, że sama historia, choć odkrywcza raczej nie jest, daje całkiem fajne uczucie uczestniczenia w większej rozróbie. Co najlepsze, Blood & Truth potrafi też nieźle zaskoczyć dramaturgią niektórych scen. Ja niektórych rzeczy zupełnie się nie spodziewałem.

Wielka szkoda, że snuta wieloma retrospekcjami opowieść dość mocno „rozwadnia” nam samą rozgrywkę. Zdarzają się nawet fragmenty „suchego” słuchania dialogów przez niemal 10 minut, co może być już solidną udręką, jeśli historia nie chwyci nas od pierwszych minut. 

Zwłaszcza, że Blood & Truth nie daje nam żadnych interaktywnych możliwości zabicia czasu. Możemy co najwyżej powymachiwać sobie wirtualnymi łapami albo porozglądać się po pomieszczeniu. Ale wtedy warto jest zagryźć zęby i swoje odstać, bo w drugiej połowie gry twórcy serwują nam istny taniec śmierci, ze śmigającymi zewsząd pociskami, zwolnieniami akcji, skokami ze spadochronem czy wielkim żurawiem dewastującym piętro budynku. Jednym słowem, cud, miód, malina.

Blood & Truth - walka na ulicach

Crème de la crème

Blood & Truth na każdym kroku stara się nam udowodnić, że nie jest zwykłym schabowym z ziemniakami. Mimo, że większość promocyjnych zrzutów ekranu ogranicza się do giwer wyciągniętych przed siebie, London Studios tu i ówdzie dorzuciło kilka ciekawych urozmaiceń. 

W czasie zabawy przyjdzie nam więc uzbrajać ładunki wybuchowe, otwierać wytrychami zamki (bardzo przyjemna minigierka!) czy korzystać z „wszystkomającego” przybornika, by zmusić do współpracy różne urządzenia elektryczne. Raz wystarczy wymienić bezpiecznik, a gdzie indziej – przeciąć kabelek. Tu WD40, tam taśma klejąca, ot zabawa w MacGyvera. 

Najprzyjemniej jednak wspominam sekcje… wspinaczkowe. Używając dwóch rąk musimy się chwytać, przeciągać, podciągać, a nawet zwisając podchwytem jednej dłoni, drugiej używać do eliminacji przeciwników wyciągniętym z kabury pistoletem. Naprawdę świetnie się to sprawdza! Zabawne jest to, jak twórcy jasno sugerują wojskową przeszłość bohatera, by w pewien sposób usprawiedliwić jego wielozadaniowość. W pewnym momencie myślałem już tylko kiedy czeka mnie skok na spadochronie. I cóż, twórcy nie pozwolili mi myśleć zbyt długo…

Blood & Truth - podkładanie małego ładunku wybuchowego

Taniec śmierci, jakiego PSVR jeszcze nie widział 

Najważniejszym elementem porządnego kina akcji jest zadyma. I ten element w Blood & Truth faktycznie lśni. Arsenał, który trafia do naszych rąk nie jest co prawda przesadnie rozbudowany, ale nie w ilości tkwi przecież siła. 

Mamy tutaj w zasadzie wszystko, czego porządny mix gangusa z wojskowym specjalsem mógłby zapragnąć – klasyczne spluwy (w tym rewolwer!), pistolety maszynowe, krótkie karabinki, popularne AK47 czy karabiny samopowtarzalne. Dla miłośników mocniejszych wrażeń jest nawet granatnik. W dodatku od czasu do czasu możemy znaleźć porozrzucane tu i ówdzie granaty. Odgryzamy zawleczkę i niech się dzieje!

Blood & Truth - gra daje i taką możliwość
O dziwo, gra daje i taką możliwość zabawy wirtualnymi dłońmi:)

Myślicie pewnie teraz – „Wow, nieźle”. Czekajcie, czekajcie, jeszcze mała wisienka na torcie – bullet-time! Co tu dużo pisać, tryb zwolnionego tempa to w Blood & Truth mistrzostwo świata. Przykład? Siejemy seriami z karabinu niemal na oślep, drugą ręką ciskamy granat. Korale z wyrzucanych z komory łusek przesłaniając nam już dużą część ekranu przypominają o kończącej się amunicji. Sięgamy więc pospiesznie do klatki piersiowej po ładownicę, po czym wydobyty magazynek podrzucamy w powietrze i sprawnym ruchem łapiemy go w gniazdo. 

Wyrzucony granat wybucha. Eksploduje również stojąca nieopodal gaśnica generując falę uderzeniową miotając w nas bezwładnym ciałem przeciwnika. O włos udaje nam się zrobić unik. Drzwi z prawej i lewej strony nagle wywarzają opancerzone draby i gdy już wydaje się, że jest już po nas sięgamy na plecy zmieniając „argument” na starą, dobrą „pompkę”…po czym aktywujemy bullet-time.

Jedna ręka dłoń ląduje na spuście, druga zaś – na chwycie przednim. Raz za razem wściekle pompujemy i siejemy ołowiem, rozkoszując się kolejnymi trafieniami w zwolnionym tempie. Gdy wreszcie opada, na ziemi leży 14 ciał, a nam udaje się ujść z życiem. I to się nazywa EMOCJE!

Blood & Truth - odrzucony wybuchem przeciwnik

Zamiast łyżki dziegciu - kajdanki

Zanim jednak przedwcześnie zaczniemy kreślić w głowie wizję gry idealnej… co do istoty Blood & Truth jest w zasadzie klasyczną strzelaniną na szynach. W większości przypadków gra daje nam możliwość wyboru „tempa”, bo przemieszczamy się w niej tylko wtedy, gdy klikniemy punkt, do którego nasz bohater ma się udać. Bywają również etapy, w której Blood & Truth przejmuje w całości kontrolę nad poruszaniem się, a my dzięki temu możemy skupiać się na radosnej rozróbie. 

Wybór takiego schematu ruchu może nieco dziwić, zwłaszcza po naprawdę udanych produkcjach z pełną kontrolą przemieszczania się. Wystarczy przypomnieć Farpoint czy Firewall: Zero Hour. Po części wynika to zapewne z ograniczeń sprzętowych kontrolerów Move. 

Szkoda, że London Studios nie zdecydowało się na wsparcie dla Aim Controller, w którym gałka analogowa umożliwia swobodne chodzenie. No ale dzierżenie w dłoniach dwóch PS Move też ma swoje zalety, bo sianie kulami z dwóch gnatów jednocześnie daje wyjątkowego kopa.

Blood & Truth - strzelanina na dachach

A dokąd to się Pan gangus tak śpieszy?

Niestety, nawet frajda ze świetnego strzelania nie jest w stanie pozbierać z ziemi roztrzaskanej w drobny mak immersji. Co tu dużo mówić, wybrany przez twórców sposób poruszania brutalnie morduje tak pieczołowicie utkaną „fizyczność” świata. 

Dla przykładu - fantastyczny, nieco „wspomagany” ragdoll przestawia nasz mózg w tryb totalnej iluzji. Dosłownie, widok wrogów przyjmujących kule i osuwających się na ziemię jest tak brutalnie rzeczywisty, że każda seria z karabinu w grupę przeciwników, prócz adrenaliny, budzi faktyczny niepokój. Chwilę później wskazujemy bohaterowi punkt, w który ma się udać… a nasza postać, obrzydliwie statycznie, niczym kamera na kiju płynie w stronę markera. 

I tak oto uczucie towarzyszące przemieszczeniu wyrywa nas z butów pieczołowicie zbudowanej iluzji. Nagle stajemy się androidem na kółkach, poruszającym się ruchem jednostajnie prostoliniowym. Nawet szaleńczy w domyśle pościg lub ucieczka odbywa się tu żółwim tempem, ze statyczną kamerą; jakby twórcy zupełnie zapomnieli o „fizyczności”, o którą tak bardzo przecież dbali.

Blood & Truth - infiltracja

Jestem przekonany, że efekt ten jest celowym zabiegiem mającym zminimalizować nudności. O dziwo jednak te i tak się u mnie pojawiały przy nieco dłuższych sesjach. Koniec końców można co prawda uznać, że zabieg się udał (Farpoint znacznie mocniej daje się mi we znaki), ale pacjent doznał przy okazji znacznie poważniejszego uszczerbku.

Agent w opałach

PlayStation VR jest obecny na rynku od 2016 roku. Umówmy się, dla urządzenia bądź co bądź peryferyjnego, to kawał czasu. tym bardziej dziwi mnie fakt, że twórcom udało się wpaść w kilka z najoczywistszych pułapek, które czyhają w systemie wirtualnej rzeczywistości. Przykładowo, gra nie unika otwartych przestrzeni, które przy technologicznych ograniczeniach sprzętu zwyczajnie się nie sprawdzają, zwłaszcza z niezbyt precyzyjnym śledzeniem kontrolerów ruchowych. Całość staje się rozmyta niejednokrotnie rażąc wizualnymi uproszczeniami. 

Innym przykładem jest masa porozrzucanych obiektów, które aż proszą się o próby interakcji. Jeśli jednak spodziewacie się interakcji rodem z „I Expect You to Die”, to niestety srogo się rozczarujecie. W Blood & Truth razi niekonsekwencja - butelkę możemy podnieść, ale kubki są już do biurka przyspawane. Zdjęcia i faktury obejrzymy, ale przez gazetę nasze dłonie już przenikną. Wielka szkoda, bo gra nie jest tak dynamiczna jak dajmy na to, Call of Duty, i nie jeden raz złapiemy twórców na tych uproszczeniach.

Blood & Truth - zabawa lampami

Blood & Truth – czy warto kupić?

Dla fanów wirtualnej rzeczywistości od Sony Blood & Truth to zupełnie naturalny wybór. I pewnie większość z nich na tym tytule się nie zawiedzie. To najlepsza strzelanina dla jednego gracza jaka do tej pory pojawiła się na PlayStation VR.

Ale choć bawiłem się w nią naprawdę nieźle, to łatka „niewykorzystanego potencjału” kołatała mi się w głowie przez całą, trwającą nieco ponad 5 godzin rozgrywkę. Po prostu nie sposób nie odnieść wrażenia, że jeśli chodzi wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości inne, już wydane gry robią to lepiej. 

W Blood & Truth śledzenie ruchów bywa nieprecyzyjne, grafika siląc się na realizm obnaża ograniczenia sprzętu, a przyjęty system poruszania się nie służy immersji. Jeśli jednak zdołacie przymknąc na to wszystko oko, to zabawa czeka Was przednia. Sądząc zaś po zakończeniu otwierającym drogę do kontynuacji, Blood & Truth 2 – o ile rzeczywiście powstanie - ma szansę zamknąć usta wszystkim sceptykom. Trzymam kciuki!

Blood & Truth - strzelanina w dyskotece

Ocena końcowa Blood & Truth:

  • solidna, gangstersko-szpiegowska opowieść
  • świetnie zrealizowane strzelaniny
  • animacje stojące na najwyższym poziomie
  • przyzwoita długość rozgrywki + znajdźki i dodatkowy tryb wyzwań
  • bezkonkurencyjna "fizyczność" przedstawionego świata
  • garść znakomitych, VR-owych patentów
     
  • fenomenalny efekt zrujnowany dziwacznym systemem poruszania się postaci
  • początek gry nieco zbyt przegadany
  • mocno ograniczone interakcje z przedmiotami w świecie gry
  • dziwaczne problemy ze śledzeniem kontrolerów - przeładowywanie broni w gorących momentach bywa mocno utrudnione
     
  • Grafika:
    dobry
  • Dźwięk:
    dobry plus
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

80% 4/5

Za bezpłatne udostępnienie gry Blood & Truth na potrzeby niniejszej recenzji dziękujemy firmie Sony Interactive Entertainment Polska

Odsłon: 2908 Skomentuj artykuł
Komentarze

0

Udostępnij