Na topie

Czołgi na fali czyli e-sportowa przyszłość Wargamingu

Autor:

Szef strefy Gry

więcej artykułów ze strefy:
Gry

Wszystko się zmienia. E-sport również. Sporą cegiełkę dołożyło do tego World of Tanks. A na tym nie koniec, bo Wargaming wciąż snuje dalsze, ambitne plany.

  • Czołgi na fali czyli e-sportowa przyszłość Wargamingu | zdjęcie 1
  • Czołgi na fali czyli e-sportowa przyszłość Wargamingu | zdjęcie 2
  • Czołgi na fali czyli e-sportowa przyszłość Wargamingu | zdjęcie 3
Ocena redakcji

5

super

 

A A

Można narzekać na Wargaming i ich World of Tanks z różnych powodów – a to komuś nie podoba się bardziej zręcznościowa mechanika gry, a to nie pasuje przyjęty przez twórców plan biznesowy, a to znowu drażnią kolejne aktualizacje mieszające w balansie rozgrywki.

I choć żali, pretensji i łajań jest tutaj bez liku (jak zresztą niemal w każdej grze Free2Play), jednego World of Tanks odmówić nie sposób -  sukcesu z jakim czołgi wkroczyły na e-sportowe salony. Szczególnie, że jeszcze 4 lata temu mało kto dawał wiarę, że to się uda.

Esport i Wargaming - monolit Grand Finals 2017

A jednak się udało, o czym świadczą liczby przedstawione podczas tegorocznych Grand Finals. Wargaming pochwalił się wówczas, że w ciągu ostatnich 4 lat zainwestował w e-sport ponad 40 milionów dolarów. Było jednak warto, bo oglądalność czołgowych potyczek stale rośnie – zeszłoroczne Grand Finals to ponad 2 miliony unikalnych widzów.

Wargaming nie zasypia jednak gruszek w popiele i cały czas kombinuje jak uczynić swoje rozgrywki jeszcze atrakcyjniejszymi. Co więcej, powoli wchodzi też w e-sport z innymi stworzonymi przez siebie grami. Robi to jednak wyjątkowo ostrożnie, bez pośpiechu. Dlaczego?

O to właśnie i o dalsze plany zapytaliśmy Mohameda Fadla, szefa e-sportu w Wargaming (Head of Global Competitive Gaming). 

Esport i Wargaming - Mohamed Fadl

Benchmark.pl: Od naszej ostatniej rozmowy minęły już niemal 3 lata. Szmat czasu. Jakbyś je podsumował ze swojej, zawodowej strony? Był to czas burzliwych rewolucji czy spokojnej ewolucji?

Mohamed Fadl: Szczerze mówiąc było to jedno i drugie. Przechodziliśmy powolny rozwój by tuż po chwili nagle zrobić duży, rewolucyjny krok - mówię tu przykładowo o zmianie formatu czy sposobu nadawania rozgrywek. Następnie znów czekał nas spokojny postęp, gdy zbieraliśmy informacje i dane. Koniec końców, przez te 3 lata wytworzył się całkowicie nowy e-sport.

Benchmark.pl: Rozgrywki w pecetowe World of Tanks okrzepły, zyskując jeszcze ciekawszą formułę. Mobilne World of Tanks Blitz dorobiło się własnych profesjonalnych finałów. A co z World of Warships? Wydawałoby się że i ta gra ma e-sportowy potencjał. Szczególnie, że w zeszłym roku na Grand Finals widzieliśmy mecz pokazowy.

Mohamed Fadl: World of Warships jest tworzony inaczej ze względu na to, że uczymy się na błędach popełnionych przy okazji World of Tanks. Wiemy już, że najpierw trzeba zbudować podstawy, ekosystem, odpowiednie działanie rankingu. Musimy też zadbać o istnienie dużej społeczności i wykreować narzędzia, które pomogą nam ją obsłużyć. Jest to coś, czego w czołgach nie było na samym początku. Tam zrobiliśmy to na odwrót. W okrętach tworzymy to po kolei, podobnie jak mogliśmy to robić w przypadku mobilnego Blitz. Tyle tylko, że to rozwiązanie pochłania więcej czasu.

Benchmark.pl: A nie obawiacie się, że przez swoją dość unikalną specyfikę rozgrywki, dużo bardziej nastawioną na powolną realizację konkretnej strategii, turniejowy World of Warships może wymagać innej formuły?

Mohamed Fadl: Przytoczę tu taki przykład - ludzie z branży pewien czas temu pytali mnie: "Na poważnie myślisz, że World of Tanks może być tytułem e-sportowym? Przecież to gra całkiem innego rodzaju". Ja sam też miałem tego typu wątpliwości. A teraz, po paru latach, już od pewnego czasu, przodujemy w liczbie widzów. Teraz już nie powiem, że World of Warships to inny typ rozgrywki, nie nadający się na e-sport.

Każda gra pasuje by wpisać ją w te ramy, jeśli tylko uda się stworzyć atmosferę, zapewnić rozrywkę i wyświetlić ja na wielkim ekranie. A okręty można pokazać w naprawdę widowiskowy sposób. Wyobraź sobie widownię, która obserwuje manewry i widzi, że wystrzelona salwa za 30 sekund zetknie się z celem. Tłum potrafi oszaleć, co już nie raz widzieliśmy. W tym objawia się cecha tworząca dobry e-sport.

Benchmark.pl: A co z konsolowym World of Tanks? Czy rozważacie jakieś większe e-sportowe działania i na tych platformach?

Mohamed Fadl: Zaczynamy organizację turniejów dla PS4 i Xbox One, ale wiemy, że niektóre rzeczy trzeba dopracować. Musimy stworzyć odpowiednie narzędzia. Inaczej będzie tak, że my stwierdzimy: "No dobra, dajmy im e-sport", a reakcja graczy będzie kompletnie odmienna - stwierdzą: "Niby fajnie, ale przecież to coś całkiem innego, niż gra, którą mamy, z modyfikacjami do których nie mamy dostępu". Więc najpierw musimy przystosować zawartość do tego, czego wymaga społeczność. I także na to potrzeba sporo czasu.

Benchmark.pl: Jak widać, e-sport wciąż się rozwija i to całkiem szybko. Jako Head of Global E-sport czy możesz powiedzieć jakie są codzienne wyzwania w zarządzaniu e-sportem World of Tanks, gry gromadzącej tak specyficzną społeczność?

Mohamed Fadl: Rzeczywiście, społeczność jest tu bardzo specyficzna, unikatowa. Nasi gracze są starsi, niż w innych tytułach e-sportowych. Inne produkcje skupiają ludzi, dla których czymś kompletnie naturalnym jest chociażby Twitch. My mamy wokół siebie ludzi, którzy nie śledzą streamów i jest to dla nich ciągle coś nowego. Więc zmieniając naszą formułę e-sportu musimy też zadbać o modyfikację środków przekazu. Elementy takie jak Twitch czy transmisje na żywo w YouTube albo na Facebooku muszą zostać włączone do naszego launchera, na stronę i do samej gry - w miejsca, które nasi gracze znają.

Ciąży na nas obowiązek wyedukowania konkretnego pokolenia, powiedzenia: "Spójrzcie na to, tak teraz wygląda rozrywka". Przed nami jest więc sporo wyzwań. Musimy wiele sie nauczyć, a po drodze popełnić parę błędów. To stały rozwój i duża szansa, ale i coś, co jest niezwykle wymagające.

Benchmark.pl: Niedawno, w jakimś wywiadzie powiedziałeś, że obstawianie wyników to naturalna część każdego sportu. W tym też e-sportu. Czy obecność homara Pomidorka (maskotka, a zarazem zwierzątko mające typować wyniki – przyp.red.) na Grand Finals to zwiastun czegoś większego w tym temacie czy bardziej puszczanie oczka do społeczności graczy?

Mohamed Fadl: Raczej to drugie. W obstawianiu miałem na myśli szerszy kontekst, dotyczący graczy którzy niemal uprawiają hazard - oceniają swoje umiejętności i rozważają, czy ryzykować przegranie bitwy, w pogoni za lepszymi statystykami i rangą. Samo stawianie pieniędzy to coś kompletnie nie dla nas i tego nie miałem na myśli. Nasze ryzyko dotyczy tylko wewnętrznej waluty i punktów. Nie ma tu wątpliwości prawnych i negatywnych aspektów związanych normalnie z hazardem. A homar Pomidorek to coś, co podoba się graczom i wpisuje się w tę ideę hazardu opartego na umiejętnościach gry.

Benchmark.pl: A wracając do samych rozgrywek World of Tanks – czy czekają nas jakieś zmiany w e-sporcie? Czy faktycznie rozważacie powiększenie drużyn do 15 osób?

Mohamed Fadl: No cóż, muszę przyznać ze masz nosa (śmiech). Rzeczywiście, jest to opcja. Testujemy ją. Mieliśmy kilka streamów i mogę już teraz powiedzieć, że szykują się bardzo duże zmiany. W tym roku mamy poważne plany. Natomiast w przyszłym, w lipcu po raz pierwszy zbierzemy wszystkie nasze zespoły w głównej siedzibie na Cyprze. Wszyscy siądziemy razem i będziemy zastanawiać się jaki format jest dla nas najbardziej odpowiedni, jakie podejście trzeba wypróbować i jak je osiągnąć. Przed nami sporo pracy, ale pracując wszystkimi siłami wykreujemy przyszłość.

Benchmark.pl: Co dalej z Grand Finals? Czy po Warszawie i Moskwie ta impreza ruszy w świat?

Mohamed Fadl: Jak najbardziej, mamy już największą imprezę, największą scenę, ale też wiele rzeczy do nauczenia. To nasz pierwszy raz w Moskwie i popełniliśmy parę błędów. Teraz musimy odrobić lekcję, a w przyszłym roku może przeniesiemy się do Tajwanu, Japonii, USA, Moskwy, Polski... wszystko jest możliwe. Wiem, że sporo Niemców mówi, że świetnym miejscem jest Berlin i że powinniśmy się tam wybrać. Mamy przecież niemieckie czołgi. Ale musimy zabierać się do wszystkiego krok po kroku. Najważniejsze dla nas to stworzenie najwyższej jakości, żeby zachęcić graczy, streamerów i zapewnić jak najlepszą atmosferę.

Benchmark.pl: Na koniec nieco bardziej osobiste pytanie. Przeszedłeś w Wargamingu długą drogę. Od szefa ds. społeczności (Head of Community) po szefa ds. globalnego e-sportu (Head of Global Competitive Gaming). Czy na tak wysokim stanowisku jest coś czego brakuje ci z przeszłości?

Mohamed Fadl: Jestem bardzo oddany temu co robię. Przez 15 lat w branży zdążyłem bardzo związać się ze społecznością. W tym momencie jestem już bardzo daleko od faktycznego tworzenia rzeczy i rzeczywiście, czasem mi tego brakuje. Jednak jeśli spojrzeć na to z szerszej perspektywy, kreowanie czegoś z takim zespołem jest nawet bardziej satysfakcjonujące.

Benchmark.pl: A jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z całej kariery w Wargaming? Czy masz jakiś swój wymarzony projekt, który chciałbyś bardzo zrealizować? 

Mohamed Fadl: Moje najlepsze wspomnienie to pobyt na Gamescom. Otaczało nas tam około 3000 osób. Normalnie na tego typu masowych imprezach jak zapytamy: „Kto zna tą grę?”, to ręce podniesie może 10%. Reszta przychodzi po darmowe upominki. Myślałem wtedy, że nikt nie ma pojęcia o konkretnych czołgach. Rzuciłem wtedy: „Czy ktokolwiek wie co to za…” i zanim zdążyłem skończyć, cała chmara ludzi krzyczała nazwę maszyny.

Wtedy zrozumiałem, że to nasza społeczność, członkowie klanów. Siedziałem z nimi i widziałem, że byli tam też ojcowie w wieku 50-60 lat, pokazujący nasze rzeczy dzieciom i zaszczepiający w nich swoje pasje. Wtedy dotarło do mnie, że na to właśnie pracujemy każdego dnia, robimy coś właśnie dla takich ludzi. A co do projektu, który chciałbym zakończyć, to mam w głowie całą rewolucję rozrywki, której początek rodzi się właśnie w zmieniającym się e-sporcie. Nowe pokolenia w naturalny sposób będą potrzebowały czegoś  nowego. Czegoś co całkowicie wywróci do góry nogami to, co mamy teraz. Moim marzeniem jest odegranie chociażby małej roli w tym szerszym kontekście rewolucji.

Benchmark.pl: Dzięki za rozmowę.

Mohamed Fadl: I ja dziękuje.

E-sport i Wargaming - medal dla Polaka

Odsłon: 4798 Skomentuj artykuł
Komentarze

4

Udostępnij
  1. Q2hvY2hsaWs2
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2017-06-07 16:04

    Redaktorze Macieju:

    "Wargaming nie zasypia jednak gruszek w popiele (...)"

    zasypuje


    "A teraz, po paru latach, już od pewnego czasuprzodujemy w liczbie widzów."

    czasu przodujemy (nie wiem czy nie powinno też być kolejnego przecinka)


    "A homar Pomidorek to coś, co podoba się graczom i wpisuje się w tąę ideę hazardu (...)"

    tę ideę


    Jeszcze raz dzięki za tekst i wywiad. Pozdrawiam.

    Skomentuj

    1. Maciej Piotrowski
      Oceń komentarz:

      1    

      Opublikowano: 2017-06-07 16:13

      Oj, z tym pierwszym się nie zgodzę. Poprawną formą jest "nie zasypiać gruszek w popiele":)

      Resztę poprawiłem. Dzięki za wychwycenie błędów.

      Skomentuj

      1. Q2hvY2hsaWs2
        Oceń komentarz:

        0    

        Opublikowano: 2017-06-07 16:20

        Ok, sprawdziłem. Zawsze myślałem ze chodzi o zasypywanie. M. Bańko ciut rozjaśnił sprawę. Dzięki. Człowiek cały czas się uczy.

        Skomentuj

        1. Maciej Piotrowski
          Oceń komentarz:

          0    

          Opublikowano: 2017-06-07 16:28

          Sam się kilkukrotnie na to naciąłem, więc teraz pilnuje:)

          Skomentuj

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!