Drodzy koledzy, skąd taka ściema z tą ścianą? RTV

Drodzy koledzy, skąd taka ściema z tą ścianą?

z dnia 2018-01-20
Tomasz Chmielewski | Redaktor serwisu benchmark.pl
27 komentarzy Dyskutuj z nami

Na ostatnich targach CES Samsung przedstawił ekran o nazwie The Wall. Napisano o nim wiele: zarówno prawd, półprawd oraz, niestety, bzdur.

Nie ulega wątpliwości, że Samsung The Wall to wyświetlacz nietuzinkowy, który z łatwością wybija się z tłumu innych, pokazanych na targach CES ‒ choćby ze względu na swoje rozmiary (146 cali). Informacje o nim opublikowały większe i mniejsze serwisy, zarówno krajowe jak i zagraniczne. Producent może być bardzo zadowolony: info poszło w świat.


kliknij aby powiększyć

Niestety, napisano o nim tyle bzdur, że czuję się obowiązku sprostowania niektórych informacji.

Jaka rozdzielczość?

W oficjalnych materiałach Samsung nie podaje wprost rozdzielczości ekranu the Wall. Z kolei w publikacjach internetowych można spotkać rozbieżne dane.

John Archer z Forbesa pisze:

What we’ve got here, after all, is a 146-inch screen only being driven by the same ‘4K’ number of pixels now found in TVs as small as 40 inches.

Podobną informację podaje Scott Wilkinson z serwisu avsforum.com:

Samsung The Wall MicroLED 4K Display at CES 2018

Nieco bardziej enigmatyczny jest David Katzmaier CNET-u, który napisał:

Samsung has yet to confirm a resolution for the 146-inch TV. I'll be very surprised if it isn't 4K

Znany serwis Engadget nie ma jednak wątpliwości podając, że:

Our first look at Samsung's massive 146-inch 4K MicroLED TV

Gdy zapytałem przedstawiciela Samsunga o rozdzielczość the Wall, w odpowiedzi usłyszałem: 4K.

Pomimo tego jeden z redaktorów serwisu imagazine.pl, w swoim artykule z 8 stycznia napisał:

The Wall – tak nazywa się największy telewizor Samsunga. Ma 146 cali, rozdzielczość 8K i korzysta z technologii MicroLED.

Z kolei niemiecki Computerbild pisze:

Der sensationelle Fernseher ist über 3 Meter breit und liefert dank Micro-LED-Technik und 8K-Auflösung ein sensationelles Bild

Czyli mamy tu kolejny głos za 8K. Kto ma rację? Jak jest naprawdę?

Spróbujmy to wyliczyć. The Wall jest wyświetlaczem o przekątnej 146 cali, czyli, po przeliczeniu, 370,84 cm. Ma proporcje 16:9, a więc można wyliczyć, że jego najdłuższa, pozioma krawędź liczy około 321 cm, co potwierdza Computerbild pisząc o "szerokości ponad 3 metrów" (über 3 Meter breit ).

No dobrze, ale jak ma się szerokość ekranu do rozdzielczości? Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy wziąć pod uwagę kluczową informację, podaną przez oficjalny, drukowany dziennik targów o nazwie CES Daily. W publikacji tej, na stronie 168, możemy przeczytać, że:

... diody są ułożone w odrębnych modułach, z których każdy ma rozmiar 9,3 cala (23,6 cm); każdy moduł ma rozdzielczość 480 na 270 pikseli.

Jeżeli przyjmiemy, że pisząc "rozmiar" CES Daily ma na myśli przekątną modułu, to jego szerokość, po prostych obliczeniach trygonometrycznych, wyniosłaby około 20 cm. Skoro każdy moduł ma 20 cm szerokości, a całkowita szerokość ekranu to 321 cm, można wyliczyć, że odpowiada to 16 modułom (zdaję sobie sprawę z tego, że 16*20 to 320, a nie 321, ale błąd wynika z tego, że nie wiemy, czy podana przez Samsunga przekątna 146 cali, dotyczy całego wyświetlacza czy tylko jego widocznej części, tj. ekranu).

Jeżeli przyjmiemy, że w jednym rzędzie mamy 16 modułów mikro LED, a każdy z nich ma rozdzielczość 480 pikseli, otrzymamy 16*480 czyli 7680 pikseli, czyli rozdzielczość 8K.

Powyższe wyliczenie jest prawdziwe przy założeniu, że podane przez CES Daily 9,3 cala (23,6 cm) to przekątna modułu, a nie jego szerokość. Jeśli przyjmiemy to drugie, to wyświetlacz będzie miał niższą rozdzielczość, pomiędzy 4K, a 8K.

Jak jest naprawdę? Trudno powiedzieć. Osobiście skłaniam się jednak ku 8K.


kliknij aby powiększyć

Niezależnie od wyniku obliczeń, kluczową cechą ekranu the Wall wydaje się być nie jego rozdzielczość, lecz ...

Modułowość

Nie da się ukryć, że przedstawiciele Samsunga byli bardzo dumni z tego, że the Wall jest:

The world’s first modular TV for consumers

... czyli pierwszym na świecie komercyjnym telewizorem o budowie modułowej.

I właśnie ta modułowość została podchwycona i wyeksponowana przez wiele serwisów, które uznały ją za cechę absolutnie przełomową.

Redaktor Gajewski z serwisu Spidersweb w swoim artykule napisał:

Samsung deklaruje, że jest w stanie produkować matryce microLED o dowolnym rozmiarze, a te zapewnić mają, tu cytat, niesamowitą jasność, pokrycie kolorów i poziomy czerni. Co więcej, telewizory Samsunga z microLED mają być modułowe. Co to oznacza? Producent deklaruje, że będą one mogły być powiększane z czasem przez użytkownika. Wystarczy dokupić dodatkowe panele i podłączyć je do tych posiadanych.

Z kolei redaktor naczelny tego samego serwisu, Przemysław Pająk, w artykule „The Wall od Samsunga to potężny powiew świeżości na skostniałym rynku telewizorów”  w swoim entuzjazmie dla the Wall nie zawahał się pójść jeszcze dalej:

Modułowość oznacza, że telewizory Samsunga z technologią microLED będzie można… dowolnie konfigurować. Kupiłeś sobie 40-calowy telewizor, ale po roku uważasz, że dobrze by było mieć jednak większy 72-calowy ekran? Nie ma problemu, możesz sobie dokupić moduł microLED i dosztukować go do istniejącego ekranu w twoim domu.

Prawdę mówiąc, jestem bardzo ciekaw, w którym miejscu redaktor Pająk zamierza przyczepić ten „moduł”? Na górze ekranu, a la „wisienka na torcie”? Czy może raczej na dole, pod ekranem? A może jednak z boku po prawej stronie? Niezależnie od wyboru, tak doczepiony moduł wyglądałby po prostu śmiesznie.


kliknij aby powiększyć

Przyjmijmy jednakże, że redaktor Pająk się pomylił i chodziło mu nie o „jeden moduł”, lecz o „moduły”, bo przecież trudno sobie wyobrazić rozbudowę 40 calowego ekranu do 72 calowego za pomocą jednego modułu - potrzeba ich znacznie więcej.

Tylko jak redaktor Pająk zamierza doczepić nowe moduły do starych? Za pomocą butaprenu czy kropelki? A co zrobi z płytą montażową? Stare moduły nie wiszą przecież w próżni, lecz spoczywają na tylnej płycie, która je stabilizuje. Rozumiem, że ww. redaktor zakupi od Samsunga nową płytę montażową w rozmiarze 72 cali, następnie zerwie i wyrzuci starą, a na końcu osadzi stare i nowe moduły na nowej, większej płycie. To wszystko oczywiście własnymi siłami, całkowicie w warunkach domowych, z wykorzystaniem dołączonego do nowych modułów podręcznika „zrób to sam”. W dodatku bez polegania na precyzyjnych, dostępnych w fabryce urządzeniach łączących moduły z mikrometrową dokładnością.

Oczywiście taką samą operację redaktor Pająk przeprowadzi z filtrem ekranowym. Przecież ten stary umieszczony na przodzie ekranu będzie zbyt mały aby pokryć większy ekran, tak więc trzeba będzie go zerwać, pojechać do Samsunga po nowy, a następnie ładnie to wszystko przykleić do nowego 72-calowego ekranu.


kliknij aby powiększyć

Wkrótce potem nadejdzie kluczowy etap, bowiem gdy wszystkie ww. czynności się udadzą (w co wątpię), nadejdzie moment włączenia nowego ekranu. I w tej właśnie chwili nasz majsterkowicz uświadomi sobie, że w instrukcji od Samsunga znajduje się napisany drobnym drukiem passus mówiący o tym, że telewizor powiększony o nowe moduły wymaga nowego zasilacza ‒ wiadomo, więcej modułów, większy pobór prądu. Niezrażony koniecznością poniesienia nowego wydatku nasz majsterkowicz szybko zamówi nowy moduł zasilający, który wreszcie pozwoli włączyć nowy ekran.

Niestety, po podłączeniu okaże się, że nowe moduły świecą nieco inaczej niż stare, co będzie widać zwłaszcza na dużych jednolitych powierzchniach, zarówno szarych, jak i kolorowych. Nasz majsterkowicz, pełen zdenerwowania i złości (głównie na siebie, że tego nie przewidział) w trakcie rozmowy telefonicznej z serwisem Samsunga zostanie uświadomiony, że różnica w odwzorowaniu barw pomiędzy obiema częściami ekranu: starą i nową wynika z zużycia starszych modułów, w których po kilku latach eksploatacji kolory zmieniły nieco swój odcień. Gdyby nasz majsterkowicz interesował się trochę bardziej „skostniałym rynkiem telewizorów”, wiedziałby, że po pewnym czasie w diodach RGB (a mikro diody LED takimi właśnie są) zachodzi zjawisko „color drift” (zmiany koloru), z powodu którego np. doświadczona firma Sony, jeden z pionierów stosowania tego rozwiązania w module podświetlenia telewizorach LED, całkowicie je porzuciła.

Niezrażony niepowodzeniem, nasz majsterkowicz zapłaci zapewne krocie za kalibrację balansu bieli i barw poszczególnych modułów, tak aby stare i nowe świeciły tak samo. Niestety, nie zdaje sobie sprawy z tego, że za pewien czas będzie musiał procedurę powtórzyć, bowiem stare i nowe moduły będą mieć inną dynamikę starzenia i wypalania się. Ale czegóż się w końcu nie robi, aby mieć wymarzone 72 cale na mikroledach.


kliknij aby powiększyć

A czy wspomniałem o konieczności wymiany procesora na bardziej wydajny, zdolny obsłużyć nową rozdzielczość, nowych kościach pamięci, czy o aktualizacji oprogramowania? Nieważne, przecież to wszystko pestka w porównaniu do problemów związanych z "doklejaniem" modułów w domowych pieleszach.

Jest jeszcze jeden problem: co z gwarancją na taki, poszerzony własnym sumptem, ekran? Kto będzie odpowiadał w przypadku jego awarii: producent modułów, czy majsterkowicz? Jak widać, pytania można by mnożyć w nieskończoność.

Mam nadzieję, że wykazałem w wystarczający sposób, że powiększanie ekranu w domu jest w praktyce mało prawdopodobne, żeby nie powiedzieć niemożliwe lub nierealne, a to ze względu na następujące, główne przeszkody:

  • konieczność wymiany płyty montażowej,
  • wymóg wymiany filtra ekranowego (antyodblaskowego),
  • konieczność precyzyjnego rozlokowania nowych i starych modułów na nowej płycie montażowej, co jest niemożliwe do wykonania w warunkach domowych,
  • wymóg wymiany zasilacza, procesora i pamięci,
  • konieczność kalibracji kolorystycznej starych i nowych modułów,
  • problemy natury prawnej (gwarancja).

Czy znając zakres i koszt prac, jakie trzeba wykonać, warto w ogóle decydować się na tą całą skomplikowaną operację? Przecież ryzyko niepowodzenia jest w warunkach domowych skrajnie wysokie. Ponadto, skąd wiadomo, że to się opłaci? Przecież wartość materiałów i robocizny może przewyższyć koszt zakupu fabrycznie nowego, mikroledowego telewizora o większej przekątnej.

Dobrze to wszystko podsumował pod ww. artykułem czytelnik o pseudonimie „Slawko”:

[...] Samsung to jednak mistrz marketingu. A mogli napisać wprost: nie kupujcie OLED-ów tylko zaczekajcie na nasze microLED-y. A jak Przemek wierzysz, że z telewizora 40 cali zrobisz potem 72 calowy ekran, to jesteś technologicznie naiwny :)

Jak widać, nie każdy podziela bezkrytyczny hurraoptyzmizm redaktora Pająka.

No dobrze, skoro możliwość rozbudowy modułowego ekranu to bzdura, to po co Samsung w ogóle poruszył temat „modułowości”? To proste: żaden z dostępnych do tej pory telewizorów nie miał modułowego ekranu, w związku z czym taka cecha czyni nowy ekran Samsunga wyjątkowym.

Zastanówmy się tylko, dlaczego ekrany mikroledowe mają budowę modułową, a LCD i OLED-y nie? Czy może dlatego, że mikroledy są po prostu nowsze i lepsze? Czy dałoby się zrobić ekran LCD lub OLED w konstrukcji modułowej? Oczywiście, że tak. Pytanie tylko, czemu to miałoby służyć? Przecież budowa modułowa powoduje powstanie „szwów”, które widać z bliskiej odległości. Prawdę mówiąc, modułowość ekranów w technologii mikro LED wynika z zupełnie innego powodu i nie jest nim chęć dania użytkownikowi możliwości późniejszej rozbudowy.

Ekrany mikro LED składa się z małych modułów, ze względu na ograniczenia technologiczne

Inaczej mówiąc, na obecnym etapie technologii produkcji wyświetlaczy mikro LED nie da się seryjnie produkować ekranów o dużych przekątnych ze względu na niski uzysk ‒ odsetek wadliwych diod jest bowiem zbyt duży. Da się za to produkować ekrany o małej przekątnej i niewielkiej rozdzielczości (np. 480 na 270 pikseli), czyli takie, z których składa się the Wall. Łatwiej bowiem w procesie produkcji pogodzić się (w sensie ekonomicznym) z koniecznością odrzucenia małego wadliwego modułu, niż wielkiego ekranu. Dlatego też:

Modułowość ekranów mikro LED wynika z ograniczeń technologicznych, czyli jest w pewnym sensie wadą, nie zaletą.

Z kolei to, że Samsung z wady wyświetlacza potrafił zrobić jego atut, świadczy tylko o niezwykłych umiejętnościach działu marketingu tej firmy. A że paru naiwnych dziennikarzy dało się na to nabrać? No cóż, ce la vie.

Wydaje się, że dużą zasługę na polu "omamiania" dziennikarzy ma jeden z dyrektorów amerykańskiego oddziału Samsunga, a mianowicie ...

Joe „Hipnotyzer” Stinziano

To właśnie jemu przypadł zaszczyt ogłoszenia premiery the Wall podczas konferencji Samsunga na CES 2018. To właśnie on, a nie ktoś inny, wypowiedział znamienne słowa:

And the Samsung micro LED is modular, meaning any size you want, any configuration you can think of.

Możecie to sprawdzić oglądając poniższą konferencję od indeksu 37:19.

„Any size you want” oznacza „dowolny rozmiar”, czyli ekran dowolnej wielkości, ale ... złożony zapewne w fabryce Samsunga, a nie pozlepiany w domu przez użytkownika. Z kolei „any configuration you can think of” może oznaczać dowolną konfigurację, ale z tych zaproponowanych fabrycznie przez Samsunga. Mamy tu zatem do czynienia z podobnym przypadkiem jak w historii samochodów marki Ford. Klienci mogli zamówić „any color so long as it is black”, czyli:

Zamówić auto w dowolnym kolorze, pod warunkiem, że będzie czarny.

Nie wiem zatem jak wytłumaczyć bezkrytyczną wiarę ww. dziennikarzy w zapewnienia Samsunga. Znam i szanuję ich dorobek, ale tym razem wygląda na to, że dali się po prostu omamić, co poskutkowało dezinformacją czytelników. Być może powodem tego było  klasyczne zmęczenie spowodowane jet lagiem, dążenie do przypodobania się producentowi lub pośpiech spowodowany pragnieniem opublikowania informacji jako pierwszy. Trudno powiedzieć. Być może Mr Stinziano (na zdjęciu z prawej) ich po prostu ... zahipnotyzował (swoją drogą to bardzo interesująca, wygadana, a nawet charyzmatyczna postać).


kliknij aby powiększyć

Podsumowanie

I tak doszliśmy do końca naszych rozważań o the Wall. Moim zdaniem powód prezentacji tego ekranu był tylko jeden. Otóż gdzieś w drugiej połowie 2017 roku Samsung zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie będzie w stanie pokazać finalnej gamy telewizorów QLED 2018, bowiem nie będzie ona jeszcze gotowa. I tak też się stało: na targach CES 2018 żaden nowy QLED nie był dostępny dla ogółu zwiedzających (prototypy mogli ogladać tylko wybrani). Dobrze to podsumował w swoim artykule redaktor magazynu Forbes, John Archer:

Jeżeli pochodziłeś trochę po ogólnodostępnej części stoiska Samsunga na targach CES, mogłeś odnieść wrażenie, że dział telewizorów tej firmy postanowił sobie darować rok 2018. (If you just wandered around the public areas of Samsung’s current CES booth, you’d be forgiven for thinking the brand’s TV division had decided to skip 2018.)

W związku z tym Samsung, od 12 lat niekwestionowany lider rynku telewizorów, postanowił pokazać publice „coś ekstra” ‒ prototypowy megaekran the Wall okraszony oczywiście marketingowym sosem przełomowej super technologii, a zwłaszcza "modułowości".

kliknij aby powiększyć

Pokazać go głównie po to, aby odwrócić uwagę zwiedzających od rozpychających się na rynku OLED-ów i skierować ich uwagę na „nową” super technologię mikroledów. Czas pokaże, czy rzeczywiście zobaczymy je w sklepach w tym roku. Szczerze mówiąc wątpię, bo 146-calowy ekran mikro LED musiałby kosztować w granicach 500-600 tysięcy złotych (już stucalowy telewizor LCD, np. Sony 100ZD9, kosztuje ponad 300 tysięcy zł). I w tym właśnie aspekcie z pewnością można by się zgodzić, że 146-calowy the Wall byłby wielkim przełomem - cenowym oczywiście.

 

 

marketplace

Komentarze

27
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Wytknięcie panu Pająkowi niekompetencji - bezcenne. Dziękuję :)
  • avatar
    Świetny art. Dzięki za wyjaśnienie o co kaman:)
    Zaloguj się
    14
  • avatar
    A słyszałeś przyjacielu o "konstruktywnej krytyce"? Czy "znam i szanuję ich dorobek" to jest hejt? Sorry, ale ja po prostu nie mogę milczeć gdy robi się ludziom wodę z mózgu.
    Zaloguj się
    14
  • avatar
    "Czy the Wall Samsunga oznacza prawdziwy przełom na rynku telewizorów?"

    Ja do dziś dzień nie mam TV na chacie.
    O dziwo nie czuję nawet w najmniejszym stopniu tego braku.
  • avatar
    Jak to zwykle w polskiej prasie i temu podobnych. Ktoś coś poczytał jakieś nagłówki nie czytając o co chodzi z modułami. Do tego wrzucił w google translatora modular i mu wyszlo modułowy. Pomyślał o tych telefonach które miały być modułowe i które mogłes sobie skonfigurować jak chcesz i na koniec ktoś posypał to gadką w stylu - Thanks to this technology we can assure you that you can have any configuration you ever wanted. Wrzucił w translatora znów translator oszalał i wywalił we can assure you that i wyszło dzieki tej technologi możesz miec kazdą konfigurację jaką sobie tylko wymarzysz. I poszło

    Nie rozumiem tylko hejtu jaki został wylany w stosunku do niejakiego Pana Pająka. Gość nie ogarnał ok. Można to było zawrzeć w jednym akapicie a tu wall of text i to wall of pointless text.
    Zaloguj się
  • avatar
    Ekrany ledowe składane z modułów są na rynku od lat. Znamy je ze stadionów i różnych imprez rozrywkowych. Moduły są samonośne a łączeń nie widać. Pixele mają już tylko 1mm. Wystarczy je niewiele zmniejszyć do 0,8mm i dostajemy... 146" 4K. Ale są drogie -ok 12$ za m2. Trzeba więc dalej zmniejszać pixele oraz koszty produkcji i w końcu trafią do domów - więc to nie takie scifi. Obecnie po erze lcd zachwycamy się oledami rgbw. Jednak ta technologia ma sporo wad i fizyczne ograniczenia których nigdy do końca się nie wyeliminuje. Nieorganiczne diody rgb pod każdym względem są lepsze. Samsung i Apple dobrze o tym wiedzą.
    Zaloguj się
  • avatar
    za, ponieważ moc (zarówno elektryczna jak i obliczeniowa) będzie musiała być większa. Oczywiście autor nie wziął pod uwagę, że każdy moduł może być wyposażony w swój procesor, który z zapasem poradzi sobie z mocą obliczeniową.
    Drugim rozwiązaniem, biorąc pod uwagę cenę modułów, to zamontowanie jednego centralnego procesora który ma wystarczającą moc do obsługi rozdzielczości np. 10K (w porównaniu z ceną modułów, koszt procesora pewnie nie będzie większy niż 1%), ewentualnie można później dołożyć drugi. Może nawet będą w sprzedaży moduły "pasywne" bez procesora i "aktywne" z procesorem, co z kolei przy wykorzystaniu większej ilości aktywnych modułów może odblokowywać dodatkowe funkcje np. możliwość uruchomienia systemu operacyjnego na samym telewizorze, a przy jeszcze gęstszym stosunku aktywnych do pasywnych np. funkcji konsoli do gier. Przełoży się to wówczas na mocną, a nie jak sugerował autor słabą stronę tego typu ekranów. Oczywiście są o dywagacje, ale autor również oparł się wyłącznie na nich.
    Co do zasilacza, to spojrzałbym podobnie, wystarczy przyjąć, że od odpowiedniej ilości modułów, musimy po prostu dołożyć drugi zasilacz. A jak chcemy wyłożyć cały pokój modułami, to musimy mieć ich np. 10.
    Podsumowując - artykuł uznaję za średnio udany i strasznie malkontencki. Autor za wszelką cenę próbuje udowodnić, że nowa technologia Samsunga będzie ch*jowa i w ogóle nie warto zaprzątać sobie nią głowy, używając do tego bardzo słabych argumentów. Oczywiście rozumiem, że chciał on dopiec koledze po fachu (Pająkowi, którego artykułu akurat nie czytałem - może on z kolei jest zbyt optymistyczny), ale chciał to zrobić na siłę i bardzo nieobiektywnie.
    Zarzucanie Samsungowi, że z wad chce zrobić zalety, to też żadne odkrycie, przecież już ładnych parę lat temu Apple postanowił robić marketing "it's not a bug, it's a feature". Tyle że tam wady były prawdziwe i irytujące dla użytkowników (np. "glances" w Apple Watchu, który nie był niczym innym niż sposobem odwrócenia uwagi od słabych akumulatorów)
    I ostatnia uwaga - porównywanie kilkunastu kombinacji ekranów i konfiguracji do aut Ford T, które miały jedną konfigurację, to trochę przestrzelenie.
  • avatar
    z tym Samsungiem to nic nowego, rok wcześniej na targach CES Sony pokazało CLEDIS czyli praktycznie to samo ale że dziś Samsung ma większe przebicie to więcej szumu wynikło, a odnośnie Pająka zdarza się im pisać głupoty ale komu się nie zdarza? internet pełen jest głupot, kiedyś pamiętam jednego redaktora na benczu który straszne głupoty pisał subiektywne i stronnicze (na szczęście już go tu nie ma - przeszedł do ekhem konkurencji... ;) zobaczymy czy Sony i/lub Samsungowi uda się z tymi microledami czy to tylko będzie w wielkich rozmiarach dla firm w kosmos cenach, tymczasem OLED jest i tanieje i rozpowszechnia się powoli coraz bardziej w domach
  • avatar
    Krótko mówiąc - Autorze, mnie hejtu, mniej domysłów wyssanych z palca, które próbujesz wcisnąć jako dogmat (w moim komentarzu znajduje się równie wiele domysłów, ale wyraźnie o tym piszę), a więcej wiary w technologię, i w to, że ludzie tam pracujący nie wcisną czegoś kompletnie nie do użytku, jak Ty to przedstawiasz.
  • avatar
    Nie podoba mi się takie marudzenie i narzekanie na tę technologię. Nie wiem też, skąd w ogóle autor przyjął pewne informacje i parametry jako pewne, mimo, że są to jedynie jego - w większości błędne - domysły.
    Zacznijmy od tego, że modułów nie będzie się dało w domu dołożyć,bo nie osiągnie się odpowiedniego spasowania - skąd ta informacja? możliwości łączenia różnych elementów z dokładnością o setnych nawet części milimetra w warunkach domowych to żadna nowość, jeżeli odpowiednie pasowanie nie będzie zużyte, to będzie trzymało parametry i nie będzie żadnego problemu. Nawet stolarskie pasowania mogłyby dostarczyć wystarczającej dokładności.
    2. Zmiana "ramy" na której osadzamy moduły może nie być konieczna, jeżeli moduły zostaną odpowiednio spasowane, naprawdę nie uważam żeby akurat taki trywialny problem, jak płyta z tyłu mogłaby zagrozić rozwojowi tej technologii.
    Może nawet nie będzie to płyta, a jakaś konstrukcja możliwa do rozbudowy wraz z kolejnymi modułami, bardziej stelaż niż obudowa, a może będzie jakoś w nie wbudowana - nie wiem, ale jeżeli będą jakieś problemy technologiczne związane z modułowymi telewizorami, to uwierzcie mi, że na pewno nie takie ;)
    3. Warstwa polaryzacyjna ekranu, która też miałaby być wymieniana wraz ze zwiększeniem przekątnej - po co? Przecież może być zintegrowana z samymi modułami, nie wiem w ogóle skąd pomysł, że miałoby być inaczej?
    4. Wypalenie się części modułów przed rozbudową - owszem, ale podejrzewam, że z tym też sobie poradzą, może będzie potrzeba dokonywać kalibracji całego ekranu co jakiś czas, ale jeżeli tak, to na 100% zrobią jakąś apkę do smartfona, którym fotografujesz telewizor z odpowiednimi wyświetlanymi planszami (np kolory składowe + jakiś wzór), a system dopasowuje na tej podstawie moc i wzorce świecenia wszystkich modułów. No jakoś nie widzę Pana Henia z kolorymetrem co miesiąc w salonie, i uwierzcie, że w Samsungu nie pracują oderwani od rzeczywistości kosmici, którzy pozwoliliby na takie rozwiązanie. Oczywiście jestem świadomy, że na debiut na rynku konsumenckim tego typu ekranów spoooro sobie poczekamy, chociażby dlatego, żeby inżynierowie wprowadzili te wszystkie rozwiązania, ale skoro w ogóle zrobili prototyp, to znaczy, że mają zarówno świadomość efektów ubocznych, jak i pomysły w którym kierunku należy iść, żeby je rozwiązać.
    no i 5. argument dla mnie totalnie bez sensu, wiedząc że koszt samych modułów będzie spory - konieczność wymiany procesora/zasilac
  • avatar
    nie wspominając o dokupowaniu nowej obudowy na cały telewizor.
    Generalnie fail, ale dobrze, ze próbują czegoś nowego.
    Tym razem nie wyszło.
  • avatar
    Dzięki modularności tv stanieją. Lepiej mieć jedna fabrykę i linie produkującą matryce niż pare linii. Jedna robi a gdzieś indziej się to składa. Bdb pomysł.
  • avatar
    Fajnie było wspomnieć o CLEDIS od SONY (czyli profesjonalnych micro-LED), które są w sprzedazy od zeszłego roku. Wystarczy wpisać w google Sony pro CLEDIS.
    Jest to tak samo ekran modułowy - jeden moduł ma (403 x 453 mm) rozdzielczość 320 x 360.
    Ktoś powie mało. Ale różnica jest taka, ze dioda micro-LED u Sony zajmuje tylko 1% powierzchni piksela. Nigdy tego nie wyliczałem ale Pan redaktor mógłby spróbować. Pixel (dioda) ma 0.003 mm2 i teraz mozna by się pokusić by porównać ją z wielkością diody OLED np w telewizorze 65 cali LG czy LED Sony. Wtedy jak na tacy będziemy mieli odpowiedź na pytanie. Kto jest technologicznym liderem. Ja wiem..
  • avatar
    "Gdy zapytałem przedstawiciela Samsunga o rozdzielczość the Wall, w odpowiedzi usłyszałem: 4K"
    Jeśli przedstawiciel Samsunga tak twierdzi to ... tak powinno być. Jeśli nie jest to ....
  • avatar
    Ciekawe, że nikt jak dotąd nie zwrócił uwagi na jeden 'drobny' aspekt tej potencjalnej modularności. Mamy dajmy na to 4k złożone z matrycy 8x8 modułów. Dokładamy rządek w poziomie i w pionie i otrzymujemy 4,125 k. Ergo: nasz nowy super-duper powiększony telewizor musi przeskalować obraz z 4k do 4,125 k. W monitorze by uszło. W telewizorze tak dobrze to pewnie nie zadziała.
  • avatar
    Witam, trafiłem na tą stronę za pośrednictwem http://www.tvtest.pl/telewizory-sony-2018/ niestety jestem zbyt słaby żeby odszukać opcję kontaktu do twórcy artykułu na stronie www.tvtest.pl dlatego pośrednio piszę tutaj. Czy ktoś to czytał: http://www.tvtest.pl/panasonic-50dx750-test/ ?? Twórca artykułu porównuje Panasonica 50DX750E (który dzisiaj kosztuje 5300 pl, z Sonym -49XD8005 za 3150 pln) i zauważa, że Panasonic jest lepszy. Czy uważacie, że pokazanie wykresu z parametrem "KONTRAST (ANSI)" tych dwóch modeli jest racjonalne?
  • avatar
    Oby nie wyglądało to tak jak ze Smart Evolution Kit, który po kilku latach zniknął.

    http://www.hdtv.com.pl/forum/newsy/130497-samsung-zlamal-obietnice-z-evolution-kit-klient-otrzymuje-pelny-zwrot-za-telewizor.html