Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice – Tenchu naszych czasów Gry

Graliśmy w Sekiro: Shadows Die Twice – Tenchu naszych czasów

opublikowano przez Maciej Piotrowski w dniu 2019-03-02

Każdy miłośnik Dark Souls z pewnością czeka już na nową grę From Software. Nam udało się już zagrać w Sekiro: Shadows Die Twice. I choć udostępniony fragment gry nie był to szczególnie długi, czuć w nim było spory potencjał. Znów będzie płacz i zgrzytanie zębów.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

- absolutnie rewelacyjny klimat,; - mocno zakręcona, ale i nieźle wciągająca fabuła,; - różne drogi do celu, w zależności od obranego stylu rozgrywki – przenikanie w cieniu bądź „otwarte” starcia,; - ciekawy, niezwykle szybki, ale też mocno wymagający system walki,; - możliwość wskrzeszenia po śmierci kryje w sobie spory potencjał,; - rozbudowane mechaniki stylów – umiejętności i protez ręki oraz wiele dodatkowych przedmiotów wspomagających podczas starć,; - opcja wyboru dubbingu z japońskim jako domyślnym,; - intrygujący i wyjątkowo twardzi bossowie…; …i cała masa pomniejszych, ale wcale nie ustępujących im przeciwników.

Minusy

- wyśrubowany poziom trudności nie każdemu przypadnie do gustu - potrafi irytować czy wręcz odrzucać,; - mimo częstych ekranów objaśniających kolejne mechaniki czasami trudno je wszystkie ogarnąć,; - wciąż nieco archaiczny interfejs,; - psujące rozgrywkę błędy z detekcją kolizji obiektów.

Dark Souls przeszło już do historii. Ojcowie tej serii wreszcie postanowili ruszyć dalej. Co prawda, po drodze zdarzył im się wiktoriański epizod w postaci Bloodborne, ale był on nawet bardziej mroczny niż cała trylogia Dark Souls. I pewnie dlatego tak wielką niespodzianką okazała się zapowiedź nowej gry od From Software.

Nie dość bowiem, że Sekiro: Shadows Die Twice osadzone zostało w wyjątkowo barwnych klimatach feudalnej Japonii, to jeszcze z pierwszych zwiastunów na kilometr czuć w nim było ducha dawnego Tenchu, do którego zresztą ojcowie Dark Souls mają pełne prawa. Trudno się więc dziwić, że Sekiro: Shadows Die Twice wzbudził wśród graczy tak wielkie emocje, że z miejsca trafił na listę najgorętszych gier I połowy 2019 roku

Co ciekawe, magia tego tytułu zadziałała też na mnie, choć sam osobiście nie gustuje w tak wymagających grach. Dość powiedzieć, że dwie ostatnie odsłony Dark Souls wymęczyły mnie do tego stopnia, że w pewnej chwili po prostu dałem sobie z nimi spokój. Mimo to z zapartym tchem czekałem (i wciąż czekam) na Sekiro: Shadows Die Twice. Nie będę ukrywał jednak, że ucieszyłem się na wieść o nieco przystępniejszym poziomie trudności nowej gry.

O tym o ile łatwiejsza jest rozgrywka przekonałem się podczas zamkniętego pokazu gry. I cóż, na potulnych, czekających tylko na ścięcie przeciwników raczej nie macie co liczyć. Śmierć to wciąż nieodłączny towarzysz gracza. Czasami jednak da się ja oszukać.

Nie chcę wdawać się tu w niuanse fabularne Sekiro: Shadows Die Twice, bo na to przyjdzie czas już premierze gry wyznaczonej na 22 marca. Zresztą udostępniony podczas pokazu fragment był raczej niewielki (ot, jakieś 30 minut rozgrywki) i skupiał się wyłącznie na walce. Dlatego zamiast dokładnego jego opisywania ograniczę się jedynie do elementów, które urzekły mnie podczas zabawy, i takich, które nie za bardzo mi podeszły.

To co mi się podobało…

Skradanie i szybka likwidacja przeciwników – jak już zapewne wiecie w Sekiro: Shadows Die Twice będzie można przekradać się za plecami przeciwników i likwidować ich jednym szybkim uderzeniem miecza. Wygląda to przekozacko i daje niesamowitą satysfakcję, szczególnie gdy się to zrobić na przykład po zeskoczeniu na wroga z dachu.

Trzeba jedynie pamiętać, że pozostali przeciwnicy cały czas bacznie obserwują co dzieje się wokół nich i mogą ruszyć kumplowi z pomocą bądź też zaalarmować całą okolicę. Oczywiście, szybka likwidacja nie działa na każdego wroga, a przynajmniej nie za każdym razem. Tym mocniejszym można w ten sposób mocno uszczuplić pasek zdrowia. Czasami też wykańcza ich na miejscu atak z wysokości.

Sekiro: Shadows Die Twice - cios ostateczny

Ciekawy, dość wymagający system walki – choć Sekiro: Shadows Die Twice mocno eksponuje swój skradankowy charakter prędzej czy później przychodzi nam tu stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem (albo ich grupą). I tu dochodzi do głosu nowy, znacznie dynamiczniejszy system walki opierający się na zmęczeniu przeciwnika. 

Każde zamachnięcie się mieczem czy parowanie ciosu zapełnia pasek „zmęczenia”, by w końcu wybić przeciwnika z równowagi dając nam możliwość błyskawicznego zakończenia starcia brutalnym finiszerem. Co ciekawe, ten system dotyczy także i prowadzonego przez nas bohatera. Gdy nasz pasek się zapełni i któryś z ciosów nas powali z szybkim powstaniem bądź unikiem będzie problem.

Co ciekawe jednak, śmierć nie zawsze oznacza tu koniec zabawy i konieczność powtarzania od nowa całej sekwencji (czasami nawet dość długiej). Nasz bohater posiada bowiem umiejętność wskrzeszania się. Gra daje nam wówczas wybór czy chcemy szybko powrócić do świata żywych kontynuując walkę czy też wolimy wczytać grę od ostatniego punktu kontrolnego. 

W teorii ma to ułatwić nieco samą rozgrywkę umożliwiając zaskakiwanie przeciwników. W praktyce jednak, w udostępnionym fragmencie gry wrogowie cały czas pozostawali obok powalonego ciała mojego bohatera i gdy tylko decydowałem się wskrzesić, jeszcze podczas animacji, dostawałem kolejne „bęcki”. O walce z bossem lepiej nawet nie wspominać.

Sekiro: Shadows Die Twice - wymagający system walki

Proteza ręki jako narzędzie wielofunkcyjne – jak zapewne wiecie, nasz jednoręki samuraj dysponuje magiczną protezą. Wygląda na to, że będzie ona jednym z kluczowych elementów rozgrywki. Dzięki niej bowiem można nie tylko szybciej przemieszczać się po dachach (za pomocą linki z hakiem), ale też przełamywać specjalnym toporem tarcze przeciwników, podpalać ich, rzucać shurikenami, a nawet rozpalać trzymaną w drugiej ręce katanę. Warto kombinować, by jak najlepiej wykorzystać możliwości protezy, bo bez tego walka z niektórymi przeciwnikami potrafi być naprawdę męcząca. 

Otoczka walki z bossem – ogrywany przez mnie krótki kawałek Sekiro: Shadows Die Twice kończyła walka z bossem. To dokładnie to starcie, które możecie zobaczyć na poniższym zwiastunie. Ów mnich nie ma może aż tak dramatycznego wejścia, ale to co dzieje się podczas walki z nim naprawdę potrafi zachwycić. Pierwszy z brzegi przykład to liście unoszące się z mostu z każdym zamachem. A to tylko przedsmak czekających na nas atrakcji.

Miejscami zapierające dech w piersiach widoki – oprawa graficzna Sekiro: Shadows Die Twice jest niezła, ale do najlepszych odrobinę jej brakuje. Zdarzają się jednak momenty, w których nie da się nie zachwycić grą świateł na elementach ubioru przeciwników, szczegółowością łusek wielkiego węża czy blaskiem słońca przenikającym poprzez gałęzie drzew. Jeśli tak będzie dalej to tylko się cieszyć.

…i to co niekoniecznie

Nieco pustawy świat – co prawda udostępniony fragment gry zawierał jedynie kilka połączonych ze sobą lokacji, ale jeśli to przedsmak tego co czeka nas w pełnej grze, to mam spore obawy czy świat gry okaże się tu wystarczająco absorbujący.

Owszem, przeciwników tu nie brakuje (choć każdorazowo jest ich raczej kilku), ale poza tym elementów, z którymi można tu wejść w interakcję jest jak na lekarstwo. Wiem, że podobnie było w serii Dark Souls, ale nie jestem przekonany czy w tym przypadku to wystarczy.

Sekiro: Shadows Die Twice - proteza ręki skrywa linkę z hakiem

Konieczność dokładnego eksplorowania każdej lokacji i brak możliwości cofnięcia się – nie powiem, lubię szukać w grach nowych dróg, eksperymentować i sprawdzać czy czasami gdzieś coś nie jest ukryte. Boje się jednak czy w przypadku Sekiro: Shadows Die Twice „lizanie ścian” nie okaże się wyczerpującą koniecznością. 

Wspomniany przeze mnie boss, którego drugiej formy nie udało mi się pokonać (a walka z nim oznacza konieczność przebrnięcia przez trzy!) posiada ponoć pewną słabość, która wymaga jednak wcześniejszego znalezienia pewnego przedmiotu. Dowiedziałem się o tym dopiero gdy stanąłem z nim twarzą w twarz. 

Próby powrotu do poprzednich lokacji i poszukania tego „gadżetu” niestety spełzły wówczas na niczym. Jeśli faktycznie dalej będzie podobnie to pewnym momencie możemy poczuć się nieco przytłoczeni tym dodatkowym, dość uciążliwym „obowiązkiem”. 

Sekiro: Shadows Die Twice - spotkanie przy świetle księżyca

Sekiro: Shadows Die Twice – nasza wstępna opinia

Przyznam szczerze, że ciężko mi wstępnie ocenić grę po tak krótkim fragmencie rozgrywki. Nie znalazło się w nim nic co mogłoby choć odrobinę przybliżyć fabularne tło Sekiro: Shadows Die Twice. Zamiast tego skupiono się walce i zmianach jakie zaszły w niej od czasu ostatniego Dark Souls. Jest z pewnością dynamiczniej, brutalniej i ciekawiej, ale czy łatwiej? Niekoniecznie. 

Pewnie najbardziej zagorzali pasjonaci „mrocznych dusz” będą kręcić nosem, ale dla pozostałych Sekiro: Shadows Die Twice będzie stanowić spore wyzwanie. Dla mnie osobiście przekradanie się w cieniu i cicha eliminacja przeciwników to strzał w dziesiątkę. Szczególnie, że dzięki widowiskowym finiszerom daje ona niesamowitą satysfakcję. 

Z pewnym dystansem podchodzę jednak do otwartych starć. Podoba mi się konieczność „zmęczenia” wroga przed zadaniem ostatecznego ciosu, ale nie wiem czy moje skołatane nerwy wytrzymają coraz bardziej wymagających przeciwników. Bo tego, że Sekiro: Shadows Die Twice da nam popalić jestem absolutnie pewny.

Sekiro: Shadows Die Twice - płonąca wioska

Ocena wstępna Sekiro: Shadows Die Twice

  • charyzmatyczny bohater
  • ciekawie zaprojektowany system walki
  • świetne animacje
  • rewelacyjny klimat
  • wymagający przeciwnicy
  • oprawa graficzna, która momentami potrafi oczarować
     
  • konieczność dokładnego zabadania każdej miejscówki nie każdemu może się podobać
  • sporadycznie występujące błędy

84% 4,2/5

marketplace

Komentarze

8
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Tenchu było spoko na psx w swoich czasach
  • avatar
    Super! Chętnie zagram na pc rzecz jasna ;) w 4k 60fps!
    (z padem w ręku od xox)
  • avatar
    Ten minus to jakiś żart czy po prostu jakiś musiał być? "konieczność dokładnego zabadania każdej miejscówki nie każdemu może się podobać"
    Zaloguj się
    -1
  • avatar
    Te klimaty , Japonia , miecze...Nie dla mnie.
    I ta cena z kosmosu...
    W Japonii może i hit ale w europie raczej nie.
  • avatar
    0 o tym na jakim sprzecie grał i jak to chodzilo.
  • avatar
    Wkradl sie blad w podsumowaniu:
    konieczność dokładnego zabadania - zabadania? ;)
    Co do samej gry... jakos mnie nie nakrecilo.
  • avatar
    Ciekawe czy będzie tutaj podobna sytuacja jak w DS 3 gdzie grało się jedną bronią od początku bo później nie było lepszych (sellsword twinblades). Bez sensu mechanika. Nie ma żadnej przyjemności ze znajdowania nowych broni.