Na topie

Sekiro: Shadows Die Twice – satysfakcja okupiona cierpieniem

Autor:

Szef strefy Gry

więcej artykułów ze strefy:
Gry

Jeśli myślałeś, że Sekiro: Shadows Die Twice będzie prostsze niż Dark Souls to mamy złą wiadomość – nie jest. Jest za to znacznie, znacznie ciekawsze i tak klimatyczne, że trudno oderwać się od ekranu. O ile tylko ów ekran przetrwa nasze wybuchy złości po każdej kolejnej porażce.

  • Sekiro: Shadows Die Twice – satysfakcja okupiona cierpieniem | zdjęcie 1

92%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- absolutnie rewelacyjny klimat,
- mocno zakręcona, ale i nieźle wciągająca fabuła,
- różne drogi do celu, w zależności od obranego stylu rozgrywki – przenikanie w cieniu bądź „otwarte” starcia,
- ciekawy, niezwykle szybki, ale też mocno wymagający system walki,
- możliwość wskrzeszenia po śmierci kryje w sobie spory potencjał,
- rozbudowane mechaniki stylów – umiejętności i protez ręki oraz wiele dodatkowych przedmiotów wspomagających podczas starć,
- opcja wyboru dubbingu z japońskim jako domyślnym,
- intrygujący i wyjątkowo twardzi bossowie…
…i cała masa pomniejszych, ale wcale nie ustępujących im przeciwników.

Minusy

- wyśrubowany poziom trudności nie każdemu przypadnie do gustu - potrafi irytować czy wręcz odrzucać,
- mimo częstych ekranów objaśniających kolejne mechaniki czasami trudno je wszystkie ogarnąć,
- wciąż nieco archaiczny interfejs,
- psujące rozgrywkę błędy z detekcją kolizji obiektów.

A A

Nie ma chyba gracza, który nie słyszałby o ekipie From Software i ich największych hitach – Bloodborne i serii Dark Souls. Na dobre rozgościły się one w najróżniejszych rankingach gier. I trudno się temu dziwić, skoro każda z nich była na swój sposób piękna i straszna jednocześnie. Żadna inna gra, od dawien dawna, nie testowała bowiem tak mocno granic naszej wytrzymałości jak właśnie te tytuły. 

Nieprzypadkowo mówi się zresztą, że Dark Souls potrafi ustawić do pionu nawet największych growych kozaków. Wystarczy, że pierwszy boss wytrze nimi podłogę…kilka razy z rzędu. Ekran śmierci to zresztą nieodłączny towarzysz każdej z gier From Software. Jeśli nie jesteśmy w stanie go pokochać to lepiej w ogóle do ich produkcji nie podchodzić. Szkoda nerwów. 

Przypuszczam jednak, że większości z Was tak wyśrubowany poziom trudności nie przeszkadza. No bo skoro weszliście na tę stronę by poczytać o najnowszym dziele ojców Dark Souls (które zresztą zgodnie wymieniane było pośród najbardziej oczekiwanych produkcji 2019 roku) to wiecie dokładnie czego można po nim się spodziewać. Do tego jeszcze dość licznie głosowaliście na ten właśnie tytuł w naszej sondzie przy okazji najciekawszych premier marca.

Sekiro: Shadows Die Twice może i otwiera nowy rozdział w historii studia From Software zrywając z dotychczasowymi średniowiecznymi klimatami, ale pod płaszczykiem historii o jednorękim wojowniku ninja kryje się ta sama, brutalnie trudna rozgrywka. Jedno jest jednak pewne – osoby znajdujące ponurą satysfakcję z pokonania przeciwnika po wcześniejszych kilkunastu nieudanych próbach będą z Sekiro: Shadows Die Twice zadowoleni. I to bardzo. 

Nieumarły ninja czyli pomieszanie z poplątaniem

Większość ze starszych graczy z pewnością pamięta serię Tenchu. Co prawda, warstwę kurzu jaka zebrała się już na tej marce trzeba byłoby pewnie teraz usuwać szuflami, ale nie zamienia to faktu, że jeśli chodzi o samą skradankową rozgrywkę z wojownikiem ninja w roli głównej to seria ta wciąż pozostaje jedną z najlepszych w swoim gatunku.

Czemu o tym wspominam? Bo From Software od 15 lat jest właścicielem Tenchu. Najwyraźniej ktoś na górze postanowił wrócić do tematu wojowników shinobi, ale w typowy dla tego studia sposób – skoro wcześniej było trudno to i teraz tak być musi.

Sekiro: Shadows Die Twice - przedstawienie młodego bohatera

Dobrze chociaż, że Sekiro: Shadows Die Twice ma porządną fabułę. Nie jakieś tam strzępki informacji porozrzucane po całym świecie gry, a prawdziwą, ciekawie opowiedzianą historię z wieloma, intrygującymi postaciami.

Oczywiście, ekipa From Software nie byłaby sobą, gdyby mocno nie namieszała w całej tej opowieści. I nie chodzi tylko o fakt, że nasz bohater to wojownik, który zamiast ręki (którą stracił broniąc swojego pana) ma przedziwną, ni to drewnianą, ni metalową protezę o wielu naprawdę oryginalnych zastosowaniach. Albo o to, że potrafi sam siebie wskrzesić, gdy polegnie w walce. 

To co mnie osobiście urzekło to sposób snucia całej tej opowieści. Z pozoru prosta historia o próbie odzyskania honoru i uratowania młodego pana dość szybko się komplikuje i naprawdę nieźle gmatwa. Nie brakuje tu bowiem nagłych, zupełnie nie dających się przewidzieć sytuacji np. faktycznego powrotu do przeszłości niczym z filmu o tym samym tytule. 

Sekiro: Shadows Die Twice - walka przy świetle księżyca

Co więcej, mamy pełną swobodę w odkrywaniu tych fabularnych płaszczyzn. Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie by z przeszłości skoczyć w teraźniejszość, by ponownie stanąć przed niepokonanym dotąd wrogiem uzbrojony we wcześniej znaleziony gadżet. 

Wiem, brzmi to dziwnie, ale ojcowie Dark Souls przyzwyczaili już nas do takich nietypowych „myków”. A wierzcie lub nie, to tylko łyżeczka miodu z ogromnej beczki nazywającej się Sekiro: Shadows Die Twice.

Sekiro: Shadows Die Twice - czajenie się w cieniu

Miecz lubi ciszę

Skoro naszym bohaterem jest wojownik shinobi to łatwo domyślić się, że preferowanym stylem walki jest ciche przekradanie się za plecami przeciwników i szybka ich eliminacja jednym celnym i niesamowicie brutalnym pchnięciem. Stąd konieczność kombinowania, szczególnie na początku gry, gdy jeszcze nasz jednoręki wilk zbyt wiele nie potrafi. 

Czasami jednak nie da się obejść przeciwnika ani zupełnie go pominąć (bo i taka opcja wchodzi w grę) i trzeba stanąć z nim twarzą w twarz. Wówczas robi się poważniej, bo nowy system walki niemal w całości opiera się na obserwacji przeciwnika i błyskawicznym wyczuciu czasu. 

I nie chodzi tu wcale o uniki, choć i one są potrzebne do zwycięstwa. To czym teraz raczą nas twórcy Dark Souls to unikalna koncepcja zmęczenia przeciwnika i wybijania go z przyjętej, defensywnej postawy. Wystarczy jedno zachwianie się wroga by otworzyć drogę dla naszego miecza, który zazwyczaj kończy wówczas całe starcie.

Sekiro: Shadows Die Twice - walka z generałem

Pod górkę robi się, gdy napotykamy jednego w wielu bossów. Niektórzy są piekielnie silni i niesamowicie zwinni. Walka z nimi wymaga już znacznie większych zdolności, i to zarówno po naszej stronie, jak i samego Sekiro, który z czasem zyskuje nie tylko coraz to nowe protezy ręki, ale też umiejętności. I tak naprawdę to one właśnie czynią walkę tak piekielnie satysfakcjonującą. O ile tylko wykażemy się prawdziwą determinacją.


Błyskawiczny skrót najważniejszych informacji o grze - od fabuły aż po systemy walki

Latające gamepady i haust świeżego powietrza 

Przyznam szczerze, że po cichu liczyłem, że Sekiro: Shadow Die Twice będzie nieco bardziej „przystępne”. Niestety, choć gra wydaje się prostsza to tylko pozory. Wystarczy jeden mały błąd, spóźnienie bloku albo błędna decyzja co do wykonania uniku zamiast skoku, by było po zabawie.

Żeby była jasność, bo pewnie takie pytania bądź nawet zarzuty pojawią się komentarzach – nie, nie ukończyłem gry przed napisaniem tej recenzji i pewnie nie ukończę jej przez najbliższy miesiąc. I to pomimo mojej fascynacji tym tytułem, która z każdym ponownym jej uruchomieniem jeszcze rośnie. 

Raz, że wciąż nie ogarniam do końca zawiłości systemu walki i sposobów wykorzystania poszczególnych umiejętności i niektórych znajdywanych przeze mnie przedmiotów, a dwa – że Sekiro: Shadows Die Twice pełne jest ukrytych przejść i najróżniejszych smaczków, które gracze, tacy jak ja, będą odkrywać jeszcze długo po premierze gry.

Sekiro: Shadows Die Twice - przepiękne krajobrazy

Jedną rzecz trzeba jednak wyłożyć prosto z mostu - w Sekiro: Shadows Die Twice nie gra się z przyjemnością. To coś pomiędzy ciekawością, co będzie dalej, fascynacją światem i bohaterami, a podrzynaniem sobie żył. Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę niezły tytuł, z niezłą oprawą graficzną i wyjątkowo spektakularnymi akcjami. Nie wiem jednak, ile jeszcze wytrzymają moje skołatane nerwy widząc ekran śmierci tuż przed, zdawałoby się, ostatnim pchnięciem arcytrudnego bossa. 

Łyk świeżego powietrza może tu nie wystarczyć. W moim przypadku Sekiro: Shadows Die Twice to jeden z tych tytułów, przy którym w powietrzu latają gamepady, a uszy domowników więdną od „mięsa” rzucanego przeze mnie pod nosem.

Sekiro: Shadows Die Twice - skok na lince nad ogniem

Coś jednak cały czas ciągnie mnie do tej produkcji. I nie jest tylko zakręcona, mocno tajemnicza fabuła. Tym czymś jest absolutnie fantastyczny klimat. Czuć go w każdej minucie gry, w każdej, niesamowicie wyglądającej lokacji, w każdej podsłuchanej rozmowie czy powolnym skradaniu się do przeciwnika zwieńczonym fontanną krwi wylewającej się z jego przeciętego gardła. Pod tym względem Sekiro: Shadows Die Twice to prawdziwy majstersztyk.

Dla tego klimatu jestem w stanie przymknąć oko zarówno na wciąż nieco archaiczny (jak dla mnie) interfejs, błędy z detekcją kolizji w postaci wrogów atakujących przez ściany czy nawet nie zawsze czytelną oprawę graficzną. No i przede wszystkim potrafię unieść ciężar kolejnych porażek.

Sekiro: Shadows Die Twice - walka z ciężkozbrojnym na koniu

A, i jeszcze jedno – osoby czytające moje pierwsze wrażenia z udostępnionego wcześniej dema uspokajam, nic z tych rzeczy, które wówczas mi się nie spodobały, nie znalazło potwierdzenia w pełnej grze. Owszem, wciąż dobre jest „lizać ściany” i szukać najróżniejszych tajnych przejść, bo mogą one zaoszczędzić nam walki (i nerwów), ale świat Sekiro: Shadows Die Twice z pewnością nie jest pusty. Naprawdę sporo się w nim dzieje.

Sekiro: Shadows Die Twice -  po dachach płonącego zamku

Sekiro: Shadows Die Twice – czy warto kupić?

Właściwie nie powinienem nawet zadawać tego pytanie – Ci z Was, którzy uwielbiają być porządnie sponiewieranym przez grę nim odniosą zwycięstwo już pewnie nerwowo przestępują z nogi na nogę czekając na dawno temu zamówioną grę.

Niezdecydowanym, tym którzy sentymentem darzą serię Dark Souls, jak mantrę powtarzać będę – nie bójcie się, nikt tu na łatwiznę nie poszedł. Sekiro: Shadows Die Twice to wciąż ultrahardcorowa produkcja, która może zainteresować mniej doświadczonych graczy, ale wszystkie soki wycisną z niej tylko ci zdolni poświęcić jej mnóstwo godzin.

Dla pozostałych mam dobrą radę – dobrze pomyślcie zanim wkroczycie do świata Sekiro: Shadows Die Twice. Ta gra może i niektóre błędy przebacza dzięki możliwości wskrzeszania naszego bohatera, ale im dalej w las tym większa szansa, że skończycie z nerwicą, w kąciku, cichutko szlochając. Tę grę można bowiem jedynie kochać albo nienawidzić! Innej opcji tutaj nie ma.

Sekiro: Shadows Die Twice - co czeka nas za górką

Ocena końcowa Sekiro: Shadows Die Twice

  • absolutnie rewelacyjny klimat
  • mocno zakręcona, ale i nieźle wciągająca fabuła
  • różne drogi do celu, w zależności od obranego stylu rozgrywki - przenikanie w cieniu bądź "otwarte" starcia
  • ciekawy, niezwykle szybki, ale też mocno wymagający system walki
  • możliwość wskrzeszenia po śmierci kryje w sobie spory potencjał
  • rozbudowne mechaniki stylów - umiejętności i protez ręki, oraz wiele dodatkowych przedmiotów wspmagających podczas starć
  • opcja wyboru dubbingu z japońskim jako domyślnym
  • intrygujący i wyjątkowo twardzi bossowie...
  • ...i cała masa pomniejszych, ale wcale nie ustępujących im przeciwników
     
  • wyśrubowany poziom trudności nie każdemu przypadnie do gustu - potrafi irytować czy wręcz odrzucać
  • mimo częstych ekranów objaśniających kolejne mechaniki czasami trudno je wszystkie ogarnąć
  • wciąż nieco archaiczny interfejs
  • psujące zabawę błędy z detekcją kolizji 
     
  • Grafika:
    dobry plus
  • Dźwięk:
    super
  • Grywalność:
     dobry plus

Ocena ogólna:

92% 4,6/5

Dobry Produkt

Grę Sekiro: Shadows Die twice na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Activision

Odsłon: 5174 Skomentuj artykuł
Komentarze

4

Udostępnij
  1. Lexus404
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2019-03-21 18:32

    "Tak, o ile trzeba do tego zaangażować szare komórki, a ćwiczyć na gamepadzie zwinność małpy"
    co?

    Skomentuj

    1. Maciej Piotrowski
      Oceń komentarz:

      2    

      Opublikowano: 2019-03-21 19:03

      Literówka. Teraz lepiej?

      Skomentuj

  2. Eternal1
    Oceń komentarz:

    4    

    Opublikowano: 2019-03-22 11:50

    Bohaterowie obecnych gier video bardzo często chorują na nadciśnienie, lekko typa zadraśniesz a krew tryska jak z węża strażackiego.

    Skomentuj

    1. Maciej Piotrowski
      Oceń komentarz:

      1    

      Opublikowano: 2019-03-22 13:05

      No tu to raczej nie ma draśnieć:) Ale muszę przyznać, że zrobiłeś mi dzień. Dzięki:)

      Skomentuj

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!