The Long Journey Home – niezwykle wyboista podróż na Ziemię Gry

The Long Journey Home – niezwykle wyboista podróż na Ziemię

opublikowano przez Michał Grązka w dniu 2017-06-12

Spodziewałem się, że pilot statku kosmicznego nie ma łatwego życia. Ale nie myślałem, że na przeszkodzie stoi mu dosłownie wszystko, łącznie z członkami załogi.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

- formuła roguelike i pewna doza losowości,; - ładna oprawa dla znanych już pomysłów,; - losowe wydarzenia potrafią zaskoczyć,; - duża różnorodność obcych ras i planet,; - widoczne i odczuwalne zmienne warunki atmosferyczne światów.

Minusy

- męcząca, żmudna, niepotrzebnie trudna,; - robi gorzej to, co znamy z FTL,; - po pewnym czasie schematy są mocno powtarzalne.

Jak kosmos długi i szeroki, tak rozległe są możliwości dla gier, które o nim opowiadają. Gdy tylko twórcy podejdą do rozgrywki nieszablonowo, potrafią mile zaskoczyć i przyciągnąć na dłużej. Tak było zarówno w przypadku strategicznego Homeworld wykorzystującego 3D w całkowicie nowy sposób, jak i bitewnego Battlefleet Gothic: Armada.

Długie godziny spędziłem też przy niezależnych space simach takich jak choćby FTL: Faster Than Light czy mobilny Star Command. To właśnie z tych ostatnich, produkcji pełnymi garściami czerpie The Long Journey Home, dodając do tego stosunkowo nowoczesną oprawę wizualną, zaawansowane sterowanie oraz zabawy z fizyką i grawitacją.

Start na pełnym gazie

Jako dowódcy kosmicznej wyprawy na samym jej początku dobieramy odpowiednio członków załogi, statek i lądownik. Każdy z tych elementów ma własne statystyki, które przełożą się na sposób prowadzenia gry. 

To od nas zależy czy weźmiemy na pokład inżyniera, czy dziewczynę prowadzącą blog biologiczny. Sami też zdecydujemy czy ważniejsza jest dla nas duża pojemność baku, czy większa ładownia na kosmiczne śmieci. Długo myślałem o optymalnym wyborze, który ułatwiłby zabawę. Teraz wiem, że taki nie istnieje, ale o tym za chwilkę.

Gdy w końcu tylko dobierzemy zestaw tak, żeby było kim i czym kierować, w ramach samouczka wyposażamy się w najnowszy, eksperymentalny napęd i… ruszamy w drogę! Oczywiście, jak to zwykle bywa, coś idzie nie tak i lądujemy całą masę parseków od Ziemi. Tak właśnie rozpoczyna się tytułowa „Długa podróż do domu”.

The Long Journey Home - daleko od domu

Spoiler – najprawdopodobniej wszyscy umrą

Żeby oddać realia przygody w The Long Journey Home, posłużę się początkiem powieści „Obcy w obcym kraju” Roberta Heinleina. W tej książce już na wstępie jesteśmy częstowani obfitą charakterystyką załogi kosmicznej wyprawy. 
Przez cały długi rozdział czytamy ich biografie, znaczenie każdego z nich dla powodzenia misji, a także opis wykształcenia i specjalizacji. [Uwaga, spoiler!] Gdy już dobrze ich znamy i oswajamy się z ich obecnością… nagle wszyscy umierają.

Z takim samym nagłym tąpnięciem i wrzuceniem na głęboką wodę spotkałem się w The Long Journey Home, choć tutaj nie jest to chyba celowym zabiegiem. Już przy misji szkoleniowej prawie całkowicie rozprułem poszycie małego, podatnego na warunki pogodowe lądownika. 

Mój pilot od razu nabawił się wstrząśnienia mózgu i pękniętych żeber. Mimo takiego felernego startu z mojej strony, nierozumna gra pozwoliła mi sterować też dużym statkiem. Tam zaś wcale nie było łatwiej.

The Long Journey Home - lądowanie lądownikiem

Przez większość zabawy poruszamy po mapie galaktyki małą strzałką reprezentującą nasz okręt, który poddaje się grawitacji kolejnych planet, wędrując po ich orbitach. My w odpowiednim momencie musimy wybić się w przestrzeń wędrując do następnego celu, spalając przy tym sporą ilość drogocennego paliwa.

Problem polega na tym, że choć twórcy starali się w miarę wiernie oddać wpływ przyciągania ciał niebieskich, to w praktyce jest to innowacja niewygodna i trudna do opanowania. Co rusz schodziłem z orbitalnego kursu i musiałem albo ponownie frunąć przez spore odległości, albo po odbiciu od planety modlić się o załogę, którą tym samym narażałem na zbyt wysoką temperaturę, liczne obrażenia i niezbyt przyjemne promieniowanie.

The Long Journey Home - skok do Alfa Centauri

Skacząc z planety na planetę, zatrzymujemy się na dłużej w okolicy tych, które obfitują w cenne surowce. Wtedy wypuszczamy mały lądownik na jej powierzchnię, by ten za pomocą specjalnego wiertła wydobył metale, minerały i gazy. One z kolei mogą posłużyć do uzupełniania zapasów paliwa i naprawiania poszycia naszych maszyn.

W teorii brzmi to fajnie. W praktyce, naszym dzielnym stateczkiem jakaś kosmiczna siła ciągle miota jak liściem na wietrze. Każde manewrowanie ciągiem silników sprawia, że albo niebezpiecznie nabieram prędkości, albo oddalam się od celu. 

Koniec końców, próbując zbliżyć się do miejsca dogodnego do wiercenia, z lękiem w oczach patrzę każdorazowo jak spadają punkty osłon, a ledwo co uleczony pilot zaczyna coraz bardziej skarżyć się na swoją robotę.

The Long Journey Home - laboratorium na statku

Trudne złego początki

Pomijając kwestie kłopotliwej nawigacji i manewrowania okrętami, cała reszta jest teoretycznie bardzo zbliżona do tego, co znamy ze wspomnianych FTL: Faster Than Light i Star Command.

Wędrujemy przez losowe układy, co daje nam możliwość przeżycia każdorazowo nowych historii. Są one początkowo dość interesujące i zabawne. Głównie opierają się na handlu i utrzymywaniu odpowiednich stosunków z przedstawicielami licznych obcych ras.

Niestety, najczęściej okazuje się, że wypełniając kolejne misje, zlecane nam przez kosmitów, sprowadzamy na siebie nieszczęście. Pół biedy, że gatunki zazwyczaj nie lubią siebie nawzajem i pomagając jednym, narażamy się na gniew drugich. 

Gorszy jest fakt, że sam charakter powierzanych nam prac może wpędzić nas w jeszcze większe kłopoty. I tak na przykład gdy miałem przetransportować niewolnika na inną planetę, ale nie podołałem temu zajęciu, musiałem oddać jednego z członków załogi jako zadośćuczynienie.

The Long Journey Home - przygody wśród handlarzy niewolników

Chwilę po tej katastrofie (każdy pilot jest na wagę złota), zostałem zmuszony do poszukiwania surowców, w celu uzupełnienia paliwa i naprawy statku. Wylądowałem przy planecie, która na pozór, według statystyk, wyglądała całkiem zachęcająco. 

Na miejscu okazało się jednak, że targają nią silne wiatry, temperatura jest nie do zniesienia, a na dodatek na skutek błędu lub też warunków atmosferycznych (ciężko ocenić) nie mogłem poderwać lądownika na orbitę, gdzie krążył bezpiecznie mój statek.

Możecie sami się domyślić co było dalej. Straciłem jednostkę, wraz z nią pilota, a pozostali przy życiu dwaj członkowie załogi domagali się dotarcia na drugi koniec galaktyki, by tam kupić nowy sprzęt. Żebym jeszcze miał za co. Skończyło się na tym, że po raz trzeci po dwugodzinnej sesji z grą zdecydowałem na rozpoczęcie przygody z The Long Journey Home od nowa.

The Long Journey Home - mroczna pani

The Long Journey Home, czyli lepsze jest wrogiem dobrego

Pytam więc – po co na siłę tworzyć wymagające wyzwania? To nie Dark Souls, w którym próg wejścia jest wysoki, ale po czasie uczymy się panujących zasad i idzie nam coraz lepiej. To zwyczajnie produkcja nieuczciwa, która na każdym kroku rzuca nam kłody pod nogi. W dodatku daje poczucie, że do misji ruszamy z niekompletnym wyposażeniem i absolutnie niewyszkoloną załogą.

Gdyby zachować wszystkie zasady z FTL i zmienić jedynie grafikę, byłbym bardzo usatysfakcjonowany. W obecnej formie w The Long Journey Home nie cieszą nawet kosmiczne pojedynki okrętów, które są mozolne, ciężkie i nie dające żadnej satysfakcji. Osoby ze skłonnościami masochistycznymi być może będą chciały opanowywać trudy sterowania kosmicznym lądownikiem. Ja podziękowałem i wiem, że moja załoga raczej nie ujrzy już utęsknionego domu. 

The Long Journey Home - transkom z kosmitą

Ocena końcowa:

  • formuła rogulelike i pewna doza losowości rozgrywki
  • ładna oprawa dla znanych już pomysłów
  • losowe wydarzenia potrafią zaskoczyć
  • duża różnorodność obcych ras i planet
  • widoczne i odczuwalne zmienne warunki atmosferyczne światów
     
  • męcząca, żmudna, niepotrzebnie trudna
  • robi gorzej to, co znamy z FTL
  • po pewnym czasie schematy są mocno powtarzalne
     
  • Grafika:
     dostateczny
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
     słaby plus

Ocena ogólna:

54% 2,7/5

marketplace

Komentarze

2
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Nie ma eksploracji kosmosu jaka mi się marzy i pewnie długo nie będzie :( To też zadowalam się półproduktami.
  • avatar
    Tak czytam recenzje "symulatorow" i zastanawiam sie czy mozna by bylo je odniesc,porownac do Horizon dostepnego na steamie ? W horizon gram juz rok i dla kazdego znajdzie sie cos interesujacego w tej grze. Od eksploracji po galaktyczna taksowke .