Air New Zealand odwołał rejs z San Francisco do Auckland. Spór pilotów w tle

Rejs Air New Zealand z San Francisco do Auckland nie doszedł do skutku po incydencie, do którego miało dojść między dwoma pilotami podczas pobytu w USA. Pasażerowie na nowy wylot czekali ostatecznie ponad 14 godzin.
HONG KONG, CHINA – MARCH 16: An Air New Zealand Boeing 787-9 Dreamliner aircraft takes off from Hong Kong International Airport on March 16, 2026 in Hong Kong, China. Hong Kong International Airport is one of the busiest aviation hubs in Asia, connecting the region with major international destinations including Oceania, Europe and North America. (Photo by Cheng Xin/Getty Images)Boeing 787-9 Dreamliner linii Air New Zealand
Źródło zdjęć: © GETTY | Cheng Xin
Radosław Kosarzycki

Dodaj Benchmark.pl jako preferowane źródło w Google

Nasze treści będą częściej wyświetlać się w Twoich wynikach Google

Air New Zealand skasował lot szerokokadłubowym Boeingiem 787-9 na trasie San Francisco–Auckland po nietypowej sytuacji z udziałem dwóch członków załogi kokpitowej. Według doniesień medialnych w trakcie postoju w Stanach Zjednoczonych doszło do sprzeczki, a jej następstwem miał być brak wymaganego, odpowiednio uprawnionego pilota do wykonania zaplanowanego rejsu.

Początkowo podróżnym przekazano informację, że powodem odwołania jest nagła niedyspozycja jednego z pilotów. Przewoźnik miał próbować szybko zapewnić zastępstwo, jednak przeszkodą okazały się przepisy regulujące obowiązkowy odpoczynek po rejsach długodystansowych – rezerwowy pilot nie mógł od razu przejąć dyżuru.

W efekcie zamieszania wylot udało się zorganizować dopiero po długiej przerwie, przekraczającej 14 godzin. Oficjalnie podawana przyczyna niemal od razu zaczęła wywoływać spekulacje, gdy pojawiły się sygnały o konflikcie wśród członków załogi podczas postoju. Wiadomo jedynie, że zdarzenie miało mieć miejsce w San Francisco, gdy piloci byli poza służbą.


WIDEO
Ta gwiazda ma 20 km średnicy. Co 20 dni produkuje intensywne błyski

Przedstawiciele Air New Zealand potwierdzili wszczęcie wewnętrznego postępowania dotyczącego incydentu z udziałem dwóch członków załogi poza godzinami pracy. Linia nie przesądziła jednak, czy sytuacja miała charakter fizyczny – nie potwierdzono oficjalnie doniesień o możliwych rękoczynach. Podkreślono natomiast, że sprawa dotyczyła czasu wolnego, a szczegóły są ustalane.

O zdarzeniu poinformowano również Nowozelandzką Agencję ds. Lotnictwa Cywilnego, odpowiedzialną za nadzór nad bezpieczeństwem w lotnictwie. Sam fakt zaangażowania urzędu nie przesądza o złamaniu przepisów, ale instytucja może ocenić, czy sytuacja wiąże się z ryzykiem dla bezpieczeństwa lub wymaga działań nadzorczych.

Przypadek pokazuje, jak dotkliwe skutki może przynieść nagła nieobecność nawet jednego członka załogi na trasach międzykontynentalnych. Przewoźnik musi spełniać restrykcyjne wymagania dotyczące kwalifikacji oraz odpoczynku personelu, dlatego awaryjne roszady często kończą się wielogodzinnymi przestojami. Air New Zealand nie przedstawił jeszcze pełnych ustaleń dochodzenia, a kulisy zajścia pozostają niejasne.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE