Boeing przywraca Starlinera do lotów. Czy zdąży jeszcze w tym roku?

Boeing deklaruje, że jest blisko zakończenia najważniejszych modyfikacji statku Starliner po problematycznej misji załogowej. O tym, czy kapsuła wróci do lotów jeszcze w tym roku, zadecydują zarówno kwestie techniczne, jak i ustalenia z NASA dotyczące testu przy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Przylot Boeing Starliner do Międzynarodowej Stacji KosmicznejPrzylot Boeing Starliner do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Źródło zdjęć: © NASA | Bob Hines, NASA
Radosław Kosarzycki

Starliner ma za sobą serię kłopotów, które szczególnie mocno ujawniły się podczas poprzedniego lotu z udziałem astronautów. NASA zakwalifikowała tę misję jako zdarzenie kategorii "Type A", czyli poważną porażkę, co przełożyło się na zacieśnienie współpracy z Boeingiem przy pełnym rozpoznaniu przyczyn i wdrożeniu napraw — zwłaszcza w obszarze układu napędowego. W praktyce skończyło się to tym, że uczestnicy feralnej wyprawy wrócili na Ziemię na pokładzie Crew Dragona, a nie Starlinera.

Projekt jest obecnie na etapie finalizowania zmian w pojeździe. Prezes Boeinga Kelly Ortberg mówił niedawno podczas konferencji dla inwestorów, że zasadnicza część najważniejszych poprawek została już wykonana. Teraz firma musi uzgodnić z NASA termin lotu testowego, którego celem ma być dostarczenie ładunku na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Największe bariery nie dotyczą dziś wyłącznie samej kapsuły, ale również organizacji działań na orbicie. Kluczowa pozostaje dostępność portu dokującego na ISS oraz to, ile czasu załoga stacji będzie mogła przeznaczyć na obsługę pojazdu podczas testu.


WIDEO
Czy ten obiekt to pierwszy odkryty egzoksiężyc? Jest pewien problem


Jeśli te kwestie uda się sprawnie domknąć, wciąż rozważany jest scenariusz, w którym Starliner poleci jeszcze w tym roku. Zgodnie z dostępnymi informacjami, dopiero po udanym locie cargo i potwierdzeniu skutecznego usunięcia problemów technicznych pojawia się szansa na kolejną misję załogową — wskazywany jest tu 2027 r. Równolegle każdy kolejny poślizg oznacza ryzyko dalszego pogłębiania strat: Boeing już ujął ok. 2 mld dolarów kosztów wynikających z dotychczasowych trudności i konieczności powtarzania testów.

Niepewność dotyczy też całego segmentu komercyjnych lotów załogowych. SpaceX zapowiada wycofanie Crew Dragona przed 2030 r., bo ma koncentrować zasoby na rozwoju Starshipa. Taki ruch stawia pod znakiem zapytania dostępność sprawdzonego i relatywnie taniego środka transportu na niską orbitę okołoziemską, co utrudnia planowanie zarówno NASA, jak i prywatnym firmom rozwijającym koncepcje własnych stacji kosmicznych.

Dziś to Crew Dragon pozostaje podstawowym wyborem w lotach załogowych, przede wszystkim ze względu na niezawodność oraz koszty. Starliner wypada na tym tle gorzej: wskazywane są m.in. drogi jednorazowy moduł napędowy, a także brak własnej dedykowanej rakiety po wycofaniu Atlasa V. W roli alternatywy pojawia się Vulcan, ale przystosowanie tej rakiety do misji załogowych oznacza kolejne wydatki.

W pewnym momencie Boeing brał pod uwagę sprzedaż programu Starliner innemu podmiotowi z branży, jednak nie doprowadził do finalizacji takiej transakcji. Zainteresowanie przejęciem było ograniczone — wpływ miała m.in. wysoka cena, jakiej oczekiwał Boeing, oraz fakt, że kluczowi gracze, w tym Blue Origin, wolą rozwijać własne statki.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE