Przypomnijmy, że CUDA pozwala na uruchamianie specjalnie przygotowanych aplikacji na procesorze graficznym (GPU), co przynosi kilku-, a czasem nawet kilkudziesięciokrotny przyrost prędkości w stosunku do tej samej aplikacji uruchomionej na procesorze głównym (CPU). Technologia ta obsługiwana jest na kartach GeForce 8 i nowszych, a korzystają z niej np. programy obliczeniowe, enkodery video, czy ostatnio wypuszczony pakiet Adobe CS4, służący między innymi do profesjonalnej obróbki grafiki i nieliniowego montażu filmów.
Z jednej strony, praca nad rozwijaniem CUDA to dobry ruch, dający NVIDII możliwość wejścia na nowe, profesjonalne rynki. Z drugiej strony, optymalizacja GPU dla tego API mocno skomplikowała budowę procesorów graficznych, co spowodowało olbrzymie problemy z przejściem na proces technologiczny 55 nm. Po drugie, poświęcone na rozwijanie CUDA siły i środki nie zostały spożytkowane na funkcje istotne z punktu widzenia najważniejszej dotąd grupy odbiorców produktów NVIDII - graczy, entuzjastów i zwykłych użytkowników oczekujących dobrego stosunku wydajności do ceny. Z kolei ATI, przygotowując nową serię Radeon HD 4000 myślało przede wszystkim o szybkim 3D w niskiej cenie, zaniedbując przy tym optymalizację prędkości obliczeń w programach uruchamianych na karcie graficznej. W efekcie karty z serii GeForce najszybciej liczą struktury białek w Folding@Home i przyspieszają działanie CS4, ale to ATI ma tańsze i wydajniejsze w grach karty graficzne, obsługujące w dodatku DirectX 10.1.
Czyja strategia okaże się skuteczniejsza w dłuższej perspektywie? Przekonamy się w ciągu kolejnych miesięcy. Na razie na zaistniałej sytuacji lepiej wyszło ATI, a nad NVIDIĄ zbierają się czarne chmury. Najprawdopodobniej taka konfiguracja utrzyma się co najmniej przez najbliższe pół roku.