Internet Rzeczy to stosunkowo młody twór, ale jakże prężnie się rozwijający. Dla tych, dla których termin ten jest zupełnie nowy, w skrócie wyjaśnijmy – chodzi o sieć podłączonych do sieci urządzeń, które mogą komunikować się z użytkownikami i z samymi sobą w celu umożliwienia zdalnego sterowania i inteligentnej kontroli. Przykładem mogą być samokierujące się samochody lub „inteligentne domy” same regulujące temperaturę i pamiętające o „obowiązkach”. Internet Rzeczy jest bardzo uniwersalny i najprawdopodobniej w nim właśnie leży technologiczna przyszłość.
Rosnąca liczba rozwiązań = rosnące zainteresowanie = ogromne zyski dla tych producentów, którzy zdecydują się na wejście w dział IoT (z ang. Internet of Things – Internet Rzeczy). Projektowanie, sprzedaż, wdrażanie i inwestycje będą wiązały się w najbliższej przyszłości z dużymi zyskami – o ile tylko propozycje będą wystarczająco atrakcyjne dla użytkowników. Tak przynajmniej uważa firma konsultingowa Bain & Company.
Według raportu Bain & Company bezpośrednie inwestycje w rozwiązania oprogramowania i sprzętu związanego z Internetem Rzeczy mogą wynieść nawet 70 miliardów dolarów do 2017 roku. Jeśliby doliczyć do tego powiązane gałęzie przemysłu – kwota ta może wzrosnąć do 1,4 biliona dolarów. O co dokładnie chodzi możecie zobaczyć na zamieszczonej poniżej grafice (możecie ją powiększyć poprzez kliknięcie).
Tak czy inaczej jednak, nie da się ukryć, że Internet Rzeczy cieszy się coraz większym zainteresowaniem i bez wątpienia ma szanse na zredefiniowanie branży informatycznej, a ściślej mówiąc – sektora nowych technologii.
Źródło: Bain & Company