Marzec 2016 roku. Nagle przestały działać tak znane serwisy jak Twitter, Reddit, Spotify, Amazon, PayPal i wiele innych. Okazało się, że została zaatakowana firma DYN, która zajmowała się obsługą DNS. Co ciekawe, hakerzy wykorzystali tutaj bardzo starą metodę ataku, czyli DDoS (Distributed Denial of Service). Polega ona na ataku rozproszonym, w którym cel jest zalewany zapytaniami z ogromnej ilości źródeł jednocześnie, co prowadzi do paraliżu infrastruktury atakowanego. O ile sama metoda napaści była stara, o tyle wykorzystane w tym przestępstwie narzędzia już nie. Hakerzy użyli dziesiątek milionów urządzeń podpiętych do internetu. To właśnie IoT, zainfekowane złośliwym kodem Mirai, stały się potężną bronią na usługach przestępców. Bez problemu przejęto kontrolę nad milionami kamerek internetowych, smartfonów, telewizorów czy sieciowych drukarek. Szczególnie te ostatnie są łakomym kąskiem, ponieważ można je znaleźć w większości małych i dużych firm. Okazuje się, że mogą być słabym ogniwem systemu zabezpieczeń, co pokazuje przykład z lutego 2017 roku, gdy haker Stackoverflowin przejął kontrolę nad 150 tys. drukarek podłączonych do internetu, każąc im drukować Transformersa. Tym razem intencje atakującego były szlachetne, ponieważ chciał on zwrócić uwagę użytkowników na zagrożenie, ale problem nie zniknął. Eksperci przewidują, że nawet 92% firmowych urządzeń podłączonych do sieci jest podatnych na ataki. Liczba napaści jest szacowana na ponad 26 tys. dziennie. Jeśli dodamy do tego jeszcze informację, że 96% polskich przedsiębiorstw staje się obiektem co najmniej 50 ataków w ciągu roku, a średni koszt takiego jednorazowego ataku to nawet 1,5 mln zł, to pokazuje ogromną skalę problemu, a drukarki i inne urządzenia działające jako IoT zaczynają się stawać coraz większym kłopotem w systemie zabezpieczeń.