Koncepcja, by tropić ślady obcej technologii właśnie w księżycowym pyle, pojawia się w najnowszej pracy Briana C. Lackiego. Autor zwraca uwagę, że wykrycie czynnych technosygnatur — a więc sygnałów wytwarzanych przez nadal działające cywilizacje — jest skrajnie mało prawdopodobne. W jego ocenie większe szanse daje poszukiwanie trwałych pozostałości technologicznych, które mogą przetrwać bardzo długo bez jakiejkolwiek "obsługi" ze strony twórców.
Dotychczas wiele działań kojarzonych z SETI koncentrowało się na nasłuchiwaniu radiowych komunikatów z kosmosu. Lacki podkreśla jednak, że nawet w przypadku Ziemi taki etap intensywnej emisji mógł trwać zaledwie około stu lat. Ponieważ rozwiązania komunikacyjne szybko ewoluują, a technologie ograniczają "ucieczkę" sygnałów w przestrzeń, ilość radiowych śladów naszej cywilizacji ma z czasem maleć — co utrudniałoby podobne poszukiwania w odniesieniu do innych światów.
W swojej analizie astrofizyk proponuje, by przenieść akcent na pasywne technosygnatury, czyli materialne pozostałości po dawnych cywilizacjach kosmicznych. Dzieli je na trzy kategorie: rozpraszacze, okultory oraz odbłyśniki. Jak wskazuje, każdy z takich obiektów — jeśli powstał i funkcjonował w sprzyjających warunkach — mógłby zostawić subtelne, ale możliwe do wykrycia sygnały, nie wymagając żadnej aktywności ze strony hipotetycznych konstruktorów.
WIDEOJuż za kilka dni. W pobliżu Ziemi przeleci dawno nie widziany gość
Lacki rozważa też scenariusz, w którym ogromne konstrukcje, takie jak często przywoływana sfera Dysona, z biegiem czasu ulegałyby zniszczeniu i rozpadowi na drobiny. W efekcie mogłyby powstawać tzw. technopyły, które następnie rozpraszałyby się w przestrzeni kosmicznej. Autor porównuje to do mechanizmu znanego z zjawiska Kesslera na orbicie Ziemi, gdzie kolejne zderzenia prowadzą do narastania ilości odłamków i śmieci kosmicznych.
Choć większość takiego pyłu z rozbitych struktur mogłaby bezpowrotnie zniknąć w kosmicznej przestrzeni, część drobin — niesiona przez wiatr słoneczny — mogłaby dotrzeć także w okolice naszego układu planetarnego. W tym kontekście szczególnie interesujący ma być Księżyc: jego pył ma miliardy lat, a warunki na powierzchni sprzyjają temu, by materiał ulegał bardzo niewielkim zmianom. Zdaniem Lackiego regolit mógł więc przez ogromne okresy akumulować mikroskopijne pozostałości, jeśli takie kiedykolwiek pojawiały się w pobliżu.
Astrofizyk podkreśla również, że przełom nie musi oznaczać budowy kolejnych instrumentów obserwacyjnych. Czasem wystarczyć może wnikliwa, bardzo precyzyjna analiza tego, co już znajduje się w próbkach księżycowego regolitu. Wykrycie nawet pojedynczych, mikroskopijnych cząstek o pochodzeniu technologicznym mogłoby — jak sugeruje autor — radykalnie zmienić nasze myślenie o dziejach cywilizacji w galaktyce.