Insomniac Games przez lata budowało reputację na Spider-Manach i Ratchet & Clanku, więc zapowiedź solowej gry o Wolverine’ie od razu ustawiła poprzeczkę wysoko.
Do tego doszła długa i wyboista droga na rynek – ale premiera wreszcie za nami, a wraz z nią seria recenzji, które – co rzadkie przy głośnych, ekskluzywnych tytułach PlayStation – wcale nie mówią jednym głosem. Jedni chwalą Marvel's Wolverine za dojrzałą historię i interpretację Logana, inni wytykają jej sentymentalizm i spłycenie charakteru. Jedni piszą o wizytówce generacji, inni o grze, która technologicznie przypomina już poprzednią odsłonę Spider-Mana. Wspólny mianownik jest jednak jeden: to intensywna, krwawa i mocno liniowa jazda bez trzymanki, skrojona pod jedną rzecz – walkę.
Mutant bez X-Menów
Fabuła rozgrywa się w świecie, w którym X-Men jeszcze nie istnieją – nie ma Charlesa Xaviera, nie ma też Magneto. Tę próżnię wypełnia Nathaniel Essex – liczący sobie ponad 200 lat naukowiec-ewolucjonista, który w tym uniwersum przejął rolę, jaką normalnie pełniłby Xavier i zebrał wokół siebie grupę mutantów znaną jako Zespół X, mającą chronić "obdarzonych" przed Bolivarem Traskiem i jego siłami. Logan trafia tam nie po raz pierwszy, bo łączy go z Essexem stara, skomplikowana relacja, a przy okazji odnajduje dawnych towarzyszy – Mystique i Szablozębnego.
Gra zaczyna się od misji ratunkowej, szybko jednak schodzi na dużo bardziej osobisty teren: Logan zmaga się z amnezją, próbuje poskładać strzępki własnej przeszłości. I to właśnie ten wątek w mediach branżowych jest najbardziej polaryzujący. Część recenzentów chwali twórców za odwagę – stworzenie alternatywnej rzeczywistości, w której znane postacie funkcjonują w nowych układach. Z drugiej strony pojawia się głos zupełnie odmienny: że sam szkielet fabularny jest przewidywalny i niewiele zaskakuje, a najbardziej boli sposób poprowadzenia samego Logana. To większa zmiana charakteru bohatera, niż mogłoby się wydawać po zapowiedziach – zamiast małomównego sarkastycznego samotnika dostajemy Logana dużo chętniej mówiącego o swoich uczuciach, skupionego na rozmowach o emocjach zamiast na cynicznych ripostach.
WIDEOiPhone 18 Pro Max kontra vivo X500 Pro Max. Porównanie aparatów
Krew i pazury
Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to Marvel's Wolverine jest grą akcji pełną gębą. Insomniac stworzyło tytuł naprawdę pełen akcji i brutalnych momentów. Eliminacje przeciwników są tutaj bardzo spektakularne – a kamera nie ucieka przed żadnym z nawet najbardziej hardkorowych momentów podczas walk. Podoba mi się sposób poruszania się Logana – nieco "ociężały" – ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa. Poruszając się postacią, czuć, że twórcy nadali mu więcej siły niż umiejętności akrobatycznych. Dla mnie to akurat zaleta – preferuję raczej starcia, które nie wymagają ode mnie robienia salt, przewrotów i tego typu akrobacji. Wolę walczyć bohaterem, który jest jak potężny pocisk – i tak też jest w Marvel's Wolverine.
System walki jest raczej mało skomplikowany. Gracz ma do dyspozycji atak podstawowy lub silny, uniki, parowanie lub umiejętności specjalne. Do tego dochodzi specjalny pasek, po którego uzupełnieniu Logan zamienia się w prawdziwą maszynę do zabijania. Walka jest naprawdę satysfakcjonująca i generalnie rzecz biorąc – nie wymaga specjalnego przygotowania, aby zrozumieć, co i jak klikać. System jest bardzo intuicyjny – i to na plus.
Korytarz zamiast otwartego świata
Twórcy zrezygnowali w Marvel's Wolverine z otwartego miasta na rzecz mocno liniowej, korytarzowej struktury. Nie ma tu gigantycznego miasta do przemierzania między misjami ani dziesiątek aktywności pobocznych rozsianych po mapie. Zamiast tego dostajemy ściśle wyznaczoną trasę, z areny na arenę, przerywaną skryptowanymi sekwencjami pościgowymi.
I ja to rozwiązanie kupuję. Gra jest skondensowanym, kilkunastogodzinnym doświadczeniem bez zbędnego rozwadniania, a bardziej zamknięte lokacje pozwoliły twórcom dopracowac detale, których nie udałoby się osiągnąć przy skali otwartego świata. Można w tej decyzji doszukiwać się oszczędności producenta – szczególnie, że w grze zdarzają się momenty, kiedy gracz jest prowadzony za rękę do kolejnego punktu – ale nie uważam, żeby to był problem. Rozumiem, że Marvel's Wolverine to gra akcji, która w domyśle ma być pełna brutalnych momentów, akcji i dynamiki i akceptuję, że tytuł podpowiada mi, dokąd mam iść, żeby dotrzeć do kolejnej rzezi.
Poza główną ścieżką gry, na gracza czeka też skromna zawartość dodatkowa, gdzie m.in. można podejmować się prób czasowych, rozwijać pasywne zdolności.
Wizytówka generacji?
Marvel's Wolverine to tytuł ekskluzywny dla PlayStation. Można więc oczekiwać, że poniekąd będzie to pokaz możliwości technologicznych i delikatny pstryczek w nos wymierzony w kierunku zielonej konkurencji. I uważam, że studio odpowiedzialne za produkcję gry absolutnie dowiozło. Modele bohaterów w tej grze robią wrażenie – zwłaszcza w ruchu. Dopracowana mimika w scenach dialogowych i drobiazgowość kostiumów to jedne z mocniejszych punktów oprawy. Dbałość o szczegóły widać też w przypadku gojenia się ran Logana – tu wszystko dzieje się na oczach gracza. Do tego dochodzi płynność, genialnie zaprojektowany świat – to naprawdę przepis na sukces w dynamicznej grze akcji.
Trochę szkoda, że dostępny dla gracza świat nie jest całkowicie możliwy do zniszczenia. Mam na myśli to, że Logan może pociąć tylko wybrane elementy mapy, więc pole walki nigdy nie będzie wyglądało jak po przejściu kilku tornad. Chętnie zobaczyłbym takie miejsca pełne destrukcji i możliwość niszczenia wszystkiego, co tylko napotkamy na drodze.
Nie można mieć również zastrzeżeń do optymalizacji. Gra działa stabilnie, oferuje kilka trybów graficznych, a ponadto wczytywanie kolejnych miejsc działa błyskawicznie. Nie dostrzegłem też sytuacji, które można by określić mianem "wpadek technicznych" – to zdecydowanie na plus.
Intensywna podróż z Wolverinem
Marvel's Wolverine to produkcja, która najlepiej broni się wtedy, gdy nie próbuje się jej oceniać przez pryzmat Spider-Manów. To inna gra – cięższa, brutalniejsza, dużo bardziej skoncentrowana i pozbawiona ambicji budowania żywego, otwartego świata. Zamiast tego dostajemy intensywną podróż z Wolverinem, w której Insomniac postawiło wszystko na jedną kartę – satysfakcjonujący, choć niezbyt skomplikowany system walki okraszony przesadną, ale dopasowaną do bohatera brutalnością.
Czy to wystarczy? Zależy, czego się szukało. Fani dobrze napisanych relacji między bohaterami i alternatywnych wersji znanych postaci dostaną coś, co jest naprawdę dobrze przygotowanym tytułem o Wolverinie. Ci, którzy oczekiwali dzikiego, małomównego samotnika i większej swobody eksploracji, mogą wyjść rozczarowani – zarówno charakterem bohatera, jak i ciasnym gorsetem liniowej struktury.
Ja natomiast podszedłem do tej gry bez konkretnych oczekiwań. Wiedziałem, że to gra akcji – i tej akcji oczekiwałem. W Marvel's Wolverine dostałem solidną porcję rzezi, ładnie zaprojektowanych miejsc, a przy tym wszystkim tytuł nie wymagał ode mnie wysilania szarych komórek, aby rozwiązywać kolejne zagadki.
- brutalny, satysfakcjonujący system walki
- ciekawie zaprojektowane uniwersum
- dobrze napisane relacje między bohaterami
- bardzo dobra oprawa wizualna postacji, animacje i regeneracja Logana
- dobra optymalizacja i stabilna płynność
- mocno liniowa struktura może być dla niektórych zbyt ciasna
- powtarzalność starć
- gra raczej "na raz"
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę PlayStation. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.