Mało osób o tym wie. USB-C ma "termin ważności"

USB-C miało uporządkować świat kabli i złączy, ale w praktyce potrafi wprowadzać spory chaos. W analizie opublikowanej przez Pocket-lint wskazano, że pod identycznym portem kryją się bardzo różne standardy przesyłu danych, ładowania i obrazu, a część kabli oraz gniazd nadal działa w oparciu o przestarzałe USB 2.0.

USB-CUSB-C
Źródło zdjęć: © Getty Images | Diy13
Aleksandra Dąbrowska

Na poziomie samej konstrukcji USB Type-C trudno uznać ją za krok wstecz. Złącze jest małe, odwracalne i bardziej uniwersalne niż starsze USB Type-A czy USB Micro-B. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy identyczny kształt portu sugeruje identyczne możliwości, choć w praktyce pod USB-C mogą działać zupełnie różne technologie.

Pod jedną nazwą mieszczą się standardy od USB 2.0 z przepustowością do 480 Mbps po USB4 Version 2.0 sięgające 120 Gbps. Obok nich funkcjonuje też wspierany przez Intela Thunderbolt, a do tego dochodzą USB Power Delivery i firmowe systemy ładowania. Sama różnorodność nie byłaby problemem, gdyby użytkownik mógł łatwo sprawdzić, który kabel i które gniazdo obsługują konkretne parametry. Tymczasem USB-C nie wymaga ani oznaczeń kolorystycznych, ani czytelnych opisów przepustowości czy mocy.

USB 2.0 nadal ukrywa się pod USB-C

W praktyce szczególnie często dotyczy to tańszych kabli USB Type-C. Wiele z nich działa tylko w standardzie 2.0, co oznacza zaledwie 0,48 Gbps. To za mało, by sprawnie przenosić współczesne pliki, a ograniczenie pozostaje nawet wtedy, gdy same urządzenia potrafią przesyłać dane szybciej. Podobny problem dotyczy też części portów montowanych w różnych sprzętach.


WIDEO
Starship po raz pierwszy dotarł na orbitę. Starlinki już działają

Nie pomaga to, że USB 2.0 jest standardem z kwietnia 2000 r. i z technologicznego punktu widzenia dawno przestał nadążać za nowszymi urządzeniami. Dobrym przykładem pozostaje iPhone 17, który nadal ogranicza transfer do poziomu USB 2.0, podobnie jak iPhone Air. Dopiero wersje Pro pozwalają odblokować prędkości USB 3 na poziomie 10 Gbps. Efekt jest prosty: nowoczesny smartfon może korzystać z portu, który, jak ocenia Pocket Lint, jest "po terminie ważności" – pod względem danych przypomina rozwiązanie sprzed dekad.

Wyjście obrazu przez USB-C też nie jest oczywiste

Kolejna warstwa zamieszania dotyczy przewodowego przesyłania obrazu. Nie każdy port USB-C pozwala podłączyć telefon, tablet albo laptop bezpośrednio do monitora czy telewizora. Taka funkcja przydaje się szczególnie wtedy, gdy użytkownik chce powiększyć przestrzeń roboczą i potraktować sprzęt mobilny jak uproszczony komputer.

W ocenie Pocket-lint USB-C potrzebuje uporządkowania: od prostego kodowania kolorami, przez standardowe oznaczenia przepustowości i mocy na kablach, po odejście od USB 2.0 i szersze ujednolicenie funkcji display out.

Serwis zastrzega jednak, że obecny chaos najpewniej zostanie z nami na dłużej, a łatwiej byłoby go przeciąć dopiero wraz z zupełnie nowym standardem, nawet takim roboczo nazywanym USB-D. Dziś wiele kabli i portów USB-C starzeje się szybciej, niż sugeruje ich nowoczesny wygląd.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ