Jak zauważa niemiecki serwis ComputerBase, firma meinGAMING postanowiła skierować ofertę energetyczną wprost do graczy. Na stronie znajdziemy określenia takie jak "Casual Gamer", "Pro Gamer" czy "Gaming Haushalt", czyli gamingowe gospodarstwo domowe. Marketing jest przy tym bardzo konsekwentny. W materiałach pojawiają się mocne komputery, streaming, kilka urządzeń i ponad 30 godzin grania tygodniowo. Nawet niezawodność dostawcy porównywana jest do ulubionego serwera w grach multiplayer.
Problem w tym, że prąd nie rozpoznaje gracza. Elektrony płynące do komputera nie wiedzą, czy z drugiej strony kabla znajduje się GeForce RTX 5090, pralka czy czajnik.
Są firmy, w których juniorzy nigdy nie awansują - Aleksandra Niewiadomska II Pierwsza Praca # 8
To nie jest specjalny prąd do grania
Za gamingową otoczką nie kryje się żadna nowa technologia. Nie istnieje prąd, który poprawi stabilność karty graficznej, zmniejszy opóźnienia czy zapewni dodatkowe klatki na sekundę. Dotyczy to również reklamowanego przez meinGAMING prądu z odnawialnych źródeł.
Firma deklaruje zakup energii z europejskich elektrowni wodnych i wykorzystanie odpowiednich gwarancji pochodzenia. Nie oznacza to jednak, że do gniazdka, do którego podłączony jest gamingowy komputer, trafia konkretny elektron z elektrowni wodnej. W publicznej sieci energetycznej nie da się przypisać konkretnego źródła energii do konkretnego gniazdka.
Jest jednak jeden ciekawy haczyk
Na tym kończy się zabawna część, ale zaczyna się ta całkiem sensowna. "Gamingowy prąd" jest w rzeczywistości zwykłą taryfą przygotowaną z myślą o gospodarstwach zużywających dużo energii. Model jest prosty: niższa cena za każdą zużytą kilowatogodzinę, ale jednocześnie wyższa opłata stała. Im więcej prądu zużywa gospodarstwo, tym mniejsze znaczenie ma wysoki koszt stały w przeliczeniu na jedną kWh. Według meinGAMING oferta może być interesująca od około 2500 kWh rocznego zużycia. Dla bardzo wydajnego komputera (pobór mocy w okolicach 800 W) oznaczałoby to około 3125 godzin pracy w ciągu roku, czyli ponad 8,5 godziny dziennie.
I tutaj pojawia się najważniejsza rzecz: nie ma znaczenia, na co właściwie zużywamy ten prąd. Gamingowy komputer może pobierać sporo energii, szczególnie jeśli pracuje przez wiele godzin dziennie. Jednak z punktu widzenia taryfy równie dobrze może to być pompa ciepła, samochód elektryczny albo po prostu gospodarstwo domowe z dużym zużyciem energii.
Liczy się licznik, a nie to, co stoi przy biurku.
Oferta nie jest natomiast przeznaczona do osobnych liczników stosowanych np. przy niektórych instalacjach grzewczych z taryfami dzienną i nocną. Dlatego "prąd dla graczy" to przede wszystkim sprytnie opakowana oferta dla osób, które dużo zużywają. Czy rzeczywiście się opłaca, trzeba już sprawdzić indywidualnie, porównując cenę kWh, opłatę stałą, zużycie oraz ewentualne bonusy.
Na graczach można zarobić jeszcze przed podłączeniem kabla
meinGAMING nie zapomina również o twórcach internetowych. Streamerzy, YouTuberzy i influencerzy mogą dołączyć do programu partnerskiego i otrzymać obecnie 75 euro za klienta, który dzięki nim faktycznie rozpocznie korzystanie z oferty. Nie jest wymagana nawet określona liczba obserwujących. W grę wchodzą również dodatkowe korzyści, takie jak dostęp do wydarzeń czy okazjonalne kody do Steam.
I w ten sposób wszystko zaczyna się ładnie spinać. Nie trzeba tworzyć specjalnego prądu dla graczy. Wystarczy znaleźć ludzi, którzy mają mocne komputery, grają dużo i przez to potencjalnie zużywają więcej energii.