Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville – gra dla każdego, od małego do dużego
Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville – gra dla każdego, od małego do dużego
Pamiętacie serię Plants vs Zombies? A wiecie, że rośliny znów starły się z umarlakami? Najnowsza odsłona ich bitwy pojawiła się tak nagle, że można było ją przeoczyć. Spory błąd. Nie ma bowiem lepszego sposobu na zimową chandrę niż Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville.
Maciej Piotrowski
Udostępnij
Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville - świetna gra dla całej rodziny
Rośliny i zombie walczą już ze sobą od blisko dekady. I choć ostatnimi czasy zamiast gier strategicznych upodobały sobie sieciowe strzelanki, to jednak patrząc z perspektywy czasu wyszło im to tylko na zdrowie. No bo kto nie uśmiechnął się choć raz widząc parodię Call of Duty: Modern Warfare w szalonych starciach upartych roślinek z zabawnie wyglądającymi umarlakami w Plants vs Zombies Garden Warfare 2?
Teraz podobnie wielkie pokłady humoru serwuje nam najnowsza odsłona serii zatytułowana Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville. Co prawda, w zalewie gwiazdkowych pewniaków pokroju FIFA 20 i niespodziewanych hitów takich jak choćby Star Wars Jedi: Upadły Zakon tytuł ten przeszedł nieco niezauważony, w świątecznej gorączce warto zwrócić na niego uwagę. Szczególnie, że do świata Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville właśnie zawitały zima, śnieg i święta. Do rodzinnej, wesołej zabawy w sam raz.
Jest Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville - jest zabawa!
Choć na pierwszy rzut oka nowa odsłona serii nie różni się zbytnio od poprzedniczek, Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville ma kilka naprawdę niezłych asów w rękawie. Po pierwsze – nowe, iście szalone klasy bohaterów.
Po stronie umarlaków mamy choćby Gwiazdę Kina Akcji, który wygląda jak młodsza wersja Rambo, tyle tylko, że po jakimś roku leżenia w grobie. Jego dosiadanie rakiety niczym byka i ostrzał obszarowy potrafi wywołać uśmiech nawet u największej zrzędy. Podobnie zresztą jak wygląd i ruchy zamaskowanego mściciela ninja – grzyba Kung Fungusa.
Jednak moim absolutnym numerem jeden jest niewielki żołądź. Ten mały wariat potrafi nie tylko błyskawicznie się poruszać i zadawać szybkie obrażenia, ale też, po zanuceniu pod nosem krótkiej piosenki, zamienić się w rosły dąb o potężnych możliwościach. Mało tego, po przeistoczeniu się w drzewo inne żołędzie mogą zająć strategiczne miejsca obronne w jego koronie ostrzeliwując stamtąd wrogów. Co tu dużo gadać – ekstra patent.
Dzięki tak zabawnym i pomysłowo zaprojektowanym postaciom każda rozgrywka, nieważne czy będzie to sieciowy tryb areny, ogród testowy czy misje w kampanii dla pojedynczego, sprawia niebywałą satysfakcję. Ale najlepsze w Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville jest to, że bardzo łatwo można dzielić te wszystkie super pozytywne emocje z drugim graczem, w trybie kanapowej kooperacji.
Testowałem to z moim synem w specyficznym trybie hordy, który w Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville nazwany został Operacjami Ogrodowymi/Cmentarnymi (w zależności od strony konfliktu, w którą przyjdzie nam się wcielić) i świetnie się przy tym bawiłem. I to nawet wówczas, gdy punktowo syn ogrywał mnie z kretesem za każdym razem wytykając mi jakiż to jestem słaby. Cóż, wojna pokoleniowa wciąż trwa:)
Jasne, ktoś może zarzucić, że w Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville obecne są mało popularne mikrotransakcje. Pojawiły się one jednak dopiero teraz, przy okazji wydarzenia świątecznego i w żaden sposób nie zaburzają balansu rozgrywki. Co więcej, ani przez moment nie czuć, że jest się tu do nich zmuszany.
Owszem, dodatki kosmetyczne, które można w ten sposób szybciej kupić są naprawdę zabawnie pomyślane i dodają zabawie uroku, ale zarówno mi jak dzieciakom, z którymi grałem w zupełności wystarczał ich widok u innych. Już samo to wywoływało salwy śmiechu. No bo jak się tutaj nie roześmiać widząc drzewo ubrane w skórkę różowego słonia, poruszające się na maleńkich nóżkach.
Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville – czy warto zagrać?
Kto będzie najlepiej bawił się w Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville? Oczywiście, dzieciaki. Ale i rodzice mogą mieć tu niezły ubaw. Skoro taki stary koń jak ja, siadając do zabawy „na chwilę”, orientował się po czasie, że minęły już grubo ponad 2 godziny to musi znaczy, że gra dostarcza masę frajdy.
Starcia roślinek z zombiakami wciąż mają bowiem w sobie to coś, ten zawadiacki magnetyzm, przy którym bledną ewentualne niedociągnięcia. Po prostu chce się grać. A że można świetnie bawić się w ten sposób ze swoimi latoroślami – tym lepiej!
Ocena końcowa Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville
rozgrywka, która potrafi rozruszać nawet największego marudę
humor, humor i jeszcze raz humor
świetnie pomyślani nowi bohaterowie
każda postać z unikalnymi zdolnościami
sporo trybów do zabawy
wydarzenia specjalne takie jak gwiazdkowy Świątecznik
tryb kanapowej kooperacji
przyjemna dla oka oprawa wizualna
nieinwazyjne mikrotransakcje
polska wersja językowa
kampania fabularna dla jednego gracza mogłaby być ciekawsza
sporadyczne błędy i problemy z połączeniem
Grafika: dobry plus
Dźwięk: dostateczny plus
Grywalność: dobry plus
Ocena ogólna:
Nasza ocena Ocena:
4/ 5
Grę Plants vs Zombies: Bitwa o Neighborville na potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy MondayPR reprezentującej Electronic Arts Polska