Protest ten przyciągnął kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy ochoczo dopisywali się do listy bojkotujących L4D2. Valve początkowo całą sprawę bagatelizował. Dość szybko jednak stanowisko firmy uległo zmianie i jej przedstawiciele publicznie starali się wyjaśnić powody produkcji drugiej odsłony swojej, już słynnej gry.
DLA CIEBIESamsung - przegląd oferty lodówek
W ciągu ostatnich kilku tygodni cała sprawa przycichła i wydawało się, że wszystko „rozejdzie się po kościach”. Okazuje się jednak, że była to przysłowiowa cisza przed burzą. Zagraniczne serwisy branżowe podały dziś bowiem, że dwóch głównych twórców bojkotu przeciwko Left 4 Dead 2 zostało zaproszonych przez Valve do odwiedzenia ich siedziby w Seattle celem osobistego przetestowania nowej gry. Wrażenia obu „buntowników” z tej wycieczki są jak najbardziej pozytywne. Trudno jednak oczekiwać, aby było inaczej skoro jak sami podają wszystkie koszty związane z przelotami i ich pobytem w hotelu pokryło Valve. Fakt ten mocno zamieszał w społeczności protestujących, którzy uznali, że producent „kupił” sobie lojalność zaproszonych gości. Jednocześnie stał się też przyczyną ogólnej dyskusji o ewentualnych szansach graczy w starciu z producentami gier i sposobami tych ostatnich na „buntowników”.
Gabe Nevell i "buntownicy"
A co Wy o tym sądzicie? Czy jest jakikolwiek sens w bojkotowaniu producenta bądź gier?