Battlefield 4 - dwa skrajne oblicza wojny Gry

Battlefield 4 - dwa skrajne oblicza wojny

opublikowano przez Maksym Słomski w dniu 2013-11-09

Rozgrywający się na lądzie, na morzu i w powietrzu wciągający tryb sieciowy nowego Battlefielda zaciera fatalne wrażenie pozostawione przez jego nudną kampanię.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

absorbujący tryb wieloosobowy; gruntownie odświeżony Battlelog; spore pole do rywalizacji ze znajomymi w trybie multi; tryb Dowódcy; nowe pojazdy, nowe akcesoria, nowe gadżety; niezła oprawa graficzna; świetnie zaprojektowane mapy; Levolution i niszczenie budynków

Minusy

krótka, mało emocjonująca kampania; słabe spolszczenie i brak możliwości wyboru języka; liczne błędy techniczne (naprawiane w aktualizacjach)

Fabuła - dużo hałasu , a wynik… taki sobie

Seriom gier takich jak Battlefield 4 zawsze towarzyszą ogromne emocje. Bańka oczekiwań rośnie do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów, by zaraz po premierze pęknąć z wielkim hukiem. Wtedy zaczynają się też gorzkie żale nieusatysfakcjonowanych graczy. Ale trudno im się dziwić, skoro twórcy nie słuchają głosów fanów i nadal serwują nam płytkie, krótkie kampanie i całą masę błędów, które wymagają kolejnych aktualizacji. Niestety, dotyczy to także nowego Battlefielda. Jeszcze krótszego, jeszcze prostszego i bardziej zabugowanego od poprzednika.

Przyznam szczerze, że ciężko mi było się przełamać, aby sprawdzić jak gra wygląda od strony historii przygotowanej dla jednego gracza. Już w dniu premiery pojawiły się bowiem pierwsze oznaki, że coś z nią nie jest tak. Pomyślałem sobie jednak „No przecież nie może być aż tak źle. O, po prostu nie jest lepiej niż ostatnio”. Oj, jak bardzo się pomyliłem.

Akcja gry ma miejsce w roku 2020, sześć lat po wydarzeniach z poprzedniego Battlefielda. Wcielamy się w postać Reckera, jednego z czterech członków oddziału Grabarzy, jednostki niby specjalnej. Niby, bo w czasie gry za bardzo nie widać u nich ani specjalnego wyszkolenia, ani dyscypliny. Ot grupka żołnierzy, których opowieść rzuca a to do Szanghaju, a to do Baku, a to na wody Oceanu Indyjskiego. Gdyby tylko jeszcze było to jakoś ciekawie przedstawione, wyjaśnione i w miarę spójne. Niestety fabuła zieje kilometrowymi dziurami, a rozmowy prowadzone przez naszych kompanów są drętwe niczym dowcipy prowadzącego jeden z polskich teleturniejów. Pomijam już nawet fakt słabego polskiego dubbingu oraz tego, że  nasz gieroj przez całą grę nie wypowiada ani jednego słowa. Ba, nawet wybór kto ma żyć a kto zginąć zupełnie go nie rusza. No, ale może on wie, że ta decyzja i tak nie ma żadnego znaczenia.

Zawsze mogło być gorzej

W mechanice rozgrywki trybu dla pojedynczego gracza pojawiła się drobna nowość - możliwość wydawania rozkazów ataku swojej drużynie. O ile więc wcześniej żołnierze po prostu strzelali, teraz, aby ich do tego zmusić należy wcisnąć literę Q na klawiaturze. No może przesadzam, z tym zmuszaniem, ale często bez wydania tego rozkazu sztuczna inteligencja pozostaje bierna na działania przeciwnika, który może sobie beztrosko wbiec między członków naszego oddziału i być całkowicie przez nich ignorowany.

Zresztą niedociągnięć i błędów związanych ze skryptami widać podczas gry znacznie więcej. Dla przykładu podczas misji rozgrywającej się w Szanghaju w pewnej chwili zarówno czołg jak i nasi kompani nie chcieli iść dalej, choć wszyscy przeciwnicy leżeli już bez życia. Na drodze stał jednak nieobsadzony pojazd przeciwlotniczy. Problem w tym, że gdy do niego podszedłem w cudowny sposób we wnętrzu zmaterializował się żołnierz, który oczywiście rozpoczął ostrzał. Dla obsługi sojuszniczego czołgu stojącego w odległości jednego metra od wroga było to najwyraźniej zbyt trudne do ogarnięcia, bo odpowiedzieli ogniem dopiero po kilkudziesięciu sekundach. I walcz tu z takimi ramię w ramię.

Na szczęście samo strzelanie jest całkiem przyjemne. We wszystkich lokacjach upakowano zasobniki z bronią i wyposażeniem dodatkowym, które można zmieniać podczas trwania misji. Arsenał jest spory, choć poszczególne bronie wymagają odblokowania. Nowe pukawki zdobywamy wykonując zadania lub po prostu zabierając je pokonanym przeciwnikom. Szkoda tylko, że w trybie fabularnym nie możemy ich modyfikować i jesteśmy skazani na jedyny „słuszny” wariant.

Nowy, lepszy Battlelog!

Odświeżony Battlelog i jego możliwości to jedna z większych pozytywnych niespodzianek czwartego Battlefielda. Dzięki niemu uzyskujemy znacznie bardziej szczegółowe informacje o swoich postępach w grze jedno, jak i wieloosobowej. Niektóre opcje dostępne są wprawdzie dopiero po wykupieniu pakietu Premium (w końcu to gra od EA), ale jest ich na szczęście niezbyt wiele. Najważniejsze zmiany związane są ze stworzeniem ciekawej ogólnoświatowej rywalizacji i podziałem graczy na dywizje. Od teraz możemy zobaczyć jak radzimy sobie jako inżynier na tle graczy ze swojego miasta lub jak wyglądają nasze umiejętności w strzelaniu z karabinów snajperskich w odniesieniu do graczy z całego świata. Wprowadzenie dodatkowych elementów rywalizacji zawsze ubarwia rozgrywkę.

Konfiguracja wyposażenia swojego żołnierza z poziomu przeglądarki to równie bardzo ciekawa funkcjonalność. Można tam na spokojnie zestawić ze sobą statystyki poszczególnych rodzajów broni, przeanalizować wady i zalety różnych elementów wyposażenia oraz akcesoriów montowanych na wykorzystywanym arsenale. Zniknęły za to misje, które mogliśmy wykonywać w trybie kooperacji. W zamian pojawiły się wyzwania online, dzięki którym odblokować można kolejne nieśmiertelniki.