Gry

Death Stranding - przyszłość gier czy jednorazowy epizod?

opublikowano przez Maciej Piotrowski w dniu 2019-11-03

Death Stranding, czyli kurierzy wszystkich krajów, łączcie się!

Hideo Kojima obiecywał rewolucję i w pewnym sensie słowa dotrzymał. Przebłyski geniuszu widać w tym w jaki sposób połączono w Death Stranding grę dla jednego gracza z trybem wieloosobowym. Bo przecież w pokonywanym przez nas świecie nie ma innych graczy. Psułoby to cały nastrój osamotnienia. A jednak ich ślady widać niemal wszędzie. I nie chodzi mi tu jedynie o pozostawione przez nich tropy.

Nasz bohater potrafi pomagać sobie podczas wędrówki, a to ustawiając drabiny, by łatwiej było przejść przez rwącą rzekę (bądź wspiąć się na skałę), a to wbijając linę wspinaczkową dla łatwiejszego z niej zejścia. 

Są też i bardziej zaawansowane konstrukcję pokroju mostów, strażnic, schronów, generatorów ładujących akumulatory wspomagających nas egzoszkieletów czy choćby wspomnianych przeze mnie wcześniej energetycznych tyrolek. I wszystko raz wybudowane zostaje na mapie (przynajmniej do czasu, gdy zniszczy je opad temporalny), i to nie tylko na naszej, ale i u innych. A przynajmniej widoczne jest u tych graczy, którzy połączeni są z nami specjalnymi umowami splotu, czyli tzw. Bridge Linkami.

Death Stranding - wspinanie się na drabinę z nietypowym towarem

Co więcej, gracze mogą w pewien sposób wymieniać się informacjami stawiając na mapie różnego typu znaki. Część z nich może informować o najlepszej i najbezpieczniejszej drodze, część pozwoli uniknąć spotkań z przeciwnikami, a jeszcze inne ułatwią namierzenie poukrywane tu i ówdzie znajdziek. 

I właśnie to jest w Death Stranding najlepsze, że gracze mogą sobie czynnie pomagać. Ktoś poprosi o dostarczenie niezbędnych mu przedmiotów do konkretnej skrzynki pocztowej – żaden problem, z pewnością znajdzie się ktoś chętny. Mamy kłopot z ukończeniem mostu bądź drogi, która pozwoliłby uniknąć części niebezpieczeństw – zazwyczaj wystarczy wskazać taki budynek, by inni gracze pośpieszyli z pomocą dostarczając niezbędnych materiałów. Wszak budują je także dla siebie.

Death Stranding - znak schronienia przed deszczem
Nie bójcie się, nikt Wam zabawy nie popsuje stawiając znak, który mógłby zanadto uprzedzić zbliżające się starcia. Opcja tego typu znaków jest domyślnie wyłączona

Z pomocą innym graczom wiąże się jeszcze inny aspekt gry – rozwój naszej postaci. Wszystkie nasze działania w Death Stranding podlegają bowiem ocenie. Za dostarczanie paczek, poziom ich uszkodzeń, czas wykonania zlecenia oraz wspomaganie innych graczy otrzymujemy lajki. Tak, dobrze przeczytaliście – lajki, takie jak na Facebooku. Wiem, brzmi to idiotycznie. Ale wiecie co? To działa. 

Na lajkach oparto bowiem system nagród. Ich zdobywanie pozwala więc odblokować dodatkowe przedmioty w grze, zwiększyć pojemność naszego plecaka czy wreszcie osiągnąć nowy kurierski tytuł widoczny także dla innych graczy. Nic tak jednak nie satysfakcjonuje jak widok lajków od innych graczy, którzy pokonując ustawioną przez nas drabinę czy też korzystając ze zbudowanego schronienia docenili nasz trud.

Death Stranding - droga zbudowana wspólnymi siłami wielu graczy
Death Stranding - schron innego gracza i masa otrzymanych przez niego lajków

Death Stranding, czyli festiwal drobiazgów

Hideo Kojima znany jest z niezwykłego dopieszczania swoich produkcji. I to na tyle, że gracze odkrywają poszczególne smaczki jeszcze długo po ich premierze. To przywiązanie do detali widać także i w Death Stranding. 

Gdy spojrzymy na Łącznikowe Dziecko niejednokrotnie okaże nam ono swój aktualny nastrój. Padający deszcz tworzy błoto, które utrudnia marsz. Wpadnięcie paczki z przesyłką do potoku poniesie ją dalej zatrzymując tylko wówczas, gdy na drodze znajdzie się jakaś przeszkoda. Na pojazdach i paczkach wystawionych na działanie deszczu temporalnego pojawia się coraz więcej rdzy, a zacinający śnieg w górnych partiach górskich przylepia się do kombinezonu naszego bohatera, utrudnia widoczność i zwiększa ryzyko upadku przez rosnące wyczerpanie. Ba, lepiej tam nie odpoczywać, bo w razie zaśnięcia może skończyć się to zamarznięciem. 

Death Stranding - odpoczynek w cieniu góry
Death Stranding - rdza widoczna na paczkach

Kojima pomyślał nawet o tym, że często odwiedzane trasy w końcu robią się wydeptanymi ścieżkami. Mało tego, tu nawet życie odwiedzanych przez nas osób w pewien sposób zależy od nas. Nie widzimy tego wprost, no chyba że częściej realizujemy dla nich zlecenia, ale możemy odczuć poprzez kierowane do nas maile. Opowiadają one o codziennym życiu, o kłopotach, zawierając nierzadko dodatkowe prośby bądź żale, że o czymś zapomnieliśmy.

Poziom tych drobnych, czasami niewiele znaczących detali naprawdę robi wrażenie. Wydaje się wręcz, że Hideo Kojima o niczym nie zapomniał. No może poza jednym małym drobiażdżkiem – skoro w grze da się opróżniać pęcherz, i to tak że nasz bohater zawsze pamiętać będzie by stać do nas tyłem, to dlaczego sikanie na śniegu, choć powoduje, że ten się topi, nie pozostawia żółtych śladów? To już chyba było za dużo, co Hideo?

Death Stranding - humor dopisuje

Szczerze polecam przesłuchać oficjalną playlistę Death Stranding na Spotify. Jeśli wówczas poczujecie ciarki na plecach to pomyślcie, jak wygląda to w grze – zbiegacie ze zbocza góry i nagle, w tle, uruchamia się utwór I’ll Keep Coming zespołu Low Roar. Rewelacyjne uczucie.

Death Stranding – niemal kinowe doznanie

Jak zapewne wiecie, do produkcji swojej nowej gry Hideo Kojima wykorzystał silnik Decima, znany choćby z doskonałego Horizon Zero Dawn. Już tam robił on potężne wrażenie. W Death Stranding nie mogło być więc inaczej. Co prawda, przedstawiony tu świat jest znacznie bardziej pusty, ale i tak potrafi zachwycić całą masą drobiazgów.

Ale nawet jeśli uznać, że to wciąż zbyt mało by docenić włożoną w ten projekt pracę, wystarczy spojrzeć na modele postaci, sposób ich zachowania i wyrażane na ich twarzach emocje. To już naprawdę pierwsza liga.

Death Stranding - Deadman czyli Guillermo Del Toro
Death Stranding - Sam i Fragile

Zresztą nie po to Hideo Kojima zaangażował tu prawdziwych aktorów, by nie wykorzystać ich potencjału. Norman Reedus, Mads Mikkelsen, Troy Baker, Lea Seydoux, Tommie Earl Jenkins i inni dwoją się więc i troją, by nadać grze dodatkowej głębi. Niezwykłe, filmowe ujęcia czynią zaś z Death Stranding niemal hollywoodzkie widowisko z absolutnie fantastycznie dobraną muzyką.

Polecam Wam przesłuchać oficjalną playlistę gry na Spotify. Jeśli wówczas poczujecie ciarki na plecach to pomyślcie, jak wygląda to w grze – zbiegacie ze zbocza góry i nagle, w tle, uruchamia się utwór I’ll Keep Coming zespołu Low Roar. O walkach z bossami nawet nie wspomnę.

Death Stranding - moment uruchomienia się jednego z utworów Low Roar

Przez całą grę zastanawiałem się jednak czy wreszcie wpadnę na coś czego Hideo Kojima nie dopilnował. Coś co wymagałoby dopracowania albo coś co wydaje się być wciśnięte do gry na siłę. I wiecie co? Znalazłem. 

Im dłużej grałem w Death Stranding tym bardziej irytowała mnie mechanika odpowiedzialna za zachowanie się pojazdów. Szczególnie dotyczy to ciężarówek, bo ewentualne problemy z motorami podczas jazdy po bezdrożach jeszcze jestem w stanie sobie wytłumaczyć.

Ciężarówki to jednak coś zupełnie innego. Mają masę. A gdy jeszcze wyładujemy je po brzegi towarem to już w ogóle. Rozumiem więc ewentualne ześlizgiwanie się ich z górskich zboczy, gdy zaczyna padać deszcz. Jestem w stanie przyjąć też, że mogą mieć problemy podczas gwałtownych zakrętów niejednokrotnie odrywając dwa koła od podłoża. No skoro, podczas jazdy dość wysoko się unoszą to i środek ciężkości się zmienia.

Death Stranding - wisząca ciężarówka
Gdy ciężarówka zawiśnie będzie nie do ruszenia

To co jednak mnie denerwuje to fakt, że cały ten system fizyczny, który robi tak świetną robotę podczas kurierskich wypraw Sama, w pojazdach przynosi przede wszystkim frustrację. Owszem, początkowo coś takiego jak buksujące w śniegu koła zakończone bocznym ześlizgiwaniem się ciężarówki może robić wrażenie, ale gdy odkryjemy, że właściwie nie mamy wówczas nad pojazdem żadnej kontroli (próby zatrzymania auta rzadko kończą się sukcesem), a on sam zachowuje się jak pudełko na kółkach – radość szybko znika z naszej twarzy.To wszystko jednak to i tak mały pikuś przy drugim zarzucie – rozwleczonej do granic możliwości rozgrywki. Nie chce nikomu „spojlerować” więc nie będę dokładnie opisywał sytuacji, na którą zareagowałem niedowierzaniem. Dość powiedzieć, że opowiadaną przez Death Stranding historię spokojnie dałoby się upakować w dużo mniejszą liczbę godzin, i to bez utraty jej atrakcyjności. A tak gracze w pewnej chwili będą musieli zderzyć się ze ścianą i mam spore obawy, że część z nich powie wówczas – „nie, mam dość”.

Death Stranding - niełatwa droga, pełna Wynurzonych

 

Death Stranding – czy warto kupić?

61 godzin i 42 minuty – tyle dokładnie zajęło mi przejście Death Stranding. Czy żałuje? Nie. To było naprawdę niezwykłe doznanie, które mógłbym porównać chyba tylko z moim pierwszym spotkaniem ze starusieńkim Dune. Owszem, zdarzają się tu dłużyzny, monotonia rozgrywki potrafi wymęczyć, a sama fabuła w pewnej chwili może nie wystarczyć do tego by skutecznie przytrzymać nas przed ekranem. Mimo wszystko jednak bawiłem się w Death Stranding nadzwyczaj dobrze i pewnie jeszcze na chwilę zawitam do tego świata, by odkryć resztę skrywanych w nim tajemnic. Dlatego też moja odpowiedź na postawione wyżej pytanie brzmi - warto kupić i zagrać.

Jeśli jednak ktoś oczekiwał wielkiej rewolucji, która nagle zmieni całą branżę gier to pewnie srodze się zawiedzie. Bieganie z przesyłkami z pewnością nią nie jest. Niczym nowym nie jest też główna mechanika polegająca na przyłączaniu kolejnych baz i schronów prepersów do sieci chiralnej. Tu kłania się system wież z Assassin’s Creed. 

61 godzin i 42 minuty – tyle dokładnie zajęło mi przejście Death Stranding. Czy żałuje? Nie, to było naprawdę niezwykłe doznanie.

W Death Stranding jest coś niezwykłego. Coś co niepokoi, intryguje, olśniewa, rozpala zmysły i pozostawia w zadumie nad dalszym naszym losem. A że jednocześnie w niektórych momentach nuży…no cóż, nie ma rzeczy absolutnie doskonałych. Jak dla mnie Hideo Kojima dał radę. Plaża już chyba nigdy nie będzie kojarzyć mi się wyłącznie z wakacjami. 

Death Stranding - Norman Reedus pozuje

Ocena końcowa Death Stranding:

  • wciągająca, okryta nimbem tajemnicy historia
  • niezwykle sugestywny, postapokaliptyczny świat
  • świetna oprawa wizualna z rewelacyjnymi modelami postaci
  • fenomenalnie odwzorowane emocje na twarzach bohaterów
  • doborowa obsada aktorska
  • cała masa dodających dramatyzmu ujęć filmowych
  • pozornie prosta, ale niesamowicie wkręcająca rozgrywka
  • oryginalne i zaskakująco satysfakcjonujące połączenie zabawy dla pojedynczego gracza z elementami gry sieciowej
  • absolutnie fenomenalna muzyka
  • porażajaca wręcz dbałość do szczegóły
  • momenty burzenia czwartej ściany
  • doskonały klimat
  • Hideo Kojima!
     
  • mocno zagmatwana, niełatwa w odbiorze fabuła potrafiąca zmęczyć całą masą dodatkowych informacji
  • niezwykle irytująca fizyka pojazdów
  • niepotrzebne wydłużanie gry 
  • zabawa polegająca na dostarczaniu przesyłek nie każdemu się spodoba
     
  • Grafika:
    dobry plus
  • Dźwięk:
     super
  • Grywalność:
     dobry

Ocena ogólna:

90% 4,5/5

Dobry Produkt

Grę Death Stranding potrzeby niniejszej recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Sony Interactive Entertainment Polska

Oto co jeszcze może Cię zainteresować:

marketplace

Komentarze

19
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    A co na to Poczta Polska ? ;P
  • avatar
    Ogra się. Zagmatwana fabuła to znak towarowy Kojimy i to jest właśnie świetne a do tego mistrzowska gra aktorska w przerywnikach (ponoć trwających godzinami). Jedynie boję się zbyt małej ilości akcji (szczególnie w porównaniu do Metal Gear) ale czego się nie robi dla filmów Kojimy i to w TAKIEJ grafice! Trailer premierowy tradycyjnie najlepszy ale tak jest z każdą grą HK.
  • avatar
    Co gracz/bohater z gry ma w ogóle z tego noszenia paczek ?
    Zaloguj się
  • avatar
    "niełatwa w odbiorze dabuła"
    Zaloguj się
  • avatar
    - hey Kojima, why?
    - bo symulator kozy byl juz zajety
  • avatar
    Wiedziałem że to przereklamowana nudna i depresyjna gra juz lepszym zakupem jest MediEvil Remake niż gra o roznoszeniu paczek.Najbardziej bawi mnie że redaktorzy w swoich recenzjach piszą że to NUDNA gra a potem polecają zakup hahaha od kiedy to nuda stała się rozrywką godną polecenia masakra! 250 zł za nude komedia i jeszcze raz komedia 49,99zł taka powina być cena.Już nie wspomne o figurkach dla kolekcjonerów za 12 i 14 tysięcy złotych.Dziecko w słoiku w edycji kolekcjonerskiej co za barbarzyństwo brak mi słów,nigdy bym czegoś takiego nie postawił na półce.
    Zaloguj się
  • avatar
    Wygląda zachęcająco. Chyba się skuszę, mimo, że ceny nowych gier to gruba przesada.
  • avatar
    Martwi mnie,że byle kit wciska się dzisiejszym graczom w wygórowanej cenie.
    Przecież te ceny nie są normalne.
    Zaloguj się
  • avatar
    Ja jebe, symulator listonosza/kuriera w przyszłości, wizja Kojima.
  • avatar
    > niełatwa w odbiorze dabuła
    Cóż. Tekst na benchmarku też niełatwy w odbiorze...
  • avatar
    Jestem zainteresowany tą grą ale dopiero po jej premierze na PC jeżeli mam być z wami szczery.
  • avatar
    No to kurierzy z DHL, DPD, UPS itp mają swoją gre mesjasza. Co tam następne w kolejce ma Hideo do zaoferowania? Symulator ogrodnika?
    Dobrze że chociaż będzie można zobaczyć tą grafike w poprawionej wersji na PC. A póki co można zagrać w wersje alpha na konsoli.
    Zaloguj się
    -1