Kupić telewizor teraz, czy poczekać? Telewizory

Kupić telewizor teraz, czy poczekać?

opublikowano przez w dniu 2016-12-16

To częsty dylemat pod koniec roku: zaczekać na telewizory przyszłoroczne, czy kupić tegoroczny i cieszyć się już dziś. Oto nasze „za” i „przeciw”.

Pamiętacie rok 2013? To właśnie wtedy pojawiły się pierwsze telewizory 4K. Część osób, które kupiły 4K pierwszej generacji dziś żałuje swojej decyzji bowiem:

  • wiele z tych telewizorów nie odtwarza żadnych plików 4K/UHD z USB,

  • brak aplikacji Netflix,

  • wiele telewizorów ma HDMI 1.4, a producent nie zapewnił później żadnej możliwości aktualizacji do wersji 2.0.

Z kolei ci, którzy kupili telewizory 4K dopiero w 2014 lub 2015 roku, niekiedy zazdrośnie patrzą na tegorocznych nabywców: ci ostatni dostali urządzenia z obsługą HDR (lepszą lub gorszą, ale zawsze), podczas gdy w modelach starszych obsługa HDR była rzadkością. Co gorsza, nabywcy flagowych telewizorów 4K jednego producenta musieli czekać aż do września 2016 roku na aktualizację (do HDR-u) swoich telewizorów kupionych w 2015 roku. Dodajmy, że ci, którzy kupili modele inne niż flagowe, aktualizacji nie dostali i nigdy nie dostaną, co oznacza brak możliwości poprawnej obsługi materiałów z HDR.

A zatem kupić, czy czekać? Reguła jest jedna: jeżeli poczekasz, to prawie zawsze kupisz lepszy i nowocześniejszy telewizor. Proszę zwrócić uwagę, że napisałem „prawie zawsze” bowiem są sytuacje gdy nowe modele nie są lepsze od poprzedników. Tak było na początku 2014 roku gdy Panasonic wyprzedawał ostatnie „stare” plazmy z 2013 roku, a nowe elcedeki tego producenta nie mogły im dorównać, choćby pod względem czerni i kontrastu. To oczywiście wyjątek, bo, jak już powiedziałem, postęp techniczny sprawia, że nowa generacja jest zazwyczaj, mniej lub bardziej, lepsza od starej.

Oczywiście jest jeszcze trzecia droga: zaczekać, ale tylko do wiosennych wyprzedaży. Inaczej mówiąc, kupić telewizor z gamy na rok 2016, lecz po obniżonej cenie spowodowanej czyszczeniem półek i „wietrzeniem” magazynów po to, by zrobić miejsce na nowe modele z rocznika 2017.

Czyżby z tego co napisałem wynikało, że lepiej jednak poczekać? To zależy. Rok 2016 był czasem wysypu telewizorów z HDR, natomiast w przyszłym roku gwałtownych zmian technicznych raczej nie będzie. Będzie za to szlifowanie i dopracowywanie wprowadzonych rozwiązań. Przyjrzyjmy się temu, co nas może czekać.

Telewizory LCD 2017

Tu nie będzie raczej żadnych rewolucyjnych zmian czy przełomowych rozwiązań technicznych. W elcedekach na pewno zaś będzie jeszcze większe cięcie kosztów, więcej paneli chińskiej produkcji, więcej matryc 60Hz oraz więcej wyświetlaczy pseudo 4K. Jeśli chcesz kupić telewizor LCD, to moim zdaniem nowe modele z gamy 2017 nie przyniosą większych zmian.

Telewizory OLED 2017

Jeżeli chcesz kupić telewizor OLED 4K, warto będzie zaczekać. Rok 2016 był rokiem HDR-u, natomiast wszystko wskazuje na to, że rok 2017 będzie rokiem OLED-a. Dlaczego? Powód jest prosty: grupa producentów tego typu telewizorów poszerzy się o dwie, ale za to bardzo ważne firmy: Panasonica i Sony. Japończycy do tej pory wstrzemięźliwie podchodzili do OLED-ów. W ciągu ostatnich trzech lat w ofercie Sony nie było żadnego komercyjnego telewizora w tej technologii, choć były OLED-owe monitory studyjne. Z kolei Panasonic pokazał w 2015 roku hiper drogi, 65-calowy model TX-65CZ950, który nie odniósł większego sukcesu rynkowego (zapewne z powodu astronomicznej ceny powyżej 40000 złotych) i stanowił głównie pokaz umiejętności inżynierów koncernu z Osaki, a nie próbę zawojowania rynku.

Panasonic 65CZ950

W roku 2017 sytuacja ulegnie dużym zmianom i obie ww. firmy pokażą najprawdopodobniej tańsze modele, zarówno 55-, jak i 65-calowe.

Dlaczego Japończycy decydują się szerzej wejść w OLED-y dopiero teraz? Przyczyn jest kilka. Na początku paneli OLED było mało, uzysk był tragicznie niski, a ceny wysokie, w związku z czym LG trzymało wszystko, co z takim trudem wyprodukowało, dla siebie. Później uzysk wzrósł, ceny spadły, ale LG nadal nie chciało się dzielić tą przełomową technologią. Co więcej, producenci niespecjalnie garnęli się do OLED-ów bowiem miały one (i nadal mają) problemy z wzorowym oddaniem niektórych kolorów, czy bardzo ciemnych szarości. Dopiero w 2016 nastąpił przełom. Ba, nawet dwa! Po pierwsze, nowe panele OLED 4K (w serii B6 i wyższych) pozbyły się większości wad poprzedników jak cienkie pionowe pasy pojawiające się na ekranie (np. w 55EG910V lub 55EG960V), czy niezbyt jednolita biel.

Po drugie, nastąpił przełom w samym myśleniu kierownictwa LG. Koreańczycy zrozumieli, że do skutecznej promocji OLED-ów nie wystarczą nawet najbardziej intensywne wysiłki jednego tylko producenta, bowiem wielu potencjalnych klientów nadal podchodzi nieufnie do nowej technologii, zwłaszcza gdy oferuje i promuje ją tylko jeden duży producent. Stąd trochę rozpaczliwa decyzja o zaproponowaniu Samsungowi współpracy w rozwijaniu technologii WOLED, a po odrzuceniu oferty przez Samsunga, o udostępnieniu paneli konkurentom: Philipsowi, Loewe, a teraz Panasonicowi i Sony.

Philips OLED

„Kupą mości Panowie, bo w kupie siła” – zapewne myśleli dyrektorzy Sang-Beom Han i Sang Don Kim z LG Display, gdy podpisywali umowy na przyszłoroczne dostawy paneli 4K najnowszej generacji do Sony i Panasonica. Wydaje się, że myśleli przyszłościowo: my im dać panele, oni zrobić nowe telewizory, zrobić big, big, marketing, a gdy OLED wejdzie pod strzechy i wykurzy z rynku LCD, to dopiero wtedy pokażemy, kto tu rządzi. A, jak mawiał Karol Marks, rządzi ten, kto ma środki produkcji, czyli w naszym przypadku, fabrykę OLED-ów. Okazuje się jednak, że w przeogromnym czebolu LG nie wszyscy podzielają punkt widzenia panów Hana i Kima. Jak podaje koreański ETNews, doszło nawet do sporu pomiędzy LG Electronics, a LG Display, czyli faktycznym producentem wyświetlaczy OLED. Krótko mówiąc, ludzie z LG Electronics byli rozczarowani tym, że LG Display postanowiła dostarczać panele OLED konkurentom z Japonii. Z kolei LG Display broniła się, twierdząc, że musi dbać o zyski poprzez zwiększanie skali produkcji OLED-ów i dywersyfikację portfela klientów.

Trudno powiedzieć, co w perspektywie długoterminowej wyniknie z tego sporu wewnątrz LG. Jedno jest pewne: maszyny w fabrykach paneli OLED pracują „pełną parą”, a LG podobno zainstalowała nawet pilotażową linię do produkcji OLED-ów w całkowicie nowej technologii, tj. metodą nadruku, która ma radykalnie zmniejszyć koszt produkcji tego typu wyświetlaczy (na zdjęciu maszyna firmy Kateeva do natryskowego „drukowania” wyświetlaczy OLED).

Kateeva

Wszystko wskazuje zatem na to, że w roku 2017 oferta telewizorów OLED znacznie się powiększy. Dla łatwiejszej oceny sytuacji przygotowałem porównanie aktualnej i przyszłorocznej gamy OLED-ów. Uwzględniłem w nim tylko OLED-y wprowadzone na nasz rynek w danym roku kalendarzowym, w związku z czym OLED Philipsa (pokazany co prawda w 2016, ale w sprzedaży dopiero od roku 2017) oraz starsze OLED-y Full HD LG z 2015 roku (EG910, EG920, EG960 itp.) nie są brane pod uwagę: