Master of Orion: Conquer the Stars – oko w oko z kosmiczną legendą Gry

Master of Orion: Conquer the Stars – oko w oko z kosmiczną legendą

opublikowano przez Jakub Jakubowicz w dniu 2016-08-25

Master of Orion w końcu znowu zapłonął w galaktyce gier. Ale czy równie jasno jak niegdyś? Przyglądamy mu się z obu stron oczami dwóch walczących o władzę ras.

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

Różnorodność dostępnych ras + dowolność tworzenia własnych; hipnotyzująca rozgrywka; stylowa i dowcipna warstwa wizualna; świetne udźwiękowienie; wyczuwalny klimat dawnego Master of Orion w wersji kolekcjonerskiej w zestawie ze starą trylogią Master of Orion; polska lokalizacja (kinowa); uproszczone zasady rozgrywki...

Minusy

...które dla wielbicieli tytułu i gatunku mogą być zbyt proste; wpadki sztucznej inteligencji; utrudniające zabawę błędy; stosunkowo słaby system walk taktycznych; brak możliwości zabawy w trybie „gorących krzeseł” na jednym komputerze

Master of Orion czyli z motyką na gwiazdy

Nie łatwo zmierzyć się legendą. Szczególnie taką, której pomimo upływu lat oddanej rzeszy fanów nie ubywa. Decydując się na zakup licencji Master of Orion, a później próbując przywrócić tę słynną serię światu Wargaming chyba nie do końca zdawał sobie sprawę na co się porywa. Ambicji odmówić mu jednak nie sposób.

Master of Orion - powrót legendy

Udostępniony w ramach programu Early Access kod gry przez pół roku obecności na Steam dorobił się bardzo rozbieżnych opinii – od zachwytów, po zgrzytanie zębami największych pasjonatów starusieńkich dwóch pierwszych części. Można byłoby rzec, że początki zawsze bywają trudne. Teraz jednak, wraz z końcem prac nad nowym Master of Orion i premierą jego finalnej wersji twórców  czeka najtrudniejsze wyzwanie – przekonać do siebie niezdecydowanych.

Czy produkcja ta wyjdzie z tego starcia z tarczą czy na tarczy? Postanowiliśmy to sprawdzić we dwójkę – najpierw przybywając do tej samej galaktyki, a później próbując nią zawładnąć, każdy dla dobra własnej rasy. Co z tego wynikło – dowiecie się poniżej.

Darlokowie ruszają do akcji

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Janowicz

Chciałoby się zacząć jak w Planecie Małp. "Dziennik pokładowy takiego a takiego statku. Dzień ten i ten. Galaktyka taka i owaka." I tak dalej, w podobnym stylu. Pomińmy jednak romantyczny wstęp i od razu przejdźmy do konkretów.

Bo przecież Master of Orion od zawsze postępował w podobny sposób. Za nic mając emocjonalne początki, niemal od razu zwracał się do gracza z rzeczowymi pytaniami. Jaki rozmiar galaktyki? Jaki poziom trudności? Jaki wiek wszechświata? Nie inaczej jest w wargamingowym wydaniu  tego klasyka.

Master of Orion - średniej wielkości galaktyka

Najwięcej frajdy sprawia, rzecz jasna, wybór rasy, bo to z nią będziemy się utożsamiać przez cały czas trwania kampanii. Przejrzałem rasy misiowatych Bulrathich i kotowatych Mrrshannów, które nie tylko wyglądają urokliwie, ale też przywodzą na myśl wspomnienia z szalonych lat dziewięćdziesiątych, po czym zatrzymałem się przy tajemniczo wyglądającej rasie Darloków.

Zachęciła mnie nie tylko nazwa tych stworów, jak gdyby żywcem wycięta z Wehikułu Czasu Wellsa, ale też ich modus operandi. Szpiegostwo i knucie intryg? W sam raz dla mnie! Wprawdzie inne rasy otrzymują premie do wojskowości czy też rozwoju technologicznego, ale na co komu armia i gadżety, kiedy można posłużyć się podstępem.   

Master of Orion - widok planety

OK, rozmiar i typ galaktyki dookreślony, frakcja wybrana... Nic, tylko wystrzelić się w kosmos i zerknąć na galaktykę, o którą przyjdzie toczyć bój. Mając w pamięci czarne przestrzenie starego Master of Orion z przyjemnością powitałem fioletowawe zabarwienie nowej wersji kosmosu.

Oczywiście, komiksowa grafika i dowcipne projekty postaci to hołd dla protoplastów serii (z pominięciem Master of Orion 3, które charakteryzowało się nieco innym nastrojem i stylistyką). Tym niemniej wiedziałem, że mimo cukierkowych pozorów, czeka nas walka na śmierć i życie.

Dlatego też bez najmniejszej zwłoki zacząłem inwestować w żywność i rozwój mojej rodzimej planety. W tym czasie statek z kolonistami zatknął chorągiewkę mojego skromnego imperium na drugim ciele niebieskim, a zwiadowcy zbadali odległą anomalię, która okazała się być astronomicznym odpowiednikiem pirackiej skrzyni ze skarbami. 

I tak to się zaczęło - beztrosko, błogo i przyjemnie. Ale, jak mawiają najstarsi eksploratorzy kosmosu, dobre złego początki...

Master of Orion - atak

…a Terranom wiatr zawsze w oczy

Maciej PiotrowskiOkiem Starego zgREDa
Maciej Piotrowski

Ja niestety nie miałem tyle szczęścia. Już na starcie przywitała mnie mała, piracka flota, która wpierw zmiotła wysłanych głębiej w kosmos zwiadowców, a później zaatakowała rodzimy układ. 

Gdy jakoś sobie z nimi poradziłem (jak to dobrze, że wybrałem lubujących się w wojnie brutalnych Terran – uratowały mnie mniejsze o 20% koszty produkcji statków) i zacząłem wreszcie powolną ekspansje niczym plagi egipskie spadły na mnie kolejne „tragedie”.

Master of Orion - rasa Terran

A to z galaktycznego dziennika dowiedziałem się, że jedną z moich planet dziesiątkuje epidemia, a to znowu któryś z miłych sąsiadów, zaraz po uprzejmym przedstawieniu się postanowił zniszczyć mi flotę kolonizacyjną. 

Na tym oczywiście nie koniec, bo wkrótce moja najpotężniejsza flota napotkała potwora kosmicznego, który po prostu rozniósł ją w pył. Co gorsza, obok jednej z zasiedlonych już planet wybuchła supernowa. Na całe szczęście, dzięki szybkiej budowie kilku statków transportowych udało mi się przenieść większość  zagrożonej populacji na inną planetę. 

Trudno się dziwić, że bardzo szybko wylądowałem na końcu stawki galaktycznej drogi do zwycięstwa. I choć w tym momencie nie było mi raczej do śmiechu doceniłem różnorodność i ilość zdarzeń losowych, która objawiła mi się już przez te pierwsze kilkanaście tur. Nie zmienia to jednak faktu, że z zazdrością przyglądałem się jak cywilizacja Darloków pod wodzą Jakuba wystrzeliła w rankingach. 

Master of Orion - komunikat o wybuchu supernovej

Zdradziecka natura robota

Jakub JanowiczOkiem Jakuba
Jakub Janowicz

To prawda – dobra passa mi dopisywała! W każdym razie do momentu, kiedy to napotkałem rasę żądnych krwi robotów. Rzecz jasna, z początku nie miałem pojęcia o ich morderczych zamiarach, toteż z przyjemnością przystąpiłem do wymiany dyplomatycznych uścisków.

Może ambasadę? Ależ oczywiście! W zamian za to ta czy inna śmiercionośna technologia? Czemu nie! I do tego wymiana map, umowa handlowa, może koniaczku jeszcze, może cygara? Tak właśnie siedzieliśmy i gawędziliśmy z kolegami robotami.

Master of Orion - flota

No dobrze, może obyło się bez cygar i koniaku, ale cośmy sobie pogadali, to nasze! A całą tę wymianę umilała opcja pytania o to, czego oczekuje druga strona, czyli de facto automatyczne dobieranie propozycji, tak żeby spotkały się one z przyjęciem.

Mimo przyjemnego nastroju rozmów, przesuwającego się na zielone pole wskaźnika sympatii i nadmiernie ułatwiającej zabawę opcji dobierania ofert (to jeden z wielu ukłonów w stronę "świeżych" graczy), prędko przekonałem się, że podstępna rasa Darloków została wykiwana przez jeszcze przebieglejszą rasę mechanicznych Meklarów.

Master of Orion - droga do zwycięstwa

Powymienialiśmy się technologiami, pohandlowaliśmy mapami, ale co innego salonowe gadki, a co innego dwa statki celujące w siebie kosmicznymi działami. Ani się obejrzałem, a jedna z flot cyborgów puściła z dymem całą moją armadę. 

Bez wypowiedzenia wojny, bez ostrzeżenia! Tyle mi przyszło z dyplomatycznych podchodów. Co ciekawe jednak, ten pojedynczy atak ze strony Meklarów nie pociągnął za sobą kolejnych precyzyjnie mierzonych ciosów.
Wprawdzie chwilę później roboty-zabijaki wypowiedziały mi oficjalnie wojnę, ale i to nie wiązało się z realnymi działaniami. Co każe mi wątpić w skuteczności sztucznej inteligencji.

Master of Orion - rozstrzygnięcie automatycznej bitwy

Rozum misia i pirata

Maciej PiotrowskiOkiem Starego zgREDa
Maciej Piotrowski

No właśnie, miałem dokładnie taką samą sytuacje. Co prawda misiowate Bulrathi nie okazały się aż tak podstępne - po prostu bez zbędnych ceregieli nadleciały i zbombardowały mi świeżo skolonizowaną planetę wybijając wszystkich do nogi. Gdy po chwili wypowiedzieli mi wojnę miałem spore obawy czy nie będzie to koniec totalny koniec mojej cywilizacji. 

O dziwo jednak miśki zostawiły mnie w spokoju. Czy to słabość sztucznej inteligencji? Nie jestem wcale taki przekonany. Po prostu po tym akcie trzymałem się tylko swoich dwóch układów i nie zapuszczałem się bliżej krewkich sąsiadów. Efekt tego taki, że wkrótce sami się odezwali przepraszając na wybuch spowodowany zbytnim zbliżeniem się do ich granic i proponując rozejm. 

Master of Orion - wymiana handlowa

Niezaprzeczalnym jednak faktem jest totalna głupota kosmicznych piratów, którzy z uporem ślą swoje statki na pewną rzeź. Zastosowana w nowy m Master of Orion siatka układów planetarnych połączonych tunelami czasoprzestrzennymi może nie każdemu się spodoba, ale przynajmniej daje spore możliwości obrony przed nagłym wjazdem przeciwnika na nasz teren. Dzięki temu też można zabezpieczyć „tyły”, o ile tylko obok mamy układ z jednym „wyjściem”.

Master of Orion - zabezpieczanie tuneli posterunkami