Na topie

Symmetry – gdy kosmiczna katastrofa to tylko początek

Autor:
Michał Grązka

więcej artykułów ze strefy:
Gry

Ekspansja, kolonizacja, pieniądze – jaki by nie był powód dla eksploracji i zasiedlania kosmosu, musi w końcu do niej dojść. Niełatwy jest jednak żywot kosmicznych odkrywców, zwłaszcza rozpoczęty katastrofą. Przetrwanie przede wszystkim – tego uczy Symmetry.

  • Symmetry – gdy kosmiczna katastrofa to tylko początek | zdjęcie 1

68%

Ocena benchmark.pl

 

Plusy

- dobrze oddany klimat grozy i niepewności,
- interesujące monologi postaci,
- fabuła rozwija się jak w dobrej powieści Sci-Fi,
- oprawa audiowizualna wzmaga napięcie.

Minusy

- bardzo duża powtarzalność rozgrywki,
- spore znaczenie losowości dla powodzenia misji,
- niewiele atrakcji, poza kilkoma czynnościami.

A A

Dobre gry z wyraźnym wątkiem fabularnym mają to do siebie, że tworzą więź między graczem, a bohaterem. Dzięki temu nie chce się, żeby postać zginęła na jeden z tysiąca możliwych sposobów. „Symulatory przetrwania”, takie jak Symmetry, mają tu prostsze zadanie – o bohaterów dbamy, bo są nam oni potrzebni. Każdy zgon to para rąk mniej do pracy. Choć, z drugiej strony, martwy człowiek to sporo dobrego mięsa i białka… ach te dylematy.

 Jeśli słyszę opis „przetrwanie w 2D”, to przed oczami automatycznie widzę cztery wyrazy: This War of Mine. I rzeczywiście, opisywana przeze mnie produkcja, także dzieła rodzimych programistów, zdaje się czerpać z hitu 11 bit studios całymi garściami. Nic dziwnego, bo skoro poprzednicy „dorobili się” gry z dodatkiem, planszówki i wersji mobilnej, to może czas powtórzyć ten sukces? Tym bardziej, że świetnie zarysowana historia science-fiction ma szansę trafić do całkiem innego odbiorcy.

Historia kołem się toczy

Zacznę od najmocniejszej – moim zdaniem – strony Symmetry, czyli właśnie świata przedstawionego. To on stanowi tu najgrubszy mur oddzielający dzieło Sleepless Clinic od innych historii z cyklu „zarządzaj ludźmi i postaraj się, żeby choć kilku przeżyło”.

Co ciekawe, nie mogę o fabule zbyt wiele powiedzieć. Gdybym opisał to, czego dowiedziałem się po kilku godzinach rozgrywki, zepsułbym całą zabawę. Jeśli natomiast podzielę się tym, co myślałem, że dzieje się z bohaterami tuż na początku wirtualnej misji, naplótłbym straszliwych bzdur. Bo w tej historii szybko okazuje się, że pozory bywają bardzo zwodnicze. 

Powiem więc tak: kosmiczna katastrofa podczas lądowania nie jest absolutnie niczym odkrywczym, wiem o tym. Ale już po paru dniach na eksplorowanej planecie, bohaterowie zaczną snuć własne  monologi pełne rozważań i domysłów. Dzięki temu spotkają nas tu teorie spiskowe, opowieści o złych korporacjach (jakby to było coś zaskakującego), a nawet halucynacje i… spotkania z innymi gatunkami.

Symmetry - ocaleni z katastrofy statku

Na pewno warto zagłębić się w Symmetry dla samej fabuły. Pochłaniacze literatury science-fiction znajdą tu co prawda powtórki i kalki znanych motywów (choćby z Orsona Scotta Carda), ale i oni mogą przy tym tytule dobrze się bawić. Co jednak istotne, aby odkryć całą historię Symmetry, trzeba przez nią przejść, a z tym nie jest wcale tak łatwo.

Ciężkie złego początki

W trakcie pierwszej godziny w świecie gry, zaliczyłem aż trzy podejścia. Na początku, rzecz jasna, nie do końca wiedziałem co i jak. Gdy po trzech wirtualnych dniach zrozumiałem, że straciłem sporo surowca, energii swoich ludzi i czasu, zresetowałem postępy. 

Symmetry - rąbanie drewna

Przy drugiej próbie losowość gry przywitała mnie kilkoma dniami kosmicznie beznadziejnej pogody. Moi śmiałkowie zamienili się w sople lodu, które mogłem pogrzebać lub zwyczajnie zjeść. Próbowałem kontynuować z mniejszą „obsadą”, ale brak rąk do pracy sprawił, że podjąłem kolejną, nową próbę.

Szczerze przyznam – bardzo, ale to bardzo się starałem. Sprawdzałem pogodę, wysyłałem na misję wypoczętych robotników, w wolnych chwilach szkoliłem ich w bazie. No i niestety, gdy koło szesnastego dnia fabuła zaczęła nabierać kolorów, by osiągnąć totalny zwrot w dobie dwudziestej, dwóch załogantów znowu padło mi jak muchy z powodu załamania pogody.

Symmetry - noc w bazie i na zewnątrz

Mimo częściowej porażki, grałem dalej, żeby poznać dalsze losy historii. Jednak jako perfekcjonista, chwilę później postanowiłem rozpocząć przygodę na nowo, świeżą załogą. Tym razem szło mi już znacznie lepiej, a szczęśliwym zrządzeniem losu temperatura na zewnątrz niemal codziennie wynosiła tylko -47 stopni, a nie, na przykład -97. 

Ale choć ulepszyłem więcej sprzętów i rozwinąłem lepiej własny ekosystem i ekonomię, przy 28 dniach na liczniku, z niewyjaśnionych powodów historia nie poszła ani trochę do przodu.

Koniec końców, zużyłem bliskie zasoby surowców. Dalsze lasy i złomowiska (drewno i elektrośmieci to jedyne, co zbieramy) były tak daleko, że wyprawa na jednym „zapasie życia” była niemożliwa. Pozostało mi więc zakląć szpetnie i uruchomić Symmetry raz jeszcze, licząc na łaskawsze losowanie parametrów i – najwidoczniej – brak błędów posuwających fabułę do przodu.

Symmetry - trup w bazie

Przynieś, podaj, pozamiataj

Chciałem, bardzo chciałem odczuwać czystą przyjemność z gry zamiast frustracji. Myślę jednak, że opisane wyżej osiem godzin z gry pokazują, że o spokój po uruchomieniu Symmetry jest ciężko. Tytuł ten bez przerwy rzuca kłody pod nogi – niestety często niesprawiedliwie. 

Twórcy gry postanowili bowiem urozmaicić nam zabawę różnymi „niespodziankami”. Mimo, że do pierwotnego celu, którym jest naprawa rakiet i powrót do domu, zdołałbym dojść kilka razy w ciągu pierwszych dwóch godzin, coś mnie ciągle powstrzymywało. A konkretnie, były to rozmaite awarie. 

Symmetry - przygotowanie do napraw

Padł piec? No to załoga marznie, a ja muszę wydać elektrozłom na remont. Przestała działać lodówka? W takim razie więcej ludzi powinno produkować jedzenie, które właśnie zaczęło się psuć. A tak swoją drogą – serio? Lodówka przy -50° na dworze?

No i oczywiście przywrócenie chłodziarki do stanu używalności to kolejny wydatek. I tak dalej, i tak dalej. A przecież pierwotnie „kosmiczny budulec” miał mi służyć do wypełnienia głównego celu. Ten natomiast coraz bardziej się odwleka, gdy konieczne są kolejne naprawy. 

Symmetry - ulepszanie stacji pogodowej

Do tego, niestety, pomimo bardzo dobrego klimatu, Symmetry straszy monotonią. Na starcie otrzymujemy losowo przydzielonych trzech członków załogi. Każdy jest dobry w innej z czterech dostępnych umiejętności, co zresztą jest kolejnym podobieństwem do This War of Mine. 

Rozgrywka jest więc banalna – jeden biegnie rąbać drewno, inny zbiera złom, a trzeci bohater gotuje im kosmiczną zupę. Niestety, czynności te powtarzają się przez kilkanaście-kilkadziesiąt kolejnych dni zabawy. Do tego dochodzi tylko leczenie postaci i rozwijanie ich umiejętności przy komputerze. Tu aż prosi się o więcej elementów, takich jak system tworzenia przedmiotów, czy możliwość widocznego ulepszania bazy przez inżynierów. 

Symmetry - makabra w bazie

Bardzo szkoda, że to co poznamy w ciągu pierwszego kwadransa zabawy z Symmetry jest wszystkim, co dostaniemy od strony jej mechaniki. Jaka jest więc motywacja do brnięcia dalej? Ośli upór i miejscami naprawdę interesująca fabuła. A jeśli akurat gra nie chce ruszyć z historią do przodu? No to pojawia się problem.

Symmetry – kosmiczny dramat w eleganckim ujęciu

Nie mogę odmówić Symmetry doskonałego klimatu. Ascetyczna grafika wzmaga poczucie samotności i lodowego pustkowia. Do tego dochodzą świetne wizualne sztuczki z halucynacjami i pojawiającymi się przez ułamki sekund makabrycznymi obrazami śmierci na stacji. Dźwięk tylko dopełnia dzieła, tworząc opowieść, która choć przez pewien czas potrafi uruchomić wyobraźnię i emocje gracza.

Symmetry - makabryczne halucynacje

Dodajmy do tego wspominaną już nie raz całkiem niezłą fabułę science-fiction i zdawałoby się, że mamy hit murowany. Ale niestety, nic z tego. Rozgrywka po pierwszej godzinie staje się nudna i frustrująca. 

Nie pomaga też brak ręcznego zapisu gry, choć z tym pewnie nie zgodzą się fani realizmu. Ja jednak uważam, że jeśli błąd w postaci utraty człowieka naprawdę utrudnia dalszą zabawę, to warto byłoby dać możliwość jego naprawienia.

Koniec końców, po pierwszych chwilach dobrej zabawy, Symmetry stała się dla mnie męczarnią w dążeniu do poznania historii. Nie powiem, że żałuję, bo momentami odczuwałem ciarki i ekscytację. Co więcej – na pewno sięgnę do tej gry ponownie i będę gorąco ją polecał, jeśli tylko twórcy wypuszczą łatkę, która albo wyeliminuje losowe błędy, albo doda opcjonalny, niższy poziom trudności. 

Póki co, głodny kosmicznego science-fiction, zamiast grać pójdę kolejny raz przeczytać cykl „Powrót do domu” Orsona Scotta Carda. Polecam, właśnie w oczekiwaniu na poprawę „uczciwości” Symmetry, które jeszcze ma szansę być prostą, ale bardzo dobrą grą. Na razie jest przeciętnie.

Symmetry - bliskie spotkania trzeciego stopnia

Ocena końcowa Symmetry:

  • dobrze oddany klimat grozy i niepewności
  • interesujące monologii postaci
  • fabuła rozwija się jak w dobrej powieści Sci-Fi
  • oprawa audiowizualna wzmaga napięcie
     
  • bardzo duża powtarzalność rozgrywki
  • spore znaczenie losowości dla powodzenia misji
  • niewiele atrakcji, poza kilkoma czynnościami
     
  • Grafika:
     dobry
  • Dźwięk:
    dobry
  • Grywalność:
     zadowalający

68% 3,4/5

Odsłon: 7358 Skomentuj artykuł
Komentarze

3

Udostępnij
  1. Kerebron
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2018-02-20 15:49

    Chcecie prawdziwy survival? Polecam Cataclysm: Dark Days Ahead albo ew. Dwarf Fortress. I to za friko.

    Skomentuj

  2. chotnik2
    Oceń komentarz:

    2    

    Opublikowano: 2018-02-20 17:14

    eh, a juz myslalem, ze bedzie cos fajnego pokroju This War of Mine.

    Skomentuj

  3. Grimada
    Oceń komentarz:

    0    

    Opublikowano: 2018-02-22 08:15

    Ta gra jest gówniana.

    Skomentuj

Dodaj komentarz

Przy komentowaniu prosimy o przestrzeganie netykiety i regulaminu.

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!