Watch_Dogs – wielki brat patrzy, ale …kamery to mu się chyba zepsuły Gry

Watch_Dogs – wielki brat patrzy, ale …kamery to mu się chyba zepsuły

opublikowano przez Robert Matuszak w dniu 2014-06-02

Ubisoft zaserwował nam solidny kawałek kodu, ale mieliśmy przecież otrzymać... No właśnie, co? Tego nie dowie się już pewnie nikt. A co mamy w zamian?

marketplace
Ocena benchmark.pl
Plusy

Świetnie wykonane i tętniące życiem miasto; wszelkie czynności związane z hakowaniem; mnóstwo zróżnicowanych zadań pobocznych i genialnych minigierek; wolność wyborów w realizacji zadań; system rozwoju postaci; mimo wszystko oprawa graficzna...

Minusy

...która to jednak miała być o wiele lepsza; miałki i średnio angażujący emocjonalnie główny wątek fabularny; postacie pozbawione „iskry” (łącznie z głównym bohaterem); model jazdy samochodów; jedna, dostępna „stacja radiowa” i grane w niej kawałki

Pamiętam płaszcz, majestatycznie powiewający na wietrze. Pamiętam zgniecione puszki po napojach, przetaczające się tuż przed nogami spacerującego bohatera. I to nierealnie wyglądające oświetlenie, zaraz obok przytłaczającej wręcz ilości detali otoczenia stanowiące dla mnie prawdziwy dowód potęgi dopiero co zapowiedzianych next-genów. Parafrazując jednak improwizowaną kwestię Rutgera Hauera z „Łowcy Androidów”, wszystkie te chwile zniknęły w czasie, jak łzy na deszczu. Co prawda Watch_Dogs po premierze to tak samo wielkie źródło emocji jak i Watch_Dogs przed nią, jednak kiedy to wcześniej mówić mogliśmy wyłącznie o oczarowaniu, fascynacji bądź lekkim niedowierzaniu, teraz wszystkie Internety świata toną w morzu drwin z nowej gry Ubisoftu. Bo ich superprodukcja nie prezentuje się tak, jak obiecano. Bo miał być raj, miód i orzeszki. Bo sprzedawczykowi recenzenci chwalą, a błędów tu pełno, przez co lud odpalać musi pochodnie. Jak żyć?

Watch_Dogs rozmowa z przechodniem

Wina Tuska

Jeśli napiszę w tym miejscu, że sam się nie zawiodłem, okłamię nie tylko Was, ale i sam siebie. Czy chciałbym, by Watch_Dogs prezentował się tak, jak i w przypadku swojej pierwszej prezentacji z E3 2012 roku? Ba. Czy nie byłoby pięknie, gdyby stanowił prawdziwą rewolucję, kolejny kamień milowy w historii elektronicznej rozrywki? No pewnie, że byłoby. Zbyt wiele razy przejechałem się już jednak na takich obiecankach i cudach na kiju, by w dalszym ciągu przywiązywać do nich jakąś większą wagę. Czekałem więc, owszem, ale bez zbędnych podniet i nadmiernego karmienia się zapowiedziami. Jak wygląda Watch_Dogs oczami posiadacza PlayStation 4, który ładną grafikę co prawda ceni, ale nie stanowi ona dla niego najważniejszego elementu danej produkcji? Co ważniejsze jednak – jak wspomniana gra prezentuje się przed człowiekiem, który na różnych produkcjach Ubisoftu w zasadzie dorastał?

Watch_Dogs sterowanie robotem

Skoro przy okazji wstępu udało mi się już naprodukować tyle zdań o grafice „Paczających Piesełów”, pozwolę sobie rozwinąć i zakończyć tę jakże drażliwą kwestię tu i teraz. W krótkiej prezentacji rozgrywki z Watch_Dogs, przy okazji tekstu przedstawiającego moje pierwsze chwile z grą powiedziałem, iż oprawa stoi tu na bardzo nierównym poziomie. I dodatkowa ilość godzin z produkcją nie zdołała zmienić mojego zdania w tym temacie – tam, gdzie rozbijające się na ramionach głównego bohatera i asfalcie krople deszczu wprawią was w oniemienie, tam także ze smutkiem w oczach spoglądać będziecie na ząbki zarysowujące się na budynkach w tle lub innych elementach otoczenia. Pod względem oprawy zaboleć może was tu jednak o wiele więcej rzeczy. Twarze większości postaci, brak dynamicznego oświetlenia czy też miejscami gorsze tekstury, wszystko to śmiało klasyfikuje się jako kwestia mocno dyskusyjna, której to odbiór w dużej mierze zależy od poziomu waszych przedpremierowych oczekiwań względem tej produkcji. Sam zbytnio piany bić nie mam zamiaru, bo koniec końców nowa marka Ubisoftu brzydka nie jest, a jak już wspomniałem, graficzne wodotryski to również nie numer jeden na mojej liście rzeczy w grze absolutnie niezbędnych. Efekt końcowy więc wybaczam, ciągle jednak pamiętając, jak miało to wyglądać w pierwszej kolejności.

Watch_Dogs namierzanie

Słynna i wielokrotnie wspominana pokazówka Watch_Dogs z Los Angeles ma dzisiaj przeogromny wpływ na graficzny odbiór świeżego IP firmy odpowiedzialnej za kolejne Assassiny, Raymany i Samy Fishery. W żaden sposób nie mogła jednak ukierunkować nas co do odbioru opowieści zaprezentowanej w ich nowej produkcji, a jej poziom szacować można sobie było wyłącznie na podstawie historii wyciągniętych z innych serii twórczej firmy. No i cóż – czy ktoś tam od fabuły „Łocz Dogsów” sobie coś oczekiwał, czy też miał ją kompletnie w głębokim poważaniu, uczciwy werdykt może być tylko jeden. Opowiastek o zemście za śmierć bliskich widziałem bowiem już całkiem sporo, ale dawno nie doświadczyłem tak słabego poziomu wykonania wspomnianego motywu. Bo widzicie, haker Aiden Pearce – główny bohater gry – wiele w życiu namieszał. Tam coś wykradł, tu się włamał, podpadł kilku osobom. W następnej kolejności osoby te uznały, iż nasz podopieczny, na wzór Balcerowicza, musi odejść. Całe nieszczęście w przytoczonej historii pojawia się jednak dopiero w dniu realizacji misternego planu sprzątnięcia Pearce’a, bo zbiry za robotę biorą się dokładnie w momencie, w którym Aiden podróżuje ze swoją sześcioletnią siostrzenicą autem. Jak cała ta poruszająca scena się kończy, łatwo się już chyba domyślić.

Watch_Dogs miasto

I nie mówię, że elementy konstrukcji tej wyciskarki łez i zaciskacza pięści są do cna złe. Chodzi bardziej o to, że ktoś w Watch_Dogs naprawdę tragicznie ją poskładał. Po pierwsze, dziewczynki ciężko jest nam żałować, po wprowadzająca motyw sekwencja jest tak porwana i krótka, że nie ma opcji, by do sześciolatki w jakikolwiek sposób się przywiązać. Po drugie, Pearce’a też raczej nikt po ramieniu poklepać nie będzie miał ochoty, bo gościu to najzwyklejszy w świecie kryminalista, u którego kradzież i pobicie to chleb powszedni. Co więcej, w ciągu trzynastu godzin, które przeznaczyłem na główny wątek fabularny, dosłownie jedna postać drugoplanowa w jakimś stopniu przypadła mi do gustu. Cała reszta albo po prostu „jest”, albo dostaje zbyt mało czasu, by odznaczyć się czymś charakterystycznym lub wcześniej i nigdzie indziej nie spotykanym.

Watch_Dogs przystanek

Far Dogs Creed

Sztampę głównej osi fabularnej rozbijałem sobie więc całkiem często, a wszystko to za sprawą rozsianych po Chicago zadań pobocznych. Tych jest tu zaś prawdziwe zatrzęsienie i z ręką na sercu uznaję je za największy plus Watch_Dogs. Któż to wie – być może moje nastawienie wynika w dużej mierze z miłości do szablonu powielanego przez Ubisoft w ich najnowszych sandboksach. Na podobieństwo trzeciego Krzyku z Oddali czy Czarnej Bandery również w Watch_Dogs zabierzemy się za odblokowywanie dzielnic (hakując rozsiane po mieście wieże radiowe) i powstrzymywanie przestępczości (nie)zorganizowanej w różnej postaci, a dodatkowo czeka na nas tu jeszcze szereg unikatowych atrakcji. Jedną z nich jest chociażby możliwość wcielenia się w gigantycznego pająkobota i sianie pożogi na ulicach miasta, wzięcie udziału w jednej z kilku gier opartych o rzeczywistość rozszerzoną (eliminacja kosmitów, zbieranie monet) czy opcja codziennego „meldowania się” przy każdym, charakterystycznym miejscu i zabytku Chicago. Może nie wszystkie z dostępnych tu aktywności są niesamowicie oryginalne, może i na dłuższą metę atakują nas powtarzalnością, ale na brak zajęcia i tak nie można w Watch_Dogs narzekać. Fani „robienia 100%” będą w raju.

Watch_Dogs ulica

A skoro już przy chwaleniu gry jesteśmy, kciuk w górę podnoszę także w kwestii wyglądu samego Chicago, jak i terenów podmiejskich, które również przyjdzie nam zwiedzić. Miasto i jego okolice, choć nie tak urocze jak w przypadku pierwszej zapowiedzi, i tak zaskakuje liczbą detali, czy scenek z udziałem postaci niezależnych, mijanych podczas spaceru. Ostatecznie, rozbijanie się po betonowej dżungli Watch_Dogs było dla mnie źródłem sporej frajdy, i nawet koślawy model jazdy (czułem, jakbym jeździł po maśle) nie był w stanie zepsuć tego wrażenia. Swoje parę groszy dokłada w tym temacie również zestaw hakerskich „mocy” Aidena, o których to jakimś cudem nie udało mi się jeszcze wspomnieć, a które to pozwalają nam wejść w interakcję z otoczeniem, jednocześnie czyniąc go żywym elementem i poniekąd drugim bohaterem produkcji. Zamieszanie w sygnalizacji świetlnej spowoduje karambol na skrzyżowaniu, podniesienie barierek urkytych w ziemi powstrzyma pościg (podobnie jak i eksplozja rur biegnących pod jezdnią), a wyłączenie prądu w najbliższej okolicy pozwoli wymknąć się niezauważonym, wprost spod nosów zagrażających nam drabów. Opcji jest tu całkiem sporo, a nowe umiejętności wykupujemy sobie za punkty zdobywanie w trakcie skoku na wyższy poziom. Łącznie Watch_Dogs pozwala nam rozwijać się w walce, hakowaniu, prowadzeniu pojazdów oraz w tworzeniu pomocnych w walce przedmiotów (granaty, zakłócacze łączności policyjnego radia etc.) Podobnie jak i w przypadku zadań pobocznych, również zdolności do „nauczenia się” jest w grze naprawdę sporo, co w duecie ze wspomnianymi hakerskimi sztuczkami wnosi do zabawy poczucie ciągłych zmian, świeżości jak i wynagradzania za nasz trud. Za te dwa elementy, kolejne kciuki w górę.

Watch_Dogs

Na koniec muszę jednak powrócić jeszcze do rzeczy w Watch_Dogs mniej fajnych, bo takowych w dalszym ciągu znajdzie się kilka. Wspominałem już o kiepskim, a momentami nieco zbyt wiele wybaczającym modelu jazdy, prawda? To i tak nic w porównaniu z muzyką, która tej jeździe towarzyszy. Serio – dawno nie spotkałem się z tak kiepską stacją radiową w grze. I używam tu liczby pojedynczej nie bez powodu. Więcej muzyki sobie Aiden najzwyczajniej w świecie nie posłucha. Ponadto, nie wszystkim musi spodobać się tutejsza emancypacja rozwiązań siłowych – skradania się i hakowania systemów ciągle jest tu sporo, niemniej jednak ilość strzelania potrafi zaskoczyć. Co innego, że całość i tak da się ukończyć podstawowym pistoletem i zakupionym na starcie karabinem maszynowym. Szeroki asortyment giwer jest, konieczność ich kupowania – już niekoniecznie.

No i jest jeszcze multi, koniec końców całkiem sprytnie wplecione w tryb rozgrywki dla pojedynczego gracza. Bawiąc się samotnie w najnowszej piaskownicy od Ubisoftu, co jakiś czas otrzymywać będziemy powiadomienia o aktywnościach grupowych – zespołowych wyścigach, strzelaninach, misjach opartych na kradzieży danych bądź śledzeniu. I do tego elementu doczepić się nie mam zamiaru, jednak pomysł na ładowanie się innych graczy w moje prywatne Chicago nie spodobał mi się już za grosz. Poza rywalizacją w zespole istnieją tu bowiem jeszcze sporadyczne ataki hakerów-graczy na prowadzonego przez nas Aidena, który nie będzie mógł zrobić nic, dopóki nie namierzy gagatka. Byłeś w drodze na misję głównego wątku? Przykro mi, atak hakera pokrzyżuje Twoje plany. Chcesz zagrać dalej? Znajdź go i wyeliminuj. Osobiście strasznie mnie to irytowało. Co prawda od sieci można się tu całkowicie odłączyć, a im dłużej szukamy gościa, tym gra coraz dosadniej wskazuje nam jego lokację, ale wciąż nie zmienia to faktu, że takie ładowanie się łokciami w naszą własną rozgrywkę często podnosiło mi ciśnienie. Nie do końca w dobrym znaczeniu tego słowa.

Nie na takie Chicago liczyłem

Nie będę przed Wami ukrywał, iż z Watch_Dogs bawiłem się dobrze, a momentami zaś naprawdę przegenialnie. Najchętniej dałbym sobie święty spokój z tym, co kiedyś nam pokazano i naobiecywano, po prostu ciesząc się w pełni z otrzymanego produktu końcowego, którego wykonanie i formuła dostarczają to, co dla mnie w grze wideo zawsze najważniejsze – rozrywkę. Co zrobić, że lubię zbierać pierdoły po mapie, włazić na wszystkie wieże, muszę wykonać każdą misję poboczną, a Ubisoft znów podsunął mi ten sam, jak zawsze smakowity dla mnie bufet pod nos i powiedział „smacznego”? W dodatku sama gra nie jest też absolutną kalką poprzedniego dorobku studia i z odwagą wprowadza kilka autorskich pomysłów na zabawę, a fakt bycia sandboksem we współczesnym mieście nie nakazuje mi rzucenia Watch_Dogs na pożarcie GTA. Serio, który tytuł wytrzymuje to porównanie?

Watch_Dogs wypadek auta

Mając jednak na uwadze, iż oczekiwany przeze mnie Tom Clancy’s The Division ciągle w drodze, oraz że Ubi solidnie pojechało sobie tym razem w temacie realizacji złożonych obietnic, na Watch_Dogs zdecydowałem się spojrzeć nieco bardziej krytycznym okiem. System reputacji obecny w grze to jakiś żart, o fabule i jej postaciach nie będę pewnie już pamiętał za pół roku, a mutli, podobno rewolucyjne, bardziej mnie irytowało niż bawiło. Jak na jeden z grubiej zapowiadanych, next-genowych tytułów (i to od takiego studia), mimo wszystko trochę tych potknięć i kłamstewek trochę za dużo. Mam jednak nadzieję, że Watch_Dogs 2.0 w pełni to wszystko wynagrodzi.

Moja ocena:
Grafika:
 dobry
Dźwięk:
zadowalający
Grywalność:
 dobry
Ogólna ocena: 
Sugerowana cena w dniu publikacji testu: ok. 119 zł (PC), ok. 229 zł (PS4)
 

 

Maciej PiotrowskiOkiem starego zgREDa Barona
Maciej Piotrowski

Zapowiadając Watch_Dogs w 2012 roku Ubisoft samo zrobiło sobie krzywdę. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Mogło, bo gra, choć mocno wykastrowana graficznie już teraz pobiła rekord otwarcia wśród wszystkich wydanych dotąd produkcji francuskiego producenta. Gracze łaknęli obiecywanego hakowania Chicago tak bardzo, że nie odstraszył ich wyraźny regres jaki dokonał się przez ostatnie miesiące w oprawie wizualnej gry. Co więcej, sądząc po spływających zewsząd recenzji Watch_Dogs jawi się jako niemal sandbox niemal genialny. Ja osobiście jakoś tej genialności nie widzę. Owszem gra na dobrym pececie potrafi wyglądać kozacko (nie tak dobrze jak w 2012), ale przecież, zdaniem wielu, nie ona stanowi o wartości gry. No i co my tu mamy? Średnio odkrywczą fabułę z mało porywającymi postaciami ( i polskim tłumaczeniem spojlującym lekko fabułę), dość satysfakcjonującą zabawę z miejskim system bezpieczeństwa i całe mnóstwo misji pobocznych, z których gro polega niestety na niemal dokładnie tym samym. Owszem, może się to podobać tak jak podobały się zadania z pierwszego Assassyna (ja np. darzę go wielkim sentymentem, choć przyznaje że potrafił przynudzić). Przynajmniej niektórym. Problemów nękających Watch_Dogs jest jednak znacznie więcej. Słaba optymalizacja, kiepski model jazdy, pojawiający się znikąd gliniarze podczas pościgów (których normalnie na ulicach nie widać), psujące zabawę bugi techniczne czy irytujące włamywanie się innych graczy do naszej gry. Szczególnie te dwie ostatnie kwestie mocno dały mi się we znaki. O ile jednak babole bywają po prostu uciążliwe (np. ugrzęźnięcie w ścianie czy w ziemi bez możliwości ruchu skutkujące powrót do poprzedniego zapisu), o tyle przenikanie się gry wieloosobowej do naszej rozgrywki potrafi potężnie napsuć krwi. Pomijam fakt, że ataki wrogiego hakera przerywają nam beztroską zabawę. Próba namierzenia go potrafi być bowiem bardzo emocjonująca. Tylko co z tego skoro kuleje sam proces eliminacji zagrożenia. Stać metr od ukrywającego się w samochodzie hackera, oddać do niego serię przez przednią szybę i…nie wyrządzić mu żadnej krzywdy – takie kwiatki z pewnością nie cieszą. Tak, wiem, że w systemie reputacji jako pierwszą nagrodę przewidziano amunicję, która wyrządza większe zniszczenia pojazdom, ale nie wierze, że wszystkie bryczki w Chicago są opancerzone. O niewidzialnych ścianach podczas ucieczki przed hakowanym graczem nie chce mi się już nawet wspominać. Podsumowując – w moim odczuciu Watch_Dogs rewelacją żadną nie jest. Ot ciekawa produkcja z dużymi aspiracjami, która może, w przyszłości, w kolejnych odsłonach faktycznie pokazać pazur. Po cichu na to liczę. Na razie jednak nie jestem w stanie wystawić „jedynce” wyższej oceny niż tę którą widzicie poniżej. Moja ocena: 3,2/5

 

Maciej SłaboszewskiZdaniem redakcyjnego sceptyka
Maciej Słaboszewski

Strzał w stopę, kolano, a na końcu w głowę, tak ostatecznie mogę podsumować to, co zrobiło Ubi z Watch Dogs. Jak przy okazji recenzji Elder Scrolls Online pisałem o czarownych zapowiedziach w zestawieniu z szarą rzeczywistością, tak tutaj ta ostatnia jest nie tyle szara, co brutalna. Fabuła zalicza się do tych ambitnych inaczej - na poziomie tej z „Mody na sukces”, równie przewidywalna i sztucznie naciągana. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. O oprawie pisać za wiele nie muszę, bo porównań w sieci do GTA IV czy sławnej już zapowiedzi z 2012 jest bez liku. Nie mam pojęcia, na co liczyli włodarze firmy decydując się na tak znaczącą degradację grafiki względem wspomnianego trailera – może na to, że gracze są ślepi? Tak więc do tej pory mamy: fabuła – nie, oprawa – nie, może więc multi? Beeep, nadal nie. Obecnie gra wieloosobowa w WD bardziej frustruje niż bawi. Jest w niej tyle błędów, że zastanawiam się czy producent w ogóle przeprowadził jakiekolwiek beta testy tytułu. Owszem fajnie jest tu kogoś zabić, tam kogoś wyprzedzić, ale po pierwsze to nic nowego, a po drugie realizacja tego woła o pomstę do nieba. Watch Dogs nie ma żadnych rewolucyjnych rozwiązań, są tylko… sprytne zagrania producenta. Nie zrozumcie mnie źle, gra jest niezła – w normalnych okolicznościach oceniłbym ją na 3-3,2/5. Jednak takowe nie mają tutaj zastosowania, bo Ubi postanowiło reklamować WD jako ósmy cud świata. Szkoda, że jak zwykle z dużej chmury mały deszcz. Jak już Rockstar wyda GTA V na PC (nie mam co tego żadnych wątpliwości), to jestem przekonany, że wszyscy gracze komputerowi praktycznie od razu zapomną o WD. Pomimo, że to są nieco odmienne tytuły i grupa moich kolegów z branży twierdzi, że nie należy ich bezpośrednio ze sobą porównywać; ja uważam, że należy to robić. Jasne, to są różne gry, ale konkurują bezpośrednio ze sobą czy się to komuś podoba czy nie i w tym zestawieniu dzieło Ubisoftu ponosi spektakularną klęskę. Za dużo obietnic, a za mało treści. Ostatecznie rozumiem czemu gracze piętnują WD na każdym możliwym kroku – przez dwa lata mieli nadzieję na coś niesamowitego, przygodę życia, dokładnie to co obiecał im producent, a dostali szarą codzienność, której to akurat nikomu nie brakuje. Dlatego też moja ocena jest relatywnie niska. Spory zawód, szkoda. Moja ocena: 2,7/5

marketplace

Komentarze

56
Zaloguj się, żeby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    Ubisoft lubi wqrwiać klientów- Kolejne wydanie gry w wersji preview jako wersja finalna- To samo było z Far Cry 2, a jeszcze bardziej w przypadku Far Cry 3!
  • avatar
    dla mnie kawał dobrej gry na popołudnie a minigierki są naprawdę świetne !
    szkoda że mój 7770 pozwala na gry tylko na low ustawieniach.. :)
    dla mnie 3+/5
    Zaloguj się
  • avatar
    Gierka bardzo przyjemna, czekałem na gta 5 a tu coś szybciej o podobnym typie rozgrywki. Kampania może nie wciąga ale świat, w którym ona się rozwija przyciąga mnie do ponownej rozgrywki. Sprawa z grafiką nie jest trudna (wiele osób się skarży i marudzi ze dropy na gtx 780...) gtx 760 WindForce 3x oraz i5-3570k @4,2Ghz gra chodzi na wysokich detalach z cieniami i poziomem szczegółów na średnie z prędkością 50-60-70fps. Jak dla mnie dobry wynik. na ultra nie ma co grać bo różnice są bardzo małe (można się o tym przekonać odwiedzając stronę nvidii poświęconej porównaniu ustawień graficznych).moja ocena to 3.75/5
    Zaloguj się
  • avatar
    Prawda jest taka, że kastracja nastąpiła z powodu słabej wydajności nowych konsol.
    Miały nie stopować rozwoju gier video, a już to robią, i to nie tylko w ocenianym tutaj WD.
    Jak tak pójdzie, to za dwa lata wydadzą "nową generację" konsol.
    Co do fabuły i głównego motywu działania bohatera, to poszli na łatwiznę.
    Czekałem na tą grę, ale daruje sobie chyba spędzanie przy niej czasu, czytając te wszystkie negatywne komentarze.
  • avatar
    Każda gra przy skopanej optymalizacji będzie miała wysokie wymagania :)
  • avatar
    Gra przeciętniak. Odstawiam ją na jakiś czas, może ktoś naprawi model jazdy i usunie styropianowe latarnie itp, itp, itp. Pieprzony ślimak Rockstar, jak GTA nie spełni pokładanych w niej nadziei to wypierniczę komputer przez okno:(
  • avatar
    Redakcja zapomniaja dopisać paru podstawowych błędów:
    -brak umiejętności walki wręcz!
    -podskok tylko przy wybranych przeszkodach
    -triki na motocyklu (błahostka ale w GTA super zabawa)
    -bardzo słaba ingerencja w wygląd bohatera
  • avatar
    Po prostu średniak. I dlatego zagrywam się w miodne shadowrun returns, a demo watch dogs poszło w odsatwkę :)
    Zaloguj się
  • avatar
    Dla mnie gra jak najbardziej OK ! Oczywiście można było spodziewać się więcej ale i tak jak na gry , które teraz wychodzą Watch Dogs jest dobrą pozycją do zabawy i poznania historii kolejnego bohatera. Choć nie tylko ja ale mój PC , który na razie tylko przy Metro i Crysise 3 potrafił się lekko zająknąć tutaj musiałem zrzucać detale na wysokie i AA na FXaa a Tex na średnie (oczywiście FHD) aby osiągnąć komfortowe 50-65fps ;)
  • avatar
    Czy ta gra mi pójdzie? Mam i5 3470 i GT 630? Bo nie wiem czy opłaca mi się kupować
    Zaloguj się
  • avatar
    Nie sadzicie ze wymagania sa spore jak na taka grafike?
  • avatar
    glupia gra nie polecam
  • avatar
    U mnie na fx8320 i r9 290 średnio 35fps do 60 fps na maks ustawieniach (wyłączona synchronizacja) z włączoną synchronizacją od 9 fps do 20 fps.
    Bardzo zawiodłem się na tej grze. Specjalnie dla niej inwestowałem w kompa. Dobrze że są tytuły które się udały producentom .
    Zaloguj się
  • avatar
    Up Nie kupuj , do gry potrzeba co najmniej jakiegoś GTS 450 żeby jak kolwiek zagrać i oczywiście 8gb ramu .
  • avatar
    "Na bezrybiu i rak ryba". Na PC i tak nie ma nic lepszego od czasu GTA IV więc nie ma co narzekać. Gra się dobrze. Ta gra wymaga niewielkich poprawek aby być bardzo dobrą. Mówię o modelu jazdy(za łatwe zniszczenia otoczenia, "pancerność" auta, trudniejsze prowadzenie) i poprawkach optymalizacyjnych grafikę. Gdyby to wprowadzono w jakimś patchu to nie ustępowałaby GTA.
  • avatar
    A mnie ciekawi jak finansowo wyjdzie na tym Ubi.

    Zrobiło z graczy skończonych idiotów i jeśli jeszcze na tym zarobią to jutro śladem ubi pójdą wszyscy - a co to oznacza dla graczy wiedzą już nawet lemingi.............
  • avatar
    uDon'tPlay
  • avatar
    Ehh artykuł/hejs pisany na siłę. Nie zgadzam się z tym, że fabuła była cienka a postacie nieprzekonywujące. Pokaż mi produkcję, gdzie przywiążę się do bohatera, GTA IV? Nie sądze, u mnie padłaby odpowiedź: Call of Duty: Modern Warfare, ale to trylogia, która jest po prostu filmem z grą w jednym :)
    Zaloguj się
    -4
  • avatar
    to szajs
  • avatar
    Jakim prawem tą gre porównujecie do gta IV...;O Jak to aż 6 lat różnicy...!
    Zaloguj się
    -8
  • avatar
    Nieważne jak zhejtujecie, gra mi się bardzo podoba. Według mnie jest dużo lepsza od GTA IV. W GTA 5 nie grałem to nie wypowiem się.

    Moja ocena to 8+/10.

    Mam średniej klasy laptopa i mogę odpalić na Ultra, więc nie jest źle.

    Oprawa audiowizualna jest naprawdę bardzo dobra.

    No to teraz minusujcie ile chcecie. Kupiłem zagrałem i nie żałuję :D
    Zaloguj się
    -11
  • avatar
    Mnóstwo płytkich zadań pobocznych/gierek?
    Trąci asasynem, dziękuję postoję.
  • avatar
    "Choć nie tylko ja byłem zaskoczony ale i mój PC"* Dajcie edycje komentarzy !!!!!
  • avatar
    wymagania są przesadzone,gra działa dobrze na średniej klasy sprzecie,jak ktoś porownuje do gta iv pod względem grafiki to chyba ma coś nie tak z oczami albo dawno juz gta nie odpalał,ja tam prrzesadnej liczby bugów nie widze a jak komuś nie pasuje to niech nie kupuje,a nie szlocha po forach że sramto,tamto...
    Zaloguj się
  • avatar
    Nie zarzuciłbym grze nic jeśli chodzi o fabułę - mam wrażenie, że to już osobista kwestia jak komu isę podoba. To samo postacie - mają swój charakter i tak naprawdę to chyba Aiden jest najmniej charakterystyczną ze wszystkich, gdyby nie rola "mściciela"
  • avatar
    Macie też tak w tej grze, że wam gościu sam chodzi do przodu jak nic nie wciskacie?
  • avatar
    Fakt, może ma duże wymagania, ale jednak grafika jest fantastyczna.
    Możecie sobie zobaczyć ile mocy potrzebuje komputer do grania w Watch Dogs na full detalach tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Hcq0HdOd-R4
    Średni wynik wychodzi 340W - co sądzę, że nie jest jakoś super dużo.
  • avatar
    Troche irytuje mnie fakt, że np wyszukujac gracza do hackowania czy cokolwiek momentalnie znika Ci wiekszosc misji (w tym tez pobocznych). Chcąc zagrac multiplayer jestes ograniczony przez oczekiwanie do praktycznie jezdzenia po miescie. A zdarza sie ze przez kilka ladnych minut nikogo nie znajduje.

    To o czym autor napisal ze irytuje go jak ktos mu z butami do gry wchodzi... coz mozna to wylaczyc calkowicie. Szczerze mowiac wole tak, niz wcale.I tak jadac na misje z kampanii czesto skrecalem na miejsce przestepstwa czy zeby zaliczyc jakis hotspot etc. To tez mi nie przeszkadzalo jak ktos sie wciskal mi pod nos i probowal mnie hackowac. It keeps things intresting i guess.

    Osobiscie nie gralem w gta 4. W 5 tez nie mialem okazji. Wiec jako ostatnia gra tego typu - san andreas i po czesci mafia II mam srednie uczucia do tej gry. Z jednej strony miasto wyglada duzo ciekawiej niz w mafii, ale fabula to jej daleko. Z drugiej strony San Andreas mialo sporo wieksze miasto, samoloty itp. Tu mimo iz dzielnice sa zroznicowane to tak nie czuc takiej roznicy jak to bylo w gta. Chociaz ja bym bardziej powiedzial ze gra ma wiecej wspolnego z mafia niz z gta. Miejmy nadzieje ze sie pojawi jakis patch wplywajacy na niektore irytujace bledy (odbicia w szybach i ogolnie wszedzie sa statyczne nie widac w nich m.in glownego bohatera do tego sytuacje gdzie odbicie w szybie prezentuje drogę podczas gdy powinien być płot (widziałem taki obrazek). Woda jest mega. Dopoki nie zaczniesz w nia strzelac. No i jadac samochodem po kaluzach przydałby sie chociaż mały jakiś rozprysk. Teraz mozna zasuwać z gazem do dechy a spod kol ani kropla.

    Mam nadzieje ze gra bedzie chwytac mody i dzieki temu scena moderska doprowadzi ja do punktu, do ktorego ubisoft nie dal rady.
  • avatar
    Dostalem gre za free do karty , wiec obiektywnie sie wypowiem - gra to takie Sleeping dogs co Sleeping dogs nie jest , tytulem i wygladem przypomina tamta produkcje , porownajcie samochody mosty i obwodnice oraz model jazdy ...