Choć poprzednie dwie części BioShock rozgrywały się pod wodą, nieco niespodziewanie twórcy postanowili przenieść akcję w zupełnie inne realia - prosto w przestworza. Podniebna metropolia niegdyś była projektem stworzonym w celach czysto pokojowych, podobnie jednak jak w Rapture, "coś" poszło nie po myśli, a jego obecni mieszkańcy nie mają już aż tak pokojowych zamiarów.
To właśnie do tego miasteczka trafia nasz główny bohater - tym razem nie sam, bowiem (miejscami) towarzyszy mu niejaka Elizabeth. Całość utrzymana jest w specyficznym, lecz charakterystycznym dla serii BioShock stylu "retro", zahaczając o różne mniejsze odłamy sztuki z art deco na czele. To wszystko tworzyło niezwykle klimatyczną mieszankę. Trzymajmy kciuki, by w Infinite wyszło równie miodnie, co w poprzednich odsłonach gry. Popatrzcie sami jak się to wszystko zapowiada!