American Airlines wprowadziła zasady, które wykluczają transport robotów przypominających człowieka lub zwierzę — zarówno w kabinie pasażerskiej, jak i w bagażu rejestrowanym. Informacja o zmianie miała zostać przekazana pracownikom wewnętrznym komunikatem. Nowe podejście obejmuje nie tylko podróżnych, ale również personel linii i obowiązuje niezależnie od tego, czy robot miałby wykupione osobne miejsce.
Decyzja American Airlines wpisuje się w trend, bo podobne ograniczenia wcześniej przyjęły już United Airlines oraz Delta Air Lines. Zakaz ma obowiązywać także w Southwest Airlines. W tle zmian stoi rosnąca obawa o zagrożenia, jakie mogą stwarzać pojemne baterie litowo-jonowe wykorzystywane w tego typu urządzeniach.
Akumulatory montowane w humanoidalnych robotach mogą mieć pojemność od 800 Wh do 2 500 Wh. Tak duże źródła zasilania wiążą się z ryzykiem samozapłonu, a w konsekwencji pożaru albo pojawienia się gęstego, intensywnego dymu na pokładzie. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) wskazuje, że w okresie od marca do lipca tego roku odnotowano ponad 750 incydentów związanych z bateriami litowo-jonowymi — m.in. w e-papierosach, telefonach oraz laptopach.
WIDEONagrał zaćmienie Słońca. Niesamowity widok z balkonu w Warszawie
W przypadku niewielkiej elektroniki załoga ma możliwość relatywnie szybkiego zabezpieczenia urządzenia, np. poprzez odizolowanie go w specjalnym worku ochronnym. Przy robocie wyposażonym w dużą baterię taki manewr nie jest już prosty ani bezpieczny. To właśnie dlatego obecność humanoidalnego robota w samolocie ma oznaczać podwyższone ryzyko — nie tylko dla bagażu i wyposażenia, ale przede wszystkim dla wszystkich osób na pokładzie.
Linie lotnicze zwracają uwagę także na aspekt psychologiczny: humanoidalne oraz zwierzęcopodobne roboty mogą wywoływać niepokój lub dyskomfort u współpasażerów. Przewoźnicy podkreślają, że takie urządzenia nie są traktowane jako sprzęt zapewniający wsparcie emocjonalne, więc nie mogą korzystać z wyjątków przewidzianych dla tego typu potrzeb. W praktyce ma to domknąć potencjalne "furtki" pozwalające właścicielom próbować przewozić roboty na szczególnych zasadach.
Za punkt zwrotny uznaje się zdarzenie z udziałem robota o imieniu Stewie, którego na pokład zabrał właściciel firmy The Robot Studio z Dallas. Po nagłośnieniu tej sytuacji podejście przewoźników miało zostać zaostrzone. Jednocześnie część ekspertów zakłada, że rozwój technologii AI oraz oczekiwania pasażerów mogą w przyszłości doprowadzić do wypracowania bardziej elastycznych zasad dotyczących transportu robotów.