Assassin's Creed: Brotherhood - graliśmy

Znakomita seria opowiadająca o odwiecznej walce zakonu Assasynów z Templariuszami po raz kolejny zaskakuje graczy. Po fenomenalnym Assassin’s Creed II, który zmazał pierwsze niezbyt korzystne wrażenia z poprzedniej części gry przyszedł czas na Brotherhood.

Samotny wilk

Jeden z najbardziej niebezpiecznych, a zarazem niezwykle sympatycznych bohaterów gier wideo znów pojawia się na ekranach naszych telewizorów.  Ezio Auditore da Firenze powraca, ale cholibka, jaki to powrót!!

Jak zapewne już wiecie fabuła Brotherhood zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym skończyła się poprzednia część gry. Ezio poznaje w końcu tajemnicę rajskich jabłek, która niestety niedługo potem sprowadza zagładę na rodzinne misato Monterrigioni. Utrata bazy wypadowej staje się jednak doskonałą okazją do odbudowania zakonu i poprowadzenia jego członków do walki z templariuszami. Nad światem zawisło bowiem wielkie niebezpieczeństwo w postaci pełnych przemocy rządów rodu Borgiów.

Nasz bohater sprytnie pozbawiony przez twórców części swoich dawny umiejętności musi szybko odnaleźć się w porażającym wielkością Rzymie, gdzie zaczyna się nasza przygoda. Na szczęście jego arsenał, choć lekko przetrzebiony i tak jest imponujący. Pozwala to cieszyć się zabawą od pierwszych minut spędzonych w grze. A dalej jest tylko lepiej – nowe bronie (np. kusza), nowe umiejętności, nowe wątki i ogrom różnorodnych zadań  szybko przysłaniają rzeczywisty świat nie pozwalając nawet na sekundę nudy.

Sama rozgrywka jest nie tylko świetnie wyważona, ale także wyjątkowo satysfakcjonująca. Nawet pomimo sporej liczby uproszczeń, które znalazły się w grze. Jedną z nich zmieniony system walki pozwalający jeszcze bardziej widowiskowo eliminować przeciwników łącząc zabójstwa w serię przy pomocy jednego tylko przycisku. Proste do bólu, ale jaką sprawia frajdę. Trzeba przyznać, że Ubisoft odwalił tu kawał dobrej roboty doszlifowując niemal wszystkie elementy wyróżniające serię Assassin’s Creed.

Bieganie po budynkach, wspinanie się na wieże widokowe, szukanie skarbów, walka, a nawet możliwość modernizacji miasta, które i tym razem daje nam wymierne korzyści – to wszystko tu jest. Owszem, można przyczepić się do drobnych błędów w grafice, do nienajlepszej kolizji obiektów czy nie zawsze logicznego sposobu poruszania się niektórych postaci, ale tak naprawdę to tylko błahostki. Szczególnie w konfrontacji z oryginalnymi rozwiązaniami, które przynosi najnowsza odsłona serii Assassin’s Creed.

 ...w wilczym stadzie

Największą nowością Brotherhood jest pojawienie się innych zabójców. Możemy ich rekrutować tworząc w ten sposób nowy zakon Assasynów, wysyłać na misje w przeróżne części Europy, a nawet samemu korzystać z ich usług w czasie naszych własnych zleceń. Ta ostatnia opcja jest szczególnie kusząca, bo kto nie chciałby zobaczyć skoordynowanego ataku grupy zabójców na wybrany cel. Zresztą przedsmak takich akcji możecie zobaczyć na zamieszczonym powyżej trailerze gry.

Świetnym patentem jest także możliwość szlifowania swoich umiejętności w wirtualnych treningach, które mogą stanowić dodatkowe wyzwania dla każdego fana zabawy w skrytobójcę.  Większość z Was (szczególnie gracze pecetowi) czeka jednak zapewne na pierwsze wrażenia z szumnie zapowiadanego trybu wieloosobowego, który wyróżnia się całkowicie niekonwencjonalnym podejściem do rozgrywki. No cóż, polowaniu na innych graczy ukrywających wśród tłumu podobnie wyglądających cywilów trudno odmówić oryginalności. Szczególnie wówczas gdy musimy mieć oczy wokół głowy, aby jednocześnie samemu nie stać się celem.

Trzy dostępne tryby gry sieciowej to może niewiele, ale zapewniają one całkiem niezłą zabawę. Przynamniej na kilka godzin. Niestety pomimo całej złożoności tego systemu rozgrywki i możliwości rozwijania prowadzonej przez nas postaci niektórym graczom może nie spodobać się jej zbytnia schematyczność. Dla mnie zabawa z innymi graczami pozostaje jak na razie cały czas tak samo atrakcyjna.

I może w tym właśnie tkwi największa siła nowej odsłony Assassin’s Creed. Pomysł na grę nie jest już może tak samo świeży jak kiedyś, ale jej perfekcyjne wręcz wykonanie dodaje jej niesamowitej rześkości. Brotherhood to według mnie jedna z najlepszych produkcji ostatnich miesięcy, w którą grzechem jest nie zagrać.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ