benchmark.pl po godzinach: Turok

W świecie gier komputerowych chyba ostatnio panuje moda na odgrzewanie starych, popularnych, a czasem zapomnianych serii. Za niecały miesiąc w sprzedaży będzie nowa odsłona Alone in the Dark, przygotowywany jest nowy Fallout, a ja właśnie miałam okazję pograć w nowego Turoka.

Słowo wstępne. Wydanie i tłumaczenie

W świecie gier komputerowych chyba ostatnio panuje moda na odgrzewanie starych, popularnych, a czasem zapomnianych serii. Za niecały miesiąc w sprzedaży będzie nowa odsłona Alone in the Dark, przygotowywany jest nowy Fallout, a ja w rękach trzymam właśnie Turoka.

Image

DLA CIEBIE
Samsung - przegląd oferty lodówek


Pierwsza gra z serii, wydana w 1997 roku, zachwycała głównie tym, że można było postrzelać sobie do dinozaurów, ale oprócz tego, był to raczej dość standardowy shooter, który potem doczekał się kilku kontynuacji na różnorodne platformy. Nowa część wydana na komputery osobiste oraz konsole nowej generacji zapowiada się interesująco z podobnych powodów, bo przecież chyba każdy z nas w jakimś momencie życia przeżywał fascynację tymi prehistorycznymi bestiami. Pytanie jednak czy oprócz tych charakterystycznych istot i w świetle tak silnej konkurencji, gra ma do zaoferowania cokolwiek co wyróżni ją z tłumu jej podobnych.

Informacje o grze

Pełny tytuł: Turok

Gatunek: First Person Shooter

Ranking PEGI: 18+

Tłumaczenie: pełne (napisy i dialogi)

Producent: Propaganda Games

Wydawca: Touchstone

Dystrybucja w Polsce: CD-Projekt

Minimalne wymagania sprzętowe: Procesor 2.4 GHz Intel Pentium 4 lub AMD Athlon 3400+ lub lepszy, 1GB RAM, karta graficzna 128MB (nVidia GeForce 6600/ATI Radeon X1300 lub lepsze), 18GB wolnego miejsca na dysku, Windows XP/Vista

- Wydanie i tłumaczenie

W przeszłości raczej chwaliłam CD-Projekt za to jak wydaje swoje gry, ale tym razem muszę przyznać bardzo rozczarowałam się w jakiej formie wypuszczono na rynek Turoka. Być może cała para wydawnicza chwilowo poszła w zbliżający się wielkimi krokami Mass Effect, a być może wydawca po prostu uznał że gra obroni się sama. Niemniej jednak na tle innych tytułów wydanych przez tę firmę Turok wypada trochę blado.

W większości przypadków w wydaniach CD-Projekt można przynajmniej znaleźć lepiej lub gorzej napisany poradnik, ale tym razem by zapchać miejsce do opakowania włożono nalepkę (co budzi zdziwienie) i instrukcję, której objętość nie przekracza nawet czterech stron. Ta krótka broszurka zawiera zaledwie wzmiankę o tym jak zainstalować grę, skróconą klawiszologię i trochę prawnego bełkotu, jak ostrzeżenie o epilepsji, warunki gwarancji i tak dalej. Ja jednak uważam, że skoro sama instrukcja zrobiona jest w tak oszczędny sposób, nie wróży to dobrze dla samej gry.

Image
Image

Z przykrością też stwierdzam, że Turok spokojnie może aspirować do miana najgorzej przetłumaczonej gry komputerowej jaką widziałam w całym moim życiu. Gołym okiem widać że materiał źródłowy z którym pracował tłumacz nie był najwyższych lotów, ale nie zmienia to faktu, że przekład przygotowano niezbyt starannie, a nawet niechlujnie. Nie wiem, być może to świadome działanie, że nasz bojowy oddział mówi dość prymitywną i czasami łamaną polszczyzną, ale kwiatki jak np. "rodzimy Amerykanin" (chodzi tutaj o rdzennego mieszkańca Ameryki Północnej, czy też Indianina), czy "idź w stronę dymu z miejsca katastrofy" (niby poprawne, ale jakieś przekombinowane) nie są w tej grze rzadkością i nie wszystkim może odpowiadać taki sposób "stylizowania" rzeczywistości. Lektorzy co prawda robią co mogą i starają się z lepszym lub gorszym skutkiem odegrać swoje role, ale po dłuższym czasie słuchania tego bełkotu po prostu uszy więdną (nie tylko dlatego, że dialogi bogate są w niewybredne przekleństwa), głowa boli i chce się krzyczeć z frustracji.

Temat tłumaczeń w grach komputerowych wraca jak bumerang niemal za każdym razem jak do ręki wpada mi jakaś "profesjonalna polska wersja językowa" a ja dalej twardo obstaję. Drodzy wydawcy, proszę nie zmuszajcie nas do takich gniotów. Ja nawet gotowa jestem zapłacić wyższa cenę za jakąś produkcję jeśli tylko do wyboru będzie wersja oryginalna, co oszczędzi mi takich męczarni. Turok jest doskonałym przykładem jak bardzo, złe tłumaczenie potrafi zniechęcić użytkownika i pogrążyć samą grę.

Ścieżki losu z dinozaurem w tle

Fabularnie, gra całkiem świadomie trzyma się pewnego utartego, dobrze znanego schematu, który tak często zaobserwować można w filmach akcji klasy B. Główny bohater gry, Joseph Turok to prawdziwy twardziel, jest niezniszczalny, zbudowany jak czołg, niczego się nie boi, a w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa nawet powieka mu nie drgnie. To właśnie z powodu niesamowitych umiejętności bojowych wysłany on zostaje, wraz z oddziałem Whiskey (czyżby brygada alkoholików?) na obcą planetę gdzie ma schwytać niejakiego Rolanda Kaine'a. Ten tajemniczy jegomość nie tylko jest zdeklarowanym terrorystą i ogólnie złym człowiekiem, ale tak się akurat dziwnie składa, że również byłym mentorem Turoka. Dawno, dawno temu, kiedy ziemia była jeszcze młoda, wcielił on Josepha do tajnego Wilczego Plemienia, czyli oddziału który w swoich szeregach skupiał najbardziej pozbawionych skrupułów recydywistów, a cechował się niesłychaną wręcz bezwzględnością i brutalnością. Turok jednak, z sobie tylko znanych powodów, zdezerterował, a teraz chyba próbuje odkupić swoje winy poprzez pomoc w schwytaniu byłego dowódcy.

Image
Image

Niestety nie ma róży bez kolców, bo z powodu tak wątpliwej przeszłości, nikt w jego nowym oddziale mu nie ufa, każdy grozi mu śmiercią i właściwie aż dziw, że tak okropnie niezgrany zespół ktoś zdecydował się wysłać gdziekolwiek na jakąkolwiek misję. Jak się jednak szybko okazje, problemy egzystencjalne Turoka przestają mieć jakiekolwiek znaczenie kiedy statek jego kompanii zostaje zestrzelony, a nasz bohater wrzucony w samo serce wrogiej i obcej dżungli. Joseph, będąc roztropnym człowiekiem, szybko uświadamia sobie, ze domniemane demony jego przeszłości będą chyba musiały poczekać, a on bardziej powinien się martwić czy jakiś potwór nie zje go na śniadanie. Od tego momentu zaczyna się walka o przetrwanie.

Nie należy mieć jakichkolwiek złudzeń. Fabuła w tej grze jest cienka jak papier, mało ambitna i słabo widoczna w ogólnym chaosie wydarzeń. Oprócz paru śmiesznych miejscami retrospekcji i wyskakujących od czasu do czasu z krzaków postaci nie ujrzymy niczego fascynującego, a bohaterowie których spotkamy będą płascy i stereotypowi. W większości przypadków gra omija narrację i wydaje nam tylko proste polecenia jak zdobycie radia, czy marsz w stronę obozu i to właśnie wokół tych prostych czynności kręci się cała opowieść. Często pchnięcie fabuły dalej sprowadza się tylko i wyłącznie do wystrzelania wszystkich przeciwników w promieniu kilku kilometrów i odczekania aż nadejdą posiłki.

Image

Nawet z samym Turokiem niesłychanie ciężko się zaprzyjaźnić czy identyfikować. Nie dość, że ma on w sobie tyle charyzmy co kij od szczotki, to jeszcze poszczycić się może wyjątkowo tępym wyrazem twarzy. Niech jednak jego jankeski wygląd i śnieżnobiała skóra was nie zmyli, bo Joseph Turok, choć oficjalnie się nie przyznaje, tak naprawdę wywodzi się z plemienia Indian Ioway, po których jak się zdaje, odziedziczył niesamowitą sprawność we władaniu nożem i łukiem. Jest to chyba jakaś dziwaczna próba zachowania ciągłości z pierwszą odsłoną serii, która w praktyce może co najwyżej wywołać uśmiech politowania, bo nasz bohater w obcisłych portkach z Indianami ma tyle wspólnego co z szydełkowaniem. Pomijając jednak dość lichą historię, w grze spodziewać się można dużo strzelania, wybuchów, fruwających przekleństw, niezliczonych ilości wrogów, no i przede wszystkim dinozaurów, bo na planecie na której rozbija się statek aż się od nich roi.

Ciężkie jest życie łowcy

Już od pierwszych minut gry Joseph Turok zmuszony jest do wykorzystywania swoich słynnych umiejętności bojowych. Na początku zdany jest tylko na prosty karabin maszynowy, ale z czasem udaje mu się skompletować dość pokaźny arsenał w skład którego wchodzi nie tylko wspominany już wcześniej nóż i łuk, ale również, na przykład, Minigun, czy miotacz płomieni. Niestety jednak Turok, jak jego poprzednicy, jest dość standardowym first person shooterem, gdzie przez większość czasu biegamy z punktu A do punktu B przebijając się przez hordy identycznych humanoidalnych przeciwników. Arsenał naszego bohatera jest co prawda dość pokaźny (choć Turok może nieść tylko dwie bronie palne na raz), ale nie wszystkie pukawki zachowują się tak jak powinny.

Image
Image

Na przykład strzelba, do czego byłam przyzwyczajona, nie ma prawie w ogóle odrzutu, przez co strzelanie z niej jest dziecinnie proste, a Karabin Plazmowy ma chyba trochę zbyt duży zasięg, skoro bez problemu trafić można przeciwnika stojącego po drugiej stronie rozległej doliny. Kolejna sprawa to amunicja, zebranie jednego magazynka oznacza właściwie, że ilość pocisków do danej broni odnawia się do maksymalnej ilości, co kompletnie eliminuje potrzebę chomikowania każdej kuli, czy też celnego strzelania. Gra więc automatycznie staje się bardzo prosta i choć do wyboru są aż trzy poziomy trudności, to najpierw i tak trzeba skończyć grę na niższym poziomie by mieć dostęp do tego wyższego.

Image
Image

Jedynym właściwie wyzwaniem jakie stawia przed nami Turok to próba cierpliwości. System zapisu stanu gry rozwiązany jest na zasadzie punktów kontrolnych (checkpointów), które rozlokowane są w grze bardzo nieregularnie. Raz bardzo często, kiedy to właściwie jedyne co robimy, to słuchamy rozmów postaci, innym razem z kolei bardzo rzadko, kiedy my właśnie stoczyliśmy trzy poważne walki, od dziesięciu minut maszerujemy w stronę obozu i w takiej sytuacji zapis byłby wskazany. Próżno szukać tutaj jakiejś logiki, poza taką, że twórcy chcą nam na siłę życie utrudnić. Co prawda problem checkpointów nie byłby tak istotny gdyby nie to, jak łatwo w grze zginąć.

Image
Image

Joseph Turok pomimo tego, że jest ogromnym twardzielem zakutym w pancerz to niesamowicie prosto go zabić. Wystarczy krótka salwa z krótkozasięgowego pistoletu aby obraz zaczął się rozmywać a nasz bohater potrzebował chwili na regenerację sił. Niestety jednak, kiedy Turok jest bliski śmierci, ekran rozmywa się tak bardzo, że cały świat zamienia się w jedną wielką plamę, a nasze możliwości bojowe spadają właściwie do zera. Szanse na ucieczkę z niebezpiecznej sytuacji są raczej nikłe, kiedy nasza widoczność jest tak mała, że nie wiadomo w którą stronę biec. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że Turok często traci równowagę i pada na ziemie, czy to powalony przez dinozaura, czy trafiony przez pocisk czy granat, wtedy kamera szaleńczo wiruje na lewo i prawo, a my jeszcze bardziej tracimy orientację. Niby to dodaje realizmu, ale mnie po prostu doprowadzało to do furii. Zwłaszcza, że nasz przeciwnik z kolei potrafi przeżyć salwę z Miniguna czy bliskie spotkanie z granatem, a potem wstać i strzelać jakby nic się nie stało.

Image

Sztuczna inteligencja w grze to kolejna katastrofa, walka z bezwzględnym Wilczym Stadem jest idiotycznie prosta, bo przeciwnicy poruszają się po linii prostej, bardzo często stają w miejscu jak zamrożone figury, w ogóle nie szukają osłon i jeszcze podróżują grupami żeby ich było łatwiej ustrzelić. Sytuację, choć nieznacznie, ratują dinozaury. Obcując z nimi ma się wrażenie, że to żywe, posiadające mordercze instynkty istoty. W czasie naszych eskapad spotkamy kilka różnych gatunków. Maleńkie Kompsognaty pętają się pod nogami, ale nie zaatakują nas chyba, że zostaną sprowokowane, wtedy pojawiają się ich nieprawdopodobne ilości i skaczą bohaterowi do gardła. Mniej cierpliwe są Dilofozaury, ale zaczną na nas szarżować tylko jeśli podejdziemy do nich zbyt blisko. Co innego Welociraptory, które z kolei są mało cierpliwe, niesłychanie agresywne i polują w stadzie. Równie łatwo jednak skupiają swoją uwagę na naszych przeciwnikach, czy też innych dinozaurach, więc można je wykorzystać do zyskania przewagi w bitwie. W grze pojawia się też nieśmiertelny Tyrannosaurus rex, z którym nawet stoczymy pojedynek jeden na jeden, ale to wszystko za mało żeby przyciągnąć do komputera na dłużej. Dinozaury są fajne, no ale ile można się nimi zachwycać, to tylko fauna na obcej planecie.

Image
Image

Nie oznacza to jednak, że w Turoku kompletnie nic mi się nie podobało. Sekwencje w których główny bohater zabija przy pomocy noża są bardzo efektowne i stosunkowo prosto je wykonać bo wystarczy w odpowiednim momencie wcisnąć lewy przycisk myszy (wtedy perspektywa zmienia się na trzecią osobę). Równie fajnym elementem jest możliwość strzelania z dwóch broni na raz, w początkowych etapach gry są to karabiny maszynowe, ale później Turok może strzelać jednocześnie ze strzelby i karabinu, co być może nie jest szczególnie realistyczne, ale przynajmniej dodaje grze akcji i dynamizmu (choć rodzi się pytanie jak on wymienia te magazynki). Właściwie pomimo tych wszystkich wad, gra broniłaby się całkiem nieźle jako nie wymagający zbyt wiele myślenia, prostoliniowy shooter, gdyby nie to, że zabrakło w niej kilka podstawowych rozwiązań które umiliłyby i ułatwiły rozgrywkę, co pogrążyło ją ostatecznie w moich oczach.

Image
Image

Do tych wad zalicza się chociażby brak możliwości biegu sprintem, niby drobiazg, ale nagle zaczyna go brakować niemal na gwałt gdy w grę wchodzi ucieczka przed jakimś większym dinozaurem, a nasz bohater posuwa się dość ślimaczym tempem. Równie nieodżałowana jest opcja prostego wychylenia się zza zasłony, co ułatwiłoby walkę na dużych przestrzeniach gdzie zewsząd otaczają nas przeciwnicy. Jednak najbardziej bolesnym jest brak mapy, zwłaszcza, że gra często zmusza nas do podążania za jakimś kompanem z oddziału, czy też kierowania się w stronę jakiegoś ściśle określonego przez fabułę punktu. Nasz towarzysz jednak nie dość że biega szybciej niż Turok i błyskawicznie znika nam z oczu, to jeszcze kiedy dotrze w wyznaczony przez grę punkt, czeka tam jak słup soli, a my kręcimy się w kółko zdezorientowani, bez żadnej możliwości ustalenia w którą stronę iść, czy zlokalizowania kolegi. Co prawda wciśnięcie klawisza F1, który wyświetla listę obecnie zadania owocuje mała niebieską strzałką, która orientacyjnie wskazuje nam kierunek. Ale przecież prosta kolorowa kropka na mapie załatwiłaby sprawę o wiele efektywniej i nie zmuszała by do wiecznego wciskania klawisza na klawiaturze.

Oprawa audio-wizualna

Turok zaskoczył pod względem oprawy wizualnej i dźwiękowej, ale niestety, po raz kolejny w negatywnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, gra bije rekordy pod względem wielkości instalacji, bo wymaga aż 18GB miejsca. Niby w epoce dużych dysków twardych nie jest to jakaś ogromna sensacja, ale trudno mi zrozumieć co w tym tytule zajmuje tak dużą ilość miejsca. Nawet cytowany zawsze i wszędzie Crysis zajmował sześć gigabajtów mniej, a Turok nie może pochwalić się grafiką nawet zbliżonej jakości. Kolejna sprawa to to, że Turok teoretycznie korzysta z technologii Unreal Engine 3. Na tym silniku stworzono między innymi takie hity jak Gears of War, Bioshock czy Mass Effect, ale w przypadku tej gry naprawdę trudno uwierzyć że to ta sama technologia. Turok prezentuje się szaro, kanciato i nieatrakcyjne, bardziej budząc skojarzenia z grami sprzed paru lat, niż tytułem który wydano na początku 2008 roku. Co gorsza, ingerencja w ustawienia grafiki jakoś niewiele zmienia, tekstury są średniej jakości, niektóre modele postaci są niedopracowane, a lokacje podobne do siebie.

Image
Image

Skoro już o tym mowa, to większą część gry spędzimy biegając po dżungli, więc warto jej się przyjrzeć z bliska. Pod tym względem Turok miał bardzo silną konkurencję i trudno oczekiwać że dorówna Crysis, ale nawet to co widziałam w Lost: Via Domus prezentuje się ciekawiej niż to co zaprezentowano w tym przypadku. Lokacje są podobne do siebie, schematyczne i tylko sprawiają wrażenie rozległych, bo tak naprawdę możemy się poruszać jedynie tak, jak życzą sobie tego twórcy. Zboczenie z utartego szlaku skończy się w najlepszym przypadku albo spotkaniem z niewidzialną barierą albo utknięciem gdzieś między kanciatymi drzewkami. Nawet wysoka trawa w której często chowa się główny bohater kojarzy się bardziej z dekoracją teatralną, gdzie ktoś poustawiał kilka wyciętych w zygzaki pasków papieru i pomalował na zielono, niż elementem grafiki.

Image
Image

Próżno też szukać jakichś oznak życia w tym świecie, oprócz wszechobecnego "warczenia" dinozaurów raczej nie usłyszymy niczego innego. Widocznie w tym ekosystemie nie rozwinęły się ptaki, a słońce przebijające się przez liście nie rzuca cienia z jakichś bliżej niesprecyzowanych powodów. Nawet deszcz zdaje się padać trochę od niechcenia. Wszędzie tylko, porozrzucane są ciała żołnierzy aby bohater przypadkiem nie zboczył z wyznaczonej trasy, albo nie zabrakło mu amunicji. Komicznie też wypadają głosy głównych bohaterów. Co prawda lektorów przyjemnie się słucha, ale nie zawsze dobrze dobrani są oni do postaci w które się wcielają. Część potężnie zbudowanych dżentelmenów mówi trochę zbyt niskimi, albo zbyt wysokimi głosami, aby było to przekonywające. Z kolei lektor podkładający głos Turoka chyba trochę zbyt entuzjastycznie stara się udawać niższy i bardziej wyrachowany głos twardziela, bo w praktyce brzmi jakby mówił do nas z piwnicy albo przez szklankę. Plusem jest przynajmniej muzyka w tych wyjątkowych przypadkach, gdy pojawia się wpadający w ucho melodyjny temat przewodni. Ogólnie jednak muzyka w grze wtapia się w tło tak mocno, że w ogóle jej nie słychać.

Wydajność silnika gry. Podsumowanie

Image

Niestety, jak wyraźnie widać na powyższych wykresach, gra wbudowaną ma opcję ograniczania ilości klatek na sekundę. Z tego powodu, niezależnie od konfiguracji, w testach wydajności nie przekracza granicy sześćdziesięciu FPS-ów.

Grafika - Niski poziom detali

Grafika - Średni poziom detali

Grafika - Wysoki poziom detali

Moja konfiguracja testowa

  • Procesor: AMD Athlon 64 X2 6000+ (2x3.0GHz)
  • Pamięć: 4x 1GB DDR2 800
  • Karta graficzna: nVidia GeForce 8800 GTS 320MB
  • System operacyjny: Windows XP

- Podsumowanie

Turok to przeciętny shooter z przeciętnym wykonaniem i przeciętną fabułą. Trudno mi było znaleźć coś co w grze przyciągnęłoby na dłużej. Może oprócz kilku ciekawych dinozaurów, które i tak tracą wiele ze swojego uroku z powodu kiepskiej grafiki, a przecież gra chodzi na dość nowoczesnym silniku.

Trudno też uwierzyć że tak kiepski tytuł da się skrzywdzić jeszcze bardziej, ale okropne tłumaczenie, na które skazuje nas wydawca jest jednym z poważniejszych powodów dla których warto tą grę ominąć. Na rynku jest wiele dobrych, ciekawych i dobrze wykonanych First Person Shooterów, a w porównaniu do nich Turok to średnio przyjemne doświadczenie, które tylko w teorii jest warte swojej ceny.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE